Lata 1831-1846 obfitują w wiele nieudanych spisków i prób stworzenia podwalin organizacyjnych pod przyszłe powstanie narodowe, które miało objąć wszystkie trzy zabory. Już w 1833 roku na Polskę ruszyła wyprawa organizacji Zemsta Ludu, pod dowództwem pułk. Józefa Zaliwskiego i Artura Zawiszy. Zostali szybko rozbici , Zaliwskiego powieszono, a Zawiszę aresztowali Austriacy i uwolnili go dopiero w czasie Wiosny Ludów. Skutki tego szaleństwa były opłakane. Zaborcy zacieśnili jeszcze współpracę, a przede wszystkim wzrosły jeszcze represje. Zasadniczy wpływ na dalsze losy konspiracji miało Towarzystwo Demokratyczne Polskie, jednak na początku główny ciężar koncepcyjnego oraz organizacyjnego wysiłku przejęła na siebie Młoda Polska. Pierwsze kroki skierowano do Krakowa, gdzie były najlepsze warunki do konspirowania, z racji statusu wolnego miasta. W 1835 r z inicjatywy Szynoma Konarskiego założono Stowarzyszenie Ludu Polskiego, na którego czele stanął Seweryn Goszczyński. Wkrótce udało się założyć filie w poszczególnych zaborach. Najsilniejszy punkt powstał w Galicji (Franciszek Smolka i Julian Goslar). W Galicji powstała także Konfederacja Powszechna Narodu Polskiego. Wkrócte większość spiskowców została aresztowana i tak zakończyły swój żywot filie SLP w Galicji i Królestwie Polskim oraz spiski Szymona Konarskiego w ziemiach zabranych. W 1839 roku w Poznańskim powstał tajny komitet zwany Centralizacja Poznańską (na którego czele stał Karol Libelt wybitny filozof i myśliciel). W Poznańskim osiedlili się także spiskowcy którzy zdążyli uciec z Galicji. Jednak najgłośniejszym przedsięwzięciem początku lat 40 okazał się być spisek księdza Ściegiennego, proboszcza z Wilkołaz. Sam pochodził ze stanu chłopskiego, więc rozumiał, że chłopi posłuchają tylko najwyższej władzy kościelnej – papieża. W związku z tym kolportował wśród nich „List ojca św Grzegorza papieża”. W 1844 policja aresztowała księdza Ściegiennego dysponując wyczerpującym materiałem w postaci donosów polskiej inteligencji i szlachty.

W tym samym czasie znacznie ożywiła swoją działalność Centralizacja Poznańska przygotowująca trójzaborowe powstanie. Punktem wyjścia miało być opublikowanie Manifestu, w którym chciano ogłosić zniesienie pańszczyzny i nadanie chłopom ziemi. W sporze jaki pojawił się w łonie Centralizacji brały udział dwa stronnictwa: zwolenników powstania (Wiktor Heltman) oraz przeciwnikami (Tomasz Malinowski). Ostatecznie zwyciężyła koncepcja Heltmana, jednak już w 1845 roku typowany na dyktatora Ludwik Mierosławski został aresztowany, a większość spiskowców bojąc się denuncjacji wyjechała. Nieliczne grupki próbowały podjąć działania w oznaczonym dniu powstania (21 II 1846 roku, jednak zostały szybko rozbite lub w góle nie podjęły walki). Niepowodzeniem zakończyła się także próba wzniecenia powstania w Galicji. Próba stworzenia oddziałów powstańczych w tarnowski zakończyła się wznieceniem najokrutniejszego ruchu antyszlacheckiego od czasów powstania Chmielnickiego. Gdy 19 lutego oddział mjr Leona Czechowskiego próbował opanować Tarnów na drodze stanęły mu nie tylko wojska austriackie, ale także miejscowi chłopi uzbrojeni w kosy, sepy i widły. Po rozbiciu tego oddziału zaczęła się wielka rzeź okolicznych dworów. Chłopi włamywali się do nich wyrzucali wszystko co świadczyło o ich poddaństwie (głównie księgi), przy okazji rabowali co się da od zastawy stołowej po zboże i trzodę, a wszystko pod pretekstem szukania we dworach powstańców. Jednak