Przejdź na stronę główną Interia.pl

Podróże Guliwera

Jonathan Swift

Streszczenie szczegółowe

CZĘŚĆ I. U Liliputów

Rozdział 1

Guliwer urodził się w Anglii w hrabstwie Nottinghamshire jako trzeci z pięciu synów właściciela niewielkiego folwarku. Od dzieciństwa lubił włóczęgę. Ojciec nieraz miał mu za złe próżnowanie i kiedy syn skończył czternaście lat, oddał go do szkoły w Cambridge. Tam okazało się, że Guliwer bardzo się interesuje naukami przyrodniczymi. Postanowił zostać lekarzem. Niestety niewielki folwark nie przynosił tak dużych dochodów, by bohater mógł skończyć naukę - musiał ją przerwać. Ojciec umieścił go w Londynie u sławnego chirurga, pana Batesa. Tu Guliwer nauczył się anatomii, a oprócz tego, ponieważ nęciły do podróże, z zamiłowaniem studiował matematykę, geometrię i myślał o morskich podróżach.

Pewnego dnia w Londynie odwiedził Guliwera jeden z jego wujów i postanowił wysłać chłopca na naukę do jednego z zagranicznych uniwersytetów - do Lejdy. Stamtąd bohater wrócił po trzech latach jako dyplomowany lekarz. Niemal natychmiast poszukał sobie miejsca okrętowego lekarza i wypłynął w morze, spełniły się jego marzenia. Jak na złość jednak, mimo całorocznego żeglowania, nie przeżył żadnej przygody. Zwiedzał różne zakątki świata, ale to nie zaspokoiło jego tęsknoty do przygód na miarę Robinsona Kruzoe.

Po powrocie do Londynu Guliwer postanowił się ożenić. Jego małżonką została panna Maria Burton, córka sąsiadki pana Batesa. Wiedli szczęśliwe życie aż do śmierci opiekuna Guliwera. Wtedy okazało się, że nie potrafi pozyskać odpowiedniej liczby pacjentów i trudno mu utrzymać dom. Guliwer powrócił do zawodu lekarza okrętowego. Przez sześć lat błądził po morzach i oceanach. Przywiózł poważną sumę pieniędzy, ale wiedział, że i one w końcu zostaną wydane. Dlatego pozostawił finansowe zabezpieczenie dla żony, a sam postanowił udać się w kolejną żeglugę.

Wypłynęli 4 maja 1699 roku na statku „Antylopa”, którego kapitanem był Prichard. Celem podróży były okolice podzwrotnikowe. Niestety okręt zabłądził, przez wiele dni trwały burze i nawałnice. Wkrótce doszło do wypadku - trafili na skały i okręt roztrzaskał się w drzazgi. Tylko kilku marynarzom udało się wsiąść do szalupy ratunkowej, ale i tę zatopiła fala. Uratował się tylko Guliwer.

Morze wyrzuciło go na piaszczystą wydmę. Guliwer chciał pójść w poszukiwaniu jakichś ludzkich siedzib, ale po chwili marszu upadł wyczerpany i głodny. Obudził go jakiś ruch, wydawało mu się, że chodzą po nim jakieś małe zwierzątka. Z wysiłkiem otworzył oczy i zobaczył postać ludzką rozmiarów niewielkiego karzełka, w wytwornym stroju, uzbrojonego w kołczan pełen strzał i mały łuk. Potem poczuł, że wiele podobnych istot spaceruje po jego ciele i zauważył, że jest... związany. Guliwer głośno krzyknął i starał się poruszyć, co wzbudziło popłoch wśród małych napastników. Nie udało mu się jednak wyswobodzić z silnych więzów. Małe istotki natomiast zaczęły głośno krzyczeć, wymieniając między sobą uwagi i ustalając plan działania. Było to najwyższy czas, bo Guliwer, zniecierpliwiony krępującymi mu ruchy sznurami, zdołał wyswobodzić lewą rękę.

Nagle rozległ się głośny rozkaz i tysiące strzał utkwiło w dłoni, twarzy i szyi bohatera. Nie spodziewał się tak skutecznego ataku. Pociski nie wyrządziły mu poważnej krzywdy, ale ból był bardzo dokuczliwy. Guliwer przestał się więc poruszać i czekał, co się dalej wydarzy. Tymczasem liliputy przystąpiły do budowy drewnianej wieży, na którą wstąpiły trzy maleńkie postacie. Jedna z nich długo przemawiała do bohatera, a on gestami i wyrazem twarzy okazał swoją pokorę i gotowość do uległości. Pokazał także, że jest bardzo głodny.

