Nie od dzisiaj wiadomo, że każdy młody i dopiero dorastający do dorosłości człowiek jest chwiejny w swoich poglądach, które dopiero co się kształtują. Właśnie przez to młodzi ludzie są tak bardzo podatni na wpływ otoczenia, w jakim przebywają. Stąd każdy z nas (a przynajmniej większość) wynosi z domu cos w rodzaju "kodeksu postępowania" po to, aby móc sobie radzić w różnych sytuacjach życiowych i umieć się w nich odnaleźć. Większość ludzi kieruje się nimi całe życie uważając je za sprawdzone i niezawodne, jednak są też ludzkie, którzy pomimo obecności w nich tych wpojonych zasad próbują poszukiwać lub stwarzać własne. Poszukują w różnych źródłach, a niektórzy z nich zwracają się ku filozofii. Przeglądają opasłe tomy ksiąg w poszukiwaniu recepty na życie, która uczyniłaby ich egzystencję wartościową i dałaby im poczucie spełnienia. Wraz z upływem czasu przybywa nowych pomysłów na życie, a także nowych koncepcji.

Zanim przystąpiłam do swojej pracy postąpiłam podobnie. Może nie przetrząsnęłam setek książek, ale przyjrzałam się kilku wybranym. Filozofowie, których dzieła wybrałam, działali w epoce oświecenia, czyli jak powszechnie wiadomo w epoce rozumu. Chciałam się przekonać na ile ich poglądy są aktualne i ponadczasowe i czy da się według nich myśleć w XXI wieku. Nurty, w których będę się obracać to nurty charakterystyczne dla oświecenia. Będą więc to: racjonalizm, empiryzm oraz sensualizm.

Za ojca racjonalizmu uważa się Kartezjusza z jego słynnym powiedzeniem: "Cogito ergo sum", które oznacza "Myślę, więc jestem". Jest on autorem ważnej rozprawy filozoficznej wydanej pod tytułem "Rozprawa o metodzie". Zawarł w niej propozycję badania filozofii za pomocą matematyki, którą uważał je jedyną niezawodną i obiektywną naukę. Głosił kult rozumu - dla niego rozum to jedyne rzetelne narzędzie poznania i wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości. Poglądy Kartezjusza przypadły mi do gustu. Wydają mi się obiektywne i godne wcielania w życie. Wiele razy w życiu mamy okazję się przekonać, że to, co ktoś mówi to nie zawsze jest prawda. Najlepiej przekonać się o tym samemu. Znamienne też jest to, że różni ludzie mają rożne poglądy na tę samą sytuację, dlatego w poznawaniu świata i jego ocenianiu każdy powinien kierować się własnym rozumem. Metoda ta jest szczególnie polecana młodym ludziom, którzy zbyt często okresie dorastania kierują się emocjami, robiąc rzeczy, których później żałują. Może gdyby najpierw pomyśleli a potem coś zrobili czy powiedzieli to rzadziej trzeba by potem używać słowa przepraszam.

Drugi z nutów oświecenia - racjonalizm narodził się z myśli takiego filozofa jak Baruch Spinoza. Poszedł on dalej za myślą Karetezujsza, a nawet wyprzedził ją formułując bardziej radykalny podgląd, który głosił, iż: "prawdą jest tylko to, co można rozumowo określić i uzasadnić". Wywołało to prawdziwą burzę, ponieważ wielu ludzi nauki nie mogło się z tą definicją zgodzić. Dla humanistów była ona zbyt radykalna, poza tym wykluczała udział intuicji i uczuć w poznawaniu świata. Bo owszem - uznawali oni rozum za narzędzie poznania, - ale nie za jedyne narzędzie. Konsekwencją takich poglądów stała się krytyka religii, z czego zrodziły się ateizm - wykluczający istnienie Boga oraz deizm - zakładający, że Bóg stworzył świat, ale pozostawił go samemu sobie i nie interesuje się nim. Z religii deiści czerpali tylko prawdy moralne, nie uznawali za to objawień oraz wyznań wiary. Ich przedstawicielami w literaturze byli Wolter i Diderot, którzy zjadliwie atakowali w swych dziełach poczynania kleru oraz dewocję. Bardziej zacięty był Wolter, który raz miał powiedzieć:, "Jeśli nie byłoby Boga, trzeba by go wymyślić". Wyraził w tym zdaniu aprobatę dla istnienia Boga.

