Relatywizm to pogląd, który głosi, iż prawdziwość sądów, stwierdzeń czy teorii ma charakter względny, bowiem zależny od wielu czynników, jakimi są między innymi kultura, język, okoliczności i wiele innych. Toteż termin ten, w odniesieniu do wartości moralnych, oznaczać będzie relatywny charakter norm etycznych oraz związanych z nimi ocen, gdyż wskaże na ich zależność od czasu, miejsca, a nawet samego oceniającego. Sytuację tę łatwo dostrzec w noweli Josepha Conrada pt. „Jądro ciemności”. Jej moralna problematyka ukazana zostaje przez autora przede wszystkim w postaciach Marlowa i Kurtza w kontekście polityczno-społecznym, dotyczącym XIX-wiecznej kolonizacji Czarnego Lądu oraz pozornej chęci cywilizowania tubylców.

Okres ten to czas między innymi prowadzenia tzw. „misji kolonizacyjnych” przez Europejczyków, których miejsce docelowe stanowiła Afryka. W jednej z nich osadzona została akcja utworu, którego przedmiotem uwagi tak naprawdę było pokazanie jej prawdziwych powodów – a więc chęci pozyskania bogactwa – w miejscu, gdzie rządzi tylko prawo przetrwania, potrafiące wyzwolić w człowieku jego nawet najniższe instynkty. Powoduje ono jednostkę ludzką do działania, do którego w innej sytuacji by się nie posunęła, ale zważywszy na okoliczności dochodzi do niemal niespotykanych zachowań, które zwykły Europejczyk ocenia miarą własnych norm etycznych.

Tak też dzieje się w przypadku Kurtza oraz Marlowa. Obaj stanowią ogromny kontrast. Pierwszy z nich symbolizuje zanik wartości etycznych, barbarzyństwo, brutalność oraz zamęt. Drugi zaś to ład moralny, wedle którego ocenia całokształt wszelkich działań wokół siebie. To właśnie przez pryzmat jego myśli odbiorca widzi postać kierownika stacji, zajmującego się pozyskiwaniem kości słoniowej. Zatem nasze wyobrażenie o nim ulega płynnej zmianie wraz z rozwojem akcji oraz zdobywaniem kolejnych informacji.

Na początku Kurtz jawi się jako poeta, malarz i dziennikarz, który dzięki krasomówstwie potrafi zauroczyć swoją osobą niemal każdego, a nawet porwać tłumy. Powszechnie nazywany jest „wysłannikiem litości i nauki, i postępu” jak również „szczególnie uzdolnioną jednostką”. Nic więc dziwnego, iż Marlow oraz czytelnik pragną bliżej poznać taką osobistość. Z czasem jednak odkrywane są coraz mroczniejsze informacje o kierowniku stacji. Okazuje się bowiem, iż przemocą wymusza on dostawy kości słoniowej, pustoszy kraj przy pomocy armii złożonej z poznanego plemienia, najeżdża na coraz to nowe wioski, a wszelkich ludzi buntujących się przeciwko niemu okrutnie karze, nabijając ich głowy na pale wokół swej siedziby. W oczach człowieka, jakim jest Marlow (i zapewne odbiorca treści), obytego jedynie z europejską kulturą – a co za tym idzie również konkretnym zbiorem wartości moralnych – takie postępowanie uznaje się oczywiście za karygodne. Kurtz zatem stanowi obraz kolonizatorów i ich braku powszechnie poważanych zasad etycznych, na skutek kierowania się pierwotnym pragnieniem władzy oraz posiadania większego bogactwa. Jednakże by móc w pełni ocenić jego postępowanie należy przypomnieć o miejscu, w jakim się znalazł – białej plamie na mapie, do której przed nim nikt jeszcze nie dotarł, również cywilizacja w powszechnym znaczeniu tego słowa. Środek dżungli to kolebka wszelkiego prymitywnego życia jak również związanych z nim instynktów, kierujących człowiekiem w taki sposób, by – wyzbywszy się wszelkich hamulców – osiągnął swój cel. Kurtz był więc tam samotnym człowiekiem, który poddał się wpływowi otoczenia, a ponieważ jego główny atut stanowiła siła oraz umiejętność kierowania innymi, sprawił, iż wszystko podporządkował sobie. Rozdarty między wołaniem dziczy a pamięcią o pobudkach, z jakimi wyruszył z Europy – tj. zaszczyty, władza, misja cywilizowania, bogactwo – popadł w nihilizm, zapominając o wszelkich zasadach tudzież uczuciach. Według własnego mniemania zatem wierzył w słuszność swych działań oraz ich motywów aż do końca swych dni.

