Najważniejszymi osobami dla małego człowieka, który przychodzi na świat jest matka i ojciec. Oni są dla takiego malucha całym światem. Zapewniają mu pożywienie i bezpieczeństwo, dają mu miłość, poświęcają czas. Gdy maluch dojrzewa trwają przy nim i oklaskują każdy kolejny krok, każde nowe "wielkie" odkrycie.

Rodzina jest naszą oazą, źródłem naszej wiedzy o rzeczywistości, naszą uczelnią, w której kształcimy się przez całe nasze życie. Rodzice, dziadkowie, wujkowie budują człowieka tak jak układa się puzzle. Każdy dokłada swój element tak, aby obraz układanki stawał się coraz bardziej wyraźny. Przekazują nam swoje dziedzictwo kulturowe, przekazują tradycję, uczą pewnych wzorców zachowań. Dzięki nim stajemy się jednostką w pełni ukształtowaną. Zygmunt Freud, znany psycholog początku XX wieku odkrył jak wielki wpływ na człowieka ma jego dzieciństwo i stosunki rodzinne. One w zasadniczej części decydują o tym, jaki człowiek jest w dorosłym życiu. Niektórzy złośliwcy twierdzą jednak, że "z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu". Oznacza to, że człowiek powinien liczyć na samego siebie, nie oglądać się na rodzinę, układać sobie życie po swojemu. Faktem jest i każdy dobrze o tym wie, że życie w rodzinie nie jest tylko czystą sielanką. Rodzi wiele konfliktów, które czasem wydają się nie do rozwiązania. Jest przyczyną wielu kłótni, które często mogą prowadzić do rozpadu rodziny. Nauczyliśmy się, że najbliższa rodzina jest dla nas oparciem, że w niej możemy się uspokoić i wyciszyć, gdy mamy problemy. Jednak zbyt często przekraczamy granicę i zaczynamy wykorzystywać tych, którzy są nam najbliżsi. Nie potrafimy również znaleźć do swojej rodziny odpowiedniego dystansu, który pozwoliłby nam patrzeć na nią i na siebie "trzeźwym okiem". Powróćmy jeszcze na chwile do Freuda. Rodzice, którym nie udało się w swoim życiu zrealizować wielu marzeń zaczynają je projektować na swoje dzieci. Wysyłają do najlepszych szkół, zapewniają dodatkowe zajęcia. Często pod płaszczykiem zapewnienia swojemu dziecku jak najlepszego startu w dorosłość ukrywają pragnienie zrealizowania swoich niespełnionych marzeń. Nie liczą się natomiast z rzeczywistymi pragnieniami swych dzieci. Tacy rodzice to "toksyczni rodzice", niszczą stosunki z dzieckiem. Takie zachowanie rodziców jest częstym powodem problemów i kompleksów dzieci w ich dorosłym życiu. Zdarzają się również "wyrodne" dzieci, które nie liczą się z emocjami swoich rodziców. Zapominają o tych, którzy poświęcili ich wychowaniu większość swojego życia. Gdy rodzice zaś nie poświęcają dzieciom zbyt dużo czasu i próbują swoją nieobecność rekompensować prezentami, dzieci szybko przyzwyczajają się do tego, że wszystko otrzymują za darmo. Stopniowo zaczynają wymagać od rodziców coraz droższych prezentów i miłość do rodziców zamienia się w miłość do pieniędzy, do prezentów, do rzeczy materialnych. Natomiast zapominają o prawdziwych ludzkich odczuciach.

Rodzina jest bardzo ważną komórka społeczną i to nie tylko ze względów socjologicznych, ale przede wszystkim ze względu na jednostkę. To ona zapewnia człowiekowi dom, to ona jest jego domem, ona go kształtuje. Buduje lub niszczy. Jest jednak w życiu każdego człowieka jedną z najważniejszych wartości.

Literatura porusza wszystkie tematy, które w jakikolwiek sposób dotyczą człowieka. Dlatego rodzina jest ważnym motywem literackim, często obecnym na kartach różnych książek.