Wcielenie w życie poglądów racjonalistów w polskiej rzeczywistości nie byłoby łatwe. Społeczeństwo polskie deklaruje się we wszelkich sondażach jako głęboko religijne - aż 98% z nas to katolicy! Dla takich ludzi, gdzie dodatkowo religia jest niesamowicie związana z historią i tradycją ciężkim szokiem były by przyjęcie założenia, że Boga nie ma, albo, pomimo ich modlitw nie zamierza on ingerować w sprawy naszego świata. Wystarczy spojrzeć jak traktujemy ludzi innej wiary - w najlepszym razie z litościwym pobłażaniem, w najgorszym są zastraszani i szykanowani oraz poniżani. W takich warunkach człowiek deklarujący się jako ateista lub deista nie miałby łatwego życia. W naszym kraju ciężko byłoby o akceptację dla jego poglądów, choć paradoksalnie uważamy samych siebie za naród wyjątkowo tolerancyjny! Niestety w mentalności Polaków głęboko zakorzeniona jest "religijność na pokaz", a zatem człowiek nie pokazujący się całemu osiedlu na niedzielnej mszy w kościele nie miałby łatwego życia. Zapewnie byłby wytykany palcami i wyklęty przez własną rodzinę, która wstydziłaby się za niego przed sąsiadami. Na pewno miałby też dosyć spore problemy ze swobodnym głoszeniem swoich poglądów - szczególnie ateista. Już sobie wyobrażam rozmodloną dewotkę w dyskusji z młodzieńcem, który próbuje jej udowodnić, że Bóg, do którego się modli tak naprawdę nie istnieje. Spory szok! Myślę, że te akurat poglądy nie miałyby racji bytu - przynajmniej w polskiej rzeczywistości.

W oświeceniu wiele czasu i dzieł poświęcono na badanie prawdy i jej istoty oraz dochodzenie do niej. Według Kartezjusza najlepszym narzędziem do badania prawdy jest rozum, ale w krótkim czasie przeciwstawiono mu inną teorię. Nazwano ją empiryzmem, a za jej ojca uznajemy angielskiego filozofa, prawnika i polityka - Francisa Bacona. Wystosował on postulat, aby proces poznawczy dany każdemu człowiekowi oprzeć na doświadczeniu i eksperymentach. Według tego założenia w procesie poznawania musimy odrzucić wszystko to, czego nie sprawdziliśmy samodzielnie na drodze własnego doświadczenia.

Jak każda idea i ta ma swoje dobre i złe strony. Z jednej strony uważam, że młodym ludziom powinno się pozwolić na samodzielne odkrywanie świata. Nic tak nie uczy jak własny błąd, i o niczym tak dobrze nie przekonamy się ani tego nie poznamy, jeśli nie zrobimy czegoś sami. Uczenie się na swoich pomyłkach jest lepsze niż ciągłe zabranianie, ponieważ dzięki niej młody człowiek uczy się ponosić konsekwencję za swoje czyny. Jeśli sprawimy komuś przykrość to na przyszłość zastanowimy się zanim powiemy coś równie niemiłego. Jednak jak już wspomniałam na początku i ta idea ma swoje słabe strony. Nie można popadać w skrajność i uznawać ją za przyzwolenie na robienie wszystkiego tłumacząc to potrzebą zdobycia doświadczenia (na przykład zażywanie narkotyków pod hasłem: "Wszystkiego trzeba spróbować i doświadczyć").

Z empiryzmu i racjonalizmu, dwóch skrajnie różnych, choć uzupełniających się nurtów, wyrosła radosna wiara w możliwość poznania świata, jego reguł i zasad. Optymistycznie wierzono, że pomoże to ludziom naprawić świat i stworzyć lepszą przyszłość. Dobrym rozwiązaniem byłoby połączenie tych dwóch nurtów w jeden, ale zawierający w sobie wszystko, co najlepsze zarówno z jednego jak i z drugiego. Bo poznawanie świata - w szczególności u młodego człowieka - kształtuje i wpływa na niego. Gdy opiera się tylko na jednym systemie nie jest obiektywny i może być niewystarczający do ukształtowania się właściwego poglądu na świat. Jeżeli jednak z tych dwóch nurtów weźmiemy to, co najlepsze będziemy mieć pewność, że któraś z metod na pewno się sprawdzi.

Jednak sprytny czytelnik zauważył, że w moich rozważaniach brak pewnego kluczowego zdawałoby się elementu. Mamy już rozum i mamy już doświadczenie, ale brakuje nam… wrażeń. Dużą wagę przywiązywał do nich angielki uczony i filozof - John Lock. Według jego rozważań źródłem naszej wiedzy o świecie są doznania naszych zmysłów, które odbijają rzeczywistość. Jego poglądy więcej czerpały z empiryzmu, na co wskazuje sam filozof: "Żadna wiedza człowieka nie może wyjść poza jego doświadczenie." Myślę, że tera możemy mówić już o całości recepty na poznawanie świata. Empiryzm i racjonalizm dają nam obiektywne spojrzenie na świat - iście naukowe, a wrażenia, jakich dostarczają nam zmysły pobudzają nasze uczucia. Te z kolei mają za zadanie przekonywać nas, że poznana rzeczywistość jest całkowicie akceptowalna.

