Tragizm jest kategorią estetyczną, która wywodzi się już z czasów starożytnych. Oznacza sytuację, w której bohater zmuszony jest wybierać pomiędzy dwiema równorzędnymi racjami, każda decyzja ponadto przynosi jakieś negatywne skutki, dlatego jest on z góry skazany na klęskę. Nieunikniona katastrofa to tylko kwestia czasu. Między skrajnościami nie ma pośredniej drogi, "złotego środka". Tragiczny bohater jest zazwyczaj nieprzeciętną jednostką. Cechuje go silny charakter oraz bogata psychika. Racje, pomiędzy którymi musi dokonać wyboru, dotyczą różnych życiowych sytuacji (konflikt uczucia i rozumu, honoru i miłości, obowiązku i poczucia moralnej słuszności czy też interesu własnego i interesu zbiorowego). Wybory, do jakich zmusza go życie, wiążą się częstokroć z rozmaitymi cierpieniami moralnymi i psychicznymi. Dużo prawdy jest

w stwierdzeniu, iż "tragizm polega na przedwczesnym zniszczeniu dużej wartości" (zazwyczaj jest to przedwczesna śmierć osoby, która jest wartościowa i szlachetna). Takie jednostki w tragediach zazwyczaj giną, chociaż jest to często związane z moralnym, pośmiertnym zwycięstwem. Tragiczny bohater to częsta figura przede wszystkim w antycznych tragediach, ale i także pojawia się w epoce Romantyzmu, Pozytywizmu, Młodej Polski oraz w literaturze współczesnej.

Tragiczna sytuacja występuje w znanej starożytnej tragedii Sofoklesa - "Antygonie". Los tytułowej bohaterki naznaczony jest przez tajemnicze, mroczne fatum, gdyż jej ród prześladuje klątwa. Ta młoda dziewczyna została postawiona wobec konfliktu pomiędzy prawem moralnym i religijnym a prawem państwowym. W walce o tron, jaka rozgorzała między braćmi Antygony zginął Polinejkes. Uznano go za zdrajcę, gdyż aby zwiększyć szanse wygranej sprowadził do kraju obce wojska. Kreon, król, który sprawował władze w tym trudnym dla ateńskiego państwa okresie zakazał grzebać ciało Polinejka. Taką karę dla zdrajców przewidywało prawo. Zapomniał jednak o innym prawie - prawie moralnym i religijnym. Właśnie o nie upomniała się Antygona. Jako siostra zmarłego nie śmiała sprzeciwić się prawu boskiemu, które jednoznacznie wymaga, aby każdemu zmarłemu zapewnić godny pochówek. Antygona okazała się być wierna prawu boskiemu, za co została skazana na śmierć. Była świadoma, że jej decyzja przyniesie takie konsekwencje, jednak nie potrafiła postąpić inaczej. Bardziej niż pozbawienie życia przerażała ją perspektywa dręczących wyrzutów sumienia, które nie pozwalałyby jej na normalną, szczęśliwą egzystencję. Ta bohaterka konsekwentnie podążała raz obraną drogą, nikt i nic nie było jej w stanie przeszkodzić. Zdawała sobie sprawę także z faktu, iż z góry jest skazana na katastrofę, bez względu na co się zdecyduje. Na tym właśnie zasadza się istota tragicznego fatum. Bohaterowie greckiej (i nie tylko greckiej) tragedii są właściwie bezwolni. Ich losem

i działaniami kieruje ślepe fatum, przeznaczenie. Istotą konfliktu tragicznego w utworze jest zmaganie się ze sobą dwóch równorzędnych racji (w tym wypadku prawa boskiego oraz prawa ludzkiego). Tragicznej winy Antygony można dopatrywać się w naruszeniu przez nią rozkazu Kreona. Dziewczyna postanawia pogrzebać brata z poszanowania dla zasad religijnych, tym samym łamie zasady ustanowione przez ludzi. W "Antygonie" niezwykle wyraźna jest także kategoria tzw. "tragicznej ironii". Kreon za wszelką cenę pragnie zachować władzę, jednak jego działania przynoszą zupełnie odwrotny skutek.

