Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pamiętnik z powstania warszawskiego

Miron Białoszewski

Streszczenie szczegółowe

Pamiętnik rozpoczyna się wydarzeniami z pierwszego dnia powstania: 1 sierpnia 1944 roku. Jest deszczowo i chłodno. Narrator idzie po chleb na Staszica do kuzynki Teika. Na ulicach zamieszanie, dużo czołgów, choć nie ma jeszcze godziny “W”. Na piątą jest umówiony ze Staszkiem i Ireną P., na siódmą z Haliną. W czasie rozmowy słyszą nasiloną strzelaninę. Wybuchło powstanie. Widzą pierwszego powstańca. Nocują obaj u Ireny.

2 i 3 sierpnia ludzie zaczynają się organizować. Kują przejścia w piwnicach, budują barykady. Na ulicach są polskie flagi. Pojawiają się powstańcy i gazetki z wiadomościami. Część kamienic przy Chłodnej jest w rękach Niemców, którzy strzelają z pięter. Trwa ostrzał artyleryjski, bombardowanie, ataki czołgów. Wybuchają pożary, ludzie zbiegają do piwnic przemianowanych na schrony. Narrator z kolegą obserwują zniszczenia i uciekających ludzi. Przenoszą pod ostrzałem płyty na drugą stronę ulicy, na barykadę. Coraz więcej pożarów.

5 sierpnia, piąty dzień powstania. Trwa budowanie barykad. Roboty przerywają bombardowania. Narrator i Staszek rozchodzą się, wracają do swoich mieszkań, do matek. Narrator widzi po drodze harcerzy z butelkami benzyny. W mieszkaniu zastaje byłą sublokatorkę, Żydówkę Stefę. Ukrywała się u nich dwa lata, miała papiery zmarłej Polki. Przeżyła, bo była pewna siebie i odważna. Narrator wspomina amatorskie przedstawienie teatralne i dziwne interesy ojca. Stefa musiała się wyprowadzić, gdyż wzbudziła zainteresowanie dozorczyni.

Zaczyna się prawdziwe piekło. Ludzie są rozstrzeliwani, paleni na stosach. Wokół płoną domy, samoloty w kółko bombardują. W jezdnię przed domem uderza bomba. Tłumy uciekinierów przewalają się po ulicach. Narrator idzie do Ireny na Chłodną 24. W piwnicy jest luźniej i ciszej.

6 sierpnia w niedzielę poszła wieść, że powstanie upadło. Ludzie są zawiedzeni. Potem odwołano wiadomość. Narrator wraca do siebie. Nasilają się ataki Niemców poprzedzonych przez własowców. Odkopuje się zasypanych, gasi pożary, bomby zapalające. Bohater przenosi się ze swoimi do ciotki Józi, a następnie do solidnej piwnicy obok. Idą Ukraińcy i mordują ludzi. Narrator jako jedyny zgłasza się do przenoszenia rannego. Kilkuset mężczyzn milczy. Wracając, wpada do piwnicy Ireny, zostaje tam. Poznaje dwie kobiety, nazywa je Sowami. Razem chcą przepłynąć Wisłę. Idą na Rybaki nad Wisłę. Irena zostaje. Biegną wśród wystrzałów, pożarów, wybuchów. Świta.

Jest już 7 sierpnia. Na Rybakach mieszka przyjaciel narratora, Swen. Wszyscy są w piwnicy, właściwie jest to cały ciąg piwnic wypełnionych ludźmi. Zostają przyjęci do schronu. W ich pomieszczeniu jest ołtarz. Wychodzą z przyjacielem na powierzchnię. Stare Miasto jest wypełnione uciekinierami. W piwnicy odbywają się głośne modlitwy i czytanie gazetek. Przewodzi im Swen. Przepłynięcie rzeki nie wchodzi w rachubę. To linia frontu. Piwnica rządzi się własnymi prawami. Wszyscy chodzą na obiady do sióstr zakonnych. Narrator snuje refleksje na temat skupiska zabytkowych klasztorów i kościołów w tym rejonie.

