W dzisiejszym świecie pełnym chaosu ciężko jest odnaleźć drogowskaz, który pokierowałby naszym życiem, pokazał, gdzie iść. Konsumpcyjny styl życia i ciągła pogoń ludzi za sukcesem i pieniądzem spowodowała, że człowiek zapomina dziś o jakichkolwiek wartościach, jego egzystencja, a czasami nawet pusta wegetacja nie mają żadnego głębszego sensu. Stały i niezmienny scenariusz: rano wstać, dwanaście godzin pracy, krótki sen i... od nowa. Czy tak ma wyglądać ludzkie życie? Nie, tak nie może być. To po prostu działanie schematyczne, jak tryby w maszynie, bez żadnego odpoczynku. Ta rzeczywistość jawi się jak obraz przedstawiony przez Huxley'a w "Nowym wspaniałym świecie". Wszystko pięknie i doskonale poukładane, wszystko na swoim miejscu, superinteligentne dzieci produkowane przez specjalne firmy.

Więc pytanie - gdzie my, młodzi ludzie, mamy szukać wzorców, nauczycieli i mistrzów, którzy pokażą nam jak powinno wyglądać prawdziwie godne życie? Bo jeśli nie ma innego świata, innego życia, jak tylko to, które nas otacza, to gdzie jego sens.

Ale jest przecież literatura - skarbnica ludzkich istnień. To ona będzie naszym drogowskazem. Pokaże różnorodne postawy i wskaże te, które godne są naśladowania, na których będziemy się mogli wzorować i walczyć z tym zmechanizowanym światem.

Wierność, honor, godność to synonimy twórczości Josepha Conrada, którymi posłużył się Jan Józef Szczepański w swych szkicach zatytułowanych "Przed nieznanym trybunałem". W eseju "W służbie wielkiego armatora" opisuje podchorążego Jerzego. Jest on przedstawicielem pokolenia młodych ludzi, którzy chcą poświęcić własne życie w obronie swego kraju. Walczą o wolność. Jak Lord Jim potrafili powiedzieć - "tak trzeba, to jest słuszne", gdy brali udział w akcjach dywersyjnych i stawali do nierównej walki na barykadach Warszawy. Dla nich najważniejszymi wartościami były te, które chłonęli, czytając Korzeniowskiego. Teraz my - współcześni młodzi ludzie także to czytamy i również próbujemy wdrażać te wartości w nasze życie. Mogą one stać się sensem również naszego życia.

W "Początku" Andrzeja Szczypiorskiego Henryk Fichtelbaum ukrywany przez swego przyjaciela po stronie aryjskiej miał szansę przeżyć wojnę, ale on chce wrócić do getta i walczyć w powstaniu. Nie chce żyć wiedząc, że jego przyjaciele nie mieli takiej szansy jak on. Woli razem z nimi walczyć o wolność lub chociaż o godną śmierć. Jest to z pewnością postawa godna naśladowania. Dziś rzadko spotyka się postawy takiej solidarności z innymi ludźmi, dlatego tym bardziej takie zachowania powinny być propagowane, a początek temu musi dać nasza własna postawa.

"Jestem" - to jedno słowo wypowiada sędzia Romnicki, również bohater "Początku", a jego przyjaciel mecenas Fichtelbaum już wie, że jego córka będzie żyła i znajdzie opiekę. To jedno słowo znaczyło tak wiele: "jestem przy tobie, mój przyjacielu, jestem gotów do wypełnienia człowieczej powinności, nie zawiodę cię". My też musimy być gotowi.

Zarówno Szczepański, jak i Szczypiorski dają czytelnikom wiarę, że właśnie dzięki literaturze będziemy mogli żyć pełnią życia, z całym jego urokiem, z chęcią pomagania innym. To literatura wskaże nam cel - "Być dobrym człowiekiem".

W poszukiwaniu drogi swoje życia można również spojrzeć w kierunku tej, którą proponuje Albert Camus, autor "Dżumy". Rambert, dziennikarz, należy do ludzi, którym zło niesione przez dżumę otworzyło oczy: "może być wstyd, że człowiek jest sam szczęśliwy". Może i nam ona otworzy oczy. Zastanowimy się nad naszym życiem, zauważymy, co robimy dobrze, a co powinniśmy zmienić. "Dżuma" może być również ostrzeżeniem, apelem o powstrzymanie się od zła, od wywoływania wojen.

"Patrzmy na ludzi z sympatią, to będziemy sobie wszyscy bardzo bliscy", powiedział Bertolt Brecht. Jeżeli tego nie zrobimy, to czeka nas sytuacja, w jakiej znalazł się bohater "Kartoteki" Tadeusza Różewicza. Zatracimy dar rozróżniania dobra od zła. Nasze życie będzie nijakie. Bo co jest dobre, a co złe? Już w dzisiejszym świecie mamy problem z rozszyfrowaniem tych słów. Atak na o wiele słabsze państwo pod pretekstem obrony przed terroryzmem. Całkowite jego zniszczenie, "nowe" obozy "koncentracyjno - filtrujące", wydają się być dobrem, ale wygrana, w demokratycznych wyborach partii jest już złem, zbrodnią, trzeba wystosować sankcje. Ludzie, którzy tak czynią nie zdobyli prawidłowych i dobrych wzorów postępowania, bo uważają za zło nie to, co trzeba. Dlatego powinniśmy się starać za wszelką cenę, by nie dopuścić do tego, aby słowa, człowiek był "jeno występny i cnotliwy" nie zawładnęły naszym postępowaniem.

Takim człowiekiem z pewnością nie był Marek Edelman, bohater utworu "Zdążyć przed panem Bogiem" Hanny Krall. W heroicznej walce ze śmiercią ratował życie ludziom, jako lekarz. Pomimo, że za oknami szpitala szalała wojna, zabijając z każdą chwilą setki ludzi, on prowadził swą własną walkę, dla niego każde życie było ważne, bo wtedy wygrywał walkę z Bogiem i Niemcami. Swoje postępowanie mógł przypłacić życiem, ale nadal trwał w swym powołaniu. Ten człowiek z pewnością zasługuje na zaszczytne miano mistrza. Może być on drogowskazem w życiu niejednego człowieka.

Z podłymi zmorami walczył też Doktor Judym z "Ludzi bezdomnych" Stefana Żeromskiego. Wyrzekł się miłości, rodziny dla poświęcenia swego życia chorym i potrzebującym, którymi nikt nie chciał się zająć. Może on być kolejnym drogowskazem na drodze życia każdego człowieka.

Na koniec niniejszych rozważań można zapytać, czy literatura rzeczywiście może być "nauczycielem" i "mistrzem"? Z całą pewnością tak! Pozwala nam ustrzec się błędów, które popełniali bohaterowie i uzyskać samo "dobro", wzorce godne naśladowania. Może spowodować, że życie będzie lepsze i da nam więcej satysfakcji. Literatura ma ogromną moc. Ludzie wiedzieli o tym już od najdawniejszych czasów. Książki "burzyły" wiele idei, a dziś mogą nam zbudować nową ideę o nazwie "wspaniałe życie". Wiarę w pozytywną moc oddziaływania piśmiennictwa i literatury miał również Antoni Słonimski, gdy pisał: "Wierzę, że może na tym skrawku ziemi Oni przywrócą prawdę, dumę, honor i sprawiedliwość - jak w dobrym westernie".