Początkową koncepcję stworzenia "Zbrodni i kary" możemy poznać z książki Leonida Grossmana, będącej wielka monografią dotyczącą Fiodora Dostojewskiego. Całość akcji, postaci głównych bohaterów podlegały bowiem przeobrażaniu w duszy autora przez ponad piętnaście lat.

Początkowo "Zbrodnia i kara" miała budować się wokół problemu pijaństwa, z Marmieładowem, jako postacią główną, z czasem został on zepchnięty na drugi plan, zaś protagonistą opowieści stał się Rodion Raskolnikow. Ze studium pijaństwa, powieść stała się wielką panoramą społeczeństwa dziewiętnastowiecznej Rosji, z głównym wątkiem morderstwa lichwiarki Lizawiety, na którym to tle pojawiają się wielkie kwestie moralne i duchowe. Jesteśmy świadkami rodzenia się zbrodni, następnie jej realizacji, konsekwencji, co prowadzić ma do poniesienia odpowiedzialności za nią przez głównego bohatera i następnie jego zadośćuczynienia za zabójstwo i okazania mu laski przez społeczeństwo i Boga.

Dostojewski wiele czasu poświecił na przeglądanie ówczesnych kronik mówiących o wydarzeniach kryminalnych. Szczególnie zainteresował go artykuł zatytułowany "Proces Lacenaire'a". Przedstawiał on historię tytułowej postaci. Lacenaire, którego wielka kariera rozpoczęła siew więzieniu, zaczął publikować wiersze i czynić z siebie filozofa. Wyrażał się logicznie i często niezwykle trafnie, co przysporzyło mu dużej popularności i posłuchu. Miał się za wyrocznie w sprawach religii, polityki i moralności.

Największe partie "Zbrodnii i kary": powstały w podmoskiewskim Lublinie, gdzie pisarz wynajmował daczę na lato. Kończył ją zaś już w Petersburgu. Kontaktując się regularnie co tydzień z wydawcą powieści

Rodiona Romanowicza Raskolnikowa poznajemy jako żyjącego w skrajnej nędzy w obskurnym pokoiku młodego człowieka. Nie jest on już studentem prawa, gdyż został usunięty z tego wydziały. Utrzymuje go matka., czasami przesyłająca drobne pieniądze, gdyż i sama ona pozostaje w biedzie. Raskolnikow jest zmuszony chwytać się załatwianych przez przyjaciół dorywczych prac, co i tak jednak nie chroni go przed niedojadaniem i byciem ustawicznie głodnym. To on jest głównym bohaterem powieści i to wokół niego koncentruje się większość jej wątków. Wobec tego, iż nie może zapłacić za mieszkanie a terminy dawno już przekroczył jest on zmuszony zastawić zegarek u Iwanowny, trudniącej się lichwą. Postać ta odrażą swoja brzydką w tym ujęciu starością i wielka pazernością na pieniądze. Jest ona już znana Raskolnikowi, gdyż nie wykupiony leży już u niej pierścionek jego siostry. Od lichwiarki za zegarek dostaje jednak tylko niewielką sumę, trochę większą niż jeden rubel, zrezygnowany mówi jednak, że jeszcze wróci z papierośnicą wykonaną ze srebra, a więc zapewne droższą. Postępowanie lichwiarki, jej chciwość i pewne oszustwo, prowadzi go do rozmyślań nad istota pieniądza w społeczeństwie, a także rodzi dużą frustrację i złość z racji tego, iż sam on niewiele ich posiada. Wspomina swoja ustawiczna nędzę, wynikającą z ustawicznego braku finansów na godne życie. Już w mieszkaniu lichwiarki przeprowadza swoisty wywiad, gdzie znajdują się skupowane przez nią kosztowności i gdzie trzyma pieniądze za cześć z nich uzyskane. Już samo jego zachowanie wskazuje na to, że nie tylko sprzedaż zegarka ojca jest motywem odwiedzin starej lichwiarki, ale wierze się z tym i jakaś nie znana jeszcze dla czytelnika tajemnica. Całą postawa Raskolnikowa zdradza jego wielkie napięcie nerwów. Niczym pijany, czy obłąkany zatacza się po ulicach miasta, by w końcu trafić do szynku. Trafia tam na swojego znajomego eksradcę Marmieładowa, obecnie zniszczonego przez alkohol człowieka. Ten przedstawia mu swoje koleje losu, które są bliskie tragicznym. Córka Sonia musi bowiem utrzymywać całą rodzinę prostytuowaniem się, zaś jej matka umierająca wręcz na suchoty ciężko haruje na pozostałe dzieci. Marmieładow ciężką sytuacje rodziny, gdzie każde z dzieci na coś choruje, pogłębia jeszcze dodatkowo sam, nieustannie szukając w niej pieniędzy na zaspokojenie swojego nałogu. Sonia, będąca czystą i wrażliwą dziewczyna ustawicznie musi walczyć ze sobą i cierpieć wewnętrznie by sprzedając siebie utrzymać ich wszystkich. Przy tym jest córka z pierwszego małżeństwa Marmieładowa, tak więc wracając nocami do ich domu, musi jeszcze wysłuchiwać zarzutów i żalów swojej macochy. Jej ojciec z jednej strony widzi jej wielkie poświęcenie i rozumie miłosierdzie jej sprzedawania się, z drugiej jest na tyle słaby i zniszczony przez alkohol, ze nie widzi żądnego sposobu na inne funkcjonowanie rodziny. Kocha córkę, lecz nie jest dla niej żadną pomocą czy ochroną. Rodiona niezwykle porusza opowiedziana przez pijaka historia i gdy już odprowadził go do domu, na jego parapecie kładzie kilka kopiejek.

