Cztery lata temu światem wstrząsnęło wydarzenie, które nadało nową definicję słowu "ruiny". W Nowym Jorku na oczach przerażonych ludzi runęły dwa dumne wieżowce, znane jako Word Trade Center. Czy jednak w tym przypadku przyszłoby komuś do głowy określenie "piękne ruiny"? Raczej nie.

Oczywiście można poszukać innego określenia. Niektórzy nazwaliby je ruinami humanizmu, ponieważ w nieludzkim ataku zginęło tak wielu niewinnych ludzi. Dla zrozpaczonych, mających nadzieję, że wśród ruin czeka na ocalenie ich brat czy przyjaciel mogłyby być ruinami nadziei. Ale dla większości ludzi było to po prostu ogromne cmentarzysko, a jednocześnie przestroga. Ludzie dumnie wznoszą kolejne pomniki techniki, które tak łatwo i tak boleśnie obracają się w ruinę (przychodzi mi tu na myśl owiany legendą Tytanik). Nie wszyscy jednak chcą dostrzec te przestrogę. Współcześni architekci marzą o tym, by na miejscu WTC stanęły wieże ich projektu, jeszcze wyższe i jeszcze bardziej monumentalne. Nie mają racji. Kto wie, czy zrealizowanie tego pomysłu nie skończyłoby się "piękną i dostojną, ale katastrofą", jak to ujął znakomity szwajcarski architekt Le Corbusier. Skoro jego słowa potwierdziły się już raz, czy warto powtarzać ten sam błąd?

Nie twierdzę jednak, że nie istnieją "piękne ruiny". Wręcz przeciwnie, moje podróże przekonują mnie, że myśl Augusta Perrota jest prawdziwa, na świecie są ruiny, które zdecydowanie można nazwać pięknymi. Wystarczy oglądnąć program dotyczący krajów śródziemnomorskich. Kraje takie jak Grecja, Turcja, Włochy pełne są pięknych ruin. Doskonałym przykładem są również egipskie piramidy, monumentalne grobowce faraonów zdobiące gorącą pustynię.

Również w Polsce można znaleźć piękne ruiny. W wakacje odwiedziłam Kazimierz nad Wisłą. Nad urokliwym miasteczkiem górują ruiny średniowiecznego zamku, który postawił tu król Kazimierz Wielki. Miejscowi opowiadają, że król miał w ich miasteczku ukochaną, piękną mieszczkę. Ruiny te nie są pod tym względem wyjątkiem, w Polsce prawie z każdymi ruinami wiąże się legenda albo podanie, prawie każde stare mury mają swojego ducha lub Białą Damę. Zresztą nie trzeba uciekać się do świata nadprzyrodzonego, wystarczy wyobrazić sobie, ile w budowli, która liczy sobie kilkaset lat musi by zaklętych emocji, ile par wyszeptało tu sobie słowa miłości, ile najukochańszych babć i dziadków wydało tu ostatnie tchnienie.

Ruiny zawsze budzą we mnie wzruszenie, odwrotnie niż starannie odrestaurowane, wyglądające na nowe budowle. Muszę przyznać, że szczerze nie lubię Zamku Królewskiego w Warszawie. Żeby przejść się po jego pokojach trzeba założyć absurdalne pantofle, w których trudno złapać równowagę prześlizgując się z jednego starannie wymalowanego pokoju do następnego. Powtarzam sobie, że jestem w miejscu historycznym, jednym z najważniejszych w historii Polski, ale nie potrafię zapomnieć, że tak naprawdę Zamek został zbudowany po II wojnie światowej. Owszem, szczegóły odtworzono starannie na podstawie zachowanych zdjęć, ale czy można odtworzyć magię miejsca?

Podziwiam staranność i pieczołowitość, z jaką odrestaurowano Zamek Królewski, ale wolę spokojne, szare ruiny kazimierzowskiego zamku, w którym mogę dotknąć kamieni, których by może dotykały kilkaset lat temu średniowieczne księżniczki. W Kazimierzu można wsiąść w prywatny wehikuł czasu - odnaleźć w pobliżu ruin omszały kamień, usiąść na nim z ukochanym i porozmawiać o swojej miłości. Być może złotowłosy paź wyznawał tu kiedyś miłość jakiejś hrabiance?

Moim zdaniem należy uszanować magię starych miejsc. Nie wszystko trzeba odbudować, nie wszystko można zrekonstruować. Zamiast szpikować piękne miejsca zakazami, lepiej pozwolić ludziom cieszyć się ich doświadczoną przez czas urodą.