Wkrótce mógł podziwiać organizację napastników. Niemal w sekundzie pojawiły się liczne półmiski i kosze chlebów, które sprawnie wynoszono po drabinach na jego piersi, by mu je podać do ust. Niestety wspaniałe pieczenie miały rozmiary drobnego ptactwa, jakie znał Guliwer. Mimo to usiłował się najeść, a potem wypił dwie beczki smacznego wina (które dla niego nie stanowiły nawet dużego kielicha).

Liliputy podziwiały olbrzymi wzrost i siłę Guliwera, dla nich był on „wybrykiem natury”, istotą dotąd nieznaną. On traktował ich z nie mniejszym zaciekawieniem.

Wkrótce zorientował się, że zostanie gdzieś przetransportowany. Starał się dać do zrozumienia, że może przejść drogę na własnych nogach, ale mu na to nie pozwolono. Opatrzono mu natomiast rany, tak, że nie czuł bólu.

Transport Guliwera odbywał się tak: w równych odległościach rozłożono drewniane bale, olbrzyma położono (wielkim wysiłkiem setek lilipucich rąk) na drewnianej platformie, a potem przesuwano ją po balach. Był to trudny i pracochłonny środek transportu, ale udało się dotrzeć z „wielkim” człowiekiem do stolicy państwa. Naprzeciw wyszedł król liliputów, którego Guliwer poznał po stroju oraz godności i powadze z jakimi się nosił.

Okazało się, że pomyślano już o mieszkaniu dla bohatera - miała nim być stara świątynia. Guliwer miał mieć stopy skute drobnymi srebrnymi łańcuszkami. Przy okazji „skuwania” Guliwera zaszedł ważny wypadek. Musiano przeciąć krępujące go więzy, więc miał okazję rozprostować nogi. Przespacerował się kilka kroków, uważając, by nie skrzywdzić licznie zebranych karzełków. Zaprezentował przy tym wyraźnie, że nie ma złych zamiarów i jest łagodny.

Rozdział 2

Guliwer miał okazję podziwiać kraj liliputów. Przed jego oczami rozciągała się piękna okolica - rozległe pola, sady, lasy poprzecinane strumieniami. Następnego dnia przybył do niego sam król. Był to przystojny mężczyzna. Guliwer dowiedział się potem, że miał wówczas dwadzieścia dziewięć lat. Był nieco wyższy od swoich poddanych, silnej budowy, o ciemnych włosach i bujnej brodzie. Od siedmiu lat rządził królestwem. Podobnie piękna była jego żona.

Cały dwór podziwiał wielkość Guliwera. Niestety nie mógł się on z nimi porozumieć w żadnym ze znanych sobie języków. Nie we wszystkich mieszkańcach kraju Guliwer wzbudzał sympatię. Kilku szczególnie dokuczliwych (strzelali do niego strzałami) aresztowano i oddano mu, by ich ukarał. Cały dwór i zgromadzeni zamarli w przerażeniu patrząc, co też olbrzym (człowiek-góra, jak go nazwano) z nimi uczyni. W pierwszym porywie Guliwer chciał ich zabić, ale potem tylko ich przestraszył udając, że zamierza ich zjeść, a potem puścił wolno. Ten akt litości i pokaz łagodności zjednał mu przyjaźń liliputów.

W tym czasie król przebywał na naradzie w stolicy. Radzono, co zrobić z olbrzymim przybyszem. Jego karmienie było wielkim wysiłkiem mieszkańców i urzędnicy królewscy domagali się zgładzenia Guliwera. Król nie chciał na to przystać, zwłaszcza po przybyciu posłańca, który opowiedział mu o pięknym postępku Guliwera z dokuczającymi mu „przestępcami”. Postanowiono, że kolejne miejscowości będą dostarczać żywności dla gościa. Zlecono też wykonanie odzieży dla Guliwera.

