Słowa "bunt wznieci słowo poety" pochodzą z utworu "Campo di Fiori" napisanego w kwietniu 1943 roku przez Czesława Miłosza. Wiersz ten został napisany w czasie likwidacji żydowskiego getta warszawskiego. Jego tytuł nawiązuje do nazwy placu w Rzymie, na którym w 1600 roku spalono Giordana Bruna. Był on włoskim filozofem, teologiem i pisarzem. Oskarżono go o herezję, gdyż przez pewien czas pod wpływem teorii Mikołaja Kopernika przestał wierzyć w słuszność doktryny kościelnej. Inkwizycja najpierw zdecydowała o jego uwięzieniu, by po siedmiu latach wydać na niego wyrok spalenia. Publiczne wykonanie wyroku miało miejsce właśnie na rzymskim Campo di Fiori. Ogromne zdziwienie może budzić fakt, że zebrany tam tłum gapiów traktował całe wydarzenie jak widowisko. Przed egzekucją zajmowano się tam handlem, który tylko na moment przerwano, by zainteresować się samym faktem palenia człowieka. Po wszystkim życie w mieście jakby nigdy nic wróciło do poprzedniego stanu:

"Znów pełne były tawerny,

Kosze oliwek i cytryn

Nieśli przekupnie na głowach […]

Już biegli wychylać wino,

Sprzedawać białe rozgwiazdy […]".

Historię śmierci Giordana Bruna Czesław Miłosz zestawia z innym, równie wstrząsającym wydarzeniem - z likwidacją getta warszawskiego w 1943 roku. Getto od reszty miasta oddzielone było murem. Wszędzie słychać było odgłosy wystrzałów i krzyki ginących niewinnie ludzi. A co w tym czasie robili Warszawianie, gdy obok nich zabijano Żydów? Okazuje się, że w tym właśnie czasie bawili się na ustawionej koło muru przez Niemców karuzeli, na której:

"Przy dźwiękach skocznej muzyki

[…] wzlatywały pary

Wysoko w pogodne niebo".

Nie zdawali sobie sprawy z tego, że obok nich rozgrywa się taka tragedia. "Skoczna melodia" skrzętnie zagłuszała odgłosy dobywające się zza muru. Nikt nie przejmował się tym, ze niedaleko ma miejsce prawdziwa rzeź ludzka. Dokonująca się agonia narodu żydowskiego nie wywoływała żadnego współczucia.

"Śmiały się tłumy wesołe

W czas pięknej warszawskiej niedzieli".

Obserwującemu wydarzenia rozgrywające się w getcie podmiotowi lirycznemu, utożsamianego z poetą, przypomina się to, co wydarzyło się kilka wieków wcześniej na Campo di Fiori. Zestawia ze sobą te dwa obrazy, tak odległe od siebie w czasie, aby jeszcze wyraźniej ukazać problem obojętności ludzi na nieszczęście drugiego człowieka. Okazuje się, że śmierć nieznanych osób może stać się tylko chwilową ciekawostką i tylko na moment może zająć uwagę świadków. Śmierć Giordana Bruna wywołała tylko chwilowe zainteresowanie. Podobnie było kilka wieków później w getcie warszawskim.

"Ja jednak wtedy myślałem

O samotności ginących."

Poeta dostrzega, że człowiek, który jest skazany na śmierć, zawsze jest samotny. To, co się z nim dzieje od chwili wydania wyroku, nie interesuje tak naprawdę nikogo, ani też nikogo nie wzrusza. Skazani nie mogą nawiązać kontaktu z żyjącymi, ponieważ ci patrzą na świat z całkiem innej perspektywy. Można by ten stan określić jako specyficzny stan śmierci cywilizacyjnej. Czesławowi Miłoszowi niezwykle żal jest ludzi, którzy umierają w kompletnym osamotnieniu. Pokazuje ich jako ludzi, którzy jeszcze za życia umarli dla społeczeństwa i którzy do końca mają nadzieję, że w zebranym tłumie znajdzie się jakiś poeta, który dostrzeże ich mękę i wyrazi swój liryczny sprzeciw wobec takiego stanu rzeczy.

"[…] kiedy Giordano

Wstępował na rusztowanie,

Nie znalazł w ludzkim języku

Ani jednego wyrazu,

Aby nim ludzkość pożegnać,

Tę ludzkość, która zostaje […]

I ci ginący, samotni,

Już zapomniani od świata,

Język nasz stał się im obcy

Jak język dawnej planety".

Dzieje ludzkości pokazują, że ludzie bardzo często pozostają obojętni na wydarzenia, których są świadkami, a które po wielu latach okazują się posiadać wielką wagę historyczną. Tłumy na Campo di Fiori czy też Warszawiacy z 1943 roku brali udział w historycznych wydarzeniach, ale wtedy nie zwrócono na to żadnej uwagi. Gdyby mieszkańcy ówczesnej Warszawy mieli większa świadomość tego, co się dzieje po stronie aryjskiej, z całą pewnością inaczej by się zachowywali. Taka bowiem jest dziejowa prawidłowość - historia rozgrywa się na naszych oczach, a my nie jesteśmy w stanie tego dostrzec.

W zakończeniu wiersza Czesław Miłosz zamieszcza swoją refleksję nad rolą poety. Refleksja ta stanowi swoiste credo poetyckie autora.

"I wtedy po wielu latach

Na nowym Campo di Fiori

Bunt wznieci słowo poety".

Według Czesława Miłosza poeta jest kimś, kto powinien widzieć więcej niż tłumnie zebrani ludzie. To on ma wszystko dokładnie obserwować, zapamiętywać i opisywać, by zostawić jakąś pamiątkę po tych wydarzeniach, których jest świadkiem, by dać świadectwo prawdzie. Ma przekazać tę pamięć potomnym. Jednocześnie musi budzić sumienia ludzi pozostających obojętnymi na wszystko oraz nawoływać ich do opamiętania się i zauważenia ludzkiego cierpienia, bowiem nie powinno się przechodzić obojętnie koło takich zdarzeń. Poeta uważa, że tworzona przez niego poezja ma niesamowita siłę. Może obalać trony i burzyć układy społeczne. Jej zadaniem jest przede wszystkim ocalenie podstawowych wartości. Program poetycki Czesława Miłosza ma wyraźne zabarwienie tyrtejskie i romantyczne. Warto w tym miejscu przywołać słowa poety pochodzące z innego wiersza "Do Tadeusza Różewicza, poety", które również podkreślają to, jaką rolę - według Miłosza - powinien spełniać poeta w narodzie:

"Szczęśliwy naród, który ma poetę

i w trudach swoich nie kroczy w milczeniu".

To właśnie poeta ma dać świadectwo prawdzie oraz wzniecać bunt swoimi słowami, kiedy należy poruszać masy do działania. Bo tylko poeta umie "odpowiednie dać rzeczy słowo", tylko on jest na tyle przenikliwy, że jest w stanie należycie ocenić oglądane wydarzenie i wyciągnąć z niego wnioski.