Oblicza Boga, które odnajdujemy w literaturze barok, znacznie się różni od tego, które stworzyło piśmiennictwo romantyczne. Jak sądzę, przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, iż w obydwu twych epokach człowiek stawał przed innymi wyzwaniami. Wiek siedemnasty to okres wojen i konfliktów religijnych pomiędzy katolikami a protestantami. Natomiast początek wieku dziewiętnastego to czas marzeń o szybkim odzyskaniu niepodległości i poczucie zawodu po nieudanym zrywie wyzwoleńczym (Powstanie Listopadowe). Jednakże ludzie w jednej i drugie epoce zadawali sobie pytanie: jaką rolę odgrywa we wszystkich w tych wydarzeniach Najwyższy?

W opinii wielu romantyków i sporej części polskiego społeczeństwa Bóg jest jedynym gwarantem przetrwania naszego narodu, to On pozwolił Polsce cierpieć, aby ją tym bardziej wywyższyć, gdy nadejdzie na to pora. Naród polski zatem jest narodem wybranym, któremu Stwórca przeznaczył ważne zadanie o wykonania. Jest nim przyniesienie wolności wszystkim ludom, a gdy się już to stanie przyjdzie Królestwo Boże na ziemi, w którym Polacy zajmą poczesne miejsce. Tak w skrócie przedstawiała się idea mesjanizmu, która z szczególną mocą ogarnęła umysły naszych twórców na początku wieku dziewiętnastego. Należy jednak pamiętać, że to nie romantycy wymyślili, iż Polska jest "Chrystusem narodów". Zalążków tej idei należy doszukiwać się już w siedemnastym wieku, gdy to Polacy byli przedmurzem chrześcijaństwa walcząc z Turakami. Ponad to nasi przodkowie nie szczędzili również miecza wszelakim odstępcom od Kościoła Katolickiego: Szwedom (protestantyzm), Rosjanom i Kozakom (prawosławie). To wtedy zrodziło się przekonanie, iż Bóg ma względem nas jakieś szczególne plany. Oczywiście, najpełniejszy wyraz ta idea jednakże otrzymała w dobie polskiego romantyzmu w postaci "Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego" oraz sceny piątej (widzenie księdza Piotra) "Dziadów cz. III". Obydwa teksty wyszły spod pióra Adama Mickiewicza.

Zupełnie inny stosunek człowieka do Boga obrazuje Wielka Improwizacja, stanowiąca fragment trzeciej części "Dziadów" Adama Mickiewicza. Konrad wznieca tu bunt przeciw Bogu, uważając się za, jeśli nie lepszego, to na pewno i nie gorszego od Niego (" Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże ?"). Mając tak dobrą opinie o sobie domaga się od Stwórcy, aby ten pozwolił mu pokierować losami świata, szczególnie zaś jednego narodu ("Daj mi rząd dusz"), jednakże niebo pozostaje głuche na jego wołania. Rozgniewany Konrad zaczyna bluźnić przeciw Bogu. Twierdzi, że jest On tylko mądrością, którą ktoś przez przypadek określił również mianem miłości. W porównaniu z Nim nasz buntownik jest istotą, która jest zdolną odczuwać, którego siła zasadza się na uczuciu (można powiedzieć, iż Mickiewicz jeszcze raz wykorzystuje tu opozycję oświeceniowa mądrość kontra uczucie, którą tak udatnie wykorzystał w swej programowej balladzie zatytułowanej "Romantyczność"). Mimo tych już jawnych bluźnierstw niebo dalej nie raczy nic odpowiedzieć Konradowi. Jego złość i gniew sięgają szczytu. Nieomalże określa Stwórcę mianem cara, czyli szatana, ale na swe szczęście pada zemdlony, nie zdążywszy skalać ust tym bluźnierstwem. Jak sądzę, Konrad był człowiekiem, który pomylił obraz chrześcijańskiego Boga miłości i przebaczenia z obrazem jakiegoś gniewliwego Bóstwa, satrapy, który rządzi światem w despotyczny sposób, obdzielając swych wybrańców wedle upodobania jakąś magiczną mocą. Nic zatem dziwnego, że nas bohater nie otrzymał odpowiedzi. Taki Bóg po prostu nie istnieje.