Z całego kraju przybywały liliputy, by obejrzeć olbrzyma, zaniedbano pola, handel i przemysł. Wkrótce Guliwer poczynił postępy w nauce języka, tak że potrafił się porozumieć z królem liliputów. Starał się go przekonać, by pozwolił go uwolnić, ale król powiedział, że to zależy od Rady Państwa.

Uzgodniono, że trzeba najpierw przeprowadzić rewizję Guliwera. W jego kieszeniach znaleziono pistolet, grzebień, chustkę, zegarek, sakiewkę i pieniądze. Dla liliputów były to przedmioty niewiadomego użytku. Zwykły notes był dla nich „zwojem białego, bardzo grubego papieru, z pojedynczych, ściśle połączonych ze sobą kartek”. Guliwer chętnie objaśniał, do czego służą. Wahał się tylko przy rewolwerze, ale na prośbę króla zademonstrował, jak się go używa. Wystrzał wprawił w popłoch mieszkańców kraju. Broń została Guliwerowi odebrana, ale pozostałe przedmioty mógł zatrzymać. Zyskał w ten sposób zaufanie liliputów.

Rozdział 3

Cierpliwość, posłuszeństwo i rozsądek zjednały Guliwerowi sympatię liliputów. Zaprzyjaźnił się z wieloma z nich, zwłaszcza z tajnym radcą dworu, Redresalem. Jego przyjacielem był także król, z którym często rozmawiał. Guliwer poprosił władcę, by pozwolił mu urządzić manewry jego wojskiem. Ten się zgodził, a wojskowe zdolności gościa bardzo mu imponowały. Odtąd bardzo często urządzano manewry dowodzone przez Guliwera, które odbywały się pod rozciągniętą na drewnianych palach jego chustką. Zdarzyło się, że chustka pewnego dnia pękła i kilku żołnierzy znalazło się w niebezpieczeństwie. Guliwer ich uratował, ale odtąd już nie organizowano tej zabawy.

W kilka dni po tym wypadku do stolicy przybyło poselstwo z informacją, że morze wyrzuciło na brzeg dziwny przedmiot. Opisano go jako dziwnego kształtu zwierzę, a w rzeczywistości był to... kapelusz Guliwera. Dowieziono go do stolicy w opłakanym stanie, ale bohater i tak cieszył się z odnalezienia zguby i natychmiast założył kapelusz na głowę.

Król dobrze pamiętał o prochu znalezionym w kieszeniach Guliwera podczas rewizji i prosił go, by wtajemniczył go w jego właściwości. Guliwer chętnie się na to zgodził, a jego uczniowie okazali się na tyle pojętni, że wkrótce w armii liliputów ważną siłę stanowiła artyleria. Z tej okazji zorganizowano przemarsz armii między rozstawionymi nogami Guliwera, które stanowiły bramę triumfalną.

Ustalono, że Guliwer zostanie uwolniony. Z tego powodu musiał złożyć przysięgę, że: nigdy nie będzie opuszczał państwa bez zgody króla; nie uczyni krzywdy żadnemu z liliputów; weźmie udział w budowie publicznych gmachów; pomoże dokładnie obliczyć wielkość państwa liliputów.

Guliwer chętnie się na to zgodził i wreszcie odzyskał upragnioną wolność.

Rozdział 4

Uwolniony Guliwer mógł wreszcie odwiedzić stolicę, do której do tej pory nie miał wstępu. Miasto było piękne i czyste. Liliputy mieszkały w kilkupiętrowych domach, malowanych na różne kolory. Uderzała czystość ulic, wzdłuż których rosły drzewa i kwiaty. Do pałacu prowadziła zielona aleja. Guliwer był oczarowany wyglądem królewskiej siedziby, gdzie pełno było kosztownych mebli, kobierców i drogocennych drobiazgów. Bogactwo władcy bardzo mu zaimponowało. Wyraził królowi swój podziw i zdumienie.

Okazało się jednak, że i król liliputów ma swoje kłopoty. Władca sąsiedniego państwa - Blefusku - chce zmusić jego i wszystkich liliputów, by tłuczono jajka od grubszego, nie cieńszego, jak to było przyjęte, końca. Wojna trwała już przed kilku laty, potem zawarto rozejm, ale kończy się on już niedługo. O tym wszystkim poinformował Guliwera jego lilipuci przyjaciel, Radresal. Przybył on do niego z polecenia króla, który zapytywał, czy może liczyć na Guliwera. Ten odpowiedział, że oczywiście tak.