Każda z tych dwóch alternatyw niosła za sobą ból i cierpienie. Tytułowa bohaterka z tragedii Sofoklesa (podobnie zresztą jak i pozostałe postaci sztuki, wystarczy wymienić Kreona, Ismenę, Hajmona czy Eurydykę) wywodziła się ze szlachetnego rodu (który jednakże od pokoleń obciążony był klątwą). Postaci władcy czyli Kreona oraz Antygony zostały przedstawione na zasadzie kontrastu. Dla króla najważniejszy był interes kraju. Bał się, że gdy cofnie wyrok straci szacunek poddanych a w państwie zapanuje anarchia. W swej sprawiedliwości zapomniał jednak o tym, że władca powinien być przede wszystkim człowiekiem, że mnie można zatracać swego człowieczeństwa. Swoje bezwzględne wyroki tłumaczył obowiązkiem ukarania zdrajcy ojczyzny, uważał, iż taka właśnie jest wola bogów. Był zaślepiony i nie docierały do niego żadne argumenty czy prośby, jakie kierowali do niego najbliżsi. Opamiętał się, gdy było już zbyt późno, by cofnąć wyrok. Antygona z kolei była przekonana, iż właśnie jej racje są słuszne, gdyż po jej stronie stało odwieczne prawo boskie, ustanowione zanim człowiek stworzył swoje prawa. Cechowała ją odwaga, zdeterminowanie i żelazna konsekwencja. Mimo pozornej klęski (zgodnie z groźbami władcy spotkała ją śmierć), odniosła moralny sukces. Triumf Kreona był pozorny, ponieważ odnosił się tylko do rzeczywistości ziemskiej. Po śmierci zaś zostanie ukarany i będzie musiał odpokutować za swoją pychę, nie wolno bowiem budować królewskiego autorytetu za wszelką cenę. Na zasadzie ciągu przyczynowo - skutkowego śmierć Antygony pociąga za sobą całą lawinę tragicznych wydarzeń (będzie to przede wszystkim śmierć Hajmona - narzeczonego głównej bohaterki

a zarazem syna Kreona oraz samobójcza śmierć Eurydyki - matki Hajmona i żony Kreona).

Nietrudno z "Antygony" wyczytać poglądy reprezentowane przez samego autora tragedii, Sofoklesa. Był on przyjacielem Peryklesa, wielkim zwolennikiem demokracji, dlatego jednoznacznie potępił postawę Kreona. Przesadna ambicja, konsekwentne trwanie w ślepym uporze nie przystoją jego zdaniem człowiekowi,

w którego rękach spoczywa władza. W końcu opamiętał się on i zrozumiał swój błąd, zdał sobie sprawę, iż jego postępowanie było karygodne i będzie musiał ponieść konsekwencje tych czynów: "Ach, biada mi, złamane całe życie". Sofokles wyznawał religię delficką i bardzo wyraźnie odcisnęło się to na kreowanej przez niego postaci władcy. Rozkazy sprzeciwiające się bożej woli uznał musiały się spotkać z jego oburzeniem i słowami potępienia.

Tragizm stanowi nieprzemijający element ludzkiej egzystencji. Starożytni Grecy przywiązywali ogromną wagę do kwestii pochówku. Wierzyli, iż jest on niezbędny aby dusza mogła doznać wiecznego spokoju i szczęścia w krainie umarłych. Antygona nie potrafiła pogodzić się z myślą, że ciało jej brata zostałoby zhańbione, wydane na pastwę krwiożerczych sępów. Dla tej młodej, pięknej dziewczyny z szlachetnego rodu nie była to łatwa decyzja. Miała przecież plany na przyszłość, marzenia, które chciała zrealizować. Jej narzeczony, Hajmon nie potrafił pogodzić się z decyzją ukochanej. Wierność zasadom moralnym przypłaciła własnym życiem. Pod osłoną nocy przysypała zwłoki Polinejka ziemią. Kiedy dowiedział się o tym jej stryj i władca zarazem - Kreon - postanowił, że musi być nieugięty i konsekwentny. Nie przyszło mu to łatwo, wahał się, ponieważ rozumiał argumenty Antygony, cenił tę odważną i szlachetną dziewczynę. Bardzo jej współczuł, jednak na zewnątrz nie okazał targających nim wątpliwości. Bał się, że jeśli raz pogwałci istniejące prawo z powodu swej siostrzenicy, nie będzie umiał go wyegzekwować od pozostałych poddanych. Utwór można więc traktować jako podwójną tragedię. Zarówno tytułowa bohaterka dzieła Sofoklesa jak i Kreon stoją przed tragicznym wyborem, podejmują decyzję, która w obydwu przypadkach kończy się klęską etyczną oraz dramatem rodzinnym. Konflikty, w jakie uwikłani są bohaterowie można określić mianem ponadczasowych, uniwersalnych. Zmieniają się okoliczności, realia historyczne, ale problemy i dylematy są wciąż takie same.

