1 września 1939 r. Rozpoczęła się druga wojna światowa. III Rzesza już od dawna przygotowywała plany ataku na Polskę. II Rzeczypospolita nie była jednak pierwszym obiektem agresji państwa faszystowskiego. Wcześniej Adolf Hitler zdołał podporządkować sobie Austrię i Czechosłowację. Teraz przyszła kolej na nasze państwo.

Działania militarne wojska niemieckie rozpoczęły o 4.45 na ranem. Pierwszym obiektem agresji stała się polska placówka na Westerplatte. Pancernik Schleswig-Holstein rozpoczął jej ostrzał. Wczesnym świtem zaatakowane zostały również polskie strażnice graniczne. Władze niemieckie ogłosiły zmiany terytorialne. Od tej pory Wolne Miasto Gdańsk stało się własnością III Rzeszy. Na II Rzeczypospolitą runęła wielka masa wojsk niemieckich, wyposażonych w czołgi i artylerię. Lotnictwo rozpoczęło bombardowanie największych polskich miast ­­- Częstochowy, Krakowa, Tczewa czy Pucka. Pociski spadły również na teren Górnego Śląska i Wielkopolski. Pierwsze ofiary poniosła polska ludność cywilna. Stan polskiej armii nie był zadowalający. Słabo uzbrojona, źle przygotowana nie była w stanie stawić czoła najeźdźcy. Prezydent Polski Ignacy Mościcki zwrócił się do obywateli z apelem o obronę wolności i niepodległości państwa.

Hitler szukał pretekstu do agresji na Polskę. U jego źródeł leżała teoria, zgodnie z którą Niemcy miały szukać terenów do ekspansji w środkowo-wschodniej Europie. To uzasadniało wszystkie posunięcia ich przywódcy. Już na początku II wojny grupa dywersantów Freikorps podjęła próbę opanowania Chorzowa i innych górnośląskich miast. Wcześniej oddział pod dowództwem Helmuta Naujocksa, wykonując rozkaz Reinharda Heydricha upozorował atak polskich powstańców na niemiecką radiostację w Gliwicach. Akcja ta miała dostarczyć pretekstu do ataku na Polskę.

Wojska niemieckie najechały II Rzeczypospolitą z trzech stron. Grupa armii "Północ" pod dowództwem gen. Fedora von Bocka wkroczyła od północy i północnego-zachodu. Od Prus Wschodnich zaatakowały oddziały 3. armii gen. Georga Kuechlera. Stawiły im czoła oddziały armii "Modlin" pod dowództwem gen. Emila Przedrzymirskiego. Wschodnich terenów Polski broniła Samodzielna Grupa Operacyjna "Narew" kierowana przez gen. Czesława Młota-Fijałkowskiego. Stacjonującą na Pomorzu armię "Pomorze" gen. Władysława Bortnowskiego zaatakowała 4. armia dowodzona przez gen. Hansa von Kluge. Południową granicę naszego państwa przekroczyły oddziały armii "Południe" gen. Gerarda von Rundstedta (8 armia gen. Johanna Blaskowitza, 10. armia gen. Waltera Reichenaua i 14. armia gen. Wilhelma Lista). Polskiej granicy broniły: armia "Poznań" dowodzona przez gen. Tadeusza Kutrzebę, armia "Łódź" gen. Juliusza Rómmla, armia "Kraków" gen. Antoniego Szyllinga oraz armia "Karpaty" kierowana przez gen. Kazimierza Fabrycego. W odwodzie pozostawały: armia "Prusy" gen. Stefana Dąb-Biernackiego (tereny Rawy Mazowieckiej), odwody Naczelnego Wodza - armia "Wyszków", "Kutno" i "Tarnów". W stadium mobilizacji znajdowały się oddziały armii "Łódź" i "Karpaty", których nie zdołano na czas przygotować.

Pierwsze dni września wypełnił bój graniczny. Jego kluczowym punktem była bitwa pod Mławą, na północnym Mazowszu. Po dwóch dniach walki dowództwo niemieckich oddziałów postanowiło zmienić kierunek natarcia. Udało im się przełamać opór Mazowieckiej 1. Brygady Kawalerii, stwarzając jednocześnie zagrożenie na tyłach wojsk polskich. W toku walk rozsypce uległa 8. Dywizja Piechoty, a oddziały armii "Modlin" wycofały się na linię Wisła-Narew. Niepowodzeniem zakończyła się akcja Podlaskiej Brygady Kawalerii i 18. Dywizji Piechoty, które próbowały ataku na teren Prus Wschodnich w rejonie Białej Piskiej.

Bohaterski opór stawiała niemieckiemu najeźdźcy załoga placówki na Westerplatte, odpierając przez tydzień ataki nieprzyjaciela i artyleryjski ostrzał. Niemieckie lotnictwo wojskowe zaatakowało Polskę najwcześniej. Jego zadaniem była osłona i pomoc wojskom naziemnym. Już 1 września przeprowadzono bombardowania portu w Gdyni, Pucku i na Helu. Obronę polskiego wybrzeża Wódź Naczelny powierzył kadm. Józefowi Unrugowi. Stan polskiej floty w porównaniu do niemieckiej nie przedstawiał się najlepiej. Jej trzon stanowiły: "Gryf" stawiacz min, "Wicher" - kontrtorpedowiec oraz "Wilk", "Ryś", "Żbik", "Orzeł" i "Sęp" - okręty podwodne. Takie sił nie był w stanie konkurować z niemieckimi. Zacięty opór hitlerowskiemu lotnictwu stawiała polska obrona naziemna morskich baz w Gdyni, Pucku i na Helu. Lądową Obroną Wybrzeża dowodził płk Stanisław Dąbek.

W trakcie działań militarnych na początku września 16. Dywizja Piechoty, wchodząca w skład armii "Pomorze" została odrzucona na południe przez siły 3. armii niemieckiej. Natomiast 4. armia niemiecka zaatakowała lewe skrzydło armii dowodzonej przez gen. Bortnowskiego w okolicy Chojnic, aż po linię rzeki Noteć. Cel niemieckich dowódców był oczywisty. Chcieli wzmocnić swoje siły poprzez połączenie się a 3. armią, znajdującą się nad Wisłą. Te zamiary Niemców zostały jednak powstrzymane przez świetnie przygotowane natarcie sił polskich, a dokładniej przez atak 9. i 27. Dywizji Piechoty oraz Pomorskiej Brygady Kawalerii. W tej akcji zasłużył się szczególnie 18. pułk ułanów, dowodzony przez płk. Kazimierza Mastalerza. Przeprowadził on szarżę polskich oddziałów pod Krojantami. Niestety w trakcie walk dowódca poniósł śmierć. Wszystkie te działania pozwoliły na uchronienie armii "Pomorze" od całkowitego odcięcia ze strony północnej.

2 września, mimo tych niewielkich polskich sukcesów, wojska hitlerowskie rozpoczęły zamykanie pierścienia okrążenia w okolicy Borów Tucholskich. W tym samym dniu grupa niemieckich dywersantów przeprowadziła nieudaną akcję opanowania Bydgoszczy.

Oddziały polskie mimo zaciętego oporu stawianego wojskom agresora, powoli traciły pozycje. Uderzenie 8. armii niemieckiej w okolicach Sycowa i Opatowa, zmusiło do odwrotu na linię Warty 10. i 28. Dywizję Piechoty. Kurczył się też stan posiadania armii "Łódź". 10. armia niemiecka przypuściła silny atak na styku armii "Kraków" i "Łódź", w rejonie miasta Kłobuck. 3 września po bohaterskiej obronie została okrążona i zniszczona przez wojska hitlerowskie pod Janowem 7. Dywizja Piechoty. Jedną z większych bitew walk granicznych była bitwa pod Mokrą. Starły się tam siły 4. niemieckiej dywizji pancernej oraz Wołyńskiej Brygady Kawalerii, dowodzonej przez płk. Juliana Filipowicza. Polakom udało się zniszczyć kilkadziesiąt czołgów nieprzyjaciela. Na rozgromienie zabrakło sił i Brygada Kawalerii musiała się wycofać w okolice Bełchatowa. W tej sytuacji wojska niemieckie, po tym jak przerwały front pod Kłobuckiem i Częstochową, dotarły pod Radomsk już na początku września.

Cała obrona II Rzeczypospolitej od tej pory zaczęła się opierać na armiach stacjonujących w głębi naszego kraju. Jedną z najważniejszych była armia "Poznań" dowodzona przez gen. Kutrzebę. Do tej pory nie miał ona jeszcze możliwości walki z wrogiem. Generał zamierzał uderzyć na skrzydło wojsk niemieckich, które za swój cel obrały Łódź. Od strony południa na Polskę nacierały siły 14. armii. 8. korpus przeprowadzał manewr okrążenia Górnego Śląska. Na Bielsko-Białą uderzył 17. korpus niemiecki. Na Żywiec spadły siły 7. dywizji. Tutaj napotkały jednak bardzo silny opór wojsk polskich ­- 2. Korpus Ochrony Pogranicza - w okolicach Węgierskiej Górki. Na Spytkowice i na Nowy Targ rozpoczął atak 18. korpus niemiecki. Jego dowódcy zamierzali zajść Kraków od strony południowej. W miastach śląskich oprócz oddziałów niemieckich pojawili się niemieccy dywersanci, głównie w Katowicach, Pszczynie oraz Bielsku-Białej. W tej sytuacji dowódca armii "Kraków" gen. Szylling, po tym jak uzyskał zgodę Naczelnego Wodza Wojsk Polskich, 2 września zdecydował się na odwrót w terenów Śląska.

W obliczu przewagi wroga, zakończył się bój graniczny, a walki przesunęły się w głąb państwa. Ostateczną linią obrony, przewidywaną przez polskie plany sprzed 1939 r. była linia rzek Bugu, Wisły i Wisłoki. Większość polskich oddziałów cofała się zgodnie z tymi wytycznymi. Najgorsza sytuacja panowała w Borach Tucholskich, gdzie odwrót armii "Pomorze" został przez Niemców uniemożliwiony.

Polska w czasie pierwszych dni września była dodatkowo pustoszona przez niemieckie lotnictwo. Siły polskie nie były w stanie sprostać tak zaprawionemu w bojach i świetnie przygotowanemu przeciwnikowi. Mimo wielkiej ofiarności ze strony oddziałów polskiej obrony przeciwlotniczej, można powiedzieć, że wręcz bezkarnie atakowało naziemne cele, którymi były chociażby transporty polskiego wojska i sprzętu. Lotnictwo niemieckie bez wahania bombardowało rzesze uchodźców, zmierzających w kierunku wschodniej granicy.

2 września w Warszawie miało miejsce ostatnie posiedzenie Sejmu II Rzeczypospolitej. Następnego dnia Wódz Naczelny Wojsk Polskich - marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz o ewakuacji urzędów państwowych. Miały się one przenieść na prawy brzeg Wisły. Na początku tego miesiąca rozpoczęły się również rozmowy na temat planowanej rekonstrukcji ówczesnego rządu. Na stanowisko wicepremiera do spraw gospodarki wojennej był proponowany gen. Kazimierz Sosnkowski. Ten jednak swoje wejście do rządu warunkował powołaniem rządu koalicyjnego. Innego zdania był premier Składkowski, twierdząc iż w tej sytuacji powstanie takiego rządu byłoby rzeczą nieodpowiednią w racji krytycznej sytuacji, w której znalazło się państwo polskie. Do rządu dostała się wówczas bardzo niepopularna osoba. Był to komendant twierdzy w Brześciu - płk Wacław Kostka-Biernacki.

