Życie bezkonfliktowe można rozumieć na dwa sposoby. Po pierwsze jako życie w zgodzie z sobą i innymi. Po drugie - jako życie w pokoju i spokoju, bez małych kłótni i wielkich wojen, kiedy można zawsze być uznawanym za szczęśliwego. Życie pełne przyjemności to takie, które wypełnia radość i samorealizacja. Łatwiej osiąga się też cele, do których się dąży. To piękna perspektywa, ale możliwa chyba tylko we śnie.

Człowiek od początków swojej cywilizacji dążył do tworzenia ideałów. Nie brzmi to zbyt rozsądnie, wydaje się przecież, że jest tylko jeden Ideał, ale to prawda. W wojskowej kulturze starożytnej Sparty normą było porzucanie na śmierć słabych niemowląt. Powodowało to, przynajmniej w teorii, że pozostaną tylko ludzie najlepsi, najzdrowsi - najlepsi. Wieleset lat później ktoś inny próbował przy pomocy nauki i eksterminacji słabych i chorych stworzyć istotę idealną fizycznie, psychicznie i intelektualnie, bez jakichkolwiek wad. Istotą taką miałby być Ubermensch, a jego twórcą Adolf Hitler. Wszyscy wiemy, jak ta historia się skończyła. Nie dziwią podejmowane także w naszej, skomputeryzowanej rzeczywistości, próby wykreowania doskonałego, "utopijnego" wizerunku świata. Utopia zawsze kojarzyła się nam z czymś niemożliwym i nieprawdopodobnym. Ale w czy końcu jest nam potrzebna? Czy ludzie chcieliby żyć w idealnym świecie obłudy?

Nie należy niepotrzebnie uogólniać odpowiadając na te pytania, wnioski mogą okazać się wtedy nieprawidłowe. Każdy przecież zdaje sobie sprawę, że zawsze znajdzie się grupa ludzi, lub chociaż jedna osoba, nie zgadzająca się z naszą wizją idealnego świata. Nasz rzeczywisty świat obarczony jest wieloma wadami. Pełno na nim przemocy i manipulacji, brakuje za to spokoju i zasad moralnych. Nie chciałbym zmienić go jednak na świat pozbawiony wszelkich konfliktów i pozwalający jedynie na doznawanie przyjemności. Stworzenie świata pozbawionego negatywnych cech jest nie tylko niemożliwe, lecz także pozbawione sensu. Wiąże się w końcu z usunięciem zła, ale dobro widoczne jest w końcu tylko na tle zła! Jeśli nie ma zła, to nie znamy także dobra, nie docenimy również doskonałości naszego życia.

W świecie istnieje równowaga - skoro istnieje Bóg, to istnieje i szatan. Istnieje dobro, więc niezależnie od naszej woli istnieje też zło. Wykluczenie, zanegowanie a nawet całkowite zniszczenie zła spowoduje, że przestaniemy doceniać to, co w życiu dobre. Przestaniemy zwracać uwagę na dobro, a później zaczniemy wśród "dobra" szukać nowego "zła", którego moglibyśmy bać się i nienawidzić. Znów wyszukamy cechy, które uznamy za złe. Podział na dobro i zło powróci. Przewartościują się między innymi wartości moralne i to, co kiedyś było uznawane za cechę pozytywną, zaczniemy uznawać za negatywne i tępić.

Kolejnym argumentem przeciwko próbie budowy idealnego i utopijnego świata są ludzkie emocje. Każde przekształcenie rzeczywistości, które będzie nienaturalne spowodowałoby masowy sprzeciw i falę niezadowolenia. Pobudziłoby drzemiące w ludziach emocje i pragnienia. Próba utworzenia idealnego świata wymagałaby wtedy objęcia go całkowitą kontrolą i absolutną władzą. Znakomity przykład takiego świata podaje Georgie Orwell w swej powieści "Rok 1984". Pisarz stworzył państwo (i świat) pełne kłamstwa zwanego prawdą i ubóstwa zwanego obfitością, trwające w dodatku w stanie permanentnej wojny. Żyjący w nim ludzie byli zagubieni, twierdzili jednak otwarcie, że uznają swoje życie za dobre i celowe. Udawali, że są zadowoleni, bo wszelki sprzeciw obwiniałby system społeczny i kompetencje władzy, byłby więc najpoważniejszym przestępstwem. Każdy pogląd narzucany był przez władzę, więc większość ludzi uważała, że na świecie i w kraju jest tak, jak być powinno. Ludzie podporządkowali się, czy raczej zostali podporządkowani, schematom i żyli według nich. Niewielu odważyło się, świadomie czy nie, przełamać monopol władzy na myślenie. Tacy indywidualiści oficjalnie nigdy nie istnieli, bo propaganda likwidowała każdy ich ślad. Oni sami skazywani byli na "reedukację", czyli całkowite i brutalne pranie mózgu. Władza popierała brak jakichkolwiek uczuć i zasad moralnych. Małe dzieci uczone były, aby przede wszystkim okazywały posłuszeństwo władzy oraz dbały o harmonię, czyli denuncjowały każdy przejaw odstępstw od obowiązującej linii myślenia. Problemy, na przykład w gospodarce, oficjalnie nie istniały - maskowała je propaganda. Powszechna akceptacja kłamstwa wynikała przede wszystkim z tego, że społeczeństwo przestało domagać się poznania prawdy. Wielu z tych, którzy ją jednak odkryli milczało lub stawało się strażnikami reżimu. Powszechne znieczulenie na wady otoczenia i systemu spowodowało, że wyjątkowo łatwa i skuteczna stawała się każda manipulacja. Nie bez przyczyny "Rok 1984" Orwella nazywany jest antyutopią.

Podsumowując pragnę stwierdzić, że jeśli nie poprawimy czegoś w naszym realnym świecie czy choćby własnym życiu, to nic nie osiągniemy. Tworzenie nowych konfliktów, czy to o idee, czy o wartości materialne, stopniowo degraduje społeczeństwo i całą ludzkość. Przez tyle lat różne grupy walczyły o "wolność, równość i braterstwo", ale te przywileje zarezerwowane są wciąż dla nielicznych. Ludzkości nie pomogłoby stworzenie idealnego świata. Powód jest jasny - taki świat nie jest możliwy do zbudowania. Każda utopia powoli przeradza się w antyutopię. Nigdy nie uwolnimy się od małych, codziennych konfliktów. Nigdy nie będziemy mogli poświęcić się wyłącznie poszukiwaniu szczęścia. Wojna jednak to coś, czego unikać należy za wszelką cenę. Może doprowadzić do zniszczenia niedoskonałego, ale w końcu naszego świata. Jak powiedział Albert Einstein "Nie wiem, czym ludzie będą walczyć w czasie trzeciej wojny światowej, ale czwarta toczona będzie przy pomocy kijów i kamieni".