Twórca sensualizmu operował też pojęciem "tabula rasa", co oznacza "czysta karta". Uważał on, że każdy człowiek rodzi się jako "niezapisana tablica" - to znaczy, że nie ma żadnych wrodzonych sądów, cech charakteru czy myśli. W trakcie swojego życia, nabywając doświadczeni człowiek "zapisuje" tę tablicę. Stąd Lock wysnuł wniosek, że wiedza, jaką posiada każdy człowiek jest złożonym procesem będącym połączeniem doświadczenia zewnętrznego (dostarczanego nam przez nasze zmysły) oraz doświadczenia wewnętrznego (wynikającego z refleksji). To Lock jest autorem słów: "Szczęście i nieszczęście człowieka jest po największej części jego własnym dziełem.". To, co powiedział na wartość ponadczasową. Przekonuje nas, że każdy ma wpływ na koleje swojego losy, że każdy jest jego "kowalem". Ponadto teoria "czystej karty" jest o tyle ponadczasowa, co i prawdziwa. Każdy z nas przychodząc na ten świat nie zna jego realiów. Dopiero z biegiem lat zdobywamy doświadczenie i kształtuje się nasz charakter i nasza osobowość. Te trzy elementy: doświadczenie, rozum i zmysły kształtują naszą wiedzę o świecie, który nas otacza i kształtują też nas. Idea Locka jest zatem w moim przekonaniu słuszna i ma wartość ponadczasową.

Oprócz filozofii w oświeceniu postawały nowe prądy związane z literaturą i sztuką: sentymentalizm, klasycyzmrokoko. Za ojca sentymentalizmu uznaje się Jeana Jacquesa Rousseau. Głosił on poglądy powrotu do natury i uczynienia człowieka ponownie istotą dobrą. Uważał, że to cywilizacja i rozwój stworzył człowieka agresywnego i egoistycznego, który ze swej natury był dobry. Wcześniej był człowiekiem szczęśliwym, a do życia wystarczało mu zaspokojenie najniższych potrzeb. Wraz z rozwojem cywilizacji ludzie podzielili się na "lepszych" i "gorszych" co spowodowało zazdrość i zawiść, a także chęć posiadania. To z kolei stało się przyczyną moralnego upadku świata.

Teoria ta pasuje jak ulał do naszych czasów. W pogoni za pieniądzem i z braku czasu często zapominamy o drugim człowieku, a także o wszelkich cieplejszych uczuciach. Ludźmi kierują nad wyraz wysokie ambicje oraz chęć posiadania. Muszą ciągle ze sobą rywalizować aby udowadniać kto jest lepszy. To wszystko sprowadza się do tego, że ludzie coraz częściej chorują na depresję i nerwice gdyż nie wytrzymują szalonego tempa życia. Najsmutniejsze jest jednak gdy okazuje się, że przy łóżku takiej chorej osoby nie ma kto usiąść, nie ma żadnych odwiedzających…

Zupełnie inne spojrzenia na człowieka zaproponował Wolter. Swoje poglądy przedstawił na kartach powiastki filozoficznej pod tytułem "Kandyd czyli optymizm". Już po tytule możemy się zorientować o poglądach autora. Uważał on, że ludzie z natury są źli i podli co podkreśla mówiąc: "Optymizm to obłęd dowodzenia, że wszystko jest dobrze, kiedy nam się dzieje źle.". Podważył tym samym koncepcję idealnego państwa oraz innego filozofia - Leibniza - który to wierzył, że żyjemy na "najlepszym z możliwych światów". Wolter nazwał jego poglądy utopią. Nie można mu odmówić racji. Już w dzieciństwie uczymy się, że w życiu nie ma rzeczy idealnych, że są "równi" i "równiejsi". Jednak nie mogę powiedzieć, że przekonanie o złej i podłej naturze człowieka i mnie przekonuje. W zasadzie to moje poglądy są gdzieś pośrodku - pomiędzy Wolterem, a Rousseau. Według mnie natura człowieka "dorasta" razem z nami. Kształtują ją rodzice w procesie wychowawczym, środowisko, a także my sami. Nie jesteśmy "jacyś" - dobrzy czy źli - z góry ustaleni. To wszystko okazuje się w przeciągu całego życia człowieka. Historia zna przykłady świętych, którzy wcześniej byli ludźmi nawet niewierzącymi. Zna też takich, którzy na łożu śmierci odrzucili wszelkie ideały. Nie można wszystkich wrzucić do przysłowiowego "jednego worka".

