Wraz z pojawieniem się w Rzeczypospolitej humanistycznych prądów z zachodniej Europy,

pisarze coraz chętniej i pewniej zaczęli podejmować w swoich utworach tematykę patriotyczną (oraz silnie z nią związane zagadnienia obywatelskie). Poczuli się oni odpowiedzialni niejako osobiście za losy ojczyzny i w swoich wierszach, kazaniach, traktatach coraz to podnosili sprawę państwa, niezapominając i o ludziach, ich kondycji moralnej, na której się przecież ono opierało. Twórcy renesansowi często (jak Kochanowski, czy ks. Skarga) blisko związani z panującym dworem, mogli się czuć dodatkowo pewnymi, że ich głos, nawet jeśli nie do końca wysłuchany, będzie słyszanym przez władców. Natomiast już baroku dzięki intensywnemu rozwojowi druku, teksty i renesansowych i współczesnych twórców mogły trafić do szerokich mas ludzi, przez co, teoretycznie, możliwa była próba naprawy nie tylko morale władców, ale i rządzonych przez nich obywateli.

Bardzo pomocną dla renesansowych, ale i barokowych twórców, była bogata tradycja antyczna. Jan Kochanowski w jednej ze swoich fraszek - Na sokalskie mogiły - wręcz parafrazuje Symonidesowe "Przechodniu, powiedz Sparcie…" i przenosi waleczną postawę rycerzy w czasy renesansowej Rzeczpospolitej. Do swojej fraszki dołącza jednak i słowa -"Taką śmiercią sam mógłbyś drogo zapłacić", by uczynić z przegranej z Tatarami bitwy przestrogę i ukazać kruchość państwa, które jeśliby opierało się tylko na wierze we własne siły, całe mogłoby podzielić los zabitych żołnierzy. Dodać warto, że realia bitwy pod Sokalem czyni tłem swojego wiersza i Mikołaj Sep-Szarzyński. W Pieśni V, O Fridruszu, ukazuje wspaniałą postawę tytułowego bohatera, zastanawia się jednak czy jego śmiały, lecz samotny, atak na pogańskie oddziały miał jakiś, poza moralnym, wymierny sens. Jednocześnie propagując wzorzec rycerza, stara się wpisać go w jakieś normy rozwagi, by w przyszłości obywatele nie popełniali może i pięknych, ale pustych gestów, oddając życie za ideały, a nie rzeczywiście za ojczyznę, która potrzebuje pomocy.

Kochanowski rozwija swoje sądy na temat obrony Ojczyzny w słynnej Pieśni o Podolu opisującej czasy o kilkadziesiąt lat późniejsze od bitwy pod Sokalem, a współczesne jemu samemu. Z goryczą pisze, że jeśli nawet byli waleczni żołnierze odpierający atak Tatarów, to na nic zdało się ich męstwo, jeśli nie mieli ani wyposażenia, ani odpowiedniej liczby by obronić granice. Ból klęski, jest u poety tak wielki, ze stara się dotrzeć do czytelników swojego wiersza, poprzez najprostsze, a przez to najbardziej wymowne uczucie - wstyd. Mówi o hańbie - "sromocie", głupocie, krótkowzroczności obywateli, dla których ważniejsze są "srebrne półmiski", - prywata, niż dobro ogółu. Krzyczy "skujmy talerze na talary", by państwo nie było stadem bezbronnych owiec, które "drapaja rozbójce wilcy".

Jan Kochanowski w swojej liryce patriotycznej nie pisze jednak tylko i wyłącznie o sprawach "czasu wojny". W Odprawie posłów greckich pojawia się w drugim chórze pieśń, będąca utworem niemal parenetycznym - tworzącym obraz idealnego władcy, którego urząd pochodzi prosto od Boga -