Książką, która wywarła na mnie duży wpływ i pod której wrażeniem nadal jestem, jest Król Lear Wiliama Szekspira. Jest to niezwykle poruszająca historia toksycznej i "ślepej" miłości ojca do swych córek. Szekspir napisał Króla Leara w 1606 roku i utwór ten od razu stał się jednym z najbardziej znanych i najczęściej wystawianych na deskach teatrów spektaklem. Tytułowy bohater dramatu to król Bretanii i ojciec trzech młodych kobiet: Goneryli, Regany i Kordelii. Wszystkie bardzo kochał jednak nie mógł im poświęcać zbyt dużo czasu. Panowanie nad królestwem wymagało dużego poświęcenia, trzeba było prowadzić liczne wojny, dbać o skarb królewski, uczestniczyć w rozmaitych obradach i posiedzeniach. Notoryczny brak czasu Lear próbował wynagrodzić swoim córkom kosztownymi prezentami, pięknymi i bogato zdobionymi sukniami, drogocennymi klejnotami. Dziewczynki miały wszystko, o czym tylko zamarzyły oprócz czasu i miłości ojca. Lear natomiast usprawiedliwiał każdy występek córek, spełniał wszelkie żądania, bo poczucie winy nie dawało mu spokoju. Wydawało mu się, miłość mogą zastąpić pieniądze. W ten sposób upłynęło wiele lat. Gdy był już starszym i zmęczonym życiem i rządzeniem mężczyzną chciał komuś powierzyć swoje królestwo. Wymyślił sobie wtedy, że podzieli ziemie pomiędzy swoje córki. Aby dokonać sprawiedliwego podziału poprosił swoje córki o wygłoszenie przed radą królewską zapewnienia o swej miłości do króla. Ta, która wygłosi najpiękniejszą mowę dostanie największą część królestwa. GonerylaRegana wygłosiły piękne, kwieciste panegiryki, które przepełnione były pochlebstwami. W rzeczywistości żadne słowo, które wypowiedziały nie było prawdą. Król natomiast był zachwycony przemowami córek. Gdy nadeszła kolej Kordelii, ta nie potrafiła ubrać swojej miłości do ojca w słowa. Nie umiała wypowiedzieć się jasno i klarownie. Wydaje mi się, że ten, kto prawdziwe czuje miłość ma problemy z jej opisaniem. Bo miłość jest czymś, czego nie da się zawrzeć w kilku słowach, określić marnymi pojęciami. To siła, która nie zna granic i najlepiej wyraża się w dwóch prostych, ale jakże pięknych słowach: "kocham cię". Kordelia kochała swojego ojca bardzo i może, dlatego tak trudno jej było opisać, co czuje. Tylko, że Lear odebrał niedoskonałą przemowę swej najmłodszej córki jako brak szacunku do niego, jako brak miłości. Dał się zwieść pięknym słówkom, nie poznał gdzie jest prawdziwe uczucie. Podzielił królestwo pomiędzy dwie najstarsze córki. Kordelia zaś została wydziedziczona. Dopiero z czasem do starego króla zaczęła docierać prawda. Gdy przebywał na zamkach Goneryli a potem Regany doświadczył z ich strony obojętności i upokorzenia. Przez całe życie dawał im pieniądze. Nie nauczył ich czym jest miłość. One umiały tylko brać, a gdy ojciec nie miał już nic do zaoferowania stał się zbędnym balastem. Denerwowały jego starcze nawyki, drażnił jego wybuchowy charakter. Nie zmierzały dłużej znosić swojego ojca. Dopiero wtedy stary Lear zdał sobie sprawę, czym tak naprawdę była miłość dwóch starszych córek. Wiedział już, że były to tylko puste slogany, obietnice bez pokrycia, nieszczere pochlebstwa. Prawdziwie kochała tylko Kordelia, którą król tak bardzo przecież skrzywdził. Pieniądze całkowicie przysłoniły świat starszym córkom, one "wyprały" je z najzwyklejszych ludzkich odruchów, zabiły w nich moralność. Tylko Kordelia zdołała to wszystko ocalić. Kochała i umiała wybaczać. Zaopiekowała się chorym ojcem, za co przypłaciła życiem. Ta Szekspirowska niezwykle dramatyczna opowieść jest niezwykle aktualna w dzisiejszych czasach, w których pieniądze i czas są najważniejszymi bożkami. Im oddaje się "hołd" każdego dnia, zapominając o tych, którzy są obok, o tych, którzy potrzebują uczuć, akceptacji, miłości. Gdy przychodzi opamiętanie często jest już zbyt późno. Nie można wtedy już nic naprawić. Obojętność, brak czasu, zaślepienie potęgą materializmu niszczy człowieka, odbiera mu jego największą potrzebę dawania i otrzymywania miłości.

