W 1830 roku wybuchło powstanie listopadowe. Juliusz Słowacki, przebywał wtedy w Warszawie. Po raz pierwszy zostały wtedy docenione, jego utwory i spotkał się z przychylnością czytelników. Napisał wtedy, utwory patriotyczne, które zagrzewały rodaków do walki. Później wyjechał do Anglii, z misja dyplomatyczną od rządu powstańczego.

Z powodu tego wyjazdu, nie mógł powrócić do ojczyzny.

"Kordiana", napisał w Genewie w 1833 roku, aby przedstawić swoje poglądy na temat upadku powstania listopadowego i skrytykować mesjanistyczną postawę Mickiewicza, wobec narodu polskiego. Dramat poprzedzony jest mottem z "Lambra", poematu Słowackiego.

"Więc będę śpiewał i dążył do kresu;

Ożywię ogień, jeśli jest w iskierce.

Tak Egipcjanin w liście aloesu

Obwija zwiędłe umarłego serce;

Na liściu pisze zmartwychwstania słowa;

Chociaż w tym liściu serce nie ożyje,

Lecz od zepsucia wiecznie się zachowa,

W proch się rozsypie… Godzina wybije,

Kiedy myśl słowa tajemne odgadnie,

Wtenczas odpowiedź będzie w sercu - na dnie".

Najważniejszym momentem, na który poeta zwrócił uwagę czytelnika, była koronacja Mikołaja I, na króla Polski. Jednak w przygotowaniu przenosimy się w czasie do nocy, 31 grudnia 1799 roku. Jest to data równie znamienna (przełom wieków), kiedy to Szatan, przygotowuje dla Polski wodzów i dygnitarzy, na rozpoczynające się stulecie.

Z diabelskiego kotła, wyłaniają się postacie, polskich przywódców powstania listopadowego: Chłopicki "Nie do boju, nie do trudu", Czartoryski "mimo czary wyszedł jakiś człowiek godny", Skrzynecki " Chodem raka przewini", Niemcewicz " poeta - rycerzstarzec - nic", tłum "rycerzy - ospalców", Lelewel "Sfinks, co prawi zagadki", Krukowiecki "kraj przesadny on wyda pod miecz". Juliusz Słowacki pokazuje, że winę za nieszczęścia Polski ponoszą przede wszystkim siły piekielne, które zebrały się, a ludzkość nie ma na nie wpływu.

"Słuchaj! wśród narodów wiela

Jednemu się ludowi dzień ogromny zbliża,

Idź tam, jego rycerze noszą krzywe szable

Jako księżyc dwurożny, jako rogi diable;

I rękojeść tych kordów nie ma kształtu krzyża.

Pomóż im - oni mają walkę rozpoczynać

Taką, jakąśmy niegdyś z panem niebios wiedli.

Oni się będą modlić, zabijać, przeklinać."

Moce nadprzyrodzone zastanawiają się, jak ukształtować dzieje Polski na najbliższe stulecie.

"Dziś mamy prawo stwarzać królów i nędzarzy

Na całą rzekę stuletniego cieku.

Więc temu narodowi stwórzmy dygnitarzy,

Aby nimi zapychał każdą rządu dziurę."

(...)

"Dobra rada, stańcie kołem,

Stwarzajmy ludzi do rządu"

Poeta, uważa, że taka grupa ludzi, którzy w tym samym czasie źle rządziła i dowodziła oddziałami polskimi, nie była przypadkowa. To, że Polacy chcą się zemścić, a nie tylko odzyskać wolność, jest przyczyną klęski zrywu narodowego.

"Oni na ojców mogiłach usiedli

I myślą o zemsty godzinie."

Słowacki, pokazuje, że zemsta, nie pozwoli uwolnić się od zaborcy. Ponieważ jest to czyn zły, sam w sobie i jako taki nie przyniesie nic dobrego.

"Ten naród się podniesie, zwycięży i zginie;

Miecze na wrogach połamie..."

