Druga wojna światowa nazwana została czasem apokalipsy spełnionej. Upadły wszelkie wartości, moralność, etyka, człowieczeństwa poległy w starciu z morderczą polityką hitlerowską eliminującą całe narody i rasy, z okrucieństwem rzeczywistości stalinowskiej, z innym światem obozów pracy i obozów koncentracyjnych. Nikt nie był bezpieczny, nie uchowała się żadna wartość, żadna szczytna idea. Taki obraz świata zastali ci, którzy przetrwali wojnę. I oni właśnie musieli na nowo budować moralność, redefiniować kulturę, człowieczeństwo, które w czasie wojny upadło tak nisko jak jeszcze nigdy wcześniej. Wojna uczyniła człowieka istotą pozbawioną serca, duszy, godności, istotą, która potrafi równej sobie istocie zgotować piekło na ziemi. Poezja, literatura próbowały zawrzeć w sobie wszystkie te refleksje, obrazy wojny, zagrożenia, jakie pojawiły się w wyniku spustoszenia w kulturze i moralności ludzkości. Filozofowie i artyści na nowo musieli postawić sobie pytanie o istotę i o granice człowieczeństwa, o sens historii, kultury, dziejów człowieka i świata.

Jednym z poetów, którym udało się przetrwać czas apokalipsy, i którzy musieli zmierzyć się z ruinami człowieczeństwa, jakie pozostały po wojnie jest Tadeusz Różewicz- pisarz, poeta pokolenia Kolumbów, żołnierz Armii Krajowej.

"Mam dwadzieścia cztery lata

ocalałem

prowadzony na rzeź"

Tak zaczyna się i kończy niezwykły wiersz- spowiedź poety, zatytułowany "Ocalony". Tak definiuje się człowiek- ocalony z rzezi wojennej. Życie wyznacza teraz jego status. Jednak okazuje się, że przeżycie nie jest wszystkim. Po czasie zezwierzęcenia pojawia się refleksja nad wartościami wyższymi- nad moralności, której nie ma, nad wartościami, które runęły wraz z bombardowanymi miastami, nad ulotnymi ideami, emocjami, które umarły z głodu i wyczerpania za drutami okalającymi obozy pracy. Ocalenie jest więc nie tylko błogosławieństwem, ale także ogromną odpowiedzialnością, zapowiedzą ciężkiego wysiłku, jaki czeka ludzi przy odbudowie właściwego porządku świata i jego praw. Ogromnym balastem dla ocalonych jest także pamięć o czasie wojny, o tym, co dokonało się za sprawą ludzi żądnych władzy, wpływów, kierujących się nienawiścią do innych narodów. Wszystkie piękne idee, wartości moralne upadły obnażając słabość i podłość człowieka, dlatego ich nazwy straciły swoje znaczenie, ładunek wartości, jaki ze sobą niosły "przed" apokalipsą:

"To są nazwy puste i jednoznaczne:

człowiek i zwierzę

miłość i nienawiść

wróg i przyjaciel

ciemność i światło"

Człowiek musi więc na nowo układać dekalog, na nowo oddzielać światło od ciemności, dobro od zła, to co ludzkie od tego co zwierzęce. Tworzenie nowego ładu może jednak być niemożliwe, gdyż historia pokazała, że podziały i hierarchie są tylko kruchym wymysłem człowieka. Tak naprawdę przecież podmiot liryczny wie, że:

"Człowieka tak się zabija jak zwierzę

widziałem:

furgony porąbanych ludzi

którzy nie zostaną zbawieni.

(...)człowieka który był jeden

występny i cnotliwy"

Człowiek, wobec upadku wartości potrzebuje nowego nauczyciela, mistrza, przewodnika, który na nowo powie mu, co jest dobre, a co złe, który wskaże mu dalszą drogę, którą powinna podążyć upadła ludzkość, który da fundamenty pod odbudowę wartości, duszy, umysłu. Na razie jednak nauczyciela nie ma, człowiek pozostaje sam ze swoją tragiczną kondycją, bez celu, sensu, wśród pustyni swojej duszy i zdegenerowanego, zniszczoneg świata powojennego.

Niezwykłym świadectwem przeżyć i upodleń pokolenia wojennego jest wiersz "Zostawcie nas". Podmiot liryczny wyraża w nim straszliwą, smutną prawdę, że nikt nigdy nie zrozumie tego, co naprawdę się stało w czasie wojny, jeśli sam tego nie przeżył. Pokolenie wojny jest na wieki zbrukane jej okrucieństwem, ohydą, upodleniem, ich następcy są już "czyści", im oszczędzono takich doświadczeń. Podmiot liryczny chce, aby ludzi "brudnych" pozostawiono w spokoju z ich wspomnieniami, przeżyciami, które dotknęły ich najgłębszej istoty nie ocalając nic. Przeżycia wojenne są zbyt straszne, aby się nimi dzielić, podmiot apeluje więc do ludzi, którzy nie zaznali okrucieństwa wojny:

"Żyjcie jak ludzie

zapomnijcie o nas

my zazdrościliśmy

roślinom i kamieniom

zazdrościliśmy psom"