Agresja III Rzeszy na państwo polskie wzbudziła ożywioną dyskusję pomiędzy stolicami państw Europy Zachodniej. Już pierwszego dnia wojny rządy Anglii i Francji wystosowały do Adolfa Hitlera noty. Żądały w nich zaprzestania działań wojennych i wycofania wojsk niemieckich z terytorium Polski. W razie nie wykonania tych żądań oba państwa zapowiedziały, że wywiążą się z sojuszniczych zobowiązań wobec II Rzeczypospolitej. Minister spraw zagranicznych III Rzeszy - Joachim von Ribbentrop, w odpowiedzi na noty francuską i angielską, stwierdził iż cała wina i odpowiedzialność za toczącą się wojnę spada na Polskę. Zaprzeczył też jakoby to Niemcy miały ją rozpocząć. Państwa Europy Zachodniej nie były we wrześniu 1939 r. gotowe na przyłączenie się do działań wojennych. Dlatego też przystały na propozycję Benito Mussoliniego, zwołania pokojowej konferencji, której przedmiotem obrad miała być sprawa polska. Hitler nie przystał jednak na takie rozwiązanie sprawy. Wojna toczyła się nadal.

Trzy dni później, 3 września, ambasador brytyjski w Berlinie dostarczył Joachimowi Ribbentropowi notę, która stwierdzała stan wojny pomiędzy III Rzeszą a Anglią. Podobne oświadczenie zostało przedstawione przez francuskiego ambasadora. W tej sytuacji dotychczasowa wojna polsko-niemiecka zaczęła się przekształcać w konflikt o charakterze europejskim. Polacy, walczący o wolność swojego kraju, przyłączenie Anglii i Francji do wojny, przyjęli wręcz entuzjastycznie. Swoją radość z tego faktu oraz wielkie poparcie i zaufanie, którym obdarzono państwa Europy Zachodniej, manifestowano przed ambasadami obydwu krajów w Warszawie do późnego wieczora. Wódź Naczelny zdecydował się wysłać do rządów angielskiego i francuskiego specjalnych przedstawicieli. Do Londynu udał się gen. Mieczysław Norwid-Neugebauer, a do Paryża gen. Stanisław Burhard-Bukacki. Marszałek Rydz-Śmigły swoim podwładnym, opuszczającym Polskę, przedstawił w ciemnych barwach obecną sytuację walczącego kraju, mówiąc: Pozostaje nam tylko odwrót za Wisłę, o ile jeszcze będzie to wykonalne. 4 września w Paryżu zawarty został interpretacyjny układ do polsko-francuskiego sojuszu (zredagowanego już w maju). Ów układ zapowiadał włączenie się armii francuskiej do wojny, a dokładnie przeprowadzenie zmasowanego uderzenia pełnymi siłami w ciągu 15 dni. Polski rząd, mając tę kartę w ręku, rozpoczął uporczywe zabiegi o wywiązanie się sojusznika ze zobowiązań. Podobne zobowiązania złożyła wobec Polski Anglia.

Z dnia na dzień położenie walczącej Polski było coraz tragiczniejsze. Początkowo jednolity i dość długi front, w obecnej sytuacji podzielił się na cztery ogromne bitwy, toczone na północy, Pomorzu, na zachodzie i na południu.

Walcząca pod Mławą 8. i 20. Dywizja Piechoty armii "Modlin" wraz z Nowogródzką Brygadą Kawalerii, dowodzoną przez gen. Władysława Andersa, przeprowadziły odwrót aż za Wisłę. Wódź Naczelny przygotowywał plan uderzenia na 3. armię niemiecką, nacierającą w kierunku Pułtuska. Miałaby go przeprowadzić Samodzielna Grupa Operacyjna "Narew" i Grupa Operacyjna "Wyszków". Nie zdecydował się jednak na to, odwołując polskie przygotowania. Uważał (jak się później okazało było to mylne przekonanie), że odwołanie rozkazu i tym samym nie przeprowadzenie planowanego ataku, zapobiegnie atakowi niemieckiemu na mosty Wisły w Płocku i Wyszogrodzie.

4. i 16. Dywizja Piechoty armii "Pomorze" przeprawiła się na lewy brzeg Wisły. W Borach Tucholskich oddziały niemieckie zniszczyły, odciętą od pomocy z zewnątrz 9. Dywizję Piechoty. Tylko bardzo nieliczne pododdziały zdołały się wyrwać z kleszczy okrążenia. Wielkich strat doświadczyła też 27. Dywizja Piechoty, której resztki próbowały się przedostać w kierunku Bydgoszczy i Inowrocławia. Na Pomorzu, w rejonie Pucka i Wejherowa, także zacieśniał się pierścień niemieckiego okrążenia. 7 września skapitulowała dzielnie walcząca, pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego, załoga polskiej placówki na Westerplatte. Nadal opór Niemcom stawiał jeszcze Hel. Na zachodzie armia "Poznań" planowo przeprowadzała odwrót. Groźna stała się jednak luka, jak wytworzyła się w trakcie tego manewru, pomiędzy nią a armią "Łódź". Na tą ostatnią od strony Warty nacierała 8. armia niemiecka. W trakcie tych działań i natarcia niemieckiego 10. Dywizja Piechoty, a wkrótce także 28. Dywizja Piechoty, została zmuszona do porzucenia linii Warty. 16. korpus niemiecki z powodzeniem nieprzerwanie poruszał się w kierunku stolicy państwa - Warszawy. Nie zatrzymało go południowe skrzydło armii "Łódź", ani 13. Dywizja Piechoty, walcząca pod Tomaszowem Mazowieckim. W sytuacji kiedy większość polskich jednostek wojskowych pozostawała w odwrocie, odwodowa armia "Prusy" znalazła się na linii frontu. W rejonie Piotrkowa, stacjonowało jej północne zgrupowanie, które przyjęło na siebie cały ciężar niemieckiego uderzenia. Nie było jednak w stanie poradzić sobie z silniejszym przeciwnikiem i musiało ulec. W trakcie walk 19. i 20. Dywizje Piechoty zostały doszczętnie rozbite.

W tym samym czasie powstało duże zagrożenie pomiędzy armią "Prusy" i armią "Kraków". W lukę wytworzoną pomiędzy tymi dwoma jednostkami zaczęły się wdzierać zagony 10. armii niemieckiej. W tej sytuacji powstało zagrożenie dla polskich przepraw przez Wisłę w okolicach Sandomierza.

Uderzenie niemieckie od strony południowej, także rozdzieliło dwie walczące tutaj polskie armie. Chodzi o armię "Kraków" i "Karpaty". 6 września przerwana została linia polskiej obrony na Dunajcu przez 14. armię niemiecką. Nieprzyjacielskie wojska znalazły się pod Tarnowem. W tej sytuacji 6., 21., 23. Dywizje Piechoty oraz Brygada Pancerno-Motorowa płk. Stanisława Maczka opuściły zajmowane pozycje, by uniknąć okrążenia niemieckiego w rejonie Bochni. Podobnie zachowały się już wówczas dość zdziesiątkowane siły armii "Karpaty" (przemianowanej w niedługim czasie na armię "Małopolska").

Jak wyglądała sytuacja walczącej Polski po pierwszym tygodniu września? Bardzo słaba była łączność pomiędzy Kwaterą Naczelnego Wodza a dowódcami poszczególnych armii. To utrudniało przeprowadzenie jakiejkolwiek spójnej i przemyślanej akcji oraz uniemożliwiało dostarczanie informacji o posunięciach nieprzyjaciela. Z chwilą gdy został przełamany opór armii "Prusy" w warszawskim kierunku, pojawiła się konieczność ogólnego odwrotu polskich jednostek za Wisłę. Aby ułatwić przeprawę przez Wisłę, Naczelny Wódź 4 września zdecydował się na utworzenie armii "Lublin" pod dowództwem gen. Tadeusza Piskora. Miała ona osłonić przeprawę armii walczących na zachodnim odcinku frontu. Tego samego dnia rozpoczęła się ewakuacja rządu i państwowych instytucji, a także złota zgromadzonego w Banku Polskim w Warszawie. Dwa dni później stolicę opuścił także i Naczelny Wódź Wojsk Polskich marszałek Edward Rydz-Śmigły. Cały sztab wojskowy został przeniesiony do Brześcia. To jeszcze bardziej utrudniło łączność z walczącymi armiami. Zadanie obrony stolicy otrzymał gen. Walerian Czuma. Komisarzem Cywilnym Obrony Warszawy został prezydent tegoż miasta - Stefan Starzyński.

Kiedy trwały walki w Polsce, na zachodzie wysłannicy Naczelnego Wodza dokładali wszelkich starań, aby państwa sojusznicze wywiązały się ze swoich zobowiązań i przeprowadziły uderzenie z kierunku zachodnim. Mogłoby ono odciążyć walczące wojska polskie. 8 września francuskie dowództwo wydało komunikat o przekroczeniu granicy z III Rzeszą. W istocie doszło do tego, ale wojska francuskie posunęły się niewiele w głąb terytorium niemieckiego, po czym zaprzestały jakichkolwiek działań. Głównodowodzący wojskami francuskimi gen. Maurice Gamelin, przedstawił 10 września marszałkowi Rydzowi-Śmigłemu komunikat, według którego zaangażował w walkę połowę dywizji francuskich. Polscy wysłannicy nie ustępowali, kontynuując nalegania o przyspieszenie działań wojennych przez zachodnich sojuszników Polski. Dopiero 9 września polskiemu wysłannikowi do Londynu, gen. Burhardowi-Bukackiemu, udało się uzyskać audiencję u szefa sztabu wojsk brytyjskich - gen. Ironside'a. Podczas tego spotkania Brytyjczyk zapytał Polaka, co powinna zrobić Wielka Brytania, aby odciążyć walczących Polaków. To doskonale ukazywało stan wiedzy brytyjskiej na temat działań wojennych. Zdradziło także, że Anglia nie posiadała żadnego planu pomocy dla walczącej Polski. W tej sytuacji Anglicy zobowiązali się dostarczać broni i amunicji walczącym, w ciągu następnych pięciu miesięcy. Dwuznaczne stanowisko zajmował Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Były to pozory neutralności i można powiedzieć nawet życzliwości wobec polskiego wysiłku wojennego. Ambasador ZSRR w Warszawie - Mikołaj Szaronow - wyszedł z propozycją sprzedaży surowców i materiałów wojennych dla Polski. Władze II Rzeczypospolitej nie wiedziały jeszcze o zamiarach Józefa Stalina. Tuż przed rozpoczęciem II wojny podpisał on ze swoim niedawnym wrogiem Adolfem Hitlerem, układ o współpracy. Był on uzupełniony o tajny protokół, w którym dwaj dyktatorzy rozdzielili swoje strefy wpływów w Europie Środkowej i Wschodniej. Kiedy na terenie Polski trwała walka z niemieckim agresorem, w części europejskiej ZSRR przeprowadzono mobilizację. Nad granicą polsko-radziecką postawionych zostało kilkadziesiąt dywizji Armii Czerwonej. W prasie radzieckiej zaczęły się pojawiać artykuły, w których oskarżano Polaków o naruszanie granicy oraz o gwałty i rozboje dokonywane na Białorusinach i Ukraińcach. Związek Radziecki sprzyjał swojemu niemieckiemu sojusznikowi. 8 września niemiecka propaganda podała, nieprawdziwą zresztą informację, o zdobyciu Warszawy przez wojska hitlerowskie. Natychmiast Wiaczesław Mołotow pośpieszył złożyć gratulacje. Cztery dni później ambasador Szaronow opuścił stolicę Polski.