Około 13 sierpnia na Stare Miasto spadają bomby. Na Muranowie wybuchł zbiornik z benzyną. Po Wiśle krąży kanonierka, z której padają strzały. Stare Miasto płonie. Z jedzeniem jest źle. Ryzykiem jest nawet wypad na podwórko po dwie dynie. W ręce Niemców trafiają wodociągi, później elektrownia. Większość Śródmieścia jest polska. Łączność jest możliwa przeważnie kanałami. Życie w schronie toczy się monotonnie: rozmowy, modlitwy, czytanie gazetek. Narrator pisze. Chodzi się na spacery przez wszystkie piwnice. Narrator ze Swenem piszą litanię odmawianą wkrótce przez wszystkich, przez około 3000 ludzi, samych powstańców jest chyba 300. Swen wprowadza zbiorowe przyrzeczenia.

12 sierpnia pierwszy raz słychać inne wybuchy. Ludzie mówią o innej broni, nazywa się “V”. 13 sierpnia idą we dwóch ze Swenem na poszukiwanie znajomego tramwajarza. Towarzyszy im jego żona. Szukają po szpitalach. Spotykają alianckich lotników, Polaków. Pod wieczór tragedia. Wybucha “goliat”, mały czołg - zasadzka podesłany przez Niemców. Wokół jest pełno ludzi. Wszyscy giną. Niemcy zdobywają magazyny z żywnością na Stawkach. Jedna z kobiet proponuje, by szli ze Swenem do jej mieszkania na górę po mąkę. Mogą sobie wziąć, ile chcą. Narrator martwi się o daty i kolejność faktów. Stanowią konstrukcję jego opowiadania. Przybywają uciekinierzy z Woli. W schronie robi się tłok. Na Starym Mieście ubywa domów. Nasilają się naloty. Wszyscy odliczają czas do wybuchu bomby. Jest dużo niewypałów. Mury się przesuwają od wstrząsów. Trwają paniczne ucieczki z jednej piwnicy do drugiej.

Od 12 sierpnia bomby spadają też w nocy. Swen idzie jeszcze raz po mąkę. Narrator stchórzył. Ludzie nie chcą iść na akcję. Coraz trudniej o bohaterstwo. Okazuje się, że trzeba się zatroszczyć o świeżą wodę.

15 sierpnia: święto. Narrator wspomina o cudzie nad Wisłą. Teraz też czekają na cud - Rosjan. Odbywa się msza święta z udziałem powstańców. Śpiewa się “Boże, coś Polskę”. Nagle nadlatują samoloty. Straszne bombardowanie. Powstańcy zestrzeliwują samolot. Bomba uderza w piwnicę bohatera. Za ścianą ich schronu jest dół. Ludzie zginęli, najbliżsi sąsiedzi. Pali się klasztor Sakramentek. Zakonnice zabijają hodowane przez siebie zwierzęta i rozdają mięso, ale jest ono nieświeże. Narratora gnębi sprawa kluczy do mieszkania, zabrał je matce. Martwi się o nią. Biegnie do mieszkania znanymi przejściami. Spotyka krewnych, babcię Franię. Dostaje dużo krupniku, najada się do syta. W drodze powrotnej nalot. Chowa się w jakimś domu. Udaje mu się wrócić. Wspomina wrzesień 1939 r., powstanie w getcie w 1943 r., płonące getto, lunapark obok. Niektórzy pomagali powstańcom. Teraz znaleźli się w takiej samej sytuacji. Powstańcy źle obliczyli siły Niemców. Mimo ofensywy na wschodzie i zachodzie trzymają się mocno. Powstanie jest jak rozpędzona machina.

17 sierpnia Miron ma imieniny. Narrator wychodzi z piwnicy. Trafia na porozrzucane kartki książki. W kościele świętego Jacka zastaje go bombardowanie. Są życzenia imieninowe. Między domami i ulicami istnieją przejścia. Niektórzy wychodzą poza schron, inni nie. Narrator i Swen idą do katedry. W środku nagromadzenie rzeźb. Wkrótce wiadomość, że katedra doszczętnie zbombardowana. W schronie obowiązuje inne podejście do wielu spraw. Nikogo nie krępuje brak drzwi w ubikacjach. Narratorowi dokucza poczucie osaczenia. Ratunkiem są modlitwy, którymi rozbrzmiewają schrony. Narasta potrzeba zmiany miejsca. Piwnice są połączone ze sobą, niżej jest kotłownia i wejście do kanału.

