Nie będzie chyba zupełnie bezzasadnym stwierdzenie, że istotę człowieka tworzą: wiara, nadzieja i miłość, nie ma bowiem n świecie takiej istoty ludzkiej, która nie wierzyłaby w coś, która nie pokładała nadziei w czymś i wreszcie która by nie kochała kogoś lub czegoś. Znajdujemy je w głębi własnej duszy i to one popychają nas do ciągłego szukania celu naszego istnienia, do stawiania i prób odpowiedzi na pytania, które być może nie mają żadnych odpowiedzi. To w świetle nich poddajemy interpretacji otaczającą nas rzeczywistość, to one stoją u podstaw wszystkich naszych gestów zachowań. Można zatem rzec, że stanowią punkt wyjścia naszego życia i co zadziwiające stanowią również jego punkt dojścia.

Nic zatem dziwnego, że te trzy cnoty - by je tak określić - są stale obecne we wszystkich tworach kultury ludzkiej. Każda epoka ma dzieła literackie, których osnowę stanowi bądź wiara, bądź nadzieja, bądź miłość, oczywiście, nie zawsze od razu rzuca się to w oczy, nie raz trzeba mocno wysilić wzrok, ale jeśli tylko zdobędziemy się na ten wysiłek na pewno je spostrzeżemy. Także wielu filozofów rozważało którąś z tych cnót, włączając je często do swych systemów i nie chodzi tu o myślicieli włącznie chrześcijańskich, jak choćby św. Augustyn czy św. Tomasz, ale już, na przykład, Platon poświęcił jeden ze swych dialogów miłości, mianowicie "Ucztę", a inny - "Eutyfron" - wierze.

Skupmy się jednak na miłości, gdyż do tego obliguje nas temat niniejszej pracy. Postaram się w niej uwzględnić każdą epokę i to, co miała ona do powiedzenia o miłości w interesującym nas kontekście, mianowicie przemian, jakie powodowała ona w duszy bohatera. Oczywiście oznacza to, że będziemy mieli do czynienia z jej różnymi przejawami - od miłości do innego człowieka, przez miłość do jakichś idei, aż do miłości skierowanej ku Bogu. Zaczniemy od tej ostatniej, jakkolwiek będzie tu także mowa o uczuciu do drugiego człowieka.

"Miłość nie zazdrości,

nie szuka poklasku,

(...)

we wszystkim pokłada nadzieję,

wszystko przetrzyma."

"Hymn do miłości", który został zawarty przez św. Pawła w jego "1 Liście do Koryntian", stanowi chrześcijański wykład tego, czym jest miłość. To przede wszystkim uczucie, jakie kieruje Bóg do człowieka i jakim człowiek powinien mu się odwdzięczyć. Owo odwdzięczenie powinno przyjmować formę miłości bliźniego bez względu, co on nam uczynił. Miłość chrześcijańska wymaga od wyznawców tej wiary, aby wciąż przekraczali ograniczenia swego charakteru, swej duszy, aby wciąż przemieniali w niej zło w dobro - czyż bowiem gdy ktoś nas uderzy w policzek, nie należy nadstawiać drugiego?

"Hymn" Aś kończy się słowami, które po części inspirowały tą pracę i z którymi w pełni się zgadzam.

"Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:

z nich zaś największa jest miłość. "

Przyjrzyjmy się teraz miłości, której jest nakierowana na drugiego człowieka. Tristan i Izolda to para kochanków ze średniowiecznego romansu, których miłość stała się symbolem uczucia wypełniającego całe istnienie człowieka, a jednocześnie sprzeciwiającego się wszelkim próbom jego ograniczenia, czy to ze względu na panujący w danej epoce model moralności, czy też takie a nie inne uwarunkowania społeczne, w jakich ludziom przychodzi żyć. Ta miłość była buntem skierowanym przeciw wszystkiemu i wszystkim, który się jej sprzeciwiali. Ona również odmieniła wewnętrznie zarówno Tristana, jak i Izoldę, wszakże przed tym jak się spotkali, on był wiernym wasalem króla Marka, ona zaś skromną dziewczyną, której ani w głowie były jakieś płomienne romanse. Po tym jak zakochali się w sobie wszystko inne stało się im obojętnym, tylko ona, i tylko on. Połączyć się jednak mogli dopiero po swej śmierci. Na ich sąsiadujących ze sobą robach wyrosły krzaki dzikiego głogu, których pędy się ze sobą splotły.

