Przejdź na stronę główną Interia.pl
Fiodor Dostojewski

Streszczenie szczegółowe

Od autora

Utwór rozpoczyna się od wstępu, w którym Dostojewski tłumaczy, jak należy rozumieć pojęcie opowiadanie fantastyczne, którym opisał utwór. Wskazuje, iż nie odnosi się ono do świata przedstawionego, ale do warstwy narracyjnej. „Fantastyczną” jest próba zapisania swoistego monologu bohatera-narratora, który po samobójczej śmierci żony próbuje wytłumaczyć sobie, jak do niej doszło, poukładać na nowo historię ich znajomości, wreszcie - przyznać się przed samym sobą do popełnionych błędów i - być może po raz pierwszy - pokazać swe prawdziwe emocje.

Opowieść narratora, rozciągnięta na wiele godzin stanowi zapis procesu psychologicznego doświadczanego przez bohatera. Jego prawdopodobieństwo oddają wszelkie wtrącenia i dygresje, zwroty do siebie samego i innych postaci - faktycznie nieobecnych, jakby spowiedź z życia wymagała świadków bądź sędziów.

Rozdział pierwszy

I. Kim byłem ja, a kim ona

Opowieść bohatera rozpoczynają i w ostatnim rozdziale kończą podobne słowa, tworząc klamrę wypowiedzi: narrator zastanawia się, co się z nim stanie, kiedy zostanie całkowicie sam, a z jego pokoju zniknie ciało młodej żony. Na wstępie opowieści dowiadujemy się o samobójczej śmierci młodej kobiety. Jej mąż, nie mogąc sobie znaleźć miejsca, chodzi z kąta w kąt i próbuje skoncentrować swe myśli. Bezradny wobec tego, co go spotyka, postanawia po prostu wszystko opowiedzieć, zachowując porządek wywodu. Zaznacza też, że jego opowieść będzie podporządkowana jego własnemu rozumieniu sytuacji. Jest to istotne - u jej końca rozum zastępuje odczuwanie, a więc, według Dostojewskiego, wyższa forma poznania rzeczywistości.

Wspomina, że poznał swą żonę, kiedy ta przychodziła do niego - lichwiarza, zastawiać różne rzeczy, aby mieć pieniądze na umieszczanie anonsów o pracę w „Głosie”. Na początku bohater nie zwracał na nią uwagi, z czasem jednak zaczął dostrzegać jej drobną, szczupłą postać, przejawiającą pewną niezręczność i skrępowanie. W milczeniu brała należne jej pieniądze i natychmiast wychodziła, nie umiejąc targować się o wyższe kwoty. Rzeczy, które przynosiła były „kopiejkowej wartości”, ale dla niej wydawały się bezcenne. Narrator po pewnym czasie dowiedział się, że były to pamiątki po jej zmarłych rodzicach. Lichwiarz tylko raz postąpił wbrew swej zasadzie - trzymania na dystans swych klientów - pozwalając sobie na docinek, gdy młoda panna przyniosła starą, zajęczą salopkę. Zaskoczyła go jej reakcja: „ogromne, niebieskie, melancholijne” oczy stały się rozżarzone, zabrała bez słowa salopkę i wyszła. W tym momencie dostrzegł w niej coś niezwykłego i zauważył jej młody wiek. Sprawiała wrażenie, jakby miała czternaście lat, a w rzeczywistości niedługo kończyła szesnaście.

Nazajutrz przyszła z bursztynową cygarniczką, bo inni lichwiarze przyjmowali jedynie złoto, a wcześniej narrator wziął już od niej w zastaw tanią kameę. Uzmysłowiwszy to sobie, sam zdziwił się, że dla kogoś zrobił wyjątek w interesach i po raz drugi zaczął myśleć o młodziutkiej pannie w sposób szczególny. Jednocześnie odezwał się do niej w surowy sposób, akcentując, że wyjątek czyni tylko dla niej. Wzięła pieniądze, chociaż lichwiarz bardzo uraził jej dumę. Miał pełną tego świadomość, a nędzy przypisał fakt, że panna nie zrezygnowała z przyjęcia dwóch rubli, zamiast się obrazić i ostentacyjnie wyjść. Sam zadał sobie pytanie, czy upokorzenie drugiego człowieka warte jest dwóch rubli? Cynicznie odpowiedział sobie na to pytanie twierdząco. Jak przyznał, chciał wystawić ją na próbę, bo z jej osobą zaczął wiązać pewne plany. Po raz trzeci myślał o niej w sposób szczególny. Z niecierpliwością zaczął oczekiwać na jej przyjście, a jednocześnie od postronnych osób zaczął zbierać wiadomości na jej temat. Kiedy przyszła, z elegancją rozpoczął rozmowę, gdyż uważał się za człowieka wychowanego i doskonale znającego się na towarzyskich formach. Myśląc o niej, określał jako „dobrą i łagodną”, mając nadzieję, że dowie się o niej nieco więcej w rozmowie. Narrator dowiedział się, że młoda panna zamieszcza w „Głosie” wiele ogłoszeń w poszukiwaniu pracy. W pierwszych anonsach widoczna była duma, „ton wyniosły”, ale z biegiem czasu ich stylistyka zmieniła się, dowodząc rozpaczy młodej kobiety, chcącej za wszelką cenę zmienić swe życiowe położenie. Narrator postanowił poddać ją kolejnej próbie: kiedy przyszła, pokazał jej ogłoszenie z „Głosu”, sformułowane tak, iż na pewno znajdzie odzew i młoda osoba - autorka anonsu znajdzie pracę. Spłoniona panna bez słowa