".Żeście miejsce zasiedli boże na ziemi", z Jego namaszczenia. "Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie..." - powinni jednak pamiętać, że są pasterzami "bożego stada" i właśnie prawem boskim, a nie stanowionym w opozycji do niego, powinni się kierować. Władca jednakże pozostaje człowiekiem - czy to chłop "czyli grofem się poczyta" zostanie jednako surowo rozliczony zowo rozliczony z ale i win. Dodatkowo grzechy rządzących potęgują się wręcz proporcjonalnie do ilości poddanych. Obywatel będąc np. niegospodarnym "sam się traci swym wszeteczeństwem", natomiast "przełożonych występy miasta zgubiły", co też powinno być ważnym powodem do tego by panujący "wszystek ludzki mieli rodzaj na pieczy". Zresztą cała idea tej tragedii, polega na skonfrontowaniu popędów, zachcianek z dobrem państwa. Późniejszy los Troi jest przestrogą przed tym, co się dzieje, gdy władca opowiada się za prywatą. Kochanowski nie twierdzi jednak, że wysokie wymagania moralne odnoszą się tylko do możnowładców. Warto tu tylko nadmienić o tzw. Pieśń o dobrej sławie, w której przypomina, że ludzie stoją, przynajmniej trochę, wyżej od bydląt i przez to powinni czasem wyjrzeć ze swojego koryta. Zachęca ludzi śmiałych, "dowcipnych", walecznych do pomocy "ku pożytku dobra spólnego", do budowy i rozwoju Rzeczpospolitej., bo jak pisze w innej pieśni "droga otwarta do nieba / Tym co służą ojczyźnie"

Jednak w czasach renesansu zajmowano się Ojczyzną nie tylko w poezji. Może i nawet o wiele bardziej krwawe boje toczyła wtedy publicystyka. Andrzej Frycz-Modrzewski za swoje dzieło - O poprawie Rzeczypospolitej został z niej prawie wygnany. Zawarł w swoim traktacie (wydanym zresztą w Polsce tylko w wersji mocno ocenzurowanej i niepełnej), wizje państwa prawie idealnego, ale idealnego nie tylko przez to, że jest ono Polska, ale ze jest państwem silnie zreformowanym w stosunku do panującego prawa. W części dotyczącej np. obyczajów pisał o zrównaniu statusu chłopa i szlachcica, jeśli chodzi o kary za "mężobójstwo", w części o wojnie pisał o "powszechnym staraniu się o pokój", dopuszczając wojnę tylko obronna, bo tylko wtedy "kogo bić lepiej, niż go czekać" - jak podobnie pisał Kochanowski. Dzieło Frycza było tez "niebezpieczne" czy niewygodne dla Kościoła. Bliski reformatom, autor mówił o podporządkowaniu struktur, i opodatkowaniu majątków, kościelnych państwu.

Równie silną wizję Rzeczypospolitej, tyle że oczywiście w ścisłym duchu rzymskokatolickim, głosił poprzez Kazania ksiądz Piotr Skarga. Nie tyle głosił co raczej nakazywał: posłuszeństwo Kościołowi, sprzeciw wobec reformacji. Mówił jednak i o potrzebie zgody wewnątrz państwa, o wzmocnieniu władzy króla (który, końcem XVI wieku, powoli stawał się marionetką w rękach Sejmu), wreszcie o jak najbardziej pożądanej "miłości ojczyzny" (którą Krasicki nazwie później "świętą").

Czasy renesansowe sprzyjały głoszeniu nawet dość skrajnych poglądów, możliwe były polemiki, przez co ludzie czasem chyba rzeczywiście żyli sprawami państwa i wierzyli, że mogą pomóc w jego zmianach na lepsze. Można było wtedy jeszcze dość swobodnie iść za własnymi przekonaniami i mówić "o poprawie Rzeczypospolitej" w każdym aspekcie i formie.

Jednak nadchodzący wiek siedemnasty, który mimowolnie i dość kasandrycznie przewidział chyba Kochanowski w Odprawie... - "O nierządne królestwo i zginienia bliskie,/ Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość / Ma miejsca (…)" zniszczył w umysłach większości obywateli dokonania renesansowych patriotów. Pisma Frycza trafiły na indeks, Kochanowski, choć nadal uważany za wybitnego, czytany był "w wyborze" i "pod kątem", a z księdza Skargi zapamiętano chyba tylko "miłość ojczyzny" - co szybko przerodziło się w ksenofobię i wynaturzony sarmatyzm. Nie posłuchano postulatów wzmocnienia władzy królewskiej, przez co szlachta doszła do takich praw, że jak mówiono w baroku "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie". Nie pisano już uczonych traktatów, bo jeśliby miały by one rzeczywiście być pomocne ojczyźnie szybko trafiłyby na indeks, a autor (jak arianie) zostałby pewnie wygnany. Podobne problemy miał właśnie Wacław Potocki, poprzez swoje wiersze wyrastający na sumieniem narodu. Zajmował się już nie tyle wizją idealnego państwa, ale konkretnymi wadami, które coraz bardziej spychały Rzeczpospolita w otchłań zaborów. W wierszu Nierządem Polska stoi, poprzez zgrabny tytuł daje jednocześnie obraz ówczesnej Rzeczypospolitej (burdel) i przyczyny tego stanu rzeczy - brak odpowiedniej władzy - rządu. Pisze jak to dawni obywatele przewracają się, a nawet wstają z grobów, widząc taki stan państwowości. Potockiego nie dziwi, że wolą być martwymi niż patrzeć na zbytki polskie, "pospolite ruszenie" czy veto, które to właśnie rzeczy, głównie przyczyniły się do zepsucia w państwie. Takie też tytuły noszą jego wiersze, będące, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, wierszowanymi felietonami.