Dość podobną do dziejów Tristana i Izoldy opowiedział w swym dramacie zatytułowanym "Romeo i Julia" William Szekspir. To opowieść o uczuciu, które połączyło przedstawiciela i przedstawicielkę dwóch zwaśnionych rodów zamieszkujących Weronę.

"Dwa rody, zacne jednako i sławne -

Tam, gdzie się rzecz ta rozgrywa, w Weronie,

Do nowej zbrodni pchają złości dawne,

Plamiąc szlachetną krwią szlachetne dłonie.

Z łon tych dwu wrogów wzięło bowiem Zycie,

Pod najstraszliwszą z gwiazd, kochanków dwoje;

Po pełnym przygód nieszczęśliwych bycie

Śmierć ich stłumiła rodzicielskie boje."

(Romeo i Julia)

Muszą oni ukrywać swe uczucie, gdyż w przeciwny wypadku niechybnie ściągnęliby na siebie gniew własnych rodów. Ta miłość powoduje jednak, że nasi bohaterowie zmieniają się - Julia staje się z dziewczęcia kobietą, świadomą swych potrzeb, natomiast Romeo pozbywa się cech fircyka. Ich uczucie koniec końców prowadzi do tego, że obydwoje giną, wcześniej jednak łączą się ze sobą węzłem małżeńskim. Nad ich grobem przedstawiciele rodów Montekich i Kapuletów podają sobie dłonie…

Zarówno "Dzieje Tristana i Izoldy", jak i "Romeo i Julia" przedstawiają pewną koncepcje miłości, w której staje się ona żywiołem wypełniające całe życie człowieka. To ona jest przyczyną przemian, jakie zachodzą w osobowościach kochanków. To ona jest wreszcie celem ich życia.

W epoce, która przyjęło się określać mianem baroku, będącej czasem wielkich przemian w mentalności ludzi, czasem, w którym świat jawił się raczej jako tajemnica, jako niebezpieczeństwo, a nie jako harmonijna struktura stworzona przez dobrego i miłosiernego Boga, o czym przekonywali twórcy renesansowi. To wtedy bardzo mocno odczuwano przepaść, jaka dzieli miłość zmysłową, cielesną, od miłości pisanej w "Hymnie" św. Pawła, wystarczy tu przypomnieć słynne wojowanie Mikołaja Sępa - Szarzyńskiego (byłbym za tym, aby tego poetę uznawać za twórcę barokowego) ze światem, szatanem i własnym ciałem. Wiele zatem mamy przykładów erotyków pochodzących z tej epoki, w których miłość przedstawiana jest w dworskiej manierze, pełnej galanterii wobec dam. Naborowi pisał "Szczyra miłość ku tobie, Anno, me kochanie" oraz "miłość [...] nigdy nie ustanie". Wiele mamy także przykładów wierszy, w których autorzy zwracają głównie uwagę na wymiar zmysłowy tego uczucia. Jan Andrzej Morsztyn pisał: "A płomień utajony / [...] miał być od ciebie wzniecony;". Spotykamy również takie, w których miłość nie jest ukazywana jako coś dobrego, jak coś z czym łączą się wyłącznie pozytywne uczucia. Tak na przykład podmiot liryczny jednego z wierszy Morsztyna traktuje kobietę jako przedmiot, który może zyskać jego miłość tylko wyłącznie pod pewnymi, dość cynicznymi warto zauważyć, warunkami -"Bo jeśli będzie czysta, bojaźliwa, / Dbała na sławę, zazdrosna, cnotliwa / Do tej się serce moje nie przysiędzie". Barok więc dostrzegł pewien nowy wymiar miłości, a raczej wymyślił (wprowadził na powrót do kultury?) nowy sposób jej traktowania - grę w miłość, mówimy o tym uczuciu, zdobywamy serca innych ludzi, stawiamy warunki po spełnieniu których bylibyśmy ewentualnie skłonni obdarzyć kogoś tym uczuciem, ale tak naprawdę nikogo i niczego nie kochamy. Można zatem mówić tutaj przemianie duchowej, jaka zaszła w mentalności ludzi baroku, która była wynikiem nowego spojrzenia na miłość.

Miłość była jednym z najważniejszych tematów podejmowanych przez romantyków. Dla literatury polskiej charakterystyczny była w sposobie jej ujmowania alternatywa, przed którą stawali bohaterowie literaccy tej epoki, mianowicie konieczność wyboru pomiędzy uczuciem do kobiety, a uczuciem do ojczyzny. Przykładem wzorcowym tego typu konfliktu są dzieje Konrada Wallenroda, bohatera powieści poetyckiej Adama Mickiewicza. Ja jednakże chciałbym się skoncentrować na innym wymiarze miłości romantycznej, która uosabia postać Fausta, którą wykreował Johann Wolfgang Goethe (Goethego, co prawda, raczej nie należy postrzegać jako romantyka, ale niech tam).