Obserwując wybrzeże wroga bohater zauważył flotę złożoną z 50 statków stojących w zatoce. Ułożył plan, z którym udał się do władcy liliputów. Plan Guliwera zakładał, by odebrać Blefuskom flotę, co uniemożliwi walkę i zapobiegnie wojnie. W tym celu Guliwer pieszo przeszedł morzem do zatoki, pozahaczał wszystkie okręty na liny i przeciągnął je do zatoki liliputów. Udało się to dzięki jego wzrostowi i sile. Armia wroga była zrozpaczona, Guliwer współczuł zwłaszcza marynarzom tracącym swoje okręty. Wiedział jednak, że to jedyny sposób, by zapobiec krwawym wydarzeniom. W ten sposób wszystko skończyło się szczęśliwie, a olbrzym zyskał wdzięczność liliputów.

Rozdział 5

Jak do tej pory wszystko układało się dla Guliwera pomyślnie i on sam myślał, że po zdobyciu nieprzyjacielskiej floty jego pozycja w państwie jest ugruntowana. Niestety, jak można było przypuścić, król zorientował się jakiego potężnego ma sojusznika i pomyślał, że przy pomocy Guliwera mógłby podbić Blefusku i rozszerzyć granice swego państwa. Na to Guliwer nie chciał się zgodzić, wiedział, że siły są nierówne i nie chciał brać udziału w takim przedsięwzięciu. Król był na niego rozgniewany, za to zyskał przyjaciół z kraju Blefusku.

Guliwer wiedział jednak, że król liliputów coraz częściej daje posłuch oskarżeniom pod jego adresem. Kiedy zaproszono go do kraju Blefusku, został oskarżony (co prawda nieoficjalnie) o zdradzieckie zamiary.

Pewnej nocy wybuchł pożar w pałacu. Guliwer pospieszył na pomoc. Niestety nie wziął ze sobą grubego skórzanego kaftana, którym z łatwością mógłby ugasić ogień. Nie miał wody, więc niewiele myśląc zaczerpnął kapeluszem z kadzi, w których zbierano nieczystości z całego miasta. Król był zagrożony, Guliwer nie myślał więc o tym, czym gasi ogień, chciał go po prostu ugasić. Co prawda po całym zajściu król stwierdził, że mu dziękuje i rozumie jego położenie, ale królowa oznajmiła, że już nigdy nie zamieszka w zanieczyszczonych komnatach. Sytuacja Guliwera z dnia na dzień uległa pogorszeniu.

Rozdział 6

Przebywając w kraju liliputów Guliwer poznał panujące tam prawa i zwyczaje. Liliputy mają doskonały wzrok i są niezwykle zręczne. Wszystko w kraju jest dostosowane do ich wzrostu: zwierzęta, rośliny. Są doskonałymi mechanikami i budowniczymi, a piszą ukośnie na kartce papieru, tak że poszczególne linijki pisma układają się na kształt schodków. Zmarłych grzebią, stawiając ich na głowie i zasypując ciało ziemią, wierzą bowiem, że kiedy ziemia się odwróci, zmartwychwstaną oni, stojąc na nogach.

Oszustwo, podstęp lub zdradę karzą bez wyjątku śmiercią. Każdy liliput ma obowiązek zawiadamiać władzę o ewentualnych zagrożeniach, których się obawia. Choć Guliwer uważał to za donosicielstwo, jednak musiał przyznać, że takie prawo pozwalało na wychwytywanie przestępców. Jeśli oskarżenie było nieprawdziwe, oskarżyciel tracił majątek i musiał zwrócić poszkodowanemu poniesione koszty.

Guliwer, kiedy odzyskał wolność, mógł zająć się urządzaniem domu. Z drzew sporządził sobie krzesła i stół. Pomógł uszyć dla siebie ubranie. Pewnego razu odwiedził go król, który z podziwem patrzył jak Guliwer pochłania olbrzymie ilości jedzenia. Wtedy jego najbardziej zaciekły wróg, Flimnap, wyliczył cicho władcy, jakie koszty ponosi kraj z powodu tak olbrzymiego gościa. Doradził mu po raz kolejny, by zgładzić Guliwera.