Sytuacja na froncie była coraz trudniejsza dla Polski. 10. armii niemieckiej udało się przerwać obronę i przejść na prawy brzeg Wisły w rejonie Góry Kalwarii. Już 8 września na przedpolach Służewca i Szczęśliwic dostrzeżono niemieckie czołgi. W tej sytuacji odpowiedzialny na obronę stolicy gen. Czuma wydał rozkaz do swoich podwładnych, nakazując: Z zajętych stanowisk nie ma odwrotu i na nich giniemy. Dzięki mobilizacji walczących udało się zahamować parcie wroga na Warszawę, jednak rozpoczęły się częstsze naloty samolotów Luftwaffe. W tej sytuacji jedyną ochroną miasta była obrona przeciwlotnicza. Nie stanowiła jednak dla Niemców większej przeszkody. Nie udało się zapobiec zbombardowaniu stolicy, całej fali pożarów i przede wszystkim nie powstrzymano rosnącej liczby ofiar wśród ludności cywilnej. 10 września natarcie niemieckie na Warszawę straciło na sile. Było to spowodowane przeprowadzeniem kontruderzenia polskiego znad Bzury, które miało za zadanie odciążyć walczącą stolicę. Plan tego kontruderzenia opracował gen. Kutrzeba. Zgodnie z jego założeniami polskie wojska miały wykonać manewry natarcia na tyły oddziałów niemieckich. Ten czynnik strategiczny miał przynieść zwycięstwo. Dodatkowym atutem miało być wykorzystanie w działaniach, nie walczącej dotychczas armii "Poznań". Plan został zaakceptowany przez Naczelnego Wodza. 9 września rozpoczęło się natarcie na Łęczycę i Piątek. Brały w nim udział: Grupa Operacyjna dowodzona przez gen. Knolla-Kownackiego, 14., 17. i 25. Dywizja Piechoty. W okolicach Łowicza walczyła Grupa Operacyjna "Wschód" gen. Mikołaja Bołtucia, a także Wielkopolska Brygada Kawalerii gen. Romana Abrahama. Plan kontruderzenia znad Bzury powiódł się i Niemcy zostały zmuszone do powstrzymania swojego marszu na Warszawę.

Po trzech dniach walk siły polskiego uderzenia zaczęły się wyczerpywać. Został jednak zdobyty Łowicz oraz toczono nadal walki pod Ozorkowem i Strykowem. Żołnierze byli wyczerpani marszami w odwrocie, a przede wszystkim walką trwającą nieprzerwanie przez cztery dni. W obliczu rosnącej niemieckiej przewagi gen. Kutrzeba i marszałek Rydz-Śmigły zdecydowali się wstrzymać polskie natarcie. Najszybciej manewr odwrotu zaczęła wykonywać armia "Łódź". Liczba walczących w tejże jednostce szybko topniała. Resztki, które z niej pozostały zasiliły Grupę Operacyjną gen. Wiktora Thommee. Jej zadaniem była obrona twierdzy Modlin.

8 września powołano do życia nową formację wojskową. Była nią armia "Warszawa" pod dowództwem gen. Juliusza Rómmla. W jej skład weszły następujące oddziały: załoga obrony Warszawy, obrońcy Modlina, Grupa Operacyjna dowodzona przez gen. Juliusza Zulaufa, a później resztki walczących znad Bzury - część armii "Poznań" i "Pomorze". Trwały krwawe walki na rejonie Puszczy Kampinoskiej. W ich trakcie śmierć ponieśli generałowie: Mikołaj Bołtuć, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Franciszek Wład. Do Warszawy zdołały się przedrzeć resztki 14., 15. i 25. Dywizji Piechoty oraz kawaleria dowodzona przez gen. Abrahama.

Wojska niemieckie nie traciły czasu i powoli zaczęły zaciskać kleszcze oblężenia wokół stolicy Polski. 3. armia niemiecka pokonała polskie jednostki nad Bugiem i 9 września zajęła Wyszków. W ciągu zaledwie trzech dni nieprzyjaciel znalazł się w rejonie Mińska Mazowieckiego, a 33. i 41. polskie dywizje piechoty wycofały się w kierunku południowym. Rozbita została Samodzielna Grupa Operacyjna "Narew" gen. Młota- Fijałkowskiego. Najsilniej i najdzielniej opór niemieckim oddziałom stawiały polskie jednostki broniące Wizny. Działaniami kierował kpt. Władysław Raginis. W momencie krytycznym, kiedy klęska stała się oczywistością, prawdopodobnie odebrał sobie życie.

14 września na Brześć rozpoczął natarcie 19. niemiecki korpus pancerny. Próba ustabilizowania frontu na linii środkowej Wisły i Sanu nie powiodła się. Rozbiciu uległa armia "Prusy". Wchodzące w jej skład jej oddziały: 3., 19., 25. i 36. Dywizje Piechoty w walkach nad Iłżą uległy silniejszemu niemieckiemu przeciwnikowi. Nie zdołały także utrzymać przepraw przez Wisłę w rejonie Dęblina, Solca i Annopolu. W tej sytuacji oddziały stacjonujące pomiędzy Bugiem a Wisłą, a podzielone na fronty: północny (kierowany przez gen. Dąb-Biernakciego), środkowy (gen. Piskora) i południowy (gen. Sosnkowskiego) znalazły się w zagrożeniu. Coraz bardziej stawał się więc aktualny plan przygotowany przez marszałka Rydza-Śmigłego, przewidujący ewakuację Naczelnego Dowództwa do Włodzimierza Wołyńskiego. Tutaj na tzw. "przedmościu rumuńskim" zamierzano stworzyć centrum dowodzenia. Polskie władze nadal liczyły na pomoc swoich zachodnich sojuszników. Okazało się jednak, że nadaremnie.

12 września w Abbeville doszło do spotkania gen. M. Gamelin, premiera Francji E. Daladiera i premiera Wielkiej Brytanii N. Chamberlain'a. Uzgodniono wstrzymanie wszelkich działań wojennych przeciwko III Rzeszy, nie informując o tym przedstawicieli władz polskich.

W Polsce sytuacja pogarszała się z dnia na dzień. Armie "Kraków" i "Małopolska" ciągle były wyprzedzane przez nacierające niemieckie oddziały, które parły na wschód. Armia "Kraków" w trakcie tego marszu znalazła się w okolicach Biłgoraju, spotykając się tutaj z armią "Lublin". Niemieckie wojska posuwały się systematycznie w głąb terytorium Polski. 22. korpus niemiecki dotarł 14 września aż pod Zamość. Polskie oddziały podjęły próbę przebicia frontu południowego (21. Dywizja Piechoty gen. Józefa Kustronia). Działania nie powiodły się, a dowódca zginął w trakcie walk pod Dzikowem. Armia "Małopolska" znajdowała się w bardzo niekorzystnym położeniu. Jej oddziały grupowały się wokół Mościsk, jednak drogę na "przedmoście rumuńskie" zagradzał jej 18. korpus niemiecki, a od północy 17. korpus, kierujący się z Jarosławia na Jaworów.

W połowie miesiąca sytuacja na wszystkich frontach była tragiczna. Większość zachodniej i środkowej Polski została zajęta przez wroga. Siły polskie uszczupliły się o tysiące żołnierzy, którzy zginęli w bitwie granicznej i późniejszych walkach. Wielkie straty przyniosły też działania wojenne wśród cywilnej ludności. Niemieccy najeźdźcy nie wahali się przed najgorszymi bestialstwami. W Bydgoszczy rozstrzelali 5 tys. Osób bez sądu. Był to odwet na broniących miasta. Innym przykładem może być rozstrzelanie całego batalionu pod dowództwem mjr. Józefa Pelca z 7. Dywizji Pancernej 8 września 1939 r. Podobne zdarzenia można tylko mnożyć. III Rzesza nie przestrzegała międzynarodowych konwencji dotyczących sposobu prowadzenia wojny. Dopuszczała się także mordów na osobach cywilnych. Na naloty niemieckie narażone były rzesze uchodźców, próbujące uciec przed nadciągającym frontem.

Pomiędzy polskimi wojskami nie działała łączność, dowódcy nie mogli się porozumieć z Naczelnym Wodzem, który wraz z prezydentem II Rzeczypospolitej znajdował się w Kołomyi. Nadal dzielnie opór Niemcom stawiał Hel, bronił się Modlin i Warszawa. Do stolicy z Puszczy Kampinoskiej przedzierały się resztki armii "Poznań" i "Pomorze". Front północny i środkowy stanowiły siły armii "Kraków" i "Lublin", ale także inne jednostki będące pojedynczymi dywizjami innych armii. Te oddziały polskie skupiały się w rejonie Tomaszowa Lubelskiego i Radzymina. Front południowy tworzyła głównie armia "Małopolska", stacjonująca wokół Lwowa. W rejonie Bugu znajdowały się także spore polskie siły. Gen. Franciszek Kleeberg utworzył w rejonie Kobrynia Samodzielną Grupę Operacyjną "Polesie". W tym też kierunku podążała Podlaska Brygada Kawalerii i Grupa Operacyjna pod dowództwem gen. Zygmunta Podhorskiego. Istniała jeszcze Grupa Operacyjna "Grodno" (jedna dywizja), a także wojska Korpusu Ochrony Pogranicza. W działaniach wojennych brało udział 25 polskich dywizji. Po dwóch tygodniach walk impet niemiecki się nie wyczerpał, a amunicji wystarczyłoby im na dwa tygodnie. W tej sytuacji kampania wrześniowa i tym samym ocalenie własnej niepodległości, coraz bardziej się dla Polski oddalała.

17 września przyniósł kolejny cios. O godzinie 2.00 nad ranem Wacław Grzybowski, ambasador Polski w ZSRR został wezwany na rozmowę do Komisariatu Spraw Zagranicznych. Tutaj odczytano mu notę o następującej treści: Wojna niemiecko-polska ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego [...] Warszawa jako stolica już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie okazuje przejawów życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego Rząd przestały faktycznie istnieć. Dlatego też straciły ważność traktaty zawarte pomiędzy ZSRR a Polską. Pozostawiona własnemu losowi i pozbawiona kierownictwa Polska stała się łatwym polem wszelkiego rodzaju niebezpiecznych i niespodziewanych akcji, mogących się stać groźbą dla ZSRR. Dlatego też Rząd Radziecki, który zajmował dotychczas neutralność, nie może w obliczu tych faktów zajmować nadal neutralnego stanowiska. Władze Związku Radzieckiego argumentowały atak na Polskę, koniecznością obrony ludności Zachodniej Ukrainy i Białorusi przez Armię Czerwoną. Rzekomo to Polacy mieli stanowić dla niej zagrożenie. Wacław Grzybowski odmówił przyjęcia tej noty. Jednak taki gest miał w tej sytuacji jedynie wymiar symboliczny, bo fakty już zostały dokonane. Józef Stalin wcześniej skontaktował się z ambasadorem Niemiec w ZSRR, informując go o wkroczeniu Armii Czerwonej na terytorium Rzeczypospolitej. Decyzja taka została podjęta znacznie wcześniej, podczas osobistego spotkania z Hitlerem. Motywacje radzieckie były do zaakceptowania przez Hitlera. Najważniejszy jednak dla niego był udział ZSRR w wojnie i pomoc Stalina w rozgromieniu Polski.