Faust był człowiekiem opętanym pragnieniem wiedzy - jego marzeniem było zgłębić wszystkie tajemnice bytu. Na tym upłynęły mu lata młodości oraz wieku dojrzałego. W momencie zawiązania akcji utworu jest już on starcem, który uświadamia sobie, że wiedza naukowa ma swoje ograniczenia, że nie jest tym czego by pragnął. W tym momencie pojawia się Mefistofeles, który na mocy paktu zawartego z Bogiem, proponuje układ naszemu bohaterowi, mianowicie może mu on udostępnić wszelkie rozkosze życia, oddać straconą młodość w zamian za jego duszę. Dodatkowym warunkiem jest tutaj to, iż cyrograf nabierze mocy prawnej tylko wtedy, gdy Faust zachwyci się jakąś ulotną chwilą, gdy krzyknie do niej "Trwaj jesteś piękną!". Dalsze dzieje naszego bohatera ogniskują się, między innymi, wokół spraw miłości. W pierwszej części dzieła uwodzi on młodą dziewczynę - Małgorzatę, w drugiej zaś spotyka uosobienie piękna - Helenę. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku, kończy się to źle. Małgorzata rodzi dziecko, które jednak tuz po porodzie zabija, za co zostaje uwięziona i skazana na śmierć. Nie chce ona uciec z celi, mimo iż Faust usilnie ja do tego namawia. Helena natomiast zostaje naszemu bohaterowi o prostu odebrana. Bohater stworzony przez Goethego nie potrafił zatem odnaleźć szczęścia w miłości, niemniej jednak poznał jej smak, jakże odmienny od tego, który czuje w ustach uczony przewracając karty starych, zakurzonych ksiąg. Nic zatem dziwnego, że w finałowej scenie dzieła krzyknął" "Chwilo, trwaj! Jesteś tak piękna". W tym momencie szatani chcieli pochwycić jego duszę, ale chór aniołów uniósł go wysoko, aż do nieba, mówiąc przy tym: "Kto wiecznie dążąc się trudzi, tego możemy wybawić". Wniosek z tego płynie również dla naszych rozważań o miłości. Nie jest ona niczym, co jest, ale raczej tym, co się staje, do czego się dąży, co stanowi dla nas wciąż oddalający się horyzont, do którego zapewne nigdy nie dotrzemy, ale mimo to musimy próbować, gdyż w trudzie dążenia realizuje się nasze człowieczeństwo, realizuje się miłość.

Pozytywizm nie uchodzi za epokę, która by specjalnie, przynajmniej w porównaniu z romantyzmem, szczególnie koncentrował się na problematyce miłosnej. Oczywiście, chodzi tu tylko o brak akcentowania tegoż zagadnienia, a nie jego całkowite nie istnienie. Pozytywistyczni bohaterowie również kochali, mieli namiętności, pogrążali się w miłosnej melancholii, itd., itp., gdyż jest to po prostu część natury ludzkiej, której żaden realista nie może zignorować. Inna sprawa jak tą rzecz ujmie.

Niezwykły wpływ na kształtowanie się osobowości Andrzeja Kmicica, bohatera powieści Henryka Sienkiewicza zatytułowanej "Potop", miały dwie namiętności, a właściwie jedna, która nakierowywała się na dwa przedmioty. Była to miłość, która za przedmiot wybrała sobie Oleńkę Billewiczównę oraz ojczyznę.