Następnego dnia nasz bohater zostaje obudzony przez służącą właścicielki, która informuje go, że jej pani zamierza donieść na niego na policję za niezapłacony dług komorny. Dostarcza mu również list, w którym jego matka pisze mu o kłopotach Duni, jego siostry, która straciła pracę guwernantki w domu Swidrygajłowa. Powodem tego przykrego wydarzenia miały by być jakoby jej zaloty do pana domu. Tak naprawdę było na odwrót, to ona była ciągle napastowana przez dającego jej posadę Swidrygajłowa, który traktował jej ciało i dusze jako przynależne sobie. Dopiero gdy powiedział o tym żonie, ta przestała oskarżać Dunię o rozpustę wobec wszystkich. Z listu dowiadujemy się również, ze o rękę siostry Rakolnikowa stara się podstarzały, lecz bogaty Łużyn. Rodzina w nim właśnie widzi gwarant przyszłego poprawienia ciężkich losów. Dunia, oddana mu wiec za żonę, miałaby stać się jakby odpowiednikiem Soni, również sprzedającej się z racji zapewnienia bytu rodzinie. Matka, Pulcheria Aleksandrowna, załącza do pisma kilkadziesiąt rubli, dla poratowania syna i zapowiada swoja u niego wizytę.

List niezwykle wzburza Rodiona, sprzeciwia się małżeństwu kochanej siostry z niekochanym bogaczem. Chce zdobyć z ego powodu jak najwięcej pieniędzy by nie musiała się ona sprzedawać. Chce iść do kolegów, by u nich szukać pomocy, pomysłów jak to uczynić. Jednak po drodze, pomagając spotkanej przypadkowo pijanej kobiecie, rezygnuje z tego planu. Sytuacja zaczepiana dziewczyny przez obcego jej mężczyznę zestawia on z historią swojej rodziny. Mężczyzna zostaje nawet nazwany, przez bohatera "Zbrodnii i kary" Swidrygajłowem. Następnie poznajemy jedyna "bratnią dyszę" Raskolnikowa, jaka jest bardzo wesoły i często żartujący Razumichin. Mimo swojej miłej aparycji i on cierpi biedę i niepowodzenie, dodatkowo usunięty ze studiów. Każdemu kolejnemu krokowi Raskolnikowa towarzyszy jego dziwne zamyślenie się nad mającym dokonać się, na razie tajemniczym, jego planem. Rodion w końcu, słaniając się ze zmęczenia, zasypia w zaroślach. Tutaj Dostojewski opowiada nam jego wstrząsający sen. Otóż bohater widzi swoje dzieciństwo i scenę katowania konia, prowadzącą do jego śmierci. Kiedy budzi się, postanawia wrócić do domu, jednak na targowisku spotyka mieszkającą z lichwiarka jej siostrę o wiele przyjemniejszą Lizawietę, spokojną i dobrą kobietę. To od niej dowiaduje się, kiedy lichwiarka będzie sama w domu. Jej sytuację rodzinną i materialna zna z dawno podsłuchanej w barze rozmowy o chciwości lichwiarki i jej zachłannym gromadzeniu majątku. Lizawieta jest przy niej zahukana i bezwolna, pozbawiona przyszłości, gdyż zapis w testamencie siostry cały jej majątek przeznacza na klasztor zakonnic. Raskolnikow tak myśli o takim postępowaniu: "Ja bym tę przeklętą starą babę zabił i obrabował, i bądź pewien, że zrobiłbym to bez najmniejszych wyrzutów sumienia". Wspomina słowa studenta z tej zasłyszanej rozmowy: "Zabij ją i weź jej pieniądze, z tym że następnie z ich pomocą poświęcisz się służbie dla całej ludzkości, dla dobra powszechnego: jak sądzisz, czy tysiące dobrych czynów nie zmażą jednej drobniuteńkiej zbrodni? Za jedno