20 sierpnia cała grupa przenosi się do mniejszej piwnicy, betonowej. Narrator konstatuje, że w mieście nie ma zwierząt. Zostały upolowane i zjedzone. Narasta głód. W nocy mniej bombardują. Ochotnicy wychodzą na akcje, np. przesuwanie barykady. Nagle upuszczają blachę. Huk. Niemcy zaczynają strzelać. Wszyscy uciekają. Wpadają do jakiejś piwniczki. Strzelanina ustaje. Bliżej i dalej coraz więcej zbombardowanych domów i zasypanych ludzi. Uciekinierów nadal przybywa. W schronie robi się ciasno. Wszyscy żyją w zgodzie i przyjaźni.

23 lub 24 sierpnia bomba uderza w blok, pod którym jest schron narratora. Jakaś kobieta modli się do św. Krzysztofa. Runęło pierwsze i drugie piętro, ale ich nie zasypało i nie zmiażdżyło. Na ocalałym parterze są czynne prysznice z zimną wodą. Przybiega ksiądz i udziela komunii świętej. Brak wody staje się coraz bardziej dokuczliwy. Nadzieją jest kanał, ale nie wiedzą dokąd prowadzi. W kanałach obowiązują przepustki. Wszyscy boją się wejścia Niemców. Mają już dość siedzenia, chcą wyjść.

25 sierpnia w nocy powstańcy zwołują do kopania okopów. Zgłasza się narrator. Po akcji ruszają w drogę całą grupą. Nie chcą dalej siedzieć w schronie. Wspinają się po skarpie. Niemcy do nich strzelają. Narratorowi spada z pleców koc z sucharami, zbiera je zawzięcie. Wszyscy go wołają. Obok biegnie wielu innych. Wokół gruzy ujawniające jakieś niespodzianki budowlane. Już są przy kościele Sakramentek. Swen upiera się, że tam nie wejdzie. Wychodzi zakonnica i mówi, że nie ma miejsca. Odchodzą. Idą “pod Pannę Marię”. Rezygnują, potem do Franciszkanów. Wracają do Sakramentek. Swen dalej się upiera. Namyślają się, gdzie iść. Wchodzą do Dominikanów, tam tłok. Na ulicy Krzywa Latarnia, nie ma gdzie wejść. Na Długiej bomby zburzyły domy do piwnic. Wszyscy zginęli. Trafiają na Miodową 14. Zostają, jest pusto. Nie da się dalej iść, ostrzał. Starszy pan poszedł, teraz leży ranny. Nikt mu nie pomaga, każdy się boi. W końcu cichnie. Wszyscy odpoczywają. W piwnicy płynie woda z pękniętej rury. Można prać. Śpią, na czym kto może. Dom niedawno spłonął, dokucza jeszcze gorąco. Trzeba wiedzieć, gdzie usiąść, by w razie czego nie zasypało. Narrator idzie szukać jakichś naczyń, w tym czasie na jego miejsce wpada odłamek. Razem ze Swenem i Lusią, pisarką, organizują konkurs literacki. Bez przerwy słychać czołgi, miotacze min, granaty. Biegną co chwila do framugi, bo tam bezpieczniej. Bohater czyta Swenowi swój poemat. Na trzeci dzień woda przestaje płynąć. Przybywają inni ludzie, z nimi stara, poparzona kobieta. Jęczy. Docierają jakieś gazetki, donoszą o złej sytuacji. Narrator wspomina kościoły, do których chodził przed wojną. Już ich nie ma. Biegnie szukać wody. Znów nalot. Z jakiejś rury tryska woda. We troje ze Swenem i Celinką rozmawiają o tym, co przeżyją. Narrator znów szuka wody. Odkryto starą studnię. Trzeba stać w kolejce dwie godziny. Bombardowanie trwa dzień i noc.

31 sierpnia zasypało 200 ludzi z batalionu Chrobry.