O godzinie 4.20 oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza zauważyły pierwsze jednostki Armii Czerwonej przekraczające granicę polsko-radziecką w okolicach Podwołoczysk na Podolu. Kilka godzin później w moskiewskim radio została podana wiadomość o całkowitym rozpadzie państwa polskiego. Wzdłuż całej polsko-radzieckiej granicy rozpoczęło się natarcie Armii Czerwonej. Dla władz Związku Radzieckiego wystarczającym dowodem na nieistnienie państwa był brak aktywności ze strony władz polskich. To stało się wystarczającym argumentem do wtargnięcia w granice Polski. ZSRR bynajmniej nie liczył się z trudną sytuacją, w której znalazły się władze II Rzeczypospolitej. Sytuacja na froncie zmusiła ich do opuszczenia stolicy państwa. Wszystkie wyższe urzędy zostały umieszczone w Kołomyi. Stąd miały bardzo utrudniony kontakt z dowódcami na froncie.

Związek Radziecki przyłączając się do II wojny światowej po stronie III Rzeszy, złamał kilka międzynarodowych umów łączących go z Polską. Były to: traktat ryski z 1921 r., który między innymi wytyczył granicę pomiędzy II Rzeczypospolitą a Rosją, protokół Litwinowa z 1929 r., w którym obaj sygnatariusze wyrzekali się wojny jako środka rozwiązywania sporów, traktat o nieagresji z 1932 r., który dwa lata później został przedłużony do 1945r., a także londyńską konwencję o definicji agresora z 1933 r. Napaści Związku Radzieckiego na Polskę nie można usprawiedliwić żadnymi względami, ani politycznymi, ani gospodarczymi czy społecznymi.

Tego samego dnia gdy ZSRR przyłączył się do wojny, w moskiewskim radio wystąpił Wiaczesław Mołotow. Wyjaśniał przyczyny wtargnięcia ZSRR do Polski. W tym samym czasie w Kołomyi obradował polski rząd. Ówczesny premier Felicjan Sławoj- Składkowski stwierdził, iż w tej sytuacji kiedy Polska stanęła w obliczu walki z dwoma wrogami na dwóch frontach, wojska polskie są bezsilne. Wódz Naczelny postanowił wydać rozkaz, aby nie podejmować walk z Armią Czerwoną. W ten sposób próbował zmniejszyć ofiary wśród polskich żołnierzy. Po 17 września polskie władze nie potrafiły kierować działaniami na frontach, ale także nie potrafiły dopilnować zobowiązań swojego rumuńskiego sojusznika, wynikających z traktatu z 1921 r. Jeszcze tego samego dnia w Kutach odbyło się popołudniu kolejne posiedzenie rządu. Prezydent Ignacy Mościcki wygłosił na nim orędzie do narodu. Potępił w niej napad ZSRR na Polskę: Gdy armia nasza z bezprzykładnym męstwem zmaga się z przemocą wroga [...] nasz sąsiad wschodni najechał nasze ziemie, gwałcąc obowiązujące umowy i odwieczne zasady moralności. Stwierdził także, że w tej sytuacji władze II Rzeczpospolitej zostały zmuszone do przeniesienia się za granicę by tam przy pomocy zachodnich sojuszników kontynuować walkę w wrogiem. O godzinie 16.00 szef sztabu gen. Wacław Stachiewicz w imieniu marszałka Rydza-Śmigłego wydał dyrektywę, w której nakazał wycofanie sprzętu i wojska polskiego do Rumunii i na Węgry. Ponadto nakazał unikanie walki z armią radziecką, poza działaniami wynikającymi z obrony koniecznej. Ta decyzja uniemożliwiła dalszy opór polskim oddziałom, a wręcz odebrała chęć do walki. Większość z nich nie była w stanie dotrzeć do granicy rumuńskiej czy węgierskiej.

Wieczorem do władz polskich dotarła wiadomość o oddziałach radzieckich, które mimo że wcześniej zatrzymywane przez wojska Korpusu Ochrony Pogranicza pod dowództwem płk. Marcelego Kotarby, znajdują się 30 kilometrów od Kut. Nie czekając więc dłużej przystąpiono do przeprawy przez rumuńską granicę. Była noc z 17 na 18 września 1939 r. Polski rząd zaniedbał wcześniejszego uzgodnienia tego posunięcia z władzami rumuńskimi.

Polscy przedstawiciele w Londynie, w Waszyngtonie i w Paryżu złożyli oświadczenia w sprawie radzieckiej napaści na Polskę. Ambasador II Rzeczypospolitej w Londynie Edward Raczyński stwierdził: Akt agresji popełniony bezpośrednio przez rząd radziecki pogwałcił w widoczny sposób pakt o nieagresji polsko-radzieckiej. Najazd Armii Czerwonej na Polskę został określony przez londyński "Times" jako "pchnięcie nożem w plecy". Noty protestacyjne w Moskwie złożyły rządy Anglii i Francji. Nie uznały one argumentów Mołotowa, za wystarczające wytłumaczenie tego posunięcia. Mimo takich działań za strony władz brytyjskich czy francuskich w prasie chociażby brytyjskiej pojawiły się głosy, które w naiwny sposób próbowały tłumaczyć radziecką agresję. Wręcz można powiedzieć, że była ona odbierana jako krok w istocie wymierzony w Niemcy! W podobnym duchu (na nieszczęście dla Polski) wypowiedział się premier brytyjski David Lloyd George.

Władze polskie zajęte przejściem na teren Rumunii, zapomniały w tym chaosie stwierdzić wyraźnie stanu wojny, który zaistniał pomiędzy II Rzeczypospolitą a Związkiem Radzieckim. Także państwa sprzymierzone z Polską nie określiły wyraźnie swojego stanowiska wobec radzieckiej agresji, co jak się później miało okazać zaciąży na decyzjach podjętych w przyszłości w sprawie Europy Środkowo-Wschodniej.

Radziecka agresja na Polskę zadecydowała o klęsce naszej armii. Większość polskich oddziałów, walczących nadal z wojskami niemieckimi nie miała najmniejszych szans dotrzeć na przedmoście rumuńskie. Tym bardziej, że od wschodu zagrażała im Armia Czerwona. Już 18 września radzieckie wojska dotarły do Mołodeczna, Równa, Tarnopola i Kołomyi. Następnego dnia były już w Lidzie, Nowogródku, Stanisławowie i Łucku. Armia Czerwona parła na zachód. Jej bohaterstwo dodatkowo wysławiała radziecka prasa, pisząc o wysokim, świętym obowiązku, który spełnili broniąc jednoplemiennych braci Ukraińców i Białorusinów, którzy tak długo cierpieli udręki w ciężkiej niewoli polskich panów. Jednocześnie nie omieszkali radzieccy dziennikarze obrzucić obelgami państwo polskie i żałosny - jak go określili - polski rząd. Władze Związku Radzieckiego nie chciały zezwolić na wyjazd polskiego ambasadora w Moskwie Wacława Grzybowskiego oraz pracowników placówki, twierdząc że nie reprezentują już w tej chwili nikogo. Dopiero na skutek interwencji korpusu dyplomatycznego akredytowanego w Moskwie, na czele którego stał był ambasador Niemiec, po miesiącu wyraziły zgodę na wyjazd Polaków. Konsul Rzeczypospolitej Polskiej w Kijowie - Janusz Matusiński, został aresztowany przez NKWD. Nie odnaleziono go później nigdy. Podobnie jak i niemiecki agresor także i Związek Radziecki nie zamierzał przestrzegać międzynarodowych konwencji i zasad prawa międzynarodowego.

W sytuacji kiedy władze polskie i Naczelny Wódz znaleźli się na terenie Rumunii, do decydującego boju z Niemcami przystąpił środkowy front kierowany przez gen. Piskora. Dodatkowo jego oddziały były atakowane od strony Brześcia, zajętego przez Armię Czerwoną już 17 września, oraz z zachodu od strony Lublina. Wszelki próby marszu w kierunku południowym i wschodnim były powstrzymywane przez 22. korpus niemiecki, stacjonujący koło Tomaszowa Lubelskiego. W dniach 18-20 września wokół tego miasta trwały zacięte walki. Mimo wielkiego oddania i poświęcenia, Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa płk. Stefana Roweckiego oraz współdziałająca z nią 23. i 25. Dywizja Piechoty, nie przełamały niemieckiej obrony. Wielkie straty poniosła również 16. Dywizja Piechoty i Krakowska Brygada Kawalerii. Po kilku dniach walk, dowódca zdecydował się na kapitulację, podpisaną 20 września. Resztki polskich oddziałów wraz z dowódcami dostały się do niemieckiej niewoli. Odwrotu w kierunku Dniepru próbował także dowódca frontu północnego gen. Dąb-Biernacki. Chciał także wesprzeć polskie oddziały walczące pod Tomaszowem Lubelskim. W trakcie marszu jego oddziały zostały uwikłane w walki pod Zamościem i Krasnymstawem. W tej sytuacji nie mógł zdążyć z odsieczą. Wojska niemieckie, po tym jak rozbiły armię "Kraków" i "Lublin", przystąpiły do walk z wojskami frontu północnego. Po wygranych walkach pod Cześnikami i Zamościem, ponownie pod Tomaszowem 23 września, spotkały się polsko-niemieckie wojska. Zgrupowanie dowodzone przez gen. Dąb-Biernackiego zostało otoczone przez Niemców, od wschodu natomiast zagrażała mu Armia Czerwona. W walkach wzięły udział także: 1., 13., 19., 29., 30 i 33. Dywizje Piechoty oraz oddział kawalerii pod dowództwem gen. Władysława Andersa.

W kierunku Lwowa z odsieczą podążały wojska południowego frontu gen. Sosnkowskiego. Po drodze stoczyły zwycięskie bitwy pod Janowem i Wereszycą. Na przedpolach Lwowa, 20 września, 11., 24. i 38. Dywizje Piechoty został jednak pokonane, ponosząc podczas starcia z Niemcami duże straty. Tysiące rozproszonych żołnierzy oraz oficerów z Grupy Operacyjnej gen. Kazimierza Orlika-Łukoskiego, oraz 24. Dywizji Piechoty płk. Bolesława Szwarcenberga-Czernego i 38. Dywizji Piechoty płk. Alozjego Wir-Konasa zostało wyłapane przez Armię Czerwoną. Wojska radzieckie nieprzerwanie parły w kierunku wschodnim, bowiem ich celem było osiągniecie linii na Wiśle, wyznaczonej w tajnym traktacie dołączonym do paktu Ribbentrop-Mołotow. Wojska polskie, mimo że Wódz Naczelny wydał dyrektywę dotyczącą zakazu podejmowania walki z Rosjanami, zostały zmuszone do działań militarnych. 20 września Armia Czerwona dotarła pod Grodno, Kowel i Lwów. W Białymstoku, Wołkowysku i Grodnie sformułowano oddziały polskie. Miały one wycofywać się w kierunku granicy z Litwą. Jednak w obliczu nacierających wojsk radzieckich podjęły walkę w okolicach Puszczy Augustowskiej. Większości oficerów i żołnierzy udało się przedostać na teren Litwy. Nie wszystkim jednak. Armii Czerwonej schwytała jednego z dowódców zgrupowania gen. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego. Został on rozstrzelany pod Sopoćkinami.