Romantyzm przynosi wiele postaci naznaczonych piętnem tragizmu. Jedną z nich jest Konrad Wallenrod, stworzony przez Adama Mickiewicza w stosunkowo wczesnym etapie jego biografii literackiej. To bohater o wnętrzu skomplikowanym i tajemniczym. Cierpienia i dramatyczne przeżycia odsunęły go od ludzi, uczyniły z niego odludka, który często szukał pocieszenia w alkoholu. Był nieszczęśliwy: "Szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie". Z jednej strony jego wszelkim działaniom towarzyszyła pewność, że postępuje

w imię dobra kraju, że walczy o wspólną sprawę. Z drugiej jednak ta walka nie była rycerska. Konrad nie mógł pozbyć się dręczącego go poczucia winy z powodu złamania rycerskiego etosu. Potrafił wyrzec się osobistego szczęścia i prywatnych marzeń dla idei. Ten niezwykły człowiek to jednak typowa postać statyczna. W trakcie fabuły nie ulegają zmianie ani jego cechy charakteru, ani osobowości. Bezgraniczne oddanie sprawie ojczystego kraju skazało go na samotność. Stać go było na poświęcenie i bohaterskie (chociaż dwuznaczne moralnie) czyny.

Można powiedzieć, iż Konrad osiągnął cel, jaki przyświecał całemu jego życiu. Ojczyzna została ocalona od zagłady. Temu sukcesowi towarzyszy jednak klęska moralna. Wallenrod przegrywa jako człowiek. To niewątpliwie postać tragiczna, postawiona przed trudnym, skomplikowanym wyborem. Miłość do ojczystego kraju zwycięża nad normami moralnymi, nad rycerską etyką. Jego tragizm posiada także inny wymiar. Krzyżacy go porwali, ale także czuwali nad jego wychowaniem, zapewnili wykształcenie, otoczyli opieką, wreszcie wybrali go na swego mistrza. Konradowi niełatwo było zdradzić ich miłość i zaufanie, jakim go obdarzyli. Zrobił to, chociaż w jego pamięci pozostało zaledwie mgliste wspomnienie kraju ojczystego. Następstwem zdrady Konrada Wallenroda jest klęska Kzryżaków, ale i jego osobista klęska moralna. Dla Konrada nie ma już możliwości normalnego życia po tym, co zrobił, dlatego wybiera on śmierć samobójczą.

Bohaterami tragicznymi są także inne postaci wykreowane przez romantycznych wieszczów. Mowa tu przede wszystkim o Konradzie (Adam Mickiewicz, III część "Dziadów") oraz Kordianie (Juliusz Słowacki, "Kordian"). Obydwaj zmuszeni są wybierać między miłością do ojczyzny, a uczuciem do kobiety i własnym, osobistym szczęściem. Nie ma możliwości, aby pogodzić jakoś te dwie wartości. Poświęcenie dla sprawy narodowej tylko wówczas można nazwać całkowitym i prawdziwym, jeśli jest bezgraniczne. W decyzjach cały czas towarzyszą bohaterom katastroficzne wizje, przeczucia oraz lęki. Nawet chwilowy upadek i moment słabości nie zwalnia ich jednak od moralnej powinności. Chociaż daleko do zwycięstwa (może nawet stać się ono udziałem dopiero następnych pokoleń, a nie bezpośrednio samych bohaterów), to jednak walczą mimo wszystko. Dla Kordiana podjęciu decyzji o próbie carobójstwa cały czas towarzyszy pełna świadomość tragicznych następstw, jakie pociągnie za sobą ten czyn. Wie, iż dla niego samego po takim zabójstwie nie ma innej drogi niż śmierć. Żadna inna kara nie wchodzi w grę. Tragizm tych bohaterów przejawia się również w ich osamotnionej walce oraz