życie... tysiąc żywotów uratowanych od gnicia i rozkładu. Jedna śmierć w zamian za sto żywotów, przecież to prosty rachunek. Zresztą, co waży na ogólnej szali życie tego suchotniczego, głupiego i złego babsztyla? Nie więcej niźli życie wszy, karalucha, a nawet mniej, bo to sekutnica szkodliwa. Zżera cudze życie, to jędza; niedawno ze złości ugryzła Lizawietę w palec, już miano amputować" tak zakreślone stanowisko moralne jest podstawą dalszego postępowania zgadzającego się z nim w pełni Raskolnikowa. Rozmowa ta, jest tylko dowodem dla Rodiona, że oto włączony został w jakiś wielki mechanizm nieuchronnie prowadzący go ku celowi, jakim miałoby być zabicie starej lichwiarki.

W mieszkaniu Raskolnikow przygotowuje się do "wizyty" u lichwiarki. Pod koszula umieszcza pętle z innej starej, w którą ma zamiar wsadzić siekierę, zaś do ręki bierze atrapę papierośnicy, by nie wzbudzać podejrzeń, że przychodzi z pustymi rękoma. Przy wyjściu z pokoju, ze stróżówki zabiera narzędzie zbrodni.

Już u lichwiarki, ta na początku nie ufa Raskolnikowi, widzi jego dziwne, nieskoordynowane zachowania, zaś ten głowi się nad tym czy zdoła ja zabić. W końcu jednak kilkoma ciosami powala starą lichwiarkę. Zdenerwowany i nie myślący logicznie jak wcześniej rzuca się w poszukiwania pieniędzy i kosztowności. W tym momencie do mieszkania przychodzi wracająca wcześniej Lizawieta. I ona ginie od ciosów siekierą, zaś Raskolnikowa opanowuje strach, nieznany mu wcześniej. "Zapragnął co rychlej stąd uciec [...] i to nawet nie ze strachu o własną osobę, lecz z samej zgrozy i obrzydzenia do tego, co uczynił". Jest jednak zdolny jeszcze umyć ręce i narzędzie zbrodnii. Nagle jednak pod drzwiami mieszkania zjawiają się jacyś przypadkowi mężczyźnie, którzy zauważają ze są one dziwnie uchylone, tak więc szybko zbiegają po stróża kamienicy. Wykorzystuje to morderca, który ucieka z mieszkania i kryje się w innym odnawianym przez nowych właścicieli, a wiec na razie pustym i bezpiecznym. Stróż nie zastaje już wiec nikogo, poza trupami dwóch starych kobiet w mieszkaniu na piętrze. W ten też sposób morderca spokojnie umyka z miejsca popełnienia swojego okrutnego czynu. Jest nawet zdolny zwrócić wyniesiona siekierę. Rzuca się na łóżko i zapada w odrętwienie, letarg. Po przebudzeniu, jego stan tak pokazuje Dostojewski: "W pierwszej chwili sądził, że zwariuje. Zrobiło mu się okropnie zimno; wprawdzie to zimno pochodziło i od gorączki, która zaczęła go trapić już dawno, we śnie. Teraz zdjęły go nagle takie dreszcze, że mu ząb na ząb nie trafiał i aż podrzucało go całego. Otworzył drzwi i jął nasłuchiwać: w domu jak makiem zasiał. Ze zdumieniem oglądał siebie samego, pokój i nie pojmował, jak mógł wczoraj, wszedłszy, nie zamknąć drzwi na haczyk i rzucić się na kanapę nie tylko w ubraniu, ale i w kapeluszu". Zaczyna niszczyć wiążące go ze zbrodnia przedmioty, jak zawiązana na piersi pętla na siekierę, zaś wyniesione od lichwiarki kosztowności ukrywa za odstającą licznie w pokoiku tapetą. Znowu zasypia, budzi do Anastazja, służąca informacja o wezwaniu na policję. Rodion jest przekonany, że chodzi o popełnioną przez niego zbrodnię.