W dniach 19-21 września trwała bitwa o Grodno. Opór stawiany przez Polaków zdołały dopiero złamać dwie radzieckie brygady. W okolicach Dubna Rosjanie wzięli do niewoli 6 tysięcy polskich żołnierzy i oficerów. Na Polesiu i Wołyniu bohaterskie, ale i dramatyczne walki toczył z oddziałami radzieckimi Korpus Ochrony Pogranicza pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rűckemanna.

Armia Czerwona na terenach przez siebie zajmowanych zachowywała się bardzo różnie. Z jednej strony starała się wywiązać z postanowień traktatowych, a więc udawała sojusznika, wychodzącego naprzeciw Niemcom z pomocą. Taka postawa nie przeszkadzała jej z drugiej strony zachowywać się jako właściciel zajętych terenów, dopuszczając się rabunków, mordów i gwałtów. Między innymi w okolicach Wilna przeprowadzono egzekucję polskich żołnierzy. Podobne rzeczy rozegrały się w Rohatynie, gdzie przez cały dzień trwała rzeź nie tylko żołnierzy ale również cywilów. Do maltretowania jeńców dochodziło w Grodnie, Wołkowysku, Oszmianie, Nowogródku, Sarnach, Kosowie Poleskim i Tarnowie. Polskiego żołnierza starano się na wszelki możliwe sposoby zniechęcić do walki. Między innymi przez rozrzucanie ulotek, które były podpisane przez dowódcę frontu ukraińskiego Siemona Timoszenkę. W nich znajdowały się takie słowa: Żołnierze! Bijcie oficerów i generałów. Nie podporządkowujcie się rozkazom waszych oficerów, pędźcie ich z waszej ziemi. Przechodźcie śmiało do nas, do waszych braci, do Armii Czerwonej. Podobna sytuacja miała miejsce na Wileńszczyźnie i w Białostockiem. Tutaj ulotki zostały podpisane prze dowódcę frontu białoruskiego Michaiła Kowalowa. W tych ulotkach próbowano zrzucić cała winę ze istniejącą sytuację na kapitalistów, burżuazję i władze II Rzeczypospolitej: Winowajcy tej rzezi krwawej są to obszarnicy-kapitaliści-mościckie, rydze-śmigłe, radziwiłłowie, sapiehy, sławoj-składkowskie - psy brutalne, które rzuciły naród polski do rzezi krwawej.

Kresy Wschodnie pod koniec września wypełniły rzesze polskich uchodźców, którzy uciekali nie tylko przez wojskami niemieckimi ale także przed nadciągającą ze wschodu Armią Czerwoną. Panował ogromny chaos i dezorganizacja. W tej sytuacji bardzo często dochodziło do utraty kontaktu pomiędzy członkami rodzin. Uciekinierzy zabierali ze sobą swój dobytek, tyle ile byli w stanie unieść. Te bezładne masy ludzi przemieszczające się najpierw w kierunku granicy wschodniej, a po 17 września w odwrotnym kierunku, stały się doskonałym celem samolotów nieprzyjaciela. Polscy żołnierze, poszukiwali swoich dowódców i resztek swoich oddziałów. Wśród uciekających i żołnierzy dominowało uczucie ogromnej krzywdy i rozpaczy. Wynikało ono z braku nadziei na obronę niepodległości państwa.

22 września do Białegostoku i Brześcia, opuszczonych przez wojska niemieckie, wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Lwów od zachodu został otoczony przez Niemców, od wschodu nacierali Rosjanie. W tej sytuacji polska obrona pozostawała bez szans na wygraną. Dowódca obrona Lwowa gen. Władysław Langner zdecydował się wiec 22 września podpisać kapitulację miasta wobec przedstawicieli wojska radzieckiego. Warunki kapitulacji przewidywały, że polscy oficerowie, wojsko oraz policja będą mogli bez broni przejść na teren Rumunii albo Węgier. Ta umowa została jednak przez Rosjan złamana. Wychodzących z miasta polskich żołnierzy i oficerów, złapano i wywieziono na wschód. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku resztek oddziałów frontu północnego. Rosjanie wyłapywali polskich żołnierzy, którzy wzięli udział w drugiej bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Były to m. in. grupy dowodzone przez gen. Władysława Andersa, walczące nad górnym Sanem, resztki 39. i 41. Dywizji Piechoty Wileńskiej Brygady Kawalerii oraz sztab armii "Prusy". Polscy żołnierze znajdujący się w mniejszych bądź większych grupach, byli otaczani przez oddziały Armii Czerwonej, rozbrajane i wywożone w głąb Związku Radzieckiego. Taki los spotkał obrońców brzeskiej twierdzy, kierowanych przez gen. Kazimierza Pilissowskiego, zgrupowanie Korpusu Ochrony Pogranicza rozbite 1 października pod Wólką Wytycką, a także 135. pułk KOP, którego żołnierze zostali rozstrzelani na miejscu przez Rosjan.

Pod koniec września upadały kolejno polskie ośrodki oporu. Zamilkły strzały na Kępie Oksywskiej, która była ostatnim bastionem Lądowej Obrony Wybrzeża. Dowodzący obroną płk Stanisław Dąbek odebrał sobie życie, widząc klęskę swoich wysiłków. Nieustannie była bombardowana przez Niemców Warszawa. Oblegało ja trzynaście hitlerowskich dywizji. Dowództwo III Rzeszy zapowiedziało, że za każdego Niemca, który straci życie podczas zdobywania Warszawy, zostanie zastrzelonych 20 Polaków. 26 września prezydent Stefan Starzyński podał przez radio, że w stolicy brakuje światła, wody i żywności, a ponadto straty wśród ludności są ogromne. W tej sytuacji nie możliwe jest dalsze prowadzenie walk. Następnego dnia dowódca obrony Warszawy gen. Juliusz Rómmel podjął decyzję o podpisaniu kapitulacji stolicy. W jego imieniu dokonał tego gen. Tadeusz Kutrzeba 28 września 1939 r. Miasto zostało zajęte przez Niemców. Następnego dnia dowódca twierdzy Modlin gen. Thommee zdecydował się na podobny krok. Obrońcom w trakcie walk wyczerpały się zapasy żywności, wody, lekarstw i amunicji. Ponadto w twierdzy znajdowało się 4 tys. rannych, a w takiej sytuacji prowadzenie dalszych działań stało się niemożliwe. Do końca września opór Niemcom stawiał Hel. Obroną jego kierował kmdr. Włodzimierz Steyer. Żołnierze odpierali bohatersko ataki z lądu, morza i powietrza. Na początku jednak października, kiedy prawie cała Polska uległa Niemcom, także i Hel zdecydował się na kapitulację (2 X).

Już 28 września pomiędzy ZSRR a III Rzeszą została ustalona linia graniczna przebiegająca na Bugu. Rozpoczął się powrót wojsk niemieckich, które w swoim marszu na wschód ta linię przekroczyły. Wróciły także oddziały Armii Czerwonej. To zamieszanie, które stało się wynikiem przemieszczeń wojsk radzieckich i niemieckich ułatwiło przemarsz na zachód części Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" gen. Franciszka Kleeberga. W czasie tej przeprawy 60. Dywizja Piechoty "Kobryń" pod dowództwem płk. Adama Eplera wygrała bitwę koło Parczewa z Armią Czerwoną (30 IX). Wspomniany polski oddział wraz z 50. Dywizją Piechoty "Brzoza" płk. Otokara Brzozy-Brzeziny, z Podlaską Brygada Kawalerii gen. Ludwika Kmicica-Skrzyńskiego oraz Dywizją Kawalerii "Zaza" gen. Zygmunta Podhorskiego, podążał w kierunku walczącej jeszcze wówczas Warszawy. Kiedy dotarła do nich informacja o upadku stolicy, znajdowali się w okolicach Kłocka. Tu natrafili na duże siły niemieckie. Polskie oddziały podjęły z nimi walkę. 2 października rozegrała się ostania bitwa kampanii wrześniowej - bitwa pod Kockiem. Początkowo sukcesy odnosili Polacy, ale później niemieckie siły zostały wsparte przez radzieckie lotnictwo i pancerne wojska. W tej sytuacji, dowódca w obliczu przeważających sil wroga i braku amunicji zdecydował się na kapitulację. Kampania wrześniowa zakończyła się.

Władze rumuńskie, wbrew deklaracjom dawanych polskim władzom, po ich przejściu na teren swojego państwa internowały Polaków. Żołnierzy, którym udało się dotrzeć do granicy i przejść na teren Rumunii, od razu rozbrajano i umieszczano pod strażą. Takie działania władz rumuńskich wynikły z nacisku ze strony III Rzeszy. Polskie władze także nie zdołały dopilnować, aby Rumuni wywiązali się ze swoich sojuszniczych zobowiązań. Kierownictwo III Rzeszy zażądało, by polskie władze zostały im wydane. Władze Rumunii próbowały zrobić wszystko, aby odciągnąć od siebie zagrożenie niemiecką agresją. Mimo to utrzymywali nieoficjalne kontakty z polskimi władzami, obiecując że w razie niemieckiej napaści mogą liczyć na pomoc. Jak się okazało podobnie jak zachodni sojusznicy także i Rumunia zawiodła Polskę. Internowanie polskich władz domagały się także władze francuskie. Ambasador Rzeczypospolitej w Bukareszcie - Roger Raczyński, próbował przekonać prezydenta Ignacego Mościckiego, by przekazał władzom rumuńskim wszystkie uprawnienia polskich władz, bowiem nasz kraj znalazł się w tak trudnej sytuacji, że nie będzie w stanie sobie poradzić. Prezydent w końcu owym naleganiom uległ. Zgodnie z zapisem w konstytucji kwietniowej z 1935 r. prezydent sprawujący swój urząd musiał wskazać swojego następcę. Początkowo Mościcki myślał o kandydaturze gen. Sosnkowskiego. Jednak generał przebywał jeszcze w Polsce i nie było wiadome czy zdoła się z niej wydostać. W tej sytuacji wskazał na ambasadora Polski w Rzymie, którym był Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Władze francuskie nie chciały się zgodzić na tę kandydaturę i zagroziły, że nie uznają Wieniawy-Długoszowskiego jako prezydenta. Ostatecznie Ignacy Mościcki 30 września zrzekł się pełnionego urzędu i przekazał swoje uprawnienia byłemu marszałkowi Sejmu.

W czasie kampanii wrześniowej po stronie polskiej poległo 70 tys. żołnierzy i oficerów. Ponad 133 tys. osób odniosło rany w trakcie działań wojennych. Do niemieckiej niewoli trafiło 300 tys. żołnierzy, do radzieckiej dostało się już we wrześniu 180 tys. osób, a jesienią schwytano następnych 50 tys. Przez przedmoście rumuńskie z kraju zdołało uciec 32 tys., na Węgry dostało się 35 tys. Także do krajów sąsiadujących z Polską, uciekli Polacy. Między innymi na Litwie znalazło się 15 tys., a na Łotwie 1, 3 tys. żołnierzy. Jeśli chodzi o straty po niemieckiej stronie, to są one oceniane i szacowane dość różnie. Wyniosły one prawdopodobnie 90 tys. zabitych oraz 60 tys. rannych. Związek Radziecki stracił około 8-10 tys. osób.