w świadomej rezygnacji z uczucia. Są oni ogromnymi, szczerymi patriotami, którzy nie szczędzą wysiłków, by wyzwolić ojczyznę. Pragną tej idei podporządkować całe swoje życie. Nie mogą jednak przy tym pozbyć się dręczącego ich poczucia obezwładniającej niemocy. Ten podświadomy fatalizm, przeczucie, iż wszelakie wysiłki spełzną na niczym, ma niewątpliwie związek z ich nadwrażliwością. Konrad z "Dziadów" marzy o wielkich czynach, ale przy tym nie udaje mu się ustrzec od grzechu pychy i bluźnierstwa. Jako poeta uważa się za reprezentanta i przywódcę całego narodu ("Ja jestem Milijon, bo za milijony cierpię") niemal równego Bogu. Przekonany o sile, jaka płynie z jego poezji pragnie, aby Bóg odpowiedział na przedstawiane mu zarzuty i podjął dialog. Wszechmocny władca jednak okazuje swą wyższość właśnie poprzez milczenie. Kończąca się niemal zagarnięciem duszy Konrada przez siły diabelskie Wielka Improwizacja przynosi klęskę śpiewaka. Kordian stawia na ołtarzu ojczyzny uczucie do kobiety oraz spokojne, dostatnie i ustabilizowane życie. Najważniejsza dla niego jest idea narodowowyzwoleńcza. Kiedy jednak nadchodzi decydujący moment brakuje mu sił i odwagi. StrachImaginacja zastępują mu drogę przed drzwiami u carskiej sypialni. Wątpliwości oraz nękające go wyrzuty sumienia doprowadzają bohatera do omdlenia. Rezygnacja z podjętego planu w ostatnim momencie zaważy na całej jego późniejszej egzystencji. Zostanie uznany za obłąkanego i umieszczony w szpitalu psychiatrycznym (zaburzenia psychiczne powstaną u Kordiana, gdyż nie będzie on umiał darować sobie tej chwili słabości).

Postacią przepełnioną tragizmem jest również Henryk, bohater wielkiego dramatu romantycznego Zygmunta Krasińskiego, "Nie - Boskiej Komedii". Rozdarcie hrabiego wynika właśnie z głębokiego przywiązania bohatera do tradycji oraz utożsamiania się z własną klasą społeczną. Spleciony jest z arystokracją zarówno poprzez więzy krwi, jak i wspólne tradycje. Z drugiej strony Henryk doskonale zdaje sobie sprawę, iż arystokracja jest klasą zdegenerowaną, tchórzliwą, egoistyczną, obciążoną szeregiem grzechów. Wie, iż klęska jego grupy społecznej jest nieuchronna. Świadomy przywar i słabości arystokracji próbuje się od niej odciąć, nie utożsamia się z tymi pustymi i pysznymi ludźmi, kiedy jednak przychodzi bezpośrednie zagrożenie staje się przywódcą i obrońcą starego porządku. Walczy i oddaje życie nie za swoje idee, co więcej nie jest pewien, czy słuszność nie stoi przypadkiem po stronie wroga. Charyzmatyczny dowódca przeciwnego obozu oferuje mu spokojne, bezpieczne życie oraz zwrot rodzinnego majątku. Ceną jest rezygnacja, poddanie się. Hrabia Henryk jest jednak zbyt dumny, by się poddać. Ginie w walce i chociaż ponosi klęskę, to ocala swój honor.