Bohater zagubiony w swoich wewnętrznych przeżyciach chce od razu rozwikłać tę sprawę. Już na policji słyszy rozmowę dwóch zatrzymanych mężczyzn dotycząca zabicia siekiera lichwiarki i jej siostry, przez co traci przytomność. PO ocknięciu się boi się rewizji w swoim pokoju pamiętając, ze ukrył za tapeta skradzione kosztowności. Chce się ich jak najszybciej pozbyć, najlepiej wrzucając je w kanał Jekateryński, nie pamięta już, ze zabrał je po to by pomóc innym żyjącym w nędzy ludziom. W końcu zabiera je z pokoju i ukrywa na jakimś podwórku kładąc na nich duży kamień.

Znowu spotyka się z kolega Rachmaninowem, którego intryguje niezdrowy wygląd oraz nieskoordynowane, tajemnicze zachowanie Raskolnikowa. Ten nie potrafi odnaleźć się w świecie, odrzuca dobrze płatną propozycje pomocy w tłumaczeniu jakiś pism z języka niemieckiego na rosyjski. Po powrocie do domu znów zapada w letarg, ma wysoką gorączkę, nie jest zdolny do jakiegokolwiek ruchu, opiekę nad nim obok Razumichina podejmuje się Anastazja i lekarz. Dzięki rublom, które przesłała mu matka żywią go i ubierają. Jego koledzy, którzy go odwiedzają komentują między sobą najnowsze wiadomości dotyczące morderstwa lichwiarki i jej siostry, przez co nieświadomie wpędzają Robiona w jeszcze gorszy stan psychiczny. Raskolnikow jest tym bardziej zdenerwowany, ze za jego czyn został aresztowany niewinny człowiek, malarz pokojowy Mikołaj, który usiłował spieniężyć kolczyki znalezione na schodach, zaś zgubione przez Rodiona. Policja nie wierzy w jego alibi i czyni go głównym podejrzanym. W chorobie odwiedza Raskolnikowa znienawidzony przez niego Piotr Łużyn: "Pan podeszłych już lat, sztywny, postawny, z twarzą o wyrazie powściągliwym i tetrycznym". Zachowuje się bardzo pewnie, przekonany, że ślub z Dunią niezależnie od wszystkiego i tak dojdzie do skutku, kpi sobie z ich trudnej sytuacji materialnej i lekceważąco wyrażą się o jego matce. Raskolnikow kłóci się z nim i w końcu wyrzuca go ze swojego pokoju. Kolega Rodiona, Zosimow stwierdza przy tym: "Jego coś nęka. Jakiś ciężar!... Tego bardzo się boję, a tak jest na pewno".

Kiedy zostaje wreszcie sam Raskolnikow idzie kupić gazetę by dowiedzieć się najnowszych wiadomości o zabójstwie. Spotyka przy tej okazji sekretarza cyrkułu Zamiotowa. Na ten widok wręcz przyznaje się, ze to on jest winny morderstwa, lecz jego słowa odebrane zostają jako wyraz złej kondycji psychicznej. Idzie na obiad do restauracji, znów spotyka Razumichina, ale chce się go jak najszybciej pozbyć, odrzuca nawet zaproszenie na wódkę z okazji przeprowadzki do nowego pokoju. Jak każdy niemal morderca, Raskolnikow zaczyna krążyć coraz bliżej mieszkania, w którym popełnił ten okrutny czyn. Pyta stróża domu o ceny mieszkań i nawiązuje ustawicznie do morderstwa, plam krwi. Ten chce go nawet, z racji jego dziwnego zachowania odprowadzić na policję, lecz w końcu tylko go przepędza.