1 września, w piątek mama Swena ogłosiła, że nie ma już nic do jedzenia. Postanowili szukać, a nawet kraść. Idą przejściami. Dowiadują się, że miasto broni się ostatkiem sił. Nie ma żywności. Niemcy są coraz bliżej. Spotykają znajomego Henia, powstańca. Mówi im, że się wycofują kanałami, jest potrzebny ktoś do niesienia rannego. Podaje im miejsce zejścia. Swen upiera się, że nie pójdzie bez Zbyszka. Kobiety żegnają ich znakiem krzyża na czole. Na miejscu widzą tłum. Jest sporo cywilów przemycanych tak jak i oni. Narrator próbuje włożyć buty rannemu, którego ma nieść. Chłopak nie pozwala się ubrać, jest półprzytomny. Zajmuje to prawie dwie godziny. Niemcy ostrzeliwują właz. Bohaterowi przychodzą na myśl bliscy. W pośpiechu wśród kul wchodzą do kanału. Tam cisza. Ktoś niesie świeczki. Pod włazami trzeba zachować spokój. Mijają ich łącznicy. Rannemu chce się pić. Dostaje kostkę cukru. Kanały są oznakowane strzałkami, nazwami ulic. Koniec wędrówki. Przed nimi wychodzi oddział Parasola. Dwieście osób przez dwie godziny. Jest dużo rannych. Powstańcy czują się winni z powodu pozostawionych ciężko rannych. Wychodzą, są wzruszeni. Narrator idzie ze Swenem do ojca. Są wstrząśnięci, że tutaj spokój, a ludzie śpią w mieszkaniach. Przywitanie, przebieranie, mycie, jedzenie. Dużo jedzenia. Jednak schodzą do piwnicy. Śródmieście jest w rękach AK. Ojciec narratora mówi, że załatwi im pracę, tutaj tak jest. Jednak przede wszystkim jedzą. W drukarni słuchają radia, z Lublina przemawia Wanda Wasilewska. Wkrótce zbombardowano gmach PKO, ginie dowództwo AK.

3 września jest spokojnie i rodzinnie. Narrator urządza czytanie swych utworów. Obaj ze Swenem mają rozstrój żołądka z przejedzenia. Jest to kłopotliwe. Bohater sporo miejsca poświęca swemu ojcu, jego niezwykłemu sprytowi, zapobiegliwości. Nagle seriami zaczyna się bombardowanie. Schodzą do piwnicy. Znów przeżywają to, co wcześniej. Brakuje wody, trzeba biegać daleko.

Noc z 4 na 5 września jest ostatnią u ojca. Młodzi w sześcioro przenoszą się. Na ich oczach bomba uderza w gmach banku Pod Orłami.

Około 6 września przygotowują się do przejścia za Aleje. Po kolacji, która sama z siebie staje się uroczysta, wyruszają. W mieszkaniu ojca zostają dwa koty. Przyjmuje ich przyjaciel ojca, Mieczysław Michalski. Mieszkanie jest na parterze, więc można spać. Rano nalot. Bomba uderza gdzieś obok. Na razie względny spokój, ale wkrótce i tu zacznie się piekło. Szukają nowej kwatery. Nie chodzi się ulicami. Szlak prowadzi od domu do domu, przejściami wybitymi w ścianach domów, piwnicami. Ludzie rozróżniają pociski po odgłosach, jakie wydają. Bohater z ojcem kwaterują się na Wilczej. W Śródmieściu są roboty publiczne. Zatrzymuje się przechodniów prośbą - rozkazem. Swen i Zbyszek odnajdują Dankę, siostrę Zbyszka. Chłopak zostaje u niej, przyłącza się do powstania. Swen przenosi się do państwa Szu., do piwnicy na Żurawiej. Przychodzi w odwiedziny. Idą do Zbyszka, już powstańca. Widzą Dankę przy nadawaniu szyfrów. Znów kończy się spokojniejszy okres. Już nocują w schronie, mają pierzyny. Pociski zaczynają trafiać w podwórze. Pan Stanisław pilnuje, by dom nie spłonął. Pani Rybińska, u której mieszkają, przychodzi sprawdzać, czy wszystko w porządku. Nie da niczego tknąć. Straszą ją samolotami. Obok na podwórzu jest woda, jest także latryna. W piwnicy pod 23 zainstalowano radiostację.

