Początkowo wiersz przedstawia niezwykle spokojny i sielski obraz. Jest słoneczna, upalna pogoda, można wywnioskować, że jest to lato. Poeta powie - przyroda wydała już owoce: "kłosy brzuch ciężki w górę unoszą". Nadchodzi pora żniw, rolnicy zaczynają zbierać owoce swojej męczącej pracy. Wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. Wydawało by się, że nic złego się nie wydarzy, że nic nie doprowadzi do zniszczenia spokoju. Niestety pierwsza zwrotka mówi już o tym, że bohater wiersza przeczuwa nadchodzące, złowieszcze niebezpieczeństwo. Pojawiają się złe chmury, które płyną "drapieżne w mrok", a strukturą przypominają rozłożone palce, może nawet szpony. Ze świerka zwisa obcięta ludzka głowa "strasząca jak krzyk". Głowa zwisająca z drzewa przypomina owoc. Owoc - zła, nienawiści, wojny i strachu. Obrazy te burzą całkowicie sielską i miłą atmosferę wiersza. Lato wydaje swoje owoce, tak jak wojna zbiera plony: śmierć tysięcy niewinnych ludzi, ich cierpienie, przerażenie i ból.

Według autora nieszczęście ma swe siedlisko również pod ziemią, tak gdzie są "jak korzeń skręcone ciała, żywcem wtłoczone pod ciemny strop". To tam płynie ludzka krew, którą rośliny pobierają razem z wodą. Dlatego "z liści pada rosa czerwona". Wszystko na powierzchni ziemi i pod nią skażone jest wojną, od której dramatu nie sposób uciec. Wszędzie widać jej skutki.

Aby podkreślić dramatyzm i okrucieństwo wojny autor stosuje synestezje, która oddziałuje na wszystkie zmysły odbiorcy: wzrok - opis chmur przypominających palce, rośliny wydające "czerwoną rosę", słuch - "strasząca jak krzyk" głowa, "nieba sunące z warkotem".

Zwrotka siódma ukazuje okrucieństwo wojny, poprzez przywołanie snu opowiadającego o śmierci brata: "który zginął, któremu żywcem oczy wykłuto, któremu kości kijem złamano (...) i drąży ciężko bolesne dłuto, nadyma oczy jak bąble - krew". Ludzie są jak "źli troglodyci" sparaliżowani strachem, chowający się w jamach, będący na skraju wytrzymania nerwowego. Nie ma w nich nadziei na sen jakiejkolwiek walki, "trzeba zapomnieć", aby móc żyć dalej, aby w ogóle móc normalnie funkcjonować.

Młodzi ludzie mogliby odnaleźć ratunek i spokój jedynie w drugim człowieku. W spotkaniu i obcowaniu z nim. Potrzebują przecież miłości, spokoju, ukojenia, czy choćby zrozumienia, ale napotykają tylko "kamień - tak - głaz". Wojna wyzbywa człowieczeństwa w człowieku, sprawia, że jest on pozbawiony wszystkich uczuć i wartości: sumienia, miłości i moralności. Poeta sformułowaniem tym odbiera jakąkolwiek nadzieję na normalność i szczęście.

Niektóre strofy rozpoczyna stwierdzenie: "Nas nauczono". Tak okrutny czas może nauczyć jedynie postaw nieludzkich, niegodnych człowieka. Nieustający strach o samego siebie, pozbawia litości i wrażliwości. Wyzbywa człowieka wszystkiego co wcześniej sprawiało, że był godny nazywać się dobrym, uczciwym, czy szczęśliwym.

Ostatnia zwrotka to obraz świata już po zakończeniu wojny, kiedy nie ma już czołgów wroga, kiedy wszyscy są wolni. Ale niestety poeta powie, że pozostanie jedynie piętno wojny. Wszyscy będą musieli stanąć na "wozach, czołgach, na samolotach, na rumowiskach" i zacząć odbudować swoje miasta i domy. Nigdy niestety nie opuści ich już poczucie strachu i niepewności. Nigdy nie będą takimi samymi osobami jak sprzed wojny. Utwór Baczyńskiego niezwykle plastycznie przedstawia dramatyzm wojny, ale jest także świadectwem dla przyszłych pokoleń, że za ojczyznę walczyło i ginęło tysiące młodych Polaków, którzy nie tylko utracili swoje najszczęśliwsze lata, ale również swoją godność i człowieczeństwo. Autor pragnie, aby ich postawa nigdy nie została zapomniana.