Porażka polskiej armii wynikła z ogromnej przewagi armii niemieckiej (dwukrotna przewaga liczebna wojska, trzykrotnie większa siła ognia, pięciokrotna w liczbie samolotów i dziesięciokrotna w wyposażeniu w broń pancerną). W tej sytuacji klęska Polaków była tylko kwestią czasu. W połowie września do wojny przyłączył się Związek Radziecki. Wówczas walczyło jeszcze 25 polskich jednostek. Teraz stanęły w obliczu nowego niebezpieczeństwa i konieczności walki z Armią Czerwoną. W trakcie działań militarnych bardzo niekorzystnie dla Polski ułożyła się linia frontu. Polacy zostali otoczeni z trzech stron przez siły niemieckie, a po 17 września przyszło zagrożenie ze wschodu od wojsk radzieckich. Niekorzystnie też dla przebiegu działań wojennych prowadzonych przez polskie wojska, odbiło się wstrzymanie mobilizacji, do którego doszło 28 sierpnia 1939 r. Wszystko to było spowodowane naciskami ze strony naszych zachodnich sojuszników.

Polski plan walki był również niedoskonały. Dodatkowo nałożyły się a to słaba łączność z kwaterą Wodza Naczelnego i bierność niektórych dowódców. Biorąc jednak pod uwagę te ogromne dysproporcje pomiędzy siłami III Rzeszy i II Rzeczpospolitej należy zaznaczyć, że miesięczny opór stawiany przez Polaków winien być oceniany bardzo wysoko.

Po zakończeniu działań militarnych ziemie polskie zostały podzielone między III Rzeszę i Związek Radziecki. Rozpoczęła się okupacja, trwająca sześć lat. Polski opór stawiony Niemcom nie poszedł jednak na marne. Uświadomił on głowom państw Europy Zachodniej, że Hitler nie ma bynajmniej pokojowych zamiarów i na podboju Polski nie poprzestanie. W tej sytuacji rozpoczęły się starania o utworzenie koalicji antyhitlerowskiej.

Faktem jednak jest, że sprzymierzeńcy Polski nie wypełnili wobec niej swoich zobowiązań. We wrześniu 1939 r. Wielka Brytania i Francja mogły bez problemu stawić czoło Hitlerowi i pomóc Polakom. Trzykrotnie większa przewaga w liczbie wojska, czterokrotna w samolotach, tak przedstawiało się porównanie sił państw zachodnich i III Rzeszy. Mimo tego Francja i Wielka Brytania postanowiły nie reagować. Nawet niemieccy wyżsi dowódcy twierdzili, że szybka ofensywa angielsko-francuska w 1939 r. od strony zachodniej doprowadziłaby do szybkiego zwycięstwa nad Hitlerem. Nie stało się jednak tak. Polacy zostali pozostawieni sami sobie. Musieli się zmagać z dwoma najbardziej bezwzględnymi, imperialistycznymi reżimami ówczesnej Europy.

  1. Wojna radziecko-fińska

Po zakończeniu działań militarnych w Polsce Związek Radziecki już w październiku zwrócił się do władz Finlandii z żądaniem odstąpienia terenów znajdujących się na Przesmyku Karelskim, tuż w pobliżu Leningradu oraz na Półwyspie Kolskim. Swoją decyzję władze radzieckie motywowały względami strategicznymi. Żądanie zostało wysunięte mimo podpisanego z Finlandią w 1932 r. układu o nieagresji. Taka propozycja naruszała niepodległość i suwerenność tego państwa, więc nie należy się dziwić że władze fińskie zgłosiły zdecydowany sprzeciw. Tym bardziej, że poparcia udzieliły im władze państw zachodnich.

Do wojny z ZSRR Finlandia była dość dobrze przygotowana. W listopadzie władze radzieckie wypowiedziały pakt o nieagresji. Rozpoczął się kolejny etap II wojny światowej. Agresja ZSRR na Finlandię wywołała oburzenie wśród państw członkowskich Ligi Narodów. W tej sytuacji zdecydowały one o wykluczeniu Związku Radzieckiego z członkostwa w tej organizacji 14 grudnia 1939 r. Pierwsza faza walk dla ZSRR nie przebiegła dość pomyślnie, bowiem oprócz zdobycia portu Petsamo, nie odniosła żadnych znaczących sukcesów. Zmiany przyniósł dopiero luty roku następnego. Wówczas radzieckie wojska zdołały zając główną pozycję na linii Mannerheima na Przesmyku Karelskim. Tuż po rozpoczęciu działań wojennych Wielka Brytania i Francja rozpoczęły przygotowania do udzielenia pomocy Finlandii. Do tego jednak nie doszło, bowiem 12 marca 1940 r. Związek Radziecki i Finlandia podpisały traktat pokojowy i działania militarne zostały zawieszone. Zgodnie z postanowieniami Finlandia na rzecz ZSRR straciła 10% swojego terytorium. Były to obszary cenne szczególnie pod względem gospodarczym. Znajdowało się tu także drugie co do wielkości miasto Finlandii - Wyborg. 450 tys. osób repatriowano do Finlandii. Część natomiast Karelii, zagarnięta przez Związek Radziecki, weszła w skład Karelofińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, która została proklamowana 31 marca 1940 r. Mimo zakończenia wojny ZSRR nie zrezygnował ze starań uczynienia Finlandii swojej strefy wpływów.

  1. Niemiecka agresja na Danię i Norwegię

Jeszcze w czasie trwania walk radziecko-fińskich Anglicy rozpoczęli przygotowania do przeprowadzenia akcji lądowania w północnej Norwegii. Celem miał być port w Narwiku. Stąd do III Rzeszy wysyłano rudę ze Szwecji. Podobne plany co do tego portu snuli także i Niemcy. Ci ostatni mogli liczyć na poparcie miejscowych faszystów, którzy byli kierowani przez Vidkuna Quislinga. Już w kwietniu obie zainteresowane strony były w pełni przygotowane do przeprowadzenia inwazji. Na początku kwietnia 1940 r. do władz norweskich i szwedzkich trafiły noty od Wielkiej Brytanii i Francji. Państwa te stwierdziły w nich, że neutralność tych państw wobec III Rzeszy sprzyja niemieckim interesom, dlatego też państwa sprzymierzone czują się w obowiązku przeszkodzić Niemcom w dalszym korzystaniu z bogactw naturalnych Skandynawii. Kilka dni później, 8 kwietnia, Brytyjczycy przystąpili do opanowania norweskich wód. Dzień później także i III Rzesza rozpoczęła działania wojenne, zajmując najpierw Danię i atakując Norwegię.

Norwegia nie była zbyt dobrze przygotowana do działań militarnych. Wojska królewskie mogły stawić tylko krótkotrwały opór. Najdłużej trwały walki o Oslo. 10 kwietnia na wodach przybrzeżnych pojawiły się okręty alianckie. Armia norweska została więc wsparta przez siły brytyjskie i francuskie. Mimo to plan obrony suwerenności Norwegii nie powiódł się. Tylko na północy kraju połączonym siłom aliancko-norweskim udało się zwycięsko zakończyć walki. O ewakuacji korpusu ekspedycyjnego z Norwegii przesadziła niekorzystna sytuacja na froncie zachodnim. 8 czerwca 1940 r. ostatnie oddziały alianckie opuściły Norwegię. Rozpoczęła się okupacja Norwegii. Władzę objęli Niemcy. Poparcia udzielili im faszyści Quislinga. Z kraju musieli uchodzić król i norweski rząd. Znaleźli oni schronienie w Wielkiej Brytanii. Tu próbowali budować dalszy opór wobec III Rzeszy i Hitlera.

W walkach o Narwik wzięła udział Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich pod dowództwem gen. Adolfa Szyszko-Bohusza. Ponadto na wodach norweskich walczyły polski niszczyciel "Grom" i transportowiec "Chrobry". Bitwa o Narwik, stała się pierwszą po kampanii wrześniowej bitwą, w której udział wzięły polskie oddziały.

  1. Bitwa o Wielką Brytanię

W lipcu 1940 r. już tylko Wielka Brytania stawiała opór Hitlerowi. Podbite zostały Dania, Norwegia, Belgia i Francja. W połowie lipca Adolf Hitler wystąpił z propozycją pokoju do władz brytyjskich. Angielski rząd odrzucił ją. Postawił też wstępny warunek jakichkolwiek rozmów, mianowicie zażądał przywrócenia granic w Europie sprzed 1937 r. W tej sytuacji Hitler nie czekał dłużej. Rozpoczęła się bitwa o Anglię.

W pierwszej kolejność do walki zostały rzucone siły lotnicze III Rzeszy i łodzie podwodne. Plan inwazji niemieckiej na Wyspy Brytyjskie został określony kryptonimem "Lew Morski". Ta operacja miała zostać poprzedzona całkowitym zniszczeniem alianckiego lotnictwa. Działania militarne rozpoczęły się 8 sierpnia 1940 r. Hitler do rozprawy z Wielką Brytanią postanowił wykorzystać 1, 6 tys. niemieckich samolotów. Celem nalotów stały się głównie lotniska brytyjskie na południu kraju. Alianci po raz pierwszy w tej wojnie użyli do obrony radarów, które pozwoliły na wcześniejsze rozpoznanie kierunku lotu samolotów nieprzyjaciela. W walkach wzięły udział także i polskie jednostki m. in. dwa najsławniejsze Dywizjony 302 i 303. Łącznie 42 polskie dywizjony myśliwskie broniły Wysp Brytyjskich przed Niemcami. 30 sierpnia został zestrzelony pierwszy samolot niemiecki przez polskiego porucznika z Dywizjonu 303 - Ludwika Paszkiewicza. Już dnia następnego Dywizjon zanotował na swoim koncie 4 zestrzelenia pewne i 2 prawdopodobne. Z tej okazji dowódca 11 Grupy Lotniczej, która była odpowiedzialna za obronę Londynu, złożył w wysłanej depeszy gratulacje: Dowódca Grupy przesyła Dywizjonowi 303 gratulacje z okazji wspaniałej walki tego popołudnia, gdy strącili cztery samoloty nieprzyjaciela, nie ponosząc strat w ludziach i sprzęcie, co dowodzi dobrego zgrania zespołu i celnego ognia.

Od września Luftwaffe przystąpiło do zmasowanych ataków lotniczych na Londyn oraz inne brytyjskie miasta. Niemcy rozpoczynając tą akcję liczyły, że pod wpływem powszechnego terroru i strachu, który będą siać samoloty nieprzyjaciela bombardujące miasta, ludność cywilna wywrze nacisk na władzach brytyjskich i zmusi ich do podpisania kapitulacji. Okres najcięższych ataków miał miejsce około połowy września. Wówczas 500 niemieckich samolotów zaatakowało sam Londyn. Jak się jednak z czasem okazało taki zmasowany atak nie przyniósł większych rezultatów i III Rzesza musiała od nich odstąpić. Pod koniec września Hitler zrezygnował z dalszych planów inwazji na Wyspy Brytyjskie. Mimo, że nocne naloty Luftwaffe na brytyjskie miasta zostały utrzymane, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Bitwa o Wielką Brytanię była pierwszą przegraną przez III Rzeszę batalią tej wojny.

W walkach szczególnie zasłużyli się polscy lotnicy. W trakcie działań zestrzelili 203 niemieckie samoloty, przy swoich stratach wynoszących 33 poległych lotników.