Pierwszym człowiekiem, jakiego poeta opisuje, to generał Józef Chłopicki. Odmówił dołączenia się do powstania. Nie wierzył, w jego powodzenie. 3 grudnia 1830 roku, objął stanowisko naczelnego wodza, a dwa dni później, ogłosił się dyktatorem. Uważał, że niepotrzebna oddziałów chłopskich do powstania. Ta decyzja bardzo osłabiła powstańców. Usiłował podjąć pertraktację z carem Mikołajem I.

"Stary - jakby ojciec dzieci,

Nie do boju, nie do trudu;

Dajmy mu na pośmiewisko

Sprzeczne z naturą nazwisko,

Nazwijmy od słowa ludu,

Kmieciów, czyli nędznych chłopów."

Następna postać, najmniej przez poetę skrytykowana, to książę Adam Czartoryski. Po wybuchu powstania listopadowego, wszedł w skład Rady Administracyjnej, później został prezesem Rządu Tymczasowego, a następnie Rządu Narodowego. Początkowo sądził, że nastąpi ugoda z carem Mikołajem I, jednak później bardziej liczył na pomoc państw zachodnich. Jednak i te nadzieje okazały się złudne.

"Mimo czary

Wyszedł jakiś człowiek godny,

Złe w tym kotle były wary,

Płyn za rzadki lub za chłodny."

Generał Jan Skrzynecki, był odpowiedzialny, za dowodzenie polskimi oddziałami. Tak przeprowadził dowodzenie, że oddziały polskie ponosiły klęskę. Jego taktyka wojenna, była za mało dynamiczna. Oddziały, bardzo długo czekały z atakiem, lub wycofywały się, zamiast iść naprzód.

"Wódz! chodem raka przewini,

Jak ślimak rogiem uderzy,

Spróbuje - i do skorupy

Schowa rogi, i do skrzyni

Miejskiej zniesie planów trupy,

Czekając aż kur zapieje."

Juliusz Słowacki, krytykuje także, Juliana Ursyna Niemcewicza. Związany był z misją księcia Adama Czartoryskiego, dotyczącej dyplomacji zagranicznej, która miała pomóc Polsce w walce z Rosją. Po wybuchu powstania, pojechał w sprawach dyplomatycznych, do Londynu. W 1833 roku przebywa w Paryżu, gdzie dołączył do stronnictwa Hotel Lambert. Poeta krytykuje go, za jego konserwatyzm.

"Starzec, jak skowronek,

Zastygły pod wspomnień bryłą,

Na pół zastygłą, przegniłą.

Poeta - rycerz - starzec - nic,

Eunuch..."

Poeta, przedstawił także postać Joachima Lelewela. Był członkiem Rady Administracyjnej, kierowanej przez księcia Adama Czartoryskiego, podczas powstania listopadowego, oraz Rządu Narodowego. W trakcie powstania, założono także Towarzystwo Patriotyczne, którego był prezesem. Towarzystwo to, dążyło do wprowadzenia radykalnych reform, które miały pomóc Polce. Słowacki, uważa, że Lelewel nie nadaje się na przywódcę powstania, ze względu na słaby charakter.

"Twarz uwiędłą i wzrok w czarnym kole;

Paszczę myśli otwiera wciąż głodną,

Wiecznie dławi księgarnie i mole;

I na krzywych dwóch nogach się chwieje

Jak niepewne rządowe systema."

Słowacki, krytykuje generała Jana Krukowieckiego, który po wybuchu powstania dowodził I dywizja piechoty, później objął stanowisko gubernatora Warszawy. W 1831 roku, był prezesem Rządu Narodowego i pod koniec walk powstańczych dowodził powstańcami.