W literaturze powszechnej bohatera naznaczonego tragizmem stworzył Byron. Jego Giaur jest posępną postacią, decydującą się na zabójstwo człowieka, który zamordował jego kochankę, Leilę. Ta zemsta była dla niego niejako czynem honorowym. Giaur nie potrafił tak po prostu zwyczajnie zapomnieć, wybaczyć i zacząć nowe życie. Wybrał drogę trudną i niebezpieczną, ale jedyną, na którą godziło się jego sumienie. Śmierć Hassana nie zakończyła jednak cierpień i rozterek bohatera, który nie mógł sobie darować, iż zabił człowieka. Nękany wyrzutami sumienia wybrał klasztorne życie z dala od ludzi i po kres swoich dni pokutował ciężko za popełnione czyny. Innym tragicznym bohaterem, który na stałe wszedł do kanonu klasyki literatury jest Werter, tytułowa postać epistolarnej powieści Goethego, "Cierpienia młodego Wertera". W jego życiu pojawiła się zakazana miłość. Miał dwie alternatywy: próbować żyć dalej ze świadomością, że ukochana nigdy nie odwzajemni jego uczuć albo samemu wyznaczyć kres swojego życia. Werter stracił wszelką motywację do życia i dlatego też popełnił samobójstwo. Jego tragiczna, przedwczesna śmierć przekreśliła na zawsze to, kim Werter jeszcze mógłby kiedyś być i co mógłby osiągnąć. Był przecież człowiekiem niezwykle dobrym, szlachetnym

i wartościowym, to wszystko zostało jednak przekreślone nieszczęśliwą miłością.

Centralna postać powieści Stefana Żeromskiego, "Ludzie Bezdomni" z pewnością zasługuje jak najbardziej na miano bohatera tragicznego. Realia nie pozwoliły mu, aby jednocześnie zrealizował marzenia

i zrealizował się w życiu osobistym. Tomasz Judym jest postacią niebywale dynamiczną, zindywidualizowaną. To bardzo ciekawa osobowość, chociaż wciąż budzi wiele kontrowersji. Na całym dorosłym życiu Judyma zaważyło jego dzieciństwo. Wywodził się on z bardzo ubogiej rodziny. jego ojciec był szewcem i z trudem zarabiał na utrzymanie rodziny. Cały świat małego chłopca ograniczał się do małej warszawskiej ulicy Ciepłej, którą zamieszkiwały same biedne rodziny. Ich mieszkania były ciemne, przez małe okna ledwo wpadały promienie słoneczne. Tomasza przygarnęła ciotka, u której traktowany był niczym służący. Musiał pracować