Nasz bohater nie należał do osobników, których można by było określić mianem baranków. Zadziorny, awanturniczy, skłonny do podejmowania dużego ryzyka. Ot, jednym słowem kawaler z fantazją. Niestety brakowało mu, co zresztą zdaje się było ogólną słabością szlachty polskiej, pewnej dojrzałości emocjonalnej oraz gotowości do ograniczania własnego temperamentu, tak ażeby "dać żyć inny". Ten jego charakter sprowadził nań wiele bied, między innymi utracił uczucie ukochanej kobiety, a także został obwołany zdrajcą, nie bez pewnej dozy słuszności (koniec końców wszakże wysługiwał się księciu Januszowi Radziwiłłowi i cóż z tego, że ze szlachetnych pobudek). Te nieszczęśliwe doświadczenia pozwoliły mu jednak zrozumieć, że życie, jakie dotąd prowadził, że kierujące nim nieumiarkowanie i działanie wyłącznie pod wpływem impulsów, były przyczyną jego niepowodzeń. Chcąc zatem odzyskać miłość Oleńki oraz dobre imię a przy tym nieobojętne mu były losy jego ojczyzny, podejmuje wiele działań, które są swego rodzaju pokutą za dokonane uprzednio zło. Bierze udział w obronie Jasnej Góry, ratuje króla Jana Kazimierza, dowodzi oddziałem Tatarów, a końcu udaje się na wojnę z Rakoczym, co jest przykładem tego, że dojrzał zarówno jako człowiek, jak i obywatel. Wszakże ciągnęło go niezwykle do Oleńki, a dokonawszy tyle mógł przypuszczać, że nie odmówiono by mu, gdyby poprosił o zwolnienie z tego obowiązku wobec ojczyzny, mimo to decyduje się dalej walczyć, gdyż wie, że są rzeczy ważniejsze niż osobiste szczęście, oraz to, że panna nigdy by m nie wybaczyła, gdyby się dowiedziała, że przedłożył jej osobę nad dobro Rzeczpospolitej. W końcu nasz bohater zostaje wynagrodzony za trudy i znoje, które znosił. Oleńka przypada mu do nóg mówiąc: "Jędruś, jam niegodna twych ran całować.".

Fiodor Dostojewski w swej powieści zatytułowanej "Zbrodnia i kara" również przedstawił dzieje uczucia, które odmienia bohatera, ale jakże inne są tu realia, i jakże o wiele głębiej jest tu ten problem potraktowany, niż w dziele Sienkiewicza.

Powieść opowiada dzieje młodego studenta jednej z uczelni Petersburga Rodiona Raskolnikowa, który popełnia zbrodnie, mianowicie zabija stara lichwiarkę. Czyni to, aby zapewnić sobie utrzymanie, a jednocześnie utrzymuje, że tacy ludzie jak on stoją niejako poza dobrem i złem. Podczas swych peregrynacji po ulicach metropolii poznaje on prostytutkę - Sonię Marmieładową, z która się wiąże. Uczucie łączące dwójkę tych ludzi okazuje się na tyle silne, że dziewczyna udaje się w raz z Rodinem na katorgę, gdy ten zostaje skazany za swą zbrodnię. Jednakże nasz bohater nie zmienia, przynajmniej początkowo, swych zapatrywań co do swej koncepcji amoralizmu. "I gdyby przynajmniej los zesłał mu skruchę, skruchę palącą; która miażdży serce, odpędza sen, taką skruchę, której okrutne męczarnie nasuwają myśl o stryczku lub o topieli! O, on by się z niej ucieszył. Męczarnie i łzy - to przecie takie życie. Ale nie czuł skruchy z powodu swojej zbrodni. Mógł się przynajmniej złościć na swoją głupot, jak złościł się dawniej na niedorzeczne i głupie swe postępowanie, które go doprowadziło do więzienia". W końcu jednak pod wpływem Sonii, jej miłości do niego, zaczyna dostrzegać, że życie ludzkie opiera się na pewnych, niezmiennych, wartościach, których nie jest w stanie zanegować żadne rozumowanie. Dostojewski sugeruje, że jest to początek odrodzenia duchowego Rodiona.

Poezja Krzysztofa Kamila Baczyńskiego oraz innych poetów należących do "pokolenia Kolumbów" przesycone są poczuciem nieuchronnej zagłady, ale i w nich znalazło się miejsce na miłość. Adresatka erotyków stała się żona poety Basia, która zresztą jak i on zginęła podczas Powstania Warszawskiego. Pisze on o niej:

"Ty jesteś w rzece i w każdym ruchu odbity twój uśmiech.

Obudź się śniegiem, polaną, zmień się w danieli róg,

Pod wieczór będziesz ciałem i w moim ciele uśniesz..."

Ukochana kobieta staje się tu, podobnie zresztą jak i u romantyków, niemalże synonimem świta, zasadą, która go organizuje, a jednocześnie czymś bliskim, cielesnym i namacalnym, czymś, co odmienia nasze życie. Jednakże nawet to uczuci zatruwa poczucie zbliżającej się śmierci, konieczności złożenia z siebie i z niej ofiary na ołtarzu ojczyzny.

Miłość to zatem uczucie, które znalazło wiele różnych wyrazów w literaturze polskiej i światowej. Jednakże zawsze była ona przyczyną jakiejś zmiany w duszy człowieka, nigdy nie pozostawała obojętną dla jego życia, co pozwala stwierdzić, że racje miał Saint - Exupery pisząc, że jest ona narodzinami nowego człowieka.