Jego poglądy były skrajnie konserwatywne. Zdelegalizował Towarzystwo Patriotyczne. Był przeciwny, dalszemu kontynuowaniu powstania. Prowadził rozmowy z marszałkiem Iwanem Paskiewiczem, na temat kapitulacji. Przez Polaków oskarżony został o niedokładne przygotowanie Warszawy do walki. Podejrzewano, że potajemnie rozmawia z wrogiem.

"On z krwi na wierzch wypłynie - to zdrajca!

A gdy zabrzmi nad miastem dział huk,

On rycerzy ginących porzuci;

Z arki kraju wyleci jak kruk,

Strząśnie skrzydła, do arki nie wróci...

Kraj sprzedany on wyda pod miecz."

Juliusz Słowacki, pokazuje w utworze wszystkie błędy, jakie popełnili przywódcy powstania. Nie powinni znaleźć się na czele narodu. Mieli w sobie mało zapału, do poprowadzenia Polaków do zwycięstwa. Brak jest również, gotowości do poświęcenia i chęci ponoszenia ofiar za wolność. W Przygotowaniu mówi również o samych powstańcach, którzy byli ospali i niezdolni do walki.

"Od krwi wilgotnych Herkulesa palców:

Z rdzy się narodzi niemało

Wymuskanych rycerzy - ospalców".

Za niepowodzenie, oskarża ludzi, którzy mówili wiele haseł narodowowyzwoleńczych, narodowowyzwoleńczych sami, gdy nadeszła pora nie porwali się do walki. Potrafili tylko mówić. W praktyce, nie potrafili bić się za ojczyznę. Nie chcieli ponieść żadnych strat. Nie byli gotowi do poświęcenia siebie dla Polski. Poeta oskarża ich, że mówili tylko puste słowa, bez wprowadzania ich w czyn.

"Rzucić język Balaama oślicy;

A ci, co się z niego wyrodzą,

Narodowej się chwycą mównicy.

Mówców plemię...".

Juliusz Słowacki, pokazuje również mieszkańców Warszawy, którzy nie widzą zagrożenia z ceremonii koronacji Mikołaja I, na króla Polski. Ludność Warszawy zgromadziła się na Placu Zamkowym, obejrzeć widowisko.

"Lecz patrzaj, pióra, kwiaty, tiule, parasole,

To istna łąka. - Chciałby zostać ziemną glistą

I pełzać po tych kwiatach."

Jest bierna, nie potrafi podjąć działania. Nikt nie reaguje, na stratowanie dziecka, przez jadącego konno wśród tłumu, Konstantego, brata cara. Tylko nielicznie starają się myśleć o przyszłości Polski. Akt nosi tytuł "Spisek koronacyjny". W podziemiach katedry, w której odbyła się ceremonia, poznajemy grupę spiskowców, którzy zastanawiają się nad możliwością zabicia cara. Wśród nich wybucha sprzeczka, jedni uważają, że to dobry pomysł inni, że się nie powiedzie. W Polsce, nie było zdarzenia, dotyczącego podstępnego królobójstwa. Postanawiają, tajnie głosować. Spiskowcy wycofują się z zamiaru zabicia cara i jego rodziny. Poeta, pokazał tutaj dwie postawy Polaków. Jedna reprezentowana prze Prezesa, opowiada się, za odstąpieniem od morderstwa. Prezes argumentuje słuszność, tej decyzji, tym, że Polska powinna odzyskać wolność w honorowej walce. Zabicie cara, może pogłębić jeszcze represje, przeciwko Polakom.

"Wzywam was ludzie: Stójcie! i sztylety wasze

Zmieńcie na święcone w kościołach pałasze,

A kiedyś uderzymy w zmartwychwstanie dzwony,

Także że odgłosem królów zachwieją się trony

Jak drzewa podrąbane."

Przeciwny, takiemu myśleniu jest Podchorąży, jest nim Kordian. Uważa on, że śmierć cara, przyniosłaby wolność Polsce. Lud tak bardzo uciskany, nie potrafi poderwać się do walki zbrojnej. Naród jest zastraszony i nie będzie brał udziału w odzyskaniu niepodległości. Tylko królobójstwo jest najlepszym rozwiązaniem. Słowacki uważa, że powodem powstania były prześladowania, jakie Polaków dotykały. Tortury, więzienie, zsyłka na Sybir.

