Szanowny Aleksy

Bardzo się cieszę, że wreszcie zdobyłem adres, pod który mogę wysyłać korespondencję do Ciebie. Wiem, wiem, sprawy doczesne zupełnie cię nie interesują, ale nie możesz tak ze wszystkimi zrywać kontaktów. Bóg by z pewnością nie chciał, żeby tu, na ziemi, jeden człowiek odwracał się od drugiego.

Napiszę ci troszkę o sobie, mam nadzieję, że Cię to zainteresuje.

Obecnie jestem z braćmi nieopodal Asyżu. Wiesz, że wcześniej dużo wędrowaliśmy po całych Włoszech. Zależało mi na tym, by rozbudzić w ludziach chęć niesienia pomocy potrzebującym, a moich współbraci nauczyć pracy i wyćwiczyć ich w ubóstwie. Niektórzy mieli mnie za człowieka obłąkanego! Pewnego dnia jakiś człowiek zauważył, że przemawiam do ptaków i śmiał się ze mnie. Zupełnie nie wiem, skąd w człowieku tyle pychy, zarozumiałości, głupoty. Nie widzi, że świat i on to krewni, nie rozumie, że każdy elementy natury też czuje, ma swój "umysł", odczuwa? Dlaczego ludzie są tak ślepi na piękno świata?! Ale dość, nie ma co się denerwować i niecierpliwić. Trzeba ich raczej uczyć, oświecać, wskazywać im właściwe drogi. Dlatego właśnie tak mi Ciebie brakuje. Zawsze byłeś taki cierpliwy, opanowany, nic nigdy nie wyprowadzało Cię z równowagi. Po prostu człowiek - skała. Jakże byś nam się przydał - mógłbyś do znudzenia powtarzać: Kochaj świat, kochaj ludzi. I może wreszcie ludzie by to zrozumieli.

Drogi Aleksy chcę Ci jeszcze donieść, że obecnie mieszkamy pod Asyżem. Mamy tu swoją kaplicę - Porcjunkulę, tu się modlimy. Każdy z nas ma za dnia rozliczne zajęcia. Czasem odwiedza mnie Klara, która opiekuje się gronem młodych dziewcząt. Wiodą piękne, czyste życie.

A co się dzieje z Tobą? Wiem, że teraz mieszkasz pod schodami rodzinnego domu. Nie korci Cię czasem, żeby się ujawnić? Nie żal Ci bliskich, którzy przecież wciąż Cię wspominają i boleją nad Twoim nagłym zniknięciem? Oni nawet nie wiedzą, że żyjesz! Twój ojciec pisał mi niedawno, że jedynym marzeniem jego życia jest, byś się odnalazł. Ma nadzieję, że ujrzy Cię jeszcze przed śmiercią. Ja bym chyba nie zniósł świadomości takiego bólu! A Famijana? Czy wiesz, że ona co wieczór staje w oknie, patrzy w morze i wypatruje statku...? A kiedy go widzi, wybiega do portu z nadzieją, że wśród podróżnych schodzących z pokładu będziesz Ty!

Aleksy! nie chcę Ci sprawiać dodatkowego bólu, wiem, że cierpienie jest celem Twojego życia i z pewnością podoba się Bogu. Wiem, że Twoja modlitwa może zdziałać cuda i jestem dla Ciebie pełen podziwu. Ale z drugiej strony jest też ból i cierpienie bliskich, tych których kochasz. Spróbuj zrobić coś, żeby choć wiedzieli, że żyjesz, daj im jakiś znak, choćby w godzinie śmierci, żeby wiedzieli, że byłeś przy nich, że ich nie opuściłeś, że ich kochałeś. Bądź zdrowy.

Franciszek z Asyżu