Oprócz metod poznania i natury ludzkiej w oświeceniu zajmowano się także polityką. I to nie tylko ludzie powołani z urzędu o niej pisali, ale zajmowali się nią także filozofowie. Jean Jacques Rousseau opisywał pojęcie demokracji. Rozumiał ją jako ustrój państwa który jest "wyrazem woli zbiorowej", zorganizowanej dla osiągnięcia jakiś wartości etycznych. Napisał nawet na ten temat dzieło. Jego "Umowa społeczna" jest ilustracją doskonałego państwa i społeczności, żyjącej w ustroju demokratycznym. Obywatele tego państwa współdziałają ze sobą z własnej dobrej woli i dobrowolnie też przestrzegają panującego ładu i porządku. Sam filozof wnosił o zbudowanie nowego społeczeństwa, co miało dać się osiągnąć dzięki odpowiedniemu wychowaniu jego najmłodszych członków - dzieci. Ważna dla niego była także własność każdego człowieka. Wyraził to mówiąc: "Podstawą umowy społecznej jest własność, a pierwszym jej warunkiem, że każdy jej obywatel będzie mógł korzystać z tego, co do niego należy." Rousseau był gorącym orędownikiem demokracji. Podobało mu się, że z założenia ludzie sprawujący władzę poświęcali państwu własne życie. Ale z drugiej strony mogą uważać się za wybranych, za mądrych i poważanych obywateli. I miał w swoich poglądach wiele racji. Niestety jak pokazało życie i historia jego poglądy były daleko utopijne. Dziś wiemy, że człowiek nie jest w stanie stworzyć idealnej demokracji, że w państwach zawsze będą przestępcy, ludzie skorumpowani i tym podobne problemy. Jednak to co my możemy zrobić w tej materii to starać się polepszać świat.

Oprócz zachodnich myślicieli i filozofów koncepcje idealnego państwa stworzył także polski pisarz - Ignacy Krasicki. W swoim dziele "Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki" stworzył krainę Nipu - utopijne państwo Nipu. Pokazana w nim idea równości wszystkich ludzi to nic innego jak demokracja.

Wiele jeszcze było filozofów w tej epoce zwanej nie bez przyczyny epoką rozumu. Można by o niej opowiadać czy pisać bardzo długo ale mam wrażenie, że po pierwsze zanudziłoby to każdego z nas, a po drugie wyjadę mi się, że poglądy filozofów, które zaprezentowałam wcześniej są wystarczającym materiałem do sformułowania pewnych wniosków.

Epoka oświecenia była jedna ale pomieściła w sobie wiele sprzecznych koncepcji filozoficznych. Kiedy Kant nadawał nazwę epoce, w której upatrywał "wyjście człowieka z niepełnoletniości, w którą popadł z własnej winy" nie mamy pewności czy w tym sformułowaniu nie zastanawiał się nad połączeniem tych wszystkich idei. Moim zdaniem jego sentencja trafnie określa cały dorobek tamtych czasów - wyjście człowieka z niepełnoletności oznacza dorastanie, a teorie filozofów miały na celu pomóc w określania świata i samego siebie co jak wiemy dorosnąć pomaga.

Jednak pomimo tych wszystkich zalet i szerokiego spektrum propozycji mam wrażenie, że filozofia minionych czasów nie bardzo nadaje się do wcielania w życie w naszym świecie. Dlaczego? Bo nie wyobrażam sobie chociażby powrotu do natury, który miałby uczynić mnie lepszych człowiekiem. Bo poglądy ateistów i deistów spotykają się ze sporym oporem społecznym, bo nie można stworzyć państwa idealnego, a tym bardziej państwa z dala od cywilizacji. To co godne naśladowania to słowa Kartezjusza - "Cogito ergo sum" - co przydałoby się sporej części młodych ludzi. I jeszcze cos z Kanta: "Sapere aude" - "Miej odwagę być mądrym" adresowana nie tylko do młodych.

Na zakończenie chciałam jednak przypomnieć, że w filozofii, podobnie jak literaturze, wiele zależy nie tylko od samego autora, ale także od odbiorcy. Znamy przypadki nadinterpretacji myśli filozoficznej, które zakończyły się tragedią - przypadek Hitlera. Zatem jak widać każdy człowiek rozumie filozofię na swój własny sposób. Dlatego warto może przytoczyć na pozór niezbyt grzeczną sentencję Monteskiusza: "Nikt nie jest wolny od mówienia bredni!".