"A dziś - zapytaj mewy lecącej z Sybiru,

Ilu w kopalniach jęczy, a ilu wyrżnięto?

A ilu przedzierżgnion w zdrajców i skalano?

A wszystkich nas łańcuchem z trupem powiązano,

Bo ta ziemia jest trupem."

Program Kordiana, który sam chce zabić cara, jest przez poetę skrytykowany. Uważa, że przez takie myślenie, powstanie listopadowe poniosło klęskę. Jeden człowiek nie może uratować kraju. Nie zgadza się tutaj z pojęciem mesjasza, który miał przyjść i uwolnić kraj od zaborcy. Słowacki, twierdzi, że tylko wspólne, zorganizowane dobrze działanie, mogło pomóc w odzyskaniu niepodległości. Jednak plan powstańczy, nie jest przemyślany, nie ma prężnych przywódców, którzy poprowadziliby oddziały. Dlatego powstanie było skazane na klęskę. Polacy bali się walczyć, w momencie wybuchu walk, zostali osaczeni własnym strachem, tak jak Kordian przed komnatą cara. Słowacki pokazuje ich słaba psychikę i zachwiane poczucie wspólnoty.

Wierzcie mi! wierzcie, ludzie! Jam jest wielki, mocny.

Jedyną słabość zamknę w sercu tajemniczym,

Robak smutku mię gryzie... tak że mówiąc z wami,

Chciałbym przestać... i usiąść, i zalać się łzami."

Kiesy poeta opisuje scenę w szpitalu psychiatrycznym, gdzie w postać Doktora wciela się diabeł, pokazuje on Kordianowi dwóch ludzi, którzy tak jak on chcą sami zbawić świat. Jednemu wydaje się, że jest krzyżem, na którym umarł Chrystus, a drugi, że podtrzymuje ludziom niebo, aby nie upadło im na głowy. Doktor sugeruje Kordianowi, że tak samo wygląda jego pomysł, samodzielnego uratowania kraju. Słowacki wyraźnie krytykuje takie postępowanie i stwierdza, że ludzie będą czekali w lęku i strachu, na cud i przyjście wybawiciela, który uwolni ich z rak zaborców. Apeluje, aby zacząć działać samodzielnie, wziąć odpowiedzialność za własne życie i wolność kraju.

Juliusz Słowacki napisał Kordiana, który był polemiką z III cz. "Dziadów", Adama Mickiewicza. W Kordianie pokazuje Polskę, która powinna być Winkelriedem narodów. Odwołuje się tutaj do legendarnego wodza szwedzkiego, który poświęcił siebie w imię wolności rodaków. Poeta, krytykuje również pogląd, że poeta powinien być przywódcą narodu. Taka postacią miał być Kordian. Jego słaba psychika i uczuciowość, doprowadziła go do klęski. Nie potrafił podołać zadaniu, jakiego się podjął. Jego postrzeganie świata doprowadziło go do klęski. Aby walkę wygrać należy mieć silnych i zdecydowanych wodzów, którzy nie ulękną się niczego. Biografia Kordiana, ujawnia portret romantycznych powstańców. Poeta uważa, że psychicznie byli niedojrzali do powstania. Nie mieli żadnego planu działania, nie wiedzieli, co zrobią z odzyskaną wolnością. Nie maja odwagi, aby sięgnąć po władzę polityczną. Kordian pragnie zabić cara, ale nie zastanawia się, co stanie się dalej.

Słowacki oparł swój dramat na wątku autentycznym. Zamach na cara chciała dokonać w maju 1829 roku, grupa podchorążych, wykonawcą, miał być 23 - letni student Wincenty Smagłowski. Zamach jednak nie doszedł do skutku.