Przed swoim domem widzi duże zbiegowisko gapiów, które zebrało się z powodu wypadku, jakiego doznał pijany Marmieładow, wpadając pod powóz. Rodion wie gdzie on mieszka wiec zabiera go do jego domu, posyła również po lekarza. Żona pijaka wzywa z kolei do pomocy w opiece Sonię. Jednak stan Marmieładowa jest coraz gorszy, doznane obrażenia prowadzą do tego, że przeprosiwszy wszystkich za swoje zniszczone życie umiera na rękach żony i córek. Z racji konieczności pogrzebu, a braku pieniędzy w domu zmarłego Raskolnikow zostawia im swoje ruble. Najmłodszą córeczkę Marmieładowa prosi o modlitwę "za grzesznego Rodiona" i odchodzi pozostawiając jednak swój adres. Wracając na moście przechodzi wewnętrzna przemianę, nie ma zamiaru skoczyć, jak uczyniła to widziana wcześniej kobieta. Myśli w duchu: "Precz z majakami, precz z urojonymi strachami, precz z upiorami!... Życie jest! Czyż ja przed chwili nie żyłem? Życie moje nie umarło razem z tą lichwiarką! Panie, świeć nad jej duszą i... dosyć! Pora ci, moja paniusiu na wieczne odpoczywanie! Teraz nastaje królestwo rozsądku i światła, i... woli, i siły... Jeszcze zobaczymy, kto silniejszy".

W swoim ubogim pokoju Raskolnikow spotyka czekających na niego matkę z siostra Dunią. Razumichin uspokaja je, że będzie dbał o ich syna i brata, więc udają się po rozmowie spokojnie do hoteliku. Na drugi dzień Raskolnikow mówi im wszystkim, że nie zgadza się na ofiarę Duni, na zamążpójście za Łużyna i że uczyni wszystko by go od niej przepędzić.

Wynikiem tego wszystkiego jest wielka niechęć i strach przed Raskolnikowem Łuzyna, który przesuwa umówione z nimi wcześniej spotkanie, na termin, w którym nie będzie go musiał oglądać. Raskolnikow mówi też rodzinie o rublach, które zostawił na pogrzeb Marmieładowa. Jakby w odpowiedzi na te słowa do jego pokoju przychodzi Zofia Siemionowna w imieniu żony pijaka z informacja o terminie pogrzebu i z zaproszeniem na późniejszą stypę. Sonia, jej wdzięk i uroda, robi duże wrażenie na Raskolnikowie. Podobają mu się jej niezwykle delikatne rysy i miłe jej obejście.

Razem z Razumichinem Rodion idzie na policję, by spróbować odzyskać zastawione u lichwiarki swoje rzeczy. Rozpoczyna rozmowę z prowadzącym śledztwo Porfirym Pietrowiczem. Stara się dowiedzieć jak tez rozwija się jego dochodzenie w sprawie morderstwa Alojzy i jej siostry. Porfiry sprawia wrażenie, że wszystko już rozwikłał i wie nawet o ponownej wizycie Rodiona w mieszkaniu ofiar. Rozmawiają o zamieszczonym przez Raskolnikowa w "Słowie Periodycznym" artykule "O zbrodni", w którym Raskolnikow opowiada się za podziałem ludzi na "Niezwykłych" i całą resztę "zwykłych". Próbuje on tam bowiem dowieść, że wybitne jednostki są jakby ponad prawem i mogą nawet popełniać morderstwa, wedle własnego uznania, jeśliby tylko miało od tego poprawić się życie innych ludzi. Raskolnikow przyznaje jednak, że wierzy w Boga, co na razie uspokaja detektywa. Następnie spierają się o sumienie ludzkie, winę i karę, oraz sposoby zabójstw. Raskolnikow coraz bardziej zapędzający się w dowodzenie sensu zabicia lichwiarki balansuje na granicy przyznania się do tej zbrodni. Widząc jego nienajlepszy stan psychiczny Razumichin zabiera go z cyrkułu i odprowadza do pokoju. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy. O Rodiona dopytuje się ktoś twierdzący, ze jest on mordercą. Raskolnikow porównuje się do Napoleona, jednak już na własna niekorzyść stwierdza: "Napoleon, piramidy, Waterloo... i chuda, plugawa wdowa po registratorze, babsztyl, lichwiarka z czerwonym kuferkiem pod łóżkiem. Przebóg, jakże taki Porfiry ma to strawić!... To dla niego nie do strawienia! Na przeszkodzie stają względy estetyczne; Tfu, do licha!...". Mówi wtedy ważne słowa "Nie zabiłem człowieka, zabiłem zasadę!". Nie czuje żądnych wyrzutów sumienia wobec morderstwa Alojzy, przykro mu jednak, ze jego ofiara padła niewinna i dobra Lizawieta, kojarzona teraz przez niego z Sonią Marmieładową. Raskolnikow znowu popada w odrętwiający sen, z którego wyrywa jego osobę Arkadiusz Swidrygajłow, kiedyś pracodawca Duni. Swidrygajłow spowiada się przed Raskolnikowem ze swoich błędów, żałuje całej sytuacji z Dunią i chce jej teraz to wynagrodzić. Pragnie przekazać jego siostrze wielką sumę dziesięciu tysięcy rubli, jednak Rodion nie dopuszcza do takiego zadośćuczynienia. Pojawia się znowu motyw snu, w którym jego zmarła żona pojawia się w pięknej i strojnej jedwabnej sukni, co dziwniejsze ten sam sen miała matka Raskolnikowa. Rodion wypowiada przy Swidrygajłowie znamienne słowa: "Nie wierzę w przyszłe życie". Dawny pracodawca chce również wypełnić zapis testamentu żony, która zostawiła Duni kilka tysięcy rubli.