Kiedy rodzice zapominają o indywidualnych potrzebach dziecka krzywdzą go bardziej niż są w stanie sobie to wyobrazić. O takiej sytuacji pisał H. Kleinbaum w znanej powieści Stowarzyszenie umarłych poetów. Jeden z młodych bohaterów książki Neil Perry marzył o tym, żeby zostać aktorem. Nietuzinkowy i niezwykle odważny profesor obudził w nim wolę walki o swoje marzenia, obudził w nim pragnienie spełnienia tego, o czym niegdyś marzył w skrytości serca. Rodzice Neila to zamożni ludzie, którzy cały czas poświęcają pracy, zaniedbują natomiast wychowanie swego syna. Popełniają ten sam błąd, który popełnił król Lear. Zawsze usprawiedliwiają swoją nieobecność przy chłopcu, nie wymagają od siebie niczego, bo uważają, że zapewnienie synowi jak najlepszych warunków materialnych jest najwyższą oznaką ich miłości. Nie dają od siebie nic prócz pieniędzy i wymagań. Synowi natomiast dyktowali, co ma robić i co czuć, co jest prawidłowe, a co nie ma szans powodzenia. Gdy dowiedzieli się o marzeniu Neila wyśmiali go. Ojciec powiedział, że z zawodu aktora nie da się wyżyć i Neil powinien szybko zapomnieć o tych mrzonkach. Chcieli być może dobrze. Chcieli uchronić syna przed życiowymi porażkami, przed problemami, które na pewno utrudniłyby bardzo mu życie. Chcieli "schować go pod kloszem". Od dawna jednak wiadomo, że człowiek uczy się na swoich błędach. Życiowe porażki kształtują hart ducha, pomagają wyklarować osobowość człowieka. Rodzice Neila nie chcieli dopuścić do siebie myśli, że ich dziecko mogłoby postąpić wbrew ich woli, nie liczyli się z tym, co naprawdę czuł i czego potrzebował ich syn. Jego marzenia były dla państwa Perry śmieszne. Zakazy, które postawił ojciec zniszczyły Neilowi całe życie. Nie miał potrzeby dalej żyć, stracił nadzieje i zapał do walki. Sięgnął więc po pistolet i zastrzelił się, bo bez możliwości spełnienia swoich marzeń był nikim. Śmierć Neila była dla państwa Perry szokiem. Nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Dopiero ta, zupełnie niepotrzebna śmierć uzmysłowiła im, jak wielki błąd popełnili. Nie mieli już jednak okazji do naprawienia go. Ważniejsze dla nich było to żeby "mieć" a nie "być". I musieli stracić to, co najważniejsze by przekonać się o jego wartości. Miłość pomiędzy dzieckiem a rodzicami jest jednym z największych darów, jakie mógł otrzymać człowieka. Nie ma więc sensu tracić czasu na niszczenie tego daru, zwłaszcza, że możemy nie mieć okazji do naprawienia swoich błędów.