  1. Walki na terenie Afryki

Największą operacją wojskową II wojny światowej toczącą się na terenie Afryki była obrona Tobruku. Anglicy stawiali zacięty opór wojskom niemiecko-włoskim. Dla państw centralnych twierdza była dość istotna, bowiem tędy biegła trasa zaopatrzenia wojsk. Obrona Tobruku przedłużała się. Z pomocą przybyła australijska 9 Dywizja Piechoty, a potem i inne jednostki, m. in. polska Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich pod dowództwem gen. Stanisława Kopańskiego. Walczyła ona w najtrudniejszych odcinkach frontu. To właśnie przeprowadzona przez tę jednostkę akcja 10 grudnia doprowadziła do odblokowania twierdzy. Polscy wzięli także udział w dalszych walkach w Afryce - o Bardiję i El-Ghazala. W maju 1942 r. po kolejnym ataku specjalnej niemieckiej jednostki, przygotowanej do działań w pustynnym terenie - Afrika Korps, dowodzonej przez gen. Rommla, Tobruk został zdobyty. Dopiero w okolicach Aleksandrii udało się wojskom państw alianckich zatrzymać Niemców. Do decydującej bitwy na froncie afrykańskim doszło 23 października pod El-Alamein. Walki trwały aż dwa miesiące i zakończyły się pełnym sukcesem wojsk alianckich dowodzonych przez Brytyjczyka gen. Bernarda L. Montgomery'ego. W styczniu 1943 . wojska brytyjskie dotarły do Trypolisu na terenie Libii.

Walki toczyły się także na obszarach dawnych francuskich kolonii w Afryce północnej. Po upadku Francji III Rzesza przejęła nad nimi kontrolę. Kolaborujący z Niemcami rząd państwa Vichy sprawował nadzór nad Marokiem, Algierią, Tunisem i ważną twierdzą w Dakarze. Wielka Brytania podjęła próbę pozyskania francuskiej floty państwa Vichy do walki przeciwko niemieckiemu agresorowi. Próba ta jednak nie powiodła się. Wówczas francuskie okręty zostały przez Anglików zatopione. Pomocy w walkach na terenie Algierii i Maroka udzieliły wojska amerykańskie. 8 listopada 1942 r. rozpoczęła się ofensywa połączonych siła angielsko-amerykańskich. Walki trwały miesiąc. W tym czasie wojska niemieckie i włoskie znalazły się w kleszczach oblężenia o strony wschodniej i zachodniej. Ich obrona oparła się o umocnienia francuskie w Mareth. 12 maja 1943 r. siły niemiecko-włoskie zdecydowały się podpisać kapitulację.

Także i w tych działaniach brały udział polskie oddziały. Walką na tym froncie wsławił się Polski Zespół Bojowy majora Stanisława Skalskiego, składający się z 15 pilotów. Polscy piloci zdołali strącić 28 i uszkodzić 9 samolotów niemieckich w okresie od 17 do 25 marca 1943 r. 

  1. Wojna we Włoszech

Wojska brytyjsko-amerykańskie 10 lipca 1943 r. wylądowały na terenie Sycylii. Zbliżał się koniec faszystowskiego państwa włoskiego. Dwa tygodnie później Benito Mussolini został obalony przez marszałka Badoglio i dwór królewski. 8 września 1943 r. ogłoszono zawieszenie broni przez Włochy. To co działo się we Włoszech nie podobało się Hitlerowi. Tracił jednego ze swoich sojuszników w tej wojnie. W tej sytuacji III Rzesza zareagowała natychmiast. Ogłoszona została okupacja Włoch, a armię tego państwa internowano. Przebywający w więzieniu Benito Mussolini został uwolniony przez oddział niemieckich spadochroniarzy. Król Włoch Wiktor Emanuel II oraz rząd otrzymali schronienie w opanowanym przez wojska alianckie Brindisi. Wojska koalicyjne zostały poparte przez włoską flotę, natomiast z żołnierzy walczących w jednostkach lądowych utworzono Włoski Korpus Wyzwolenia (CIL). Oddział ten walczył m. in. razem z 2 Korpusem Polskim pod Ankoną. Z terenów zajętych przez wojska niemieckie utworzono włoską faszystowską republikę - tzw. Republika Salo. Na początku października 1943 r. został wyzwolony Neapol.

Niemiecka okupacja części Włoch zadecydowała o wydaniu przez państwa kolacji antyfaszystowskiej następującej deklaracji: Rządy Związku Radzieckiego, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych uznają stanowisko królewskiego rządu włoskiego, sformułowane przez marszałka Badoglio i przyjmują aktywną współpracę narodu włoskiego oraz jego sił zbrojnych jako strony współwojującej w wojnie z Niemcami. Wydarzenia wojenne po dniu 8 września i okrutne obchodzenie się Niemców z ludnością włoską, które osiągnęło punkt kulminacyjny w wypowiedzeniu przez Włochy wojny Niemcom, sprawiły, iż Włochy stały się faktycznie stroną współwojującą i na tej podstawie rząd radziecki, brytyjski i amerykański będą w dalszym ciągu współpracowały z rządem włoskim. Trzy rządy uznają zobowiązanie rządu włoskiego do podporządkowania się woli narodu włoskiego po przepędzeniu Niemców z terytorium Włoch i nic - rzecz jasna - nie może ograniczyć absolutnego i niezbywalnego prawa narodu włoskiego do powzięcia za pomocą środków konstytucyjnych decyzji co do demokratycznej formy rządu, który on w końcu otrzyma.

Niemcy próbowały jednak bronić za wszelką cenę swojego stanu posiadania na terenie Włoch. Zbudowali system umocnień, zwany linią Gustawa, w paśmie górskim pomiędzy Formią i Ortoną. Jedną możliwą drogą było przejście w rejonie miasteczka Monte Cassino. 12 stycznia 1944 r. rozpoczęła się w tym miejscu wielka bitwa. Próby zdobycia niemieckich umocnień były podejmowane kolejno przez wojska francuskie, brytyjskie i amerykańskie. Straty, które alianci ponosili w czasie tych walk były bardzo wysokie. W kolejny planowanym ataku główna rola przypadła 8 Armii brytyjskiej. W jej składzie znajdował się 2 Korpus Polski dowodzony przez gen. Władysława Andersa, który został jeszcze sformułowany na Bliskim Wschodzie. 11 maja rozpoczął się decydujący atak bitwy o Monte Cassino. Pierwsze natarcie prowadzone przez Polaków zostało odparte. Kilka dni później, przystąpiono do kolejnego uderzenia (17 - 18 V). I to właśnie ono przyniosło upragniony cel. Obrona niemiecka została przełamana, a klasztor na Monte Cassiono został zdobyty. W trakcie walk poległo 923 polskich żołnierzy. Zwycięstwo okupiono krwawymi stratami. Jednak umożliwiło ono aliantom wkroczenie do Rzymu. Polskie oddziały wzięły jeszcze udział w bitwie o Ankonę oraz uczestniczyły w tzw. pościgu adriatyckim. Front włoski w październiku 1944 r. zatrzymał się w dolinie rzeki Pad. Dopiero w kwietniu roku następnego przeprowadzono kolejną ofensywę. Jednostki 2 Korpusu Polskiego w trakcie działań militarnych weszły do Bolonii. W podziękowaniu dla walczących na froncie włoskim Polaków 2 Korpusu Polskiego, doceniając ich oddanie i bohaterskość, dowódca 8 Armii brytyjskiej gen. Richard McCreery napisał: Odegraliście decydującą rolę w tym wielkim zwycięstwie. W czasie Waszego pochodu naprzód, po historycznej drodze emiliańskiej od Faenzy do Bolonii, stawiały Wam czoło najlepsze oddziały niemieckie. Zadaliście bardzo ciężkie straty w ludziach i sprzęcie trzem najlepszym dywizjom nieprzyjacielskim: 26 pancernej oraz 1 i 4 spadochronowym. Walka była zacięta i uparta. Wyborowe wojska spadochronowe stawiały twardy opór aż do otrzymania ostatecznego ciosu.

Wojska niemieckie walczące we Włoszech skapitulowały 2 maja 1945 r. 

  1. Najazd III Rzeszy na Związek Radziecki.

Reakcje państw zachodnich i polskiego rządu na emigracji

22 czerwca 1941 r. rozpoczął się kolejny etap II wojny światowej. Dotychczasowy sojusznik ZSRR Adolf Hitler zdecydował się na złamanie sojuszniczych zobowiązań i otworzenie frontu wschodniego w Europie. Wojska niemieckie z samego rana przekroczyły linię demarkacyjną na Bugu i Sanie. Do walki ze Związkiem Radzieckim Hitler zdecydował się użyć 190 dywizji, 3 940 samolotów i 3 410 czołgów. Tak przygotowany przystąpił do realizacji swojego planu podboju ZSRR. Swoje działania tłumaczyła III Rzesza koniecznością podjęcia akcji obronnej (takie wytłumaczenie niemieckiej agresji usłyszał od Joachima Ribbentropa, ambasador ZSRR w Berlinie Władimir Diekanozow). Informację o rozpoczęciu działań zbrojnych przedstawił w Moskwie ambasador III Rzeszy von Schulenberg Wiaczesławowi Mołotowowi. Ten był tak zaskoczony tą wiadomością, że zdołał tylko powiedzieć: Z pewnością na to nie zasłużyliśmy. Trzeba przyznać, że w tych słowach było sporo racji, bowiem przez trzy lata wojny ZSRR wywiązywało się ze zobowiązań wobec III Rzeszy. Trudno się więc dziwić, słowom Mołotowa. Związek Radziecki nie spodziewał się napaści Hitlera.

Plan ataku na radzieckiego sojusznika był w Berlinie przygotowywany już od jesieni 1940 r. W listopadzie tegoż roku z wizytą w Berlinie przebywał Mołotow. W połowie grudnia Adolf Hitler zarządził rozpoczęcie przygotowań do planu ataku na ZSRR pod kryptonimem "Fall Barbarossa". Zakładał on pokonanie radzieckiego sojusznika tuż po pomyślnym zakończeniu bitwy o Wielką Brytanię. Ostateczna wersja została zaakceptowana w lutym 1941 r. Jego realizacja odciągnęła się jednak w czasie. O dwa tygodnie przedłużyły się walki na terenie Jugosławii, dlatego też Hitler musiał poczekać aż do czerwca na wykonanie swojego planu na wschodzie. Strona radziecka tymczasem nie przewidując zamiarów swojego sojusznika, usilnie zabiegała o niemieckie względy. Starała się unikać jakichkolwiek zadrażnień w kontaktach z III Rzeszą. Niemcy przygotowywały się do ataku, a tymczasem szef NKWD wydał zakaz strzelania do niemieckich samolotów, które już przekraczały linię demarkacyjną. Wywiad radziecki donosił o tych niemieckich przygotowaniach do wojny, ale jego raporty spotykały się tylko z milczeniem ze strony Kremla. Mimo tych informacji Józef Stalin wolał hamowań wszelkie wojenne przygotowania. Posunął się nawet do tego, że oskarżył brytyjski rząd o sprowokowanie konfliktu radziecko-niemieckiego!