Dunia zrywa w końcu niechciane zaręczyny z Łużynem i jednocześnie wpada w oko Razumichinowi, który prosi by zatrzymała się z matka na dłużej w Petersburgu. Chce on założyć wspólnie z nią małe wydawnictwo. Raskolnikow obecny przy tej rozmowie cały czas chce gdzieś wyjść, rzuca się po pokoju, nie może znaleźć sobie miejsca. Mówi: "Pamiętam o was i kocham... Zostawcie mnie! Dajcie mi pobyć samemu! Tak postanowiłem już przedtem... Postanowiłem nieodwołalnie... Cokolwiek się ze mną stanie, czy zginę, czy nie, chcę być sam. Zapomnijcie o mycie zupełnie. [...] Możliwe, że wszystko zmartwychwstanie!... Ale teraz, jeżeli mnie kochacie... zaniechajcie... W przeciwnym razie znienawidzę was, czuję to... żegnajcie!".

Idzie w końcu do mieszania Soni. Ta w swoim równie nędznym jak jego pokoiku opowiada mu historię swojej rodziny, ze zrozumieniem mówi o macosze nie mogącej poradzić sobie z duża gromadką dzieci i biedą która coraz bardziej ją niszczy. Wierzy ona jednak mocno w dobroć i sprawiedliwość Boga i w nim znajduje oparcie i pociechę. Rodion pada przed nią na kolana i całuje w stopę "Nie tobie się pokłoniłem, pokłoniłem się całemu cierpieniu ludzkiemu". Mówi, że zaszczytem byłoby siedzenie z nią dla jego siostry Duni. "Siedzieć koło mnie... Zaszczyt! Przecież ja jestem... bez czci, jestem wielka, wielka grzesznica!", odpowiada mu Sonia. Żyje ona niezwykle skromnie i cechuje ją nieustające poczucie winy moralnej. Raskolnikow dostrzega leżące u niej Pismo Święte i prosi o przeczytanie na głos fragmentu dotyczącego cudu wskrzeszenia Łazarza. Sonia mówi mu, że dostała je od Lizawiety. Rodion mówi jej, że chce z nią wieść wspólne życie, z dala od swojej rodziny: "Obojeśmy przeklęci, wspólnie też pójdziemy!". Obiecuje jej powiedzieć, kto przyczynił się do śmierci Lizawiety.

Znowu idzie spotkać się z Porfirym, by dowiedzieć się, jaka jest jego sytuacja wobec prowadzonego śledztwa, czy jest już ostatecznie podejrzanym. Detektyw nie mówi mu niczego wprost, jednak insynuuje, ze wie o jego dziwnym zachowaniu, odwiedzinach w mieszkaniu i innych wiążących się z morderstwem sprawach. Raskolnikow upewnia się, że jego aresztowanie to tylko kwestia kilku godzin. Nagle jednak do pokoju, w którym rozmawiają wpada malarz pokojowy Mikołaj, niesłusznie podejrzany o morderstwo, który krzyczy, że jest winny. Rodion na te słowa znowu zaczyna czuć się niezagrożonym i dumnym. Na ulicy, po wyjściu z cyrkułu Raskolnikowa znowu nachodzi go tajemniczy mężczyzna, który mówi ze widział i słyszał jego rozmowę ze stróżem i że to on doniósł o tym prowadzącemu śledztwo. W obliczu przyznania się do zbrodni przez Mikołaja przeprasza go jednak za nieuzasadnione w tym wypadku posądzenie.

