Bohaterką wiersza jest kobieta, która straciła syna podczas walk powstania warszawskiego. Przedstawiona jest w momencie, kiedy to właśnie powraca z cmentarza. Kobieta ciągle rozmawia ze zmarłym synem, chociaż on już nie może jej opowiadać na zadane pytania. Matka stara się zaakceptować fakt, że życie pozostałych ludzi biegnie swoim własnym torem, że nikt nie myśli już o jej zmarłym w powstaniu synu. Nikt go nie wspomina mimo że zginął w walce za wolność ojczyzny. Jego odwaga i poświęcenie nie jest przez nikogo dziś docenione, chociaż matka wspomina, że "dziecinny był i wesoły".

Kiedy zmieniły się czasy i wojna dobiegła końca, ludzie, którzy przejęli władzę w państwie zabronili wznoszenia pomników osobom, które poświęciły swoje życie w walce o obronę kraju. Prześladowano ludzi działających w AK, czy podziemiu.

W innej części utworu poeta wspomina Tadeusza Gajcego, który również oddał swoje życie w powstaniu (w jego szesnastym dniu). Autor wspomina, że Gajcy, tak jak inni ludzie żyjący podczas wojny, pozbawiony był młodości, radości życia, czy po prostu normalności. Rok 1944 był dla wielu ludzi rokiem tragicznym, gdyż stracili w walkach swoich najbliższych, przyjaciół.

A kiedy sytuacja polityczna kraju się zmieniła, próbowano wmówić ludziom, że walka ich bliskich była niepotrzebna, że nie przyczyniła się i nie spowodowała suwerenności państwa. Poeta opisuje w wierszu starszą kobietę, która patrzy na dwoje młodych ludzi. Wie, że to mógłby być jej syn. Dowiadujemy się później, że starsza kobieta jest matką zmarłego poety - T. Gajcego. Kobieta ta staje się także w wierszu Miłosza symbolem wszystkich matek, które straciły swoje dzieci w czasie wojny. Najbardziej przerażający jest fakt, że nikt już o tych ofiarach nie myśli.