Rozdział 7

Ponieważ Guliwer z racji swoich rozmiarów nie mógł brać udziału w życiu dworskim, nie wiedział, co się na dworze dzieje. Tymczasem król odwiedzał go coraz rzadziej i to wzbudziło niepokój bohatera. Okazał się on w pełni uzasadniony. Pewnej nocy potajemnie odwiedził go przyjaciel ze stolicy i przyniósł straszliwe wieści. Rada pragnie go zgładzić. Przygotowano akt oskarżenia o: zdradę (przyjaźń z Blefusku), zniszczenie pałacu („gaszenie”), nieudzielenie pomocy przy podbijaniu kraju Blefusku. Te oskarżenia pozwalały na wyrok śmierci, ale król bronił Guliwera, więc uradzono, że... zostanie on oślepiony, potem zmniejszy mu się racje żywności i w ten sposób pozbawi życia. Guliwer był rozgniewany i przerażony, głęboko odczuł niewdzięczność liliputów. Postanowił, że następnego dnia uda się, zgodnie z zaproszeniem, do kraju Blefusków i tam zastanowi się, co powinien dalej zrobić.

W kraju Blefusku uroczyście go powitano. Niestety nie miał tu odpowiedniego domu, więc musiał sypiać w lesie.

Rozdział 8

Guliwer nie wspomniał królowi Blefusku o wydarzeniach w państwie liliputów. Pewnego dnia zobaczył na morzu olbrzymi przedmiot - była to łódź. Wielkim staraniem Guliwera i mieszkańców Blefusku udało się ją przyholować do brzegu. Bohater nie posiadał się z radości - mógł wreszcie opuścić gościnny, ale za mały jak dla niego kraj. Jeszcze ciągle korzystał z gościny Blefusku, ponieważ przygotowywał żagle do łódki. Tymczasem z kraju liliputów przybyło poselstwo, żądające wydania Guliwera jako więźnia politycznego. Król Blefusku odpowiedział, że Guliwer już wkrótce opuści Blefusku i liliputów, gdyż znalazł łódź. W ten sposób niebezpieczeństwo utraty wzroku zostało zażegnane.

24 września 1701 roku po długich i serdecznych pożegnaniach Guliwer opuścił kraj Blefusku. Dostał w prezencie kilka sakiewek złota oraz zwierzęta hodowlane. Na morzu szczęśliwie napotkał statek i wszedł na jego pokład. Kapitan Biddel i marynarze nie mogli wyjść z podziwu, patrząc na miniaturowe owce, które pokazał im niezwykły podróżnik. Podobny podziw zwierzęta wzbudziły w Londynie. Guliwer pokazując je w całej Anglii zarobił dużą sumę pieniędzy.

Nie mógł jednak wytrzymać w domu. Pewnego dnia, zabezpieczywszy żonę i dzieci, wsiadł na statek „Motyl” płynący do Indii Wschodnich.

CZĘŚĆ II. Podróż do Brobdignag

Rozdział 1

W czerwcowy wieczór Guliwer po raz kolejny opuścił Anglię. Nic nie zapowiadało przygód. Statek minął Przylądek Dobrej Nadziei i mknął do Suratu. Zaledwie jednak wpłynął na Ocean Indyjski, rozpoczęła się burza. Dzięki dobrej organizacji udało się ją przetrwać i wkrótce marynarze ujrzeli nieznany ląd. Postanowiono sprawdzić co to za kraj, a Guliwer z chęcią towarzyszył kilku ludziom z załogi, którzy wyprawili się na ląd w małej szalupie.

Jakież było jego przerażenia, kiedy w pewnej chwili ujrzał szalupę oddalającą się bardzo szybko od lądu, kiedy on jeszcze zwiedzał wyspę. Ujrzał, że goni ją jakiś olbrzym. Na szczęście marynarzom udało się dotrzeć do okrętu, ale Guliwer pozostał na lądzie.

Dziwił się ogromowi wszystkiego, co go otaczało. Trawa wyglądała jak duże drzewa, nie obejmował wzrokiem całej okolicy, ale niepokoiły go rozmiary drogi, do której dotarł. Nagle znalazł się na wielkim polu i zrozumiał, że znajduje się w kraju olbrzymów. Ujrzał kilku wieśniaków przy żniwach i zadrżał na widok wielkich sierpów, którymi żęto zboże. Guliwer starał się pozostać niezauważony, ale wkrótce dojrzał go pewien rolnik i podniósł do góry. Ściskał go przy tym tak mocno, że Guliwer odczuwał ból.