w kuchni, posługiwać znosząc przy tym ciągłe upokorzenia. Tamten okres jego życia wypełniony był ciągłym strachem. Zamożna ciotka umożliwiła mu ukończenie szkoły, jednak wykształcenie zdobył przede wszystkim dzięki wytrwałości, determinacji oraz ciężkiej, mozolnej pracy. Na początku powieści został przedstawiony jako młody lekarz przebywający aktualnie w Paryżu. Poznawał tam w paryskich muzeach największe zabytki kultury i sztuki europejskiej, ale także życie najbiedniejszych warstw społeczeństwa (wizyty w noclegowniach dla ludzi bezdomnych). Już na tym etapie Judym doskonale wiedział, jakie są jego cele i dążenia. Zdawał sobie sprawę, iż życie w nędzy i brudzie sprzyja rozwojowi wielu groźnych chorób. Pragnął wiec leczyć problem w zarodku, żeby nie ograniczać się wyłącznie do łagodzenia konsekwencji. Kiedy powrócił do Warszawy próbował przekonać innych do swych szlachetnych idei. Na zebraniu lekarzy u doktora Czernisza wygłosił referat właśnie na ten temat. Warszawscy lekarze przyjęli jednak jego młodzieńczy entuzjazm z nieukrywaną kpiną. Reakcją był śmiech, pogarda a także oburzenie niektórych osób ze środowiska. Jego pomysły zostały jednoznacznie nazwane nierealnymi mrzonkami. Tym samym Tomasz stał się postacią wyalienowaną, odrzuconą poza środowisko lekarskie. Nie mógł liczyć na wsparcie kolegów z tej samej branży. Otworzył swoją przychodnię lekarską, ale spotkała go zawodowa porażka. Klienci nie dopisywali, nie darzyli zaufaniem lekarza, któremu nie zależało na pieniądzach. Wyjechał do uzdrowiska w Cisach, gdzie leczył przede wszystkim rozkapryszone panie, ale podjął się także na własną rękę leczenia ludzi ubogich. Założył dla nich niewielki szpital. Nie spotykał się z żadnymi utrudnieniami ze strony bogatych kuracjuszy oraz zarządu sanatorium do momentu, gdy zażądał kategorycznie, aby zlikwidowano stawy rybne. Właśnie one zamulały potok będący jedynym źródłem wody dla chłopów z okolicznej wioski. Była to bezpośrednia przyczyna wzrostu zachorowań na malarię wśród nich. Zdecydowane żądania Judyma i konsekwentna, nieugięta postawa przyczyniły się do utraty przez niego pracy. Musiał opuścić Cisy, największym zmartwieniem dla Tomasza było jednak rozstanie z ukochana Joasią Podborską. Następnym etapem w jego życiu stała się praca w Sosnowcu. Jako lekarz zakładowy w kopalni "Sykstus" miał okazję bliżej poznać środowisko górnicze oraz ciężką pracę tych ludzi. Zapragnął zrobić wszystko co w jego mocy, by ulżyć ich trudnej doli. Podjął decyzję o rozstaniu z Joanną mimo, że darzył ją gorącym uczuciem. Chciał poświecić się w całości pełnieniu misji i obawiał się, że życie osobiste może mu

w tym przeszkodzić. Trudno o jednoznaczną ocenę tego bohatera, który z jednej strony budzi podziw, współczucie i sympatię, z drugiej zaś niezrozumienie. Judyma poznajemy przede wszystkim poprzez działanie. Pisarz zapoznaje czytelnika także z jego myślami, rozterkami i wahaniami. Dzięki takiej właśnie prezentacji postaci mamy okazję poznać ją w całej swej złożoności.

Tomasz Judym to zarazem romantyczny buntownik i pozytywistyczny społecznik. Z jednej strony jest niespokojnym duchem szukającym niczym Kordian swego powołania. Z Konradem Wallenrodem łączy go wrażliwość oraz ogromne serce, które nie pozwala mu patrzeć obojętnie na krzywdę innych ludzi. Podobnie jak Konrad, bohater III części "Dziadów" nie boi się mieć własnego zdania, czuje się odpowiedzialnym za zdrowie

i życie innych osób, zwłaszcza tych bezbronnych i najbiedniejszych. Nie potrafi pogodzić się ze złem, nie umie cieszyć się swoim osobistym szczęściem, gdy wokół siebie widzi tyle biedy i cierpienia. Cechą typowo romantyczną, jaką można przypisać Judymowi będzie alienacja. Doktor ten czuje się samotny wśród ludzi. Jest skrajnym indywidualistą. Uznaje działanie wyłącznie w pojedynkę. Nie decyduje się na założenie "domu - rodziny" poświęcając wszystko "domowi - społeczeństwu". To jemu podporządkuje cały swój czas, młodzieńczy entuzjazm, zapał i energię oraz wiedzę i zdobyte doświadczenie. Uznaje się częściowo winnym istniejącego zła społecznego. Niczym Don Kichote podejmuje z nim samotną walkę. Pomimo oczywistej racji moralnej, jaka stoi niezaprzeczalnie po stronie Tomasza nie dziwią jego przegrane. Jego idealizm przypomina idealizm bohaterów romantycznych, którzy głosząc, a nawet próbując wcielać w czyn bardzo szlachetne