Na początku XIX wieku we Francji tworzył jeden z największych realistów literatury europejskiej. Honoré de Balzak stawiał często swoich bohaterów przed wyborem pomiędzy ideałami a pieniędzmi. Rzadko kiedy postacie z jego powieści miały na tyle siły by oprzeć się potędze pieniądza. Najbardziej znaną powieścią Balzaka jest Ojciec Goriot. Historia tytułowego bohatera jest łudząco podobna do losów króla Leara. Był jeszcze młodym mężczyzna, gdy wybuchła rewolucja francuska. Wcześniej handlował mąką, lecz nie miał zbyt wielu pieniędzy. Dopiero podczas rewolucji dzięki swojej gospodarności, zaradności i przedsiębiorczości dorobił się fortuny. Majątek zbił tak naprawdę na nieszczęściu ludzi, bo podczas rewolucji ceny żywności otrzymały niebotyczne ceny i aby przeżyć ludzie musieli wyzbywać się wszystkich swoich pieniędzy. Goriot natomiast zarabiał. Los odebrał mu ukochaną żonę po siedmiu latach szczęśliwego małżeństwa. Bohater został sam z dwoma córeczkami. Teraz one stały się dla niego całym światem. Pracował o wiele ciężej niż zwykle by pieniędzmi wynagrodzić im brak matki. Chciał, aby niczego im nie brakowało, aby miały szczęśliwe i uśmiechnięte dzieciństwo. Starł się spełniać każdą ich zachciankę. Pieczołowicie powiększał swój majątek, żeby córki mogły wyjść bogato za mąż. Goriot kochał swe córeczki ponad wszystko. Jedyne, czego im nie dawał to swojego czasu. Nie nauczył ich tego, że życie to nie tylko nieustanne branie, ale również dawanie. On dawał od siebie wszystko, w zamian nie otrzymując nic. Delfina i Anastazja nie potrafiły kochać, bo ich tego nie nauczono. Nie nauczono ich również, że człowiek może odnajdywać większą przyjemność w dawaniu niż braniu. Przez całe swoje dzieciństwo dostawały wszystko, czego zapragnęły, dlatego nie wiedziały, że życie może wyglądać inaczej. Goriot to, podobnie jak Lear, postać tragiczna. Miłość zaprowadziła tych dwóch mężczyzn do totalnej klęski. Delfina wyszła za mąż za barona de Nuncigen, natomiast Anastazja za hrabiego de Restaut. Marzenie ojca spełniło się. Zapewnił swoim córkom godny byt. Jednak im wciąż było mało. Dostały się na salony arystokracji i tam wstydziły się swojego prawdziwego pochodzenia. Nie przyznawały się więc do ojca. Potrzebny był im tylko wtedy, gdy przypominały sobie o jego dość grubym portfelu. Goriot przez całe życie spełniał zachcianki swoich córek więc robił to nadal, bo to były jedyne okazje do spotkania swoich ukochanych dzieci. Nie dostrzegał pogardy w oczach Delfiny, nie chciał widzieć obojętności Anastazji. Miał nadzieję, że go kochają. Stopniowo wyprzedawał swój majątek, odejmował sobie od ust byleby tylko córki miały na nowe błyskotki. Był ślepy, nie dostrzegał, być może nie chciał dostrzec, prawdy. Córki nie interesowały się zdrowiem ojca, ważniejsze były bale, spotkania z kochankami. Dopiero na łożu śmierci Goriot zrozumiał, jaka jest prawda o Delfinie i Anastazji. Umarł w samotności i poczuciu przegrania swego życia. Bo winę za to, jakie były jego córki ponosił on sam. On je nauczył, że miłość można zastąpić drogimi prezentami. One po prostu nie umiały kochać, bo nikt ich tego nie nauczył. Dzieci stały się i dla Goriota i dla Leara osobami zupełnie obcymi. Zarówno Szekspir jak i Balzak pokazują jak degradującą siłą jest pieniądz i jak niewiele trzeba, by przez niego przegrać swoje życie. Tadeusz Boy -Żeleński tak napisał o świecie Goriota: "To wyścig do władzy, znaczenia, dobrobytu, wyścig, w którym wszystkie środki są równie dobre, a raczej, w którym wśród załamania się dawnych wierzeń i świętości, i środki i cele streszczają się w jednym słowie: pieniądz". Gdy on zaczyna panować nad miłością, gdy on zaczyna dominować nad stosunkami rodzinnymi trzeba szybko zacząć przeciwdziałać, aby nie dopuścić do całkowitego zniszczenia siebie i swoich najbliższych. Nic nie jest tak ważne jak bycie z tymi, kogo się kocha.