Będąc szlachcicem, ziemianinem autor opisuje świat, który doskonale zna. W wierszu Zbytki polskie wręcz zatraca się w tym "o czymże Polska myśli we dnie i w nocy...". Szlachta nie tylko nie myśli, "że na borg umierają żołnierze niepłatni" - co już i Kochanowski jej wytykał, ale co gorsze nawet w ostatniej chwili, w ojczyzny "peryjodzie ostatnim", jeszcze się pysznią i zastawiają. Ewolucja świadomości obywatelskiej "posunęła się" w baroku o wiele dalej niż ostrzegał Kochanowski, że "Polak (...) przed szkodą i po szkodzie głupi". Nie dziwi przez to, że w wierszu Człowiek, ten gatunek jest dla Potockiego "beczką pełna gnoju i zgniłego smrodu".

Barokowi poeci nie starali się jednak tylko ganić wady narodowe. W tamtych czasach podejmowano próby stworzenia epopei narodowej - utworu na wzór Iliady, czy Odysei - czegoś, co pozwoliłoby Polakom zaczerpnąć skądś odpowiedniego wzoru, ale i pokazałoby jak powinno wyglądać prawdziwe państwo. Niestety chyba tylko poza tłumaczeniem Piotra Kochanowskiego Jerozolimy wyzwolonej Tassa, gdzie widzimy wzorce rycerzy, które powinien był dostrzec i szlachcic, nie zaistniało w baroku dzieło o takich założeniach. Transakcja wojny chocimskiej... Wacława Potockiego, dzieło wybitnie patriotyczne, co nie oznacza, w dzisiejszym rozumieniu słowa, że narodowe, nie zostało wtedy wydane i musiało czekać aż 200 lat na druk. I inne wiersze, pisma, pamiętniki - krytykujące kondycje państwa, a wręcz przeciwny "rozkwit" Kościoła, pozostawały wtedy w rękopisach. Barokowi twórcy czasem ulegali powolnemu zapomnieniu, byli przytraczani przez coraz to nowe koncepty czy koncepcje. Dopiero oświecenie zaczęło korzystać z ich dorobku, lecz wtedy było już dla Polski o wiele za późno.

Jak widać renesansowym i barokowym patriotom wcale nie tak daleko i w formie i w treści a nawet "w niesprzyjających okolicznościach przyrody" do dzisiejszych bardów, publicystów, autorów wierszy patriotycznych. I oni stawali się wygnańcami, żyli wśród ciągłych ataków, a umierali w niezrozumieniu. I Frycz i autorzy w PRL-u musieli zmagać się z cenzurą, i Potocki i jak ostatnio zmarły Czesław Miłosz uznawani byli przez "prawdziwych patriotów" za zdrajców i bezbożników. Widać trochę z tego, że jeśli się rzeczywiście chce uczynić coś dla ojczyzny dobrego, mocno się trzeba przy tym pobrudzić. Ciągłość tej niejakiej "tradycji", że "poeci zawsze przeciw" pozwala jednak znaleźć dużo sensu w wierszach i zrozumienia dla autorów, którzy mogliby nam się dzisiaj wydawać na pierwszy rzut oka zamierzchli i przestarzali, a jest chyba często na odwrót. W naszych czasach przy "nierządzie" i zbytkach polskich, mało kto czyni z tego powodu rachunek sumienia, a za wiersze typu Wy, co pospolita rzeczą..., czy Człowiek, Kochanowski w PRL-u zmarłby w wiezieniu, a Potocki w III RP zostałby oskarżony przez LPR o nekrofilię, pedofilię - i oczywiście najcięższy zarzut - oszustwa podatkowe i ateizm.