Zbrodnia jest tematem, o którym mówi się chętnie, choć nie należy do zagadnień przyjemnych. Pobudza wyobraźnię, a jednocześnie zmusza do namysłu nad granicami moralności, odpowiedzialności i wolności człowieka. Czym jest zbrodnia? Jeśli uznać ją za czyn naruszający normy etyczne i prawne, musi pociągać za sobą karę — nie tylko w wymiarze instytucjonalnym (sądowym), lecz także wewnętrznym: w postaci rozkładu psychiki, lęku, poczucia winy, a czasem samotności. Literatura i sztuka różnych epok pokazują, że człowiek bywa uwikłany w konflikt między dobrem i złem, a jego wybory potrafią rodzić się zarówno z namiętności i pychy, jak i z desperacji czy fałszywie pojmowanego „wyższego celu”. Przyjrzenie się postaciom zbrodniarzy prowadzi do wniosku, że żadna ideologia ani prywatna racjonalizacja nie unieważnia odpowiedzialności — a kara często zaczyna się zanim wypowie ją sąd.

Kiedy mówimy o zbrodni i karze, nie sposób pominąć powieści Fiodora Dostojewskiego. Rodion Raskolnikow, były student, zabija siekierą lichwiarkę Alonę Iwanownę, a następnie — niespodziewanie — także jej siostrę Lizawietę. Wbrew pozorom nie jest to zbrodnia popełniona wyłącznie „dla ratowania rodziny”: Rodion chce przede wszystkim sprawdzić własną teorię, według której ludzkość dzieli się na „zwykłych” i „wybitnych”. Ci drudzy — jak wielcy reformatorzy czy zdobywcy — mieliby prawo przekraczać normy, jeśli czyn przynosi rzekomo „dobro ogółu”. Raskolnikow próbuje więc usprawiedliwić morderstwo ideą: lichwiarka wydaje mu się społecznie szkodliwa, a jej pieniądze mogłyby posłużyć „lepszym celom”. Jednak zbrodnia natychmiast ujawnia pęknięcie między abstrakcyjną teorią a realnym doświadczeniem winy. Bohater popada w gorączkę, halucynacje, traci kontrolę nad sobą, reaguje panicznie na każdą wzmiankę o morderstwie. Kara zaczyna się w jego psychice: w izolacji, rozdarciu, lęku i wstydzie.

W tej sytuacji szczególną rolę odgrywa Porfiry Pietrowicz, sędzia śledczy, który prowadzi subtelną grę psychologiczną. Nie tyle „łamie logikę” Rodiona, ile konsekwentnie pokazuje mu, że żadna teoria nie unieważnia sumienia, a człowiek nie jest maszyną realizującą ideę. Raskolnikow przyznaje się do winy i zostaje skazany na osiem lat katorgi na Syberii. W epilogu Dostojewski podkreśla jednak, że możliwe jest odrodzenie: Sonia, dziewczyna zmuszona do prostytucji, pozostaje przy Rodionie i staje się dla niego znakiem miłosierdzia. Jej wiara i współczucie nie są naiwnością, lecz siłą, która pozwala bohaterowi zobaczyć prawdę o sobie. Dostojewski pokazuje więc, że zbrodnia pociąga karę, ale kara — choć bolesna — może stać się drogą do przemiany.

Odmienny wymiar zbrodni i kary ukazuje film Krzysztofa Krauzego „Dług”. Bohaterowie są zaszczuci, szantażowani i terroryzowani przez człowieka, który pod pozorem pomocy wciąga ich w sytuację bez wyjścia. Żyją w narastającym strachu i poczuciu osaczenia, aż dopuszczają się zabójstwa. W tym przypadku zbrodnia wyrasta z desperacji, jednak nie przynosi wybawienia: staje się początkiem kolejnego piekła — moralnego i prawnego. Film unaocznia, że nawet jeśli człowiek działa w przekonaniu, że broni własnego życia, konsekwencje przemocy pozostają nieodwracalne, a „wyjście” okazuje się nową formą zniewolenia.

Jeszcze inaczej problem winy i kary przedstawia Sofokles w „Antygonie”. Tytułowa bohaterka łamie zakaz Kreona i dokonuje pochówku Polinejkesa, kierując się prawem boskim oraz etyką rodzinną. Jej czyn w sensie prawnym jest przestępstwem, ale w sensie moralnym — aktem wierności wartościom. Kara spada na Antygonę bezwzględnie, lecz tragedia ujawnia również winę Kreona: jego pycha i upór prowadzą do śmierci Antygony, Hajmona i Eurydyki. Kreon zostaje sam z poczuciem winy i świadomością, że władza nie uchroniła go przed konsekwencjami błędu. Sofokles pokazuje, że kara może mieć wymiar egzystencjalny: samotność i utrata najbliższych bywają dotkliwsze niż śmierć.

Motyw zbrodni napędzanej żądzą władzy ukazuje „Makbet” Szekspira. Pod wpływem przepowiedni i nacisków Lady Makbet bohater zabija króla Duncana, a potem — by utrzymać zdobyty tron — dopuszcza się kolejnych zbrodni, m.in. morduje Banka. Władza, o którą walczył, nie daje mu spokoju, lecz niszczy go od środka: Makbeta prześladują wizje i lęk, a państwo pogrąża się w chaosie. Równie znacząca jest kara Lady Makbet: z pozoru bezwzględna, stopniowo zapada w obłęd i somnambulizm, jakby jej psychika sama wymierzała sprawiedliwość. Dramat podkreśla, że przemoc rodzi przemoc, a zbrodnia uruchamia mechanizm, którego nie da się już zatrzymać.

Najostrzejszym przykładem „usprawiedliwiania zbrodni wyższym celem” jest ideologia nazistowska. Adolf Hitler, tworząc teorię o rzekomej „wyższości ras”, wykorzystał język pseudo-nauki i „dobra wspólnego”, by uzasadnić prześladowania i ludobójstwo. To nie był projekt „naprawy świata”, lecz system dehumanizacji, w którym człowiek staje się środkiem do celu. Historia pokazuje, że kiedy ideologia odbiera jednostce godność, zbrodnia może zostać przedstawiona jako „konieczność”, a jednak pozostaje zbrodnią — i jako taka podlega jednoznacznemu osądowi.

W literaturze polskiej interesujący przykład drogi od winy do pokuty przedstawia Jacek Soplica z „Pana Tadeusza”. W afekcie zabija Stolnika Horeszkę, a potem latami nosi ciężar winy. Przywdziewa bernardyński habit jako ksiądz Robak i stara się odpokutować: służy sprawie narodowej i pomaga innym. Jego los pokazuje, że kara nie musi polegać wyłącznie na wyroku sądu — może mieć postać długotrwałego wewnętrznego rozliczenia i pracy nad sobą. U Mickiewicza możliwe jest moralne odrodzenie, ale nie przez wyparcie winy, tylko przez jej uznanie.

 

Zestawione przykłady prowadzą do wniosku, że żaden cel nie usprawiedliwia zbrodni. Każdy „wyższy cel” jest podatny na subiektywizm i nadużycie, a człowiek nie ma prawa ustanawiać siebie ponad innymi. Co więcej, nawet gdy kara prawna bywa odroczona lub niedoskonała, konsekwencje zbrodni ujawniają się w psychice, w relacjach, w utracie sensu i spokoju. Zbrodnia zostawia ślad — i to on staje się pierwszym wymiarem kary. Dlatego odpowiedzialność moralna nie jest dodatkiem do prawa, lecz jego fundamentem: bez niej łatwo zamienić ideę w narzędzie przemocy, a człowieka w „środek” do osiągania celów.