największym okrucieństwem wykazali się chłopi wobec mieszkańców dworów i ich służby. Szlachta była bita i mordowana w sposób okrutny (od młócenia ludzi cepami, po przecinanie ich piłami). Łącznie zginęło około 1000 osób w tym 200 samych właścicieli. Początkowo Austriacy popierali chłopów widząc w nich narzędzie do stłumienia powstania. Wypłacane były gratyfikacje za schwytanych lub zabitych powstańców. W końcu Wiedeń zaczął się obawiać eskalacji i wybuchu wojny chłopskiej. Chłopi nie byli zorganizowani, ani nie mieli przywódcy, poza jedna osobą Jakubem Szelą, włościaninem z okolic Pilzna. Planował utworzyć sądy wiejskie, organizował warty wiejskie. Jednak chłopi nie chcieli wrócić do swoich wiosek by pracować w nich „na pańskim” sam Szela, jako jednostka potencjalnie niebezpieczna został odznaczony, a potem przesiedlony na Bukowinę. Można zadać sobie pytanie skąd tak nagłe i gwałtowne wystąpienie chłopów przeciwko Polakom (bo chłopi nie występowali przeciw szlachcie ale przeciw Polakom). To sama szlachta „zgotowała sobie” rabację. Od wielu lat na wsi narastał opór przeciwko pańszczyźnie, opór w obronie godności osobistej i prawa do szacunku. Jednka szlachta zdawała się tego nie zauważać. Z drugiej strony nie można pominąć agitacji jaką prowadzili co bardziej radykalni emisariusze konspiracyjni, usiłują zderzyć ze sobą chłopów i panów, a przede wszystkim największa rolę odegrała austriacka administracja, która bojąc się patriotycznych nastrojów szlachty, chciała wykorzystać chłopów do spacyfikowania nastrojów. Zwyciężyła zasada nieprzyjaciel mojego nieprzyjaciela jest moim nieprzyjacielem. Chłopi zostali przekonani, że to właśnie szlachta „z plemienia Polaków” podniosła rękę na Cesarza i władzę, by zapobiec zmianom mającym na celu skrócenie pańszczyzny. W ogólny obrazie niewiele zmienia tak zwane powstanie chochołowskie pod kierownictwem księdza Jana Kmietowicza i Jana Andrusikiewicza. W Krakowie powstał tymczasem 22 stycznia, po wycofaniu się Austriaków z miasta w kamienicy w Krzysztoforach ogłoszono powstanie Rządu Narodowego. W jego skład weszli Jan Tyssowski, Ludwik Gorzkowski, Aleksander Grzegorzewski. Jeszcze tego wieczoru stworzono Manifest do Narodu Polskiego. 24 lutego dyktatorem ogłosił się Tyssowski. Jego sekretarzem został „czerwony kasztelanic” Edward Dembowski. Manifest zapowiadający zniesieni pańszczyzny oraz wolność osobistą przyjęli w zasadzie tylko chłopi z krakowskiego (lepiej uświadomieni od innych mieszkańców Galicji).

Tymczasem pod Kraków zaczęły się zbliżać oddziały austriackie wspierane przez tłumy chłopów. Swoją droga chłopi zdążyli rozbić już część oddziałów powstańczych 24 lutego w bitwie pod Gdowem. Co ciekawe zginęło w niej około 200 Polaków, zaś straty austriackie wynosiły tylko 1 konia, karabin oraz jednego rannego żołnierza, który co ciekawe spadł właśnie z tego zabitego konia. Wojska pułkownika Benedeka (przyszłego dowódcę wojsk austriackich pod Sadową) „wyręczyli” miejscowi chłopi, bijąc „Panów Polaków”. 27 lutego gdy wojska austriackie były już pod Krakowem, Dembowski myślał, że idą sami chłopi, więc aby uspokoić nastroje udał się do nich z procesją. Niespodziewanie wojsko austriackie otworzyło ogień. W tym dniu zginęło 28 osób w tym Dembowski. Tyssowski zebrał resztę ludzi i wycofał się do Prus, zaś Austriacy wkroczyli do Krakowa, który włączyli do Galicji. Tak zakończyło się najbardziej bezsensowne i najgorzej przygotowane z polskich powstań narodowych.