i wzniosłe idee byli skazani na niepowodzenie. Nie można jednakże zapominać, ze Judym nie jest postacią jednoznaczną, ani statyczną. Prawda o nim, jako o bohaterze pozytywistycznym kieruje naszą uwagę bardziej na tory jego pracy zawodowej. Nie można przecież zapominać o propagowaniu przez niego nauki i postępu, o walce przeciwko nędzy i szerzeniu higienicznego trybu życia. Jest głęboko przesiąknięty szlachetną ideą pomocy najuboższym. Pragnie swoją aktywnością, zapałem oraz konsekwentną pracą poprawić życie tych, którzy już stracili nadzieję na odmianę losu. Kontrowersje budzi jednak sposób, w jaki podchodzi do realizowania swoich jakże szlachetnych założeń. Pamiętny odczyt u doktora Czernisza zdemaskował zarówno bezkompromisowość, jak i również brak psychologicznego wyczucia Judyma. Gdyby przedstawił referat jako punkt wyjścia do dyskusji, być może nie doszłoby do sytacji odrzucenia go przez środowisko. Młody lekarz ze swych utopijnym programem nie przekonywał delikatnie, ale kategorycznie żądał. Dyplomacja oraz zjednywanie sobie przyjaciół nie było jego mocną stroną. Bezkompromisowy charakter i zdecydowanie za wysokie wymagania, jakie stawiał wobec otoczenia sprawiły, że został przez nie odrzucony.

Istotną kwestią w rozważaniach dotyczących Judyma jest również jego stanowisko wobec ludzi ubogich. Doktor Tomasz pragnie udzielić wsparcia nędzarzom i ulżyć ich ciężkiej doli, ale nie może pozbyć się uczucia wstrętu i obrzydzenia wobec nich. Bohater czuje, że ma wobec tych ludzi wielki dług do spłacenia - jemu udało się wyrwać z tego środowiska, z wielkiej biedy, zdobyć wykształcenie oraz szanowany zawód. W jego osobowości głęboko zakorzenione jest poczucie obowiązku. Zdawać by się mogło, iż największym jego marzeniem jest jak najszybsze uwolnienie się od tego przykrego obowiązku. To, co główny bohater czyni dla biedoty nie wynika więc ze spontanicznej, dobrowolnej potrzeby serca. Jest to jedynie forma zadośćuczynienia. Rodzi się pytanie, czy rzeczywiście w ocenianiu czynów ludzi ważna jest motywacja, jaka nimi kieruje? Czy liczą się tylko efekty, czy też ważne jest to, co kierowało człowiekiem przy dokonywaniu takiego, a nie innego wyboru? Jedno jest pewne: pracując dla najuboższych Tomasz Judym o wiele częściej używał słów "muszę", "powinienem", a o wiele rzadziej - "chcę".

Walka Judyma jest walką do samego końca. Bohater "Ludzi bezdomnych" samotnie próbuje zmieniać rzeczywistość, wcielać w czyn swoje idee. Każda próba jednak kończy się kolejnym niepowodzeniem. Na niekorzyść doktora Tomasza przemawia fakt, iż nie potrafi on, a może nie chce, wyciągnąć z tych niepowodzeń jakiejś wskazówki, nauki na przyszłość dla siebie. Nie uznaje jakichkolwiek kompromisów, nie interesuje go skromna działalność (która de facto jest bardzo efektywna). Pragnie spektakularnych i całościowych zwycięstw. Popada w skrajności. Trudno uwierzyć, by naprawdę niemożliwością było pogodzenie pracy lekarza i życia rodzinnego.

Trudno jednoznacznie ocenić Judyma, bowiem to nie jest zwykła, schematyczna i szablonowa postać. Bohater powieści Żeromskiego jest człowiekiem, a więc jak w każdym mieszają się w nim wady i zalety, kotłują uczucia i wątpliwości. Dzięki takiej kreacji tej postaci czytelnik zaczyna zastanawiać się nad obowiązkami, zobowiązaniami i zależnościami międzyludzkimi, zadaje sobie pytanie, jak on sam zachowałby się w takiej sytuacji. Czarno - biali bohaterowie nie są dynamiczni ani interesujący, tylko w bohaterach wewnętrznie skomplikowanych odbiorca ma szansę ujrzeć kawałek siebie.