Zupełnie inną wizję stosunku człowieka do Boga, niż to ma miejsce we Wielkiej Improwizacji, przynosi nam "Hymn" Juliusza Słowackiego. Tu nie ma żadnego buntu, Stwórca jest tu raczej adresatem modlitwy, którą podmiot liryczny kieruje do niego. Mowa w niej jest o tęsknocie do miejsc, które trzeba było opuścić, do ludzi, którzy w nich zostali, o samotności wśród obcych. Bóg jest tu zatem raczej cichym współuczestnikiem niedoli ludzkiej, niż jakimś odległym Demiurgiem, pielgrzymem na krętych ścieżkach świata tako jak my. To bardzo osobista i poruszająca wizja Boga.

Bóg był przez romantyków widziany również w optyce twórczości artystycznej. Uznawano, iż proces twórczy poety jest analogiczny do procesu tworzenia przez Boga świata. Nic zatem dziwnego, iż pisarze tworzący na początku wieku dziewiętnastego często prosili Go o natchnienie ta jak to czynił Homer względem Muz. Za przykład może nam tu posłużyć Inwokacja do epopei Adama Mickiewicza zatytułowanej "Pan Tadeusz". Warto tu jednak zwrócić uwagę na to, iż także poeci siedemnastowieczni zwracali się do Boga o pomoc przy tworzeniu swych dzieł. Tak na przykład Wacław Potocki w swej "Wojnie chocimskiej" pisze: "Ciebie proszę, abyś tę co ku Twojej wdzięce W tym królestwie śmiertelne chcą wspomnieć ręce, szczęścić raczył".

Warto tu nadmienić, że twórczość Wacława Potockiego można również odczytywać w perspektywie narastania sporu pomiędzy katolicką, a protestancką częścią narodu polskiego. Sytuacja przedstawicieli tej drugiego wyznania, którzy byli zresztą w mniejszości, stawała się wraz z upływem czasu coraz mniej godna pozazdroszczenia. Punktem kulminacyjnym antyreformatorskiego nastawienia szlachty katolickiej do swych braci wyznających taką czy inną odmianę protestantyzmu były wydana w roku 1658 ustawa o wygnaniu arian oraz przyjęte przez sejm w roku 1668 prawo pozostawiające innowiercom wybór: albo zmiana religii na katolicką, albo opuszczenie Polski.

Potocki, będąc arianinem, a nie chcąc wyjeżdżać z Polski, był zmuszony przejść na katolicyzm. W jego opinii stawianie człowieka przed taki wyborem nie uchodzi, gdyż każdy z nas powinien wyznawać taką wiarę, jak jest najbliższa jego sercu. W jego twórczości widać wyraźnie intensywne, podejmowane na własną rękę, lektury Biblii, co wśród szlachty katolickiej było raczej rzeczą niespotykaną. Jego wiara to przede wszystkim indywidualny trud poznawania Boga i niechęć do narzucanej przez Kościół Katolicki tradycji. Na tle swojej epoki Potocki wyróżnia się zatem swoją tolerancją i zdolnością do poszanowania odmienności drugiego człowieka, szczególnie w kwestiach wiary.

Zupełnie inaczej kwestię wiary i Boga widzi ksiądz Piotr Skarga. To jezuita, który jest święcie przekonany, iż poza Kościołem Katolickim nie ma zbawienia, dlatego też wszyscy innowiercy w swym dobrze zrozumiałym interesie powinni wrócić na jego łono. Z drugiej jednak strony, jest w tym człowieku wielka wiara i miłość do Boga i ojczyzny, co można wyczytać z jego "Kazań sejmowych" i "Żywotów świętych". W jego optyce Bóg jest bardziej surowym sędziom niż miłosiernym władcą wszechstworzenia.