W opozycji do tej postaci postawiony zostaje Marlow – kapitan statku, który wyruszył z misją ratunkową do kierownika stacji. Nie jest on jednak typowym przedstawicielem ówczesnych „misjonarzy”, ze względu na swą wrażliwość oraz tendencję do rozważania każdego aspektu otaczającego go świata. Wprawdzie wiedział, iż cel spółki, do której dołączył, stanowił tak naprawdę zysk, aczkolwiek wierzył, że mimo wszystko niesie ona również postęp cywilizacyjny. Z czasem przeżywał kolejne rozczarowania, gdyż jego wyobrażenia po zetknięciu z rzeczywistością okazywały się diametralnie inne. Cały czas rozważa problem kolonizacji i jak na początku próbuje znaleźć dla niej usprawiedliwienie, tak później ogarnia go w związku z nią lęk. Zaczyna zauważać w Murzynach ludzi takich samych jak on czy inni Europejczycy. Widzi marnotrawstwo ich życia stanowiące efekt ogromnego okrucieństwa oraz nieudolności kolonizatorów, nie potrafiących zapewnić tubylcom ani konkretnej pracy, ani należytej opieki czy wyżywienia. Punkt kulminacyjny w jego życiu stanowi poznanie Kurtza, a więc zweryfikowanie z rzeczywistością wszelkich opowieści, jakie o nim usłyszał. Wszak w swojej wyobraźni stworzył wizerunek człowieka potężnego, bezwzględnego, ale przy tym owładniętego pragnieniem szerzenia cywilizacji wśród „ciemnych” ludów. Spotkanie go uzmysławia jednak Marlowowi, iż jest on zwykłym, chorym człowiekiem, który uległ otoczeniu i uwierzył w to, jak postrzegają go tubylcy – że jest bóstwem stojącym ponad wszystkim. Marlow przeżywa w tym momencie w pełni uzasadnione rozczarowanie. W jego oczach Kurtz jest tylko kolejnym, bezwzględnym kolonizatorem, żądnym władzy, bogactwa jak również uwielbienia. Jednak hipokryzja pozostałych uczestników wyprawy poraża go jeszcze bardziej, gdyż ci ludzie posiadają te same skłonności co kierownik stacji, jednak zdolni są jedynie do spiskowania przeciw niemu, a nie otwartego sprzeciwu. W tym zepsutym świecie Marlow zastanawia się, kto tu jest tak naprawdę cywilizowany – kogo można nazwać człowiekiem. Ostatecznie musi wybrać mniejsze zło, w efekcie czego postanawia bronić opinii o Kurtzu zmarłym w trakcie podróży powrotnej. Koniec końców zataja niektóre fakty o nim, a nawet okłamuje jego narzeczoną, choć w rzeczywistości brzydzi się kłamstwem. Marlow dochodzi jednak do wniosku, iż kobieta ta, tak szczerze mu oddana i kochająca, nie zasługuje na ponurą prawdę, która jedynie pogłębiłaby ciemność, w jakiej się dotychczas znajdowała. Łamie zatem swoje zasady moralne dla dobra innej jednostki, którą może jeszcze uratować przed zatraceniem. Sam już dotarł do tytułowego jądra ciemności, poznając prawdę. Niestety świat dzięki niej nie stał się wspanialszy – wręcz przeciwnie.

Podsumowując, należy stwierdzić, iż Joseph Conrad w swojej opowieści wyjątkowo precyzyjnie obrazuje funkcjonowanie relatywizmu wartości moralnych oraz jego konsekwencje pod płaszczem problematyki opowiedzianej historii. Marlow stanowiący symbol ładu etycznego to pryzmat, przez który odbiorca poznaje ówczesne realia związane z kolonizowaniem odległych lądów i ich ukryty sens oraz ocenia postępowania bohaterów będących odwzorowaniem prawdziwych ludzi. Łatwo zatem dostrzec, iż tam, gdzie nie rządzi narzucone przez człowieka prawo, władają jego pierwotne instynkty. Te zaś, oceniając jedynie z perspektywy człowieka zakorzenionego w pewnym ustroju oraz obytego z wcześniej opisanymi zasadami moralnymi, są nie do przyjęcia. Jednakże nie można zapomnieć, iż istnieje również drugi aspekt takiej sytuacji, którego przedstawiciela stanowi Kurtz. Człowiek cywilizowany, który nagle znalazł się w miejscu dzikim, bo nie kontrolowanym przez żadne prawa, próbujący się dostosować do otoczenia, odrzuca wszelkie hamulce, których uczono go od zawsze. Pozostaje w nim już tylko pragnienie bogactwa i władzy.