Pisząc o tragizmie i rozdarciu głównego bohatera "Ludzi Bezdomnych" nie sposób pominąć symboliki rozdartej sosny. Właśnie to drzewo obrazuje Judyma, który postanawia poświęcić całe swoje życie oraz szczęście osobiste, aby pracować społecznie, bezinteresownie nieść pomoc ludziom najuboższym. Sytuacja tragiczna wywiązuje się dlatego, iż w żaden wybór nie zapewniłby Tomaszowi szczęścia. Gdyby zdecydował się na założenie rodziny ucierpiałaby na tym jego praca. Nie byłby już niezależny, nie potrafiłby w całości poświecić się misji. Czy jednak rezygnacja z uczucia jest najlepszym rozwiązaniem? Postępując w ten sposób bohater zranił mocno ukochaną Joasię oraz samego, na własne życzenie wybrał życie bez miłości.

Literatura współczesna często pisze o tragicznym losie człowieka. Podmiot liryczny w wierszu Tadeusza Różewicza pt. "Ocalony" niewątpliwie jest naznaczony tragizmem. Wynika on z okrutnego doświadczenia wojny. Zdaniem podmiotu lirycznego człowiek, który przeżył piekło apokalipsy spełnionej w pewnym sensie zatracił część swojego człowieczeństwa. Nagle zatarły się różnice pomiędzy dobrem a złem:

"Jednakowo waży cnota i występek, widziałem |

człowieka, który był jeden występny i cnotliwy"

Wartością priorytetową staje się przeżycie, aby przetrwać człowiek zdolny jest do największych podłości. Potrafi porzucić swoje i ogólnoludzkie zasady. Przestaje obchodzić go los i cierpienie drugiego człowieka. Wojna odciska na swoich ofiarach niezatarte piętno. Można powiedzieć, że tragizm dotyczy całego pokolenia ludzi czasów wojny, całej generacji Kolumbów. Tragiczny jest los przedwcześnie zmarłego, wybitnego poety Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Znajduje to odbicie w jego twórczości. Poeta pomimo słabego, wątłego zdrowia oraz nadwrażliwej natury zdecydował się wziąć udział w Powstaniu Warszawskim. Poczytywał to za swój obywatelski obowiązek. Zginął w drugim dniu walk podczas szturmu na Plan Blanka. całym sobą buntował się przeciwko walce, zabijaniu drugiego człowieka, a mimo to nie uchylił się od zbrojnego czynu, gdy poczuł, że ojczyzna go wzywa. On sam marzył o spokojnym życiu z ukochaną żoną, Barbarą, która zresztą poległa również w powstaniu niedługo po nim. Jego talent przyrównywano do mistrzostwa takich mistrzów jak Juliusz Słowacki czy Cyprian Kamil Norwid. Marzył o nauce, pracy, miłości, jednak te wszystkie uczucia musiały zostać stłamszone i zduszone w obliczu wojny. Młodzi chłopcy, rówieśnicy Baczyńskiego bardzo często walczyli wbrew sobie i swoim przekonaniom. Kochali bardzo ojczyznę, ale pragnęli się jej przysłużyć poprzez prace, naukę, założenie rodziny, przez normalne, uczciwe życie. Czuli się niezdolni do odbierania życia drugiej istocie.

Tragizm dotyczy zarówno tych, których pochłonęła pożoga wojenna, jak również osób, które przetrwały. Ocalało bowiem ich ciało, psychika zaś została zrujnowana, naznaczona przez okrucieństwo i wspomnienia, które tak trudno wyprzeć z pamięci.

Życie człowieka jest nieustającą drogą, na której pojawiają się sytuacje i zdarzenia, których za wszelką cenę chcielibyśmy uniknąć. Nie mamy na to wpływu, gdyż cierpienie jest nieodłącznym elementem naszego istnienia. Kiedy człowiek staje na rozstaju, często szuka właściwej ścieżki, a każda z nich prowadzi do nieuniknionej katastrofy, wtedy mamy do czynienia z tragizmem. Literatura odzwierciedla tylko część dramatycznych sytuacji, jakie od wieków towarzyszą, i nadal będą ludziom towarzyszyć.