Przenosimy się do mieszkania Marmieładowów, w którym trwają przygotowania o popogrzebowej stypy. Łużyn wręcza Soni banknot dziesięciu rubli, jako pomoc dla niej. Jednak już w czasie trwania stypy, wobec wszystkich gości oskarża ja o kradzież stu rubli. Dziwna i nieprzyjemną sytuacje przerywa świadectwo Liebieziatnikowa, który stwierdza, że widział jak Łużyn dawał Soni pieniądze. W ten sposób kończy się nieprzyjemna dla wszystkich scena nieuczciwego posądzenia biednej Soni o kradzież. Okazuje się również, ze zaszła ona jako zemsta na Raskolnikowie, którego w ten sposób Łużyn chciał zniszczyć. Próbował on w ten sposób oczernić Sonię przed jego matką i siostrą, wyjawiając, że poza tym, iż jest prostytutką, to jeszcze kradnie ludziom pieniądze. Zakończeniem całej tej sceny jest wejście właścicielki mieszkania Amalii Iwanownej, która nakazuje niezwłoczne wyprowadzanie się całej rodziny Marmieładowów, nie patrząc ze jest top dzień pogrzebu ich ojca. Wyrzuca ona ich rzeczy na ulicę i nieustannie krzyczy. Nie przejmuje się płaczem dzieci i ciężką chorobą Katarzyny.

Przy tym wszystkim Raskolnikow wreszcie mówi jej o popełnionym morderstwie. Sonia zachowuje wielki spokój, ufając i wierząc bogu mówi mu, że trzeba "Przyjąć cierpienie i odkupić się przez nie". Pokazuje mu drogę wyjścia z tej ciężkiej sytuacji. Mówi o koniecznym odbyciu kary za popełniona zbrodnię, by w ten sposób oczyścić się z grzechu tego czynu. Mówi o publicznym przyznaniu się do morderstwa i naprawieniu szkody, która w końcu wyrządził dla wszystkich. "Siedzieli obok siebie smutni i przybici, niby dwoje rozbitków wyrzuconych po burzy na pusty brzeg. Patrzył na Sonię i czuł, ile jej miłości skupiło się na nim - i rzecz dziwna, zrobiło mu się nagle ciężko i boleśnie, że ktoś go tak kocha. Tak, to było dziwne i okropne doznanie! Idąc do Soni czuł, że w niej cała jego nadzieja i cała ucieczka; pragnął zwalić bodaj część swej męczarni - a oto teraz, gdy całe jej serce zwróciło się do niego, uczuł naraz i uświadomił sobie, że jest nieporównanie bardziej nieszczęśliwy niż przedtem". Zawiesza mu na piersi krzyżyk z cyprysu, zaś sama nosi otrzymany od siostry lichwiarki miedziany. "Weź .. przecie to mój, mój! - błagała go. - Razem mamy cierpieć, razem tedy krzyż poniesiemy". Sonia od Liebieziatnikowa, który ją odwiedza dowiaduje się, ze jej macocha najprawdopodobniej popadła w obłęd. Katarzyna przebiera swoje dzieci w dziwne ubrania, chodzi z nimi po mieście zwracając uwagę na swoja nędzę, szaleje, płacze, w końcu z wycieńczenia i załamania psychicznego mdleje i umiera na ulicy. Z kolei do Raskolnikowa przychodzi jego siostra, który żegna ja jakby przed wielka podróżą. Swidrygajłow znowu chce okazać się miłosiernym i obiecuje zapewnić Katarzynie godny pogrzeb zaś jej osierocone teraz zupełnie dzieci umieścić w domu porządnym sierocińcu, zaś na koncie bankowym odkładając dla nich na start w życiu odpowiednio duże sumy pieniędzy. Widzi w Soni dobra i poczciwą osobę, która w ten sposób chce uhonorować.