10 września, niedziela. Odbywa się msza święta w mieszkaniu na parterze. Potem już nikt nie śledzi dat. Szlak wzdłuż ulicy Kruczej schodzi pod ziemię, tylko fragmentami prowadzi powierzchnią. Aktualna kwatera okazuje się niezbyt bezpieczna, wiązania są z trzciny. Przenoszą się pod 23, tam piwnice mają kleinowskie sklepienia. Nad nimi jest sześć pięter do przebicia. Każdy oblicza możliwość przeżycia. Zniszczenie domu to zniszczenie osłony dla siedzących w piwnicy. Swen umówił się i nie przychodzi. Roman Ż., powstaniec, też. Brakuje wody. Nie ma mowy o myciu. Ojciec zakłada powstańczą opaskę i idzie po wodę, choć niebezpiecznie. Nagle w studnię uderza bomba. Ojca nie ma. Wraca nazajutrz. Okazuje się, że zdążył uciec. Poszedł do kolegi. Tam, sowiecki tym razem, pocisk ciężko ranił córkę gospodarza. Swen przynosi wiadomość, że bomba uderzyła w ich dom, a on i rodzina cudem uniknęli śmierci. Roman Ż. jest ranny, przywaliły go drzwi z kawałem ściany. Odgrzebali go. W budynku niegdysiejszej rewii przysypało Niemców. Odkopano ich, będą zakładnikami. Wszyscy czekają na sowiecki front w myśl zasady: “jak bida to do Żyda”.

Około 9 lub 10 września pierwszy nalot sowiecki na niemieckie dzielnice. Mają miejsce zrzuty broni i żywności z kukuruźników.

15 września ma miejsce zmasowany atak Rosjan. Pierwszy raz odzywają się katiusze. Na Pradze dochodzi do walk. Niemcy zostają wyparci. Praga zdobyta. W gazetkach pojawiają się wskazówki, jak przyjąć Rosjan. Należy zachować obojętność. Próby dogadania się na miejscu z Rosjanami nic nie dają. Mikołajczyk wybiera się do Moskwy. Docierają wiadomości z brytyjskiego radia o ofensywie na Zachodzie, o Arnhem, Paryżu. Pewnego dnia nadlatują amerykańskie samoloty. Zrzucają na kolorowych samolotach broń, bandaże, książki. Większość leci do Niemców. Front tymczasem stoi w miejscu. Po utracie Pragi Niemcy ze zdwojoną siłą uderzają na powstańców.

15 i 16 września padają Sielce i Marymont. Niemcy wypierają powstańców. Teik ucieka i dlatego przeżywa. Zrezygnował z bohaterstwa. Nie udaje się rosyjski desant na Żoliborz i Czerniaków.

Już pięćdziesiąty drugi dzień powstania. Znowu problemem jest woda. Nadal jest ciepło, ludzie wieczorami szukają wody. Nie wszyscy giną, niektórzy umierają śmiercią naturalną, jak babcia Janka Markiewicza. Raz Swen przyszedł z butelką po wodę, a było jej dużo. Stacha nie pozwoliła wziąć. Pamiętał jej to cały czas. Dochodzi do nieporozumienia narratora z kochanką ojca, Zochą. Przy okazji snuje on rozważania na temat powojennych losów bliskich mu ludzi. Dowiadują się, że przyjmuje fryzjer. Narrator idzie do niego. Pojawiają się wszy. Zaczyna się szukanie. Nie ma jedzenia. Na rogu Wilczej i Kruczej samorzutnie pojawia się bazar. Organizuje się wyprawa do młyna po zboże - 15 kilo dla wojska, reszta dla siebie. Wszyscy biegną szeregiem ścieżkami wśród gruzów, przechodzą podkopami. W koniec szeregu uderza pocisk. Wracają z workami na plecach. Najtrudniej jest w wąskich przekopach. Na jakimś podwórzu kobiety rozdają kaszę.

Bazar rozwija się, wkrótce są tam tłumy. Obowiązuje handel wymienny, pieniądze nie są nic warte. W schronach odbywa się mielenie zboża. Niemcy bombardują Mokotów i Żoliborz.

23 września padł Czerniaków i Powiśle południowe; 27 września Mokotów; 30 września Żoliborz. Zostało tylko Śródmieście. Zboże się kończyło. Nie było dużo broni, która i tak niewiele mogła zdziałać przeciwko czołgom, samolotom. Mówi się o kapitulacji. Narrator idzie do Swena na Żurawią. Zastaje tylko pana Szu. śpiewającego godzinki i nie reagującego na pytania. Jest już październik, 62 dzień powstania.

Nagle rano wszystko cichnie. W nocy były pertraktacje. Ludzie wychodzą na ulice ze wszystkich zakamarków. Chcą żyć. Chodzą, rozmawiają. Wokół gruzy. Nie ma miasta. Dwieście tysięcy ludzi pod gruzami. Bohater idzie ze Swenem Jasną. Pustka. Zaczynają płakać. W nocy słychać jeszcze strzały.