Wieśniak zaniósł go do swojej chaty. Tam podróżnik poznał jego żonę, dzieci, a nawet... olbrzymiego kota. Żona wieśniaka najpierw wystraszyła się dziwnego stworzenia, ale potem nakarmiła go i ułożyła do snu. Obudziwszy się Guliwer nie mógł sobie przypomnieć, gdzie jest. Jeszcze dobrze nie zdał sobie z tego sprawy, a już musiał stoczyć walkę z wielkimi szczurami. Na szczęście wyszedł z niej bez szwanku.

Rozdział 2

Gospodarze, u których znalazł się Guliwer, mieli dziesięcioletnią córeczkę, która troskliwie zaopiekowała się małym przybyszem. Urządziła mu mieszkanie i uczyła nowego języka. Pewnego dnia wieśniaka odwiedził dzierżawca, człowiek bardzo chciwy, i namówił go, by pokazać Guliwera światu. Gospodarz wyruszył więc z nim i dziewczynką (Guliwer nazwał ją Glumdalklitsz - mateczka) na jarmark do pobliskiej wsi. Nazwano go Gildrig (Paluszek). Guliwer był niezmiernie zmęczony podróżą. Na jarmarku musiał popisywać się różnymi sztuczkami. To nie było bezpieczne - kiedy któryś z chłopców rzucił w niego orzechem (wielkości dyni), omal nie postradał życia.

Im bardziej wzrastały dochody gospodarza, tym bardziej rosła jego chciwość. Po długich naradach zdecydował, że uda się z Gildrigiem do stolicy państwa. Była to podróż długa i bardzo ciężka. Guliwer był coraz słabszy i często chorował, mimo troskliwej opieki Mateczki. Wreszcie dotarli do miasta Lorbrulgrud, czyli Duma Świata. Tu zatrzymali się w luksusowym hotelu i dawali przedstawienia. Dla Guliwera jedyną korzyścią z tych podróży był fakt, że udało mu się nauczyć języka olbrzymów.

Rozdział 3

Wiadomość o Gildrigu dotarła na dwór i pewnego dnia wieśniak otrzymał wezwanie od samej królowej. Musiał się stawić na zamku. Królowa bardzo serdecznie odniosła się do Guliwera, ujęła ją jego dworność i elegancja, zwłaszcza że zwracał się do niej w znanym jej języku. Guliwer został na dworze wraz z Mateczką, którą królowa przyjęła jako swoją dwórkę.

Król rozkazał swoim naukowcom, by zbadali Guliwera. Nazwano go „wybrykiem natury”. Władca pogrążył się w niewesołych rozmyślaniach - dotąd był dumny z osiągnięć swego kraju, a tymczasem okazało się, że niewielkie istotki potrafią osiągnąć dokładnie to samo (tylko na mniejszą skalę). Królowa natomiast pokochała Guliwera. Urządzono mu wspaniałe mieszkanie, a Mateczka przez cały czas się nim opiekowała.

Wrogiem Gildriga był tylko dworski karzeł, który wciąż mu dokuczał. Raz wrzucił go do słoiczka ze śmietanką i tylko dzięki umiejętności pływania Guliwer się uratował. Innym razem wsadził go do dużej kości, z której królowa właśnie wyciągnęła szpik. Guliwer zniszczył sobie całe ubranie. Karła w końcu usunięto z zamku.

Nieustanne niebezpieczeństwa czaiły się na Guliwera dosłownie wszędzie. Musiał walczyć z muchami i olbrzymimi osami. Kilka ich żądeł postanowił przywieźć do Europy.

Rozdział 4

Kraj Brobdignag jest oddzielony o reszty świata morzem i łańcuchem wulkanów, dlatego nikt o nim nigdy nie słyszał. Jest bardzo piękny, bo na żyznej wulkanicznej ziemi bujnie rozrastają się wszelkiego rodzaju rośliny. Pośrodku kraju leży ogromna stolica podzielona na dwie części rzeką. W środku miasta stoi pałac. Jest bardzo piękny, choć sprzęty wydały się Guliwerowi nieco kanciaste, o bardzo grubych kształtach.