Podobny do Skargowego wizerunek Boga przedstawia w swych utworach Mikołaja Sęp - Szarzyński. Widzi on Stwórcę przez pryzmat swoistej antropologii, która pojmuje człowieka jako istotę ułomną, z natury skłonną do grzechu, która jeśli nie chce, aby jej dusza poszła na zatracenie, musi podjąć "bój" o jej zbawienie z szatanem, światem i własnym ciałem. Rodzi się zatem pytanie, gdzie tu miejsce na miłosierdzie Boże, jeśli w większości wypadków owa walka z pewnością skończy się porażką. Chyba, że Stwórca po prostu zlikwiduje piekło, co rzeczywiście było by wielki aktem miłosierdzia. Tą mroczność Boga Szrzyńskiego szczególnie uderza, gdy się ją zestawi z Jego jasnym wizerunkiem, który odnajdujemy w pieśni "Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?". Jana Kochanowskiego, bezpośredniego poprzednika autora "Sonetów abo rytmów polskich" na niwie poetyckiej.

Z kolei wyobrażenie Boga, które posiada Daniel Naborowski, jest bardzo zależne od teologicznej koncepcji predestynacji Kalwina (Naborowski był wyznawcą odmiany protestantyzmu, którą propagował ów mąż). Według szwajcarskiego teologa los człowieka jest niejako już z góry przesądzony przez Boga, gdyż to on stwarzając dusze niejako predestynuje je do bądź zbawienia, bądź potępienia, a zatem nasz los na ziemi zależy od bożej łaski. Ludzie, oczywiście, nie wiedzą, do której kategorii się zaliczają, co naznacz ich życie piętnem tragizmu, poczuciem bojaźni bożej. Jedyne co nam zatem pozostaje to wierzyć, iż przeznaczono nam Królestwo Niebieskie i żyć podług tej wiary, unikając wszelkich "rozrywek", jakie przynosi ze sobą życie na ziemi. We wierszu "Marność" Naborowski ukazuje właśni takową potrzebę odwrócenia się od rzeczy świata tego, nawiązując przy tym do starotestamentowej "Księgi Koheleta", w której znajduje się zdanie: "Marność nad marnościami i wszystko marność" ("Vanitas vanitatum et omnes vanitas").

Według Naborowskiego człowiek żyjąc powinien się kierować w życiu cnotą (wiersz "Cnota grunt wszystkiemu"), gdyż, choć co prawda nie swymi uczynkami możemy być zbawieni - to wszakże zależy od Bożej łaski, to jednak to, iż jesteśmy w stanie czynić dobro, gruntować swe życie na nim, może świadczyć o tym, iż będziemy zbawieni. Naborowski nie utrzymuje przy tym, iż człowiek powinien wyzbyć się wszelkiej radości życia i ubrawszy włosiennicę czynić pokutę, raczej iż w każdym postępku, w każdym swym czynie powinniśmy mieć na uwadze dobro naszej nieśmiertelnej duszy. Bóg w jego ujęciu jawi się zatem jako istota bardzo odległa, surowa, której wyroki są niezbadane, ale której należy bezwzględnie ufać, gdyż od niej zależy nasze zbawienie bądź potępienie.

Jak zatem widzimy na przytoczonych przeze mnie przykładach przedstawianie Boga w literaturze baroku i oświecenia, istnieją sporę różnice w ujęciu tej kwestii pomiędzy tymi dwiema epokami, jakkolwiek znajdziemy również wiele idei bardzo podobnych, lub zgoła paralelnych. Dla baroku niezwykle istotnym był obraz Stwórcy jako niezgłębionego, a jednocześnie surowego władcy, który karze bezwzględnie ludzkość za jej występki. Z nieco bardziej łagodnym i przyjaźniejszym Jego wizerunkiem mamy do czynienia u Potockiego. Dla romantyków z kolei Bóg jest raczej miłosierny współtowarzyszem niedoli ludzkiej, który potrafi niejako "wczuć się" w naszą kondycję. Tym, co łączy obydwie te epoki w ich wyobrażeniach Najwyższego, jest ich, po pierwsze, wiara, że Bóg jest Panem historii, że ingeruje on w ludzkie dzieje i tak naprawdę to On je tworzy, a nie ludzie, po drugie zaś, że poetycki proces twórczy jest analogiczny do procesu kreacyjnego podjętego przez Stwórcę u zarania świata.