Raskolnikow ostatecznie postanawia oddać się w ręce policji i Porfirego. Prosi Razumichina o opiekę nad Dunią i przyznaje się, że to on siekiera zamordował stara lichwiarkę i jej niewinną niczemu siostrę Lizawietę. Jeszcze pozostając na wolności idzie do Swwidrygajłowa, by zorientować się czy nie zagraża już on Duni swoja namiętnością. Ten jednak nawet specjalnie nie zwraca uwagi na niego, śpiesząc się nie wiadomo na razie ku czemu. Chce on na razie zachować to w tajemnicy i nie zdradzić się ze swoimi planami na przyszłe życie. Spotyka się on jeszcze z Dunią i mówi jej, że wie o zbrodni Raskolnikowa, gdyż słyszał jego rozmowę z Sonią przez ścianę. Chce uciec z jej cała rodziną i Raskolnikowem za granicę i zapewnić im lepszy byt, zaś Rodionowi wolność. Prosi ja o zerwanie kontaktów z Razumichinem. Siostra Raskolnikowa, już wcześniej bojąc się swojego byłego pracodawcy miała przy sobie rewolwer. Strzela dwukrotnie, lecz niecelnie do niego, i w ten sposób oświadczając ze go wcale nie kocha i nie chce mieć z nim nic wspólnego zmusza go do wyjścia. Swidrygajłow załamany opuszczą ja i idzie z kolei do mieszkania Soni. Mówi jej o zabezpieczeniu jej rodzeństwa i wręcza przy tej okazji odpowiednie kwity to potwierdzające. Daje jej również kilka tysięcy rubli na lepsze życie, w którym nie potrzebowałaby już się sprzedawać za pieniądze obcym mężczyznom. Swoja podróż kończy u kochanki, która również otrzymuje od niego dużą kwotę w tysiącach rubli. Noc spędza w hotelu, leżąc mała dziewczynka, która po drodze przygarnął. Przestrasza się jednak swoich erotycznych wobec niej chęci i rozgorączkowany zasypia. Na drugi dzień rano, wypala sobie w głowę z broni, którą zostawiła u niego po ostatniej wizycie, nad Mała Newą.

Rodion żegna się z kolei z matka, zapewniając ja że jest ona przez niego bardzo kochana i poważana. Mówi i jej również, że musi udać się w daleką podróż. Duni mówi przy tym, nadal pozostając jednak dumnym, ze przyzna się nie dla uniknięcia surowej kary, lecz z powodu niezgodności jego ideałów z rzeczywistością. Idzie, kierując się już na komisariat, do Soni, która zawiesza mu znowu na szui krzyż, a która wcześniej bała się, że nie poradzi sobie on z przyznaniem się i że się zabije. Widzi ona jak Raskolnikow schyla się by pocałować ziemię, co jest dla niej aktem wielkiej jego skruchy i przeproszenia całego świata za swój okrutny czyn. Już w cyrkule dowiaduje się, ze Swidrygajłow się zabił strzałem w skroń, co wprawia go w odrętwienie, gdy z niego wychodzi sam przyznaje się do morderstwa lichwiarki i jej siostry. Tak kończy się szósta cześć "Zbrodnii i kary".

Epilog ma miejsce już w dziewięć miesięcy po wydaniu wyroku na Raskolnikowa. Znajduje się już on na Syberii, gdzie ma przez osiem lat ciężko pracować dla odpokutowania swojego czynu. Tak niski wymiar kary spowodowany był jego przyznaniem się do winy, brakiem chęci obrony i ukorzeniem się przed innymi. Korzystnie dla niego wypadło również ukrycie, a nie wykorzystanie, skradzionych u lichwiarki kosztowności. Uznano go, że był niezdrowy na psychice i nie wiedział, co czyni mordując dwie kobiety. Dowiadujemy się także o ślubie Duni z Razumichinem i załamaniu się matki Raskolnikowa. W ciężkim losie na Syberii towarzyszy Rodionowi Sonia, początkowo nie dopuszczana przez niego samego do siebie. Niesie ona pomoc i pociechę nie tylko jemu, lecz wielu innym jego współwięźniom. Gdy raz do niego nie przychodzi, uświadamia sobie on tęskniąc za nią, jak bardzo jest mu ona droga i bliska. Postanawia się wtedy z nią ożenić, gdy skończy się przeznaczona mu kara i zbudować razem nowe, lepsze życie. Tak spełniająca się kara i zadośćuczynienie mordercy, pozwalają mu na odnowę duchową.