Guliwer mieszkał w pięknie wykonanym mieszkaniu wielkości pudełka. Miał też inne mieszkania przeznaczone na wypadek podróży. Wyprawy do miasta odbywał zawsze w towarzystwie Mateczki. Miał okazję przyjrzeć się ludziom i sklepom. Olbrzymie kształty bardzo go raziły.

Pewnego dnia udali się na prośbę Guliwera do świątyni. Uwagę podróżnika zwróciła zwłaszcza wysoka wieża. Nie mniej wrażeń dostarczyło mu zwiedzanie królewskiej kuchni. Sprzęty kuchenne przypominały mu narzędzia tortur, a nieznośne gorąco, jak przy pożarze, uniemożliwiło zbyt długi pobyt w kuchennych pomieszczeniach.

Rozdział 5

Pobyt w kraju olbrzymów okazał się bardzo niebezpieczny. Guliwer musiał przetrwać: cios olbrzymiego jabłka, przygodę z psem, który go znalazł i zaniósł swemu właścicielowi (pałacowemu ogrodnikowi), walkę z ptakami (jednego z nich udało się Guliwerowi upolować), a nawet atak małpy, która myślała, że jest jej dzieckiem, wtoczyła go na dach, potem upuściła i tylko wyjątkowa przytomność umysłu Guliwera ocaliła go od śmierci.

Widząc, że Gildrig jest smutny i znudzony, królowa postanowiła urządzić dla niego specjalną rozrywkę. Mateczka wiedziała, że jej mały przyjaciel bardzo lubi pływać, więc zbudowano dla niego maleńką gondolę, w której mógł pływać po korycie napełnionym wodą. I tu czyhały niebezpieczeństwa - raz musiał walczyć z wielką żabą.

Nie brakło czasu i na popisy. Guliwer zachwycił dwór grą na cymbałach, które własnoręcznie wykonał. Ofiarował także królowej uplecione z jej włosów krzesełka, a Mateczce sakiewkę z tego samego materiału.

Rozdział 6

W trzecim roku pobytu w kraju olbrzymów Guliwer wraz z królem, królową i Mateczką wziął udział w corocznej podróży monarchy po kraju. Zatrzymali się w zamku Flanfasnik. Mateczka była przeziębiona, dlatego opiekę na Gildrigiem powierzono paziowi. Ten zabrał mieszkanie Guliwera nad morze, chciał tam na skałach znaleźć ptasie jaja. Guliwer tymczasem wylegiwał się w hamaku i patrzył w dal. Bardzo tęsknił za ojczyzną i najbliższymi.

Z zadumy obudziły go rozpaczliwe krzyki pazia, poczuł nagle, że mieszkanie unosi się w górę i że on sam leci w powietrzu. Okazało się, że porwał go olbrzymi orzeł. Ptak kierował się na pełne morze, a potem nagle upuścił klatkę. Guliwer zamarł z przerażenia, ale mieszkanie łagodnie osiadło na falach. Płynął.

Po kilku dniach podróży napotkał okręt... zwykłych ludzi. Bardzo się ucieszył, ale oni uznali, że jest wariatem, bo na wszystkie sprzęty patrzył z pobłażliwym uśmiechem. Wtedy Guliwer opowiedział im o swoich przygodach, pokazał też przedmioty z kraju olbrzymów, np. żądła os. Wtedy mu uwierzono.

Żona powitała go czule na progu domu, ale i tu Guliwer nie mógł się przyzwyczaić do „normalnych rozmiarów”. Do żony pochylił się, myśląc że jest bardzo niska, a ośmioletniej córeczki wcale nie zauważył. Z czasem wrócił do równowagi i choć jeszcze zdarzało mu się tęsknić do podróży, uległ prośbom żony, by nie opuszczał rodzinnego domu.

Potrzebujesz pomocy?

Oświecenie (Język polski)

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A. Sabak, D. Stopka, A. Szóstak, D. Pietrzyk, A. Popławska
redaktorzy: Agnieszka Nawrot, Anna Grzesik
korektorzy: Ludmiła Piątkowska, Paweł Habat

Zgodnie z regulaminem serwisu www.bryk.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności.

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2019 Wszystkie prawa zastrzeżone.