Najchętniej spośród wierszy zawartych w tym tomie wybrałbym wiersz Anny Kamieńskiej, zatytułowany Matka i ja. Chciałbym, żeby trafił do mojej mamy, która poświęca tyle wysiłku mojemu wychowaniu i trosce, by niczego mi nie brakowało. To jej zasługą jest to, że udało mi się uniknąć tylu nierozsądnych decyzji i błędów. To ona czuwa nad moim życiem i bezpieczeństwem.

Po pierwszej lekturze nie wydawał mi się on szczególnie wyjątkowy, gdy jednak poświęciłam mu nieco więcej uwagi, zrobił na mnie ogromne wrażenia. Właściwie odzwierciedla moje stosunki z mamą. Trudno osobie, która ma dopiero 14 lat w pełni odpowiadać za swoje życie, dlatego potrzebuje pomocy kogoś starszego. Z pomocą przychodzi mi wówczas ona. I chociaż nie zawsze zgadzam się z tym, co proponuje, to jestem jej wdzięczny za każdą pomoc. Nie obywa się oczywiście bez żalu. I właśnie ten wiersz, o marzeniu, żeby być dla mamy jak rówieśniczką, bardzo dobrze oddaje to, co właśnie czuję. Wiem, że nigdy nie przestanę być dla niej dzieckiem, ale wierzę, że kiedyś przestaniemy się spierać o nic nie znaczące detale. To zatem oczekiwanie na prawdziwą, ważną dla mnie przyjaźń. Będę wówczas już sama odpowiadać za każdy swój uczynek, ale mama ciągle pozostanie najbliższą mi osobą. Doskonale mówi o tym zakończenie wiersza:

"prawdziwe porozumienie

zawsze jest milczeniem".

W sposób perfekcyjny oddają one także współczesne mi relację między dziećmi a ich rodzicami, porozumienia i konflikty. To zatem może odwieczny problem.