Rano, 2 października, wszystko cichnie. Kapitulacja. Ludzie muszą do 9 października opuścić miasto. Jedni pojadą na roboty do Rzeszy, niezdolni do pracy i opiekunowie dzieci - do Guberni. Już pierwsi przygotowują się do wyjścia. Inni biegają na Pola Mokotowskie, by wreszcie coś zjeść.

Bohaterowie całą grupą postanawiają wyjść 3 października. Spotykają Kubę, znajomego Żyda, który zostaje z rodziną w gruzach. Namawia ich do tego. Wahają się. Swen oddziela się od nich. Wieziony na roboty uciekł jeszcze w Guberni, gdzie spotkał matkę i narzeczoną. Zastanawiają się, co ze sobą wziąć. Szyją płócienne torby. Narrator wyrywa czyste kartki z zeszytów znalezionych u pani Rybkowskiej. Idzie z ojcem do jego siostry. Wieczorem wielkie mycie. Kończył się dzień kapitulacji.

3 października idą na Chmielną do mieszkania ojca, zabierają dokumenty, aparat fotograficzny i zakopują. Włączają się w tłum opuszczający stolicę. Na placu Politechniki czekają Niemcy. Samochody odwożą chorych i rannych. Jeden z oficerów bierze narratora za powstańca, sprawdza, czy nie ma broni. Powstańcy mają wychodzić ostatni i składać broń przy barykadzie. I tak zrobili 9 października. Było ich 22 tysiące. Niemcy są zaskoczeni liczbą ludzi wychodzących z Warszawy. Przybywają na bocznicę kolejową. Narrator próbuje się dołączyć do Polaków z Pruszkowa przybyłych na wykopki. Zostaje rozpoznany. Wraca do swoich. Wsiadają na otwartą platformę. W mijanych miejscowościach ludzie rzucają im warzywa. W Pruszkowie wysiadają i wchodzą do hal zamienionych na obóz. Są ludzie z Czerwonego Krzyża i Rady Głównej Opiekuńczej, rozdają zupę. Okazuje się, że poza wydzielonymi terenami toczy się normalne życie, w którym są ważne pieniądze. Zocha i Halina kupują nielegalnie masło.

6 października zgłaszają się do sortowania. Są przydzieleni do wywozu na roboty. Jadą w towarowych wagonach, sześćdziesiąt osób w jednym. Potrzeby fizjologiczne załatwia się przy wszystkich do blaszanki. Dojeżdżają na Dolny Śląsk do obozu w Łambinowicach. Widzą jeńców różnych narodowości. Idą się wykąpać. Obsługują ich ukraińscy jeńcy. Spotykają dopiero co przywiezionych powstańców, którym Niemcy każą się rozbierać. Tylko część przeżyła. Nie wiadomo, co stało się z resztą. Wały wewnątrz obozu kryją trupy. Cała grupa warszawiaków została rozlokowana w namiotach. Z tyłu jest zagajnik. W namiocie, gdzie są nasi bohaterowie: narrator, jego ojciec, Zocha, Stacha, Halina odbywa się nawet impreza kulturalna. Codziennie odbywają się selekcje wyjazdowe na roboty, można wybrać miejsce i rodzaj pracy.

Wśród bohaterów następuje podział. Narrator z ojcem jadą do Opola, Halina uparła się na Wiedeń, nie chcą jej zostawić Stacha (matka) i Zocha. 9 października rozstają się.

11 listopada narrator z ojcem po miesiącu pracy jako pomocnicy murarza uciekają do Częstochowy. Pierwszą osobą z powstania, jaką narrator zobaczył w Częstochowie, była mama Swena, ujrzał także jego samego. Do Warszawy wrócił w lutym 1945 roku.

Potrzebujesz pomocy?

Współczesność (Język polski)

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A. Sabak, D. Stopka, A. Szóstak, D. Pietrzyk, A. Popławska
redaktorzy: Agnieszka Nawrot, Anna Grzesik
korektorzy: Ludmiła Piątkowska, Paweł Habat

Zgodnie z regulaminem serwisu www.bryk.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności.

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2020 Wszystkie prawa zastrzeżone.