Juliusz Słowacki w dramacie Balladyna przedstawił tragiczny portret kochającej matki, której uczucia zostały odtrącone. Po śmierci ojca Balladyny i Aliny kobieta samotnie wychowywała córki poświęcając im każdą wolną chwilę. Być może w ich wychowaniu zabrakło właśnie ojca, być może matka nie dała im tego, co było niezbędne, bo nie udało się jej uchronić swoich dzieci przed złem świata. Balladyna coraz częściej uciekała w świat marzeń. Czuła się źle w małej, ciasnej chatce matki. Pragnęła zdobywać świat. Kiedy zdarzyła się więc jedyna sposobna okazja ku realizacji swych marzeń, nie wahała się ani przez chwilę. Marzenia musiały być silniejsze od siostrzanej miłości. Pragnienie wyrwania się z nieznośnej rzeczywistości do innego świata przesłoniło Balladynie cały świat wartości, który tak starannie matka starała się jej wpoić. Balladyna zabiła Alinę. To morderstwo stało się przepustką do "nowego" świata, ale stało się także przyczyną jej totalnej degradacji. Została żoną przystojnego Kirkora. Jednak "bycie żoną" jej nie wystarczało. Pragnienia budziły się w niej coraz bardziej. Teraz chciała już tronu, chciała władzy. Ta żądza doprowadziła ją do zabójstwa męża. Pierwsze zabójstwo dało jej odwagę na popełnianie kolejnych. Teraz droga przed nią stała otworem. Mogła rządzić, ale wciąż coś nie dawało jej spokoju. Była coraz bardziej pewna siebie, coraz bardziej denerwowała się, gdy ktoś odważył się podważyć jej słowa lub sprzeciwić jej woli. Mordowała i kłamała. Nie znała innych metod rozwiązywania konfliktów, a nawet, jeśli znała, to tamte były dla niej odpowiedniejsze i szybsze. Czuła się kimś ważnym. Całkowicie odcięła się od swej, jak teraz uważała haniebnej przeszłości. Wstydziła się swojego pochodzenia, dlatego ukrywała się jak mogła. Gdy pewnego dnia na zamku pojawia się matka dziewczyny z prośbą o pomoc, dumna i okrutna królowa przegoniła starszą kobietę. Zaparła się swej matki, zapomniała o trudzie, który ta włożyła w wychowanie dziewczyny, zapomniała o miłości, o etyce. Popełniła kolejną straszliwą zbrodnię. Zabiła swego męża i siostrę, a matkę zabiła duchowo. Żadna wina nie może być bez kary, dlatego Balladyna będzie musiała ponieść karę. Ginie rażona piorunem. Przekroczyła granice wiarołomstwa, zdradziła wszystkie wartości. Wyrzeczenie się rodziny było jej największą zbrodnią.

Życie przynosi wiele problemów. Rodzice często nie potrafią podołać swym obowiązkom względem dzieci. Są zbyt zapracowani, lub zbyt nieodpowiedzialni i za bardzo egoistyczni. Czasem ważniejszy od dziecka jest nałóg. Zdarza się czasami tak, że to dzieci stają się rodzicami własnych rodziców. Radosław Piwowarski w filmie Kochankowie mojej matki opowiedział smutną historię małego chłopca Rafała. Musiał bardzo szybko dorosnąć i stawić czoła problemom, które przerastają niejednokrotnie wielu dorosłych. Matka chłopca to alkoholiczka, która uparcie szuka miłości i akceptacji w męskich ramionach. Jest nieodpowiedzialną i nie zrównoważoną kobietą. W jej życiu najważniejszy jej alkohol. Chłopiec tak bardzo pragnie mieć ustabilizowane życie, normalny dom i miłość, że sam zaczyna się o to troszczyć. Jest opiekunem siebie i matki. Kobieta bardzo się stara dopomóc w tych obowiązkach synowi. Jest jednak zbyt słaba wewnętrznie, dlatego często "upada". Coraz bardziej pogrąża się w swoim uzależnieniu, jest coraz bardziej zagubiona. Tym samym niweczy starania swojego dziecka. Ta toksyczna sytuacja niszczy najbardziej Rafała. Musiał zrezygnować ze swego dzieciństwa, został odarty z beztroski, zabawy i uśmiechu. Musiał w wieku kilku lat stać się dorosłym. Piwowarski ukazuje, że takich dzieci, które muszą zbyt wcześnie dojrzeć jest bardzo dużo. Gdy następuje odwrócenie ról i dziecko staje się rodzicem, to ulega zniszczeniu cały jego świat. Wiele jest takich rodzin, gdzie dzieci muszą zbyt wcześnie stać się dorosłymi. Rodzi się tylko pytanie: czemu ma to służyć? Gdy dorośli zapominają o odpowiedzialności względem swego dziecka czynią mu krzywdę na całe życie.