Tragizm pokolenia wojny, poczucie zagłady wartości i odmienności świadczy o tym, że dehumanizacja była tylko maską, ucieczką dla psychiki, koniecznością przeżycia strasznych chwil. Tak naprawdę w duszach zniewolonych ludzi rozgrywał się niewyobrażalny dramat, w którym walczyły ze sobą pierwotne instynkty przeżycia z godnością, miłością, ludzką solidarnością. W wojennej rzeczywistości tych dwóch wartości - przeżycia i sumienia nie dało się ze sobą pogodzić. Ludzie musieli dokonać wyboru. Tak wyglądał konflikt tragiczny pokolenia drugiej wojny światowej. Przeżyli ci, którzy wybrali instynktowną wolę przeżycia. Dlatego proszą dziś tych, którzy nie musieli wybierać między ocalającym zezwierzęceniem a szczytnymi ideałami młodości: "Nie pytajcie o naszą młodość". Młodość, niewinność Kolumbów jest bezpowrotnie utracona. W czasie wojny lękiem, bólem i utratą nadziei zbrukana została także największa wartość młodości- miłość:

"chciałbym być szczurem

mówiłem wtedy do niej

chciałbym nie być

chciałbym zasnąć

i zbudzić się po wojnie

mówił z zamkniętymi oczami"

Problem utraconej w czasie miłości porusza także wiersz "Róża", w którym podmiot liryczny wspomina dziewczynę, którą wojna pozbawiła życia. Wiersz ten powstał pod koniec wojny. Tytułowa Róża to imię zmarłej dziewczyny, ale także symbol bogaty w znaczenia w naszej kulturze. Róża kojarzy się z miłością, tradycja chrześcijańska nadała jej wymiar świętości, cierpienia i męczeńskiej śmierci. Cały utwór budowany jest na zestawieniu tych dwóch znaczeń wyrazu- imienia i kwiat, na pokazaniu historii dwóch "róż", tak odmiennych, jak odmienne są życie pielęgnowanego kwiatu i śmierć młodej dziewczyny:

"Różę w ciepłej dłoni można złożyć

albo w czarnej ziemi ".

cicha śmierć niewinnej dziewczyny, milczący ból i rozpacz pozostałych przy życiu bliskich kontrastują z bogactwem i przepychem pięknego, królewskiego kwiatu. Jednak ludzie z czasem zapomną o bólu, wszystko przemija, także wiara w to, że koszmar wojny się skończy.

"Dzisiaj róża rozkwitała w ogrodzie

pamięć żywych umarła i wiara ".

Świadectwem wiecznej pamięci, która nie potrafi zapomnieć potworności wojny jest wiersz "Krzyczałem w nocy". Dla tych, którzy przeżyli wojnę, jej koszmar nie zakończył się wraz z kapitulacją Niemiec. Umysł, psychika pozostały zniewolone obrazami, wspomnieniami, krzykiem umierających ludzi, przyjaciół, którzy zginęli. Wszystko to powraca w snach, psychika ludzka nie potrafi wypchnąć wojny ze wspomnień, z pamięci, pozostanie tam ona już na zawsze.

Uniwersalną krytykę człowieka i współczesności zawiera wiersz-apel pt. "List do ludożerców". Swój postulat formułuje podmiot liryczny wprost:

"Kochani ludożercy

Nie zjadajmy się"

Ironiczna prośba skierowana do "kochanych ludożerców" jest próbą zwrócenia uwagi na sposób życia współczesnych "ludożerców", którzy niszczą się, "zjadają" nawzajem walcząc o pieniądze, wpływy, dobra materialne, zapominając o wartościach miłości bliźniego, litości, współczucia i pomocy. Niestety, w dzisiejszych czasach obowiązuje zasada "człowiek człowiekowi wilkiem", a przecież, jak zauważa podmiot, wszyscy jesteśmy tacy sami, "inni ludzie też mają dwie nogi i siedzenie". Dlaczego więc niszczymy siebie nawzajem, dlaczego nie potrafimy zgodnie żyć razem, obok siebie i z sobą?

Wiersz "Lament" jest quasi modlitwą, kazaniem, czy raczej spowiedzią przedstawiciela pokolenia Kolumbów, pokolenia młodych ludzi skażonych wojną:

"Zwracam się do was (...)

wysłuchajcie mnie (...)

mam lat dwadzieścia

jestem mordercą ".

Dramatyczne wyznanie podmiotu lirycznego- poważnego i doświadczonego wysoko ponad swój faktyczny wiek jest wstrząsające. O tym, że zabijał- bo musiał, że wyrzekł się Boga, wiary, że nie potrafi się już modlić mówi w sposób spokojny i pełen rezygnacji. Jest młody tylko zewnętrznie, w jego duszy i sercu zagnieździła się już jednak zgnilizna, całe zło świata wojny, ogień bombardowań wypalił do cna jego młodą duszę:

"niech was smukłość mego ciała

nie zwodzi

ani tkliwa biel szyi

ani puch nad słodką wargą (...)

ni śmiech cherubiński".

Podmiot liryczny nie czuje się młody, bo młodość to niewinność, ideały, miłość, czystość i piękno, a on zabijał, ubroczony krwią chodził sypiać z równie zbrukanymi kobietami. Nie ma już piękna, nie ma wiary, nie ma miłości. Dlatego morderca z przymusu kończy wiersz anty-wyznaniem wiary:

"Nie wierzę w przemianę wody w wino

nie wierzę w grzechów odpuszczenie

nie wierzę w ciała zmartwychwstanie. "