Na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 r. najechały trzy niemieckie armie. Jedna uderzyła znad Sanu. Dowodził nią marszałek Gerard von Runstedt. Z rejonu Polesie zaatakowała armia marszałka Fedora von Bocka, a z północy drogą przez terytorium państw nadbałtyckich uderzyła armia marszałka Wilhelma von Leeba. Niemieckie wojska zajmowały w szybkim tempie radzieckie tereny. Armia Czerwona nie była w stanie ich zatrzymać, cofała się w bezładzie, a cześć jednostek uległo rozsypce. Już 24 czerwca wojska niemieckie zajęły Mińsk. Do niewoli dostało się podczas tej operacji 200 tys. żołnierzy radzieckich. Armia hitlerowska, która zaatakowała od północy już w połowie lipca zajęła państwa nadbałtyckie. 16 lipca został zajęty Smoleńsk. W tej sytuacji droga na Moskwę stanęła otworem. W kilka dni później stolica ZSRR była już zagrożona. Niemcy znaleźli się 320 km od Moskwy. Tymczasem na południu wojska niemieckie znalazły się pod Kijowem. Słaby opór w tym rejonie stawiał im dowodzona przez Siemona Budionnego radziecka armia. Została ona rozbita, a siły nieprzyjaciela dotarły aż nad Morze Czarne, odcinając w ten sposób stacjonujące nad rumuńską granicą zgrupowanie Armii Czerwonej. W trakcie walk o Kijów do niewoli niemieckiej trafiło 600 tys. Rosjan. W radzieckich miejscowościach Niemcy byli bardzo często witani jako wybawcy spod stalinowskiego jarzma. Jednak ludność miała się wkrótce przekonać, że i ten okupant był zdolny do najgorszych zbrodni.

Władze radzieckie traciły coraz bardziej grunt pod nogami. Kierownictwo państwa całkowicie sparaliżowane agresją niemiecką i złą sytuacją na froncie, nie potrafiło podjąć żadnej konstruktywnej decyzji. Józef Stalin była tak zdruzgotany agresją Hitlera, że przez dwa tygodnie nie występował publicznie, obawiając się zamachu na swoje życie. Dopiero 3 lipca 1941 r. wygłosił przemówienie do narodu. Przedstawił wielkie niebezpieczeństwo, które groziło Związkowi Radzieckiemu ze strony III Rzeszy. Próbując zmobilizować Rosjan przypominał rosyjskie tradycje "ojczyźnianych wojen", zwrócił się z prośbą o działanie do rosyjskiej Dumy, na koniec rzucając wyzwanie: Siły nasze są niezmierzone [...] Naprzód, w imię zwycięstwa!

Wojska niemieckie nieprzerwanie parły naprzód. Przeciw ZSRR stanęły także do walki armie innych państwa m. in. Finlandii, Węgier i Rumunii.

Po agresji III Rzeszy na Związek Radziecki premier Wielkiej Brytanii - Winston Churchill wystąpił z przemówieniem radiowym. Stwierdził w nim, że reżim stalinowski nie jest w niczym gorszy od hitlerowskiego. Przypomniał także swój krytyczny stosunek do komunizmu. Zaznaczył, że nie zmienił w tej kwestii swoich poglądów, ale jednocześnie zauważył, że bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii jest podczas tej wojny ściśle związane z ZSRR i z tym co dzieje się obecnie na froncie wschodnim. W swoim przemówieniu zapowiedział, że Anglia będzie walczyć z hitlerowskimi Niemcami, aż do pełnego nad nimi zwycięstwa. Ta walka będzie równoznaczna z pomocą Związkowi Radzieckiemu.

Takie brytyjskie spojrzenie na wydarzenia w Europie Wschodniej, w samej Moskwie zostało ledwie zauważone. Wszystko to wynikało z paraliżu jaki ogarnął radzieckie siły rządzące, a przede wszystkim samego Stalina. Bardzo szybko jednak radziecka propaganda zmieniła swoje nastawienie do Wielkiej Brytanii, przechodząc od krytyki do gloryfikacji swojego nowego sojusznika. Anglicy wykazywali wielką gorliwość w swoich działaniach, polegających na udzieleniu pomocy ZSRR. Natomiast sam Związek Radziecki początkowo dość nieufnie podchodził do tej zmiany sojuszy. Rozmowy radziecko-brytyjskie ruszyły dopiero gdy Stalin otrząsnął się z załamania po ataku III Rzeszy. 12 lipca 1941 r. został podpisany dwustronny układ. Zgodnie z jego treścią przewidywano współpracę pomiędzy tymi dwoma państwami, udzielanie sobie wzajemnej pomocy oraz nie zawieranie pokoju z Niemcami hitlerowskimi bez wcześniejszego uzgodnienia. Na początku sierpnia przedłużono także radziecko-amerykańską umowę handlową. Stany Zjednoczone zobowiązały się do udzielenia pomocy ekonomicznej ZSRR. Państwa alianckie robiły więc wszystko co mogły, aby utrzymać radzieckiego "kolosa".

Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej miał przełomowe znaczenie dla Polaków. Oto bowiem stały się wielkie potęgi, które przyczyniły się do zniszczenia II Rzeczypospolitej. W tej sytuacji odżyły nadzieje na zmiany w okupowanej Polsce oraz na odzyskanie niepodległości. Wśród Polaków politycznie zaangażowanych istniały dwie wersje możliwych działań. Jedna z nich zakładała, że w trakcie prowadzonych walk obie strony, a więc III Rzesza i Związek Radziecki, wzajemnie się wyniszczą. To umożliwiłoby odrodzenie się wolnej i niepodległej Polski. Inna opcja polityczna, a mianowicie komuniści, ogromne nadzieje pokładała w ZSRR. Niewielka jeszcze wówczas grupa polskich komunistów liczyła na zwycięstwo w Związku Radzieckiego, który przyczyniły się do odbudowy Polski.

W trudnej sytuacji został postawiony polski rząd na emigracji wobec stanowiska jakie zajęła Wielka Brytania w tym niemiecko-radzieckim konflikcie. Wielka Brytania zamierzała zawrzeć sojusz z ZSRR, który teraz stał się z wroga sojusznikiem, także i dla polskich władz. Problemem stało się w jaki sposób ułożyć polsko-radzieckie stosunki w takiej sytuacji.

23 czerwca 1941 r. premier rządu polskiego na obczyźnie gen. Władysław Sikorski wystąpił z radiowym przemówieniem: A więc stało się to, czego oczekiwaliśmy, lecz czego nie spodziewaliśmy się w tak szybkim czasie - prysnął związek hitlerowsko-bolszewicki, będący u początku tej straszliwej katastrofy, której ofiarą padła Polska. [...] Począwszy od traktatu brzeskiego z 1918 r. Rosja współdziałała stale z Niemcami przeciw Polsce, która notabene w ostatnim dziesięcioleciu nie poszła na wielokrotne propozycje Niemiec zorganizowania wspólnej Krucjaty przeciw Rosji bolszewickiej. Dzisiaj dopiero wali się z łoskotem w gruzy polityka zapoczątkowana w Rapallo. Premier Sikorski w trakcie swojego przemówienia wysunął przypuszczenie, że władze radzieckie unieważnią wszystkie układy, które wiążą je z Niemcami, a stosunki z Polską ułożą na zasadach zaproponowanych przez pokój ryski. Jednocześnie upomniał się o wyjaśnienie losów tysięcy polskich jeńców wojennych oraz zesłańców polskich w obozach pracy w ZSRR. Sikorski wierzył, że atak III Rzeszy na Związek Radziecki jest początkiem końca hitlerowskich Niemiec, bowiem jak miał się wyrazić: Rosja pochłonie siły niemieckie.

Działania militarne toczyły się ponownie na polskich ziemiach. Rosjanie uciekający przed Niemcami starali się zniszczyć wszelkie ślady swojej bestialskiej działalności. Przeprowadzona została ewakuacja więzień radzieckich, w których znajdowało się tysiące Polaków. W trakcie tych działań ginęli oni nie tylko od niemieckich bomb, ale także z głodu i masowo rozstrzelani przez NKWD. Byli pieszo pędzeni setki kilometrów bez jedzenia i wody. Makabryczne sceny rozgrywały się na trasie Wilejka-Bosów. Część więźniów z Wilejki została wymordowana przez NKWD, natomiast resztę osób pędzono przez cztery dni w ogóle ich nie karmiąc. Do masowych rozstrzeliwań więźniów dochodziło w Kijowie, Smoleńsku, Charkowie, Berdyczowie, Równem, Prowieniszkach czy w Berezweczu. Polscy więźniowie byli bestialsko mordowani. Liczba zabitych sięgnęła paru tysięcy. W mińskim więzieniu zwanym "amerykanką" zamordowano 20 tys. osób, po czym pozostałą przy życiu resztę zmuszono do marszu w głąb Związku Radzieckiego. Po drodze większość osób zmarła z wycieńczenia, a słabych dobijało NKWD. Droga z Mińska została nazwana "drogą śmierci". Ogółem szacuje się, że w trakcie ewakuacji radzieckich więzień śmierć poniosło 80 tys. Polaków.

22 czerwca 1941 r. grupa Polaków kierowanych przez ppłk. Zygmunta Berlina, wystąpiła do władz radzieckich z prośbą o możliwość współdziałania z Armią Czerwoną. Stwierdzili oni, że jedyną drogą wyzwolenia polskiego narodu jest współpraca z ZSRR. W lipcu 1941 r. uruchomiono w Moskwie polską rozgłośnię radiową im. Tadeusza Kościuszki. W audycjach wzywano Polaków do walki z Niemcami. Nie mówiono jednak nic o odbudowie polskiego państwa.

Pierwszy kontakt pomiędzy polskimi władzami na obczyźnie a władzami radzieckimi został nawiązany na początku lipca 1941 r. Jego wstępnym etapem stało się spotkanie ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii - Anthony'ego Eden'a z ambasadorem ZSRR w Londynie - Iwanem Majskim. Podczas tego spotkania przedstawiciel Związku Radzieckiego stwierdził, iż radziecki rząd chce odbudowy państwa polskiego, ale zaznaczył, że wschodnia granica winna zostać oparta o kryterium etniczne. Propozycje, które składał ZSRR Polsce w imieniu ambasadora Majskiego były próbą rozmowy z Polakami z pozycji siły. Sytuacja natomiast na froncie wschodnim nie przedstawiała się wówczas dla Rosjan korzystnie, bowiem Armia Czerwona cofała się w bezładzie przez wojskami niemieckimi.

5 lipca doszło do pierwszego spotkania Majskiego z premierem Sikorskim. Ten ostatni zażądał, aby Związek Radziecki unieważnił wszystkie traktaty z Niemcami z 1939 r., otwarł polską ambasadę w Moskwie oraz utworzył organizację, której celem stałaby się opieka na polską ludnością w ZSRR. Premier polskiego rządu na emigracji domagał się również wyjaśnienie losu polskich jeńców oraz wszystkich Polaków pozbawionych wolności w ZSRR. Z nich bowiem jak planowano miała zostać utworzona armia polska, podległa londyńskim władzom. Ustępstwem ze strony Sikorskiego, na co nalegały prawdopodobnie władze brytyjskie, było nie poruszanie w trakcie tej rozmowy sprawy polskiej granicy wschodniej.

Ostatecznie układ pomiędzy władzami polskimi na emigracji z Związkiem Radzieckim (zwany układem Sikorski - Majski) został podpisany w Londynie 30 lipca 1941 r. Na jego mocy przywrócono stosunki dyplomatyczne między obu państwami. Traktat zakładał budowę armii polskiej na terenie ZSRR pod polskim dowództwem. Jednocześnie uznawał on, że traktaty niemiecko-radzieckie z 1939 r. straciły swoją moc. W dodatkowym protokole władze radzieckie udzieliły amnestii polskim obywatelom, których pozbawiono wolności na obszarze Związku Radzieckiego.