Rodzina jest gwarantem naszego bezpieczeństwa. Na jej łonie możemy odpocząć po trudach życia. Tu znajdziemy akceptację, pocieszenie i przebaczenie. Gdy nie będzie obok nas już żadnych przyjaciół, gdy opuszczą nas wszyscy znajomi, zawsze pozostaje człowiekowi rodzina, która jest największym oparciem. Tego uczy biblijna przypowieść o synu marnotrawnym. Gdy młodszy syn zażądał od ojca swej części majątku, ojciec dal mu wszystko, o co prosił, choć zdawał sobie sprawę, że ukochany syn go opuści i odjedzie z domu. Spełnił jednak jego prośbę, bo wiedział, że nie może stać na drodze do szczęścia syna. Chłopak zabrał majątek i ruszył w świat. Życie ponad stan, ciągłe zabawy i trwonienie majątku na każdym kroku szybko doprowadziły młodszego syna do bankructwa. Przez jakiś czas pracował nawet, jednak głód i upokarzająca praca zmusiły go do powrotu do domu i przeproszenia ojca za swój egoizm i lekkomyślność. Jakież było jego zdziwienie, gdy ojciec przywitał go ze łzami w oczach. Był szczęśliwy, że syn wrócił, że znów jest przy nim. Potrafił mu wybaczyć wszystkie błędy, bo ważniejsza była miłość niż urażona duma i godność. Przypowieść o synu marnotrawnym ukazuje, jaka jest miłość Boga do ludzi, ale ukazuje również, jak człowiek jest wiele w stanie zrobić dla swojego dziecka. Bezgraniczna miłość ma moc ocalania, wybaczenie jest zaś największym przejawem rodzicielskiej miłości.

Rodzina jest największym skarbem człowieka. Bardzo trudno przyznać się do popełnionych błędów przed najbliższymi, bardzo trudno jest je w ogóle dostrzec. Często nam się wydaje, że wiele rzeczy nam się po prostu należy. Musimy je dostać tak po prostu. Miłość rodzicielska jest bezwarunkowa, lecz człowiek musi o nią dbać. Trzeba ją pielęgnować i szanować, by pewnego dnia nie obumarła. Trzeba wiedzieć, że przyznanie się do błędu, choć trudne, jest przejawem ludzkiej siły. Powiedzieć: popełniłem błąd i proszę o wybaczenie. Bliscy są w stanie zawsze przebaczyć. Jeśli jednak człowiek w porę nie dostrzeże swego błędy, jeśli nie będzie się starała go naprawić, to później może być o wiele za późno. Nigdy nie będziemy całkiem wolni do błędów. Jesteśmy tylko przecież tylko ludźmi. Dlatego rodzice często zapominają, że dla dziecka najważniejsze są uczucia, a nie pieniądze. Ważniejszy jest wspólnie spędzony czas, a nie to czy się ma nową zabawkę czy nie. Jeśli rodzice nie nauczą dziecka jak kochać, jak wybaczać nie będzie tego umiał robić w swoim dorosłym życiu. Za pieniądze nie da się wszystkiego kupić. Wzajemne stosunki pomiędzy rodzicami i dziećmi są ważne, bo każdej ze stron dają poczucie akceptacji i miłości. Trzeba zatem pamiętać, że to ważna wartość w ludzkim życiu. Trzeba ją pielęgnować, a największą nagrodą będzie wzajemna miłość i szacunek.

Stworzyć udaną rodzinę jest bardzo trudno. Trzeba pokonywać wiele przeciwności losu, ale przede wszystkim własne słabości, aby zbudować trwałe i mocne więzy rodzinne. "Zbudować" rodzinę to jedno z największych wyzwań człowieka. Jeśli mu podoła, będzie miał wielki skarb: miłość, szacunek, przyjaźń i wybaczenie. Dom i rodzina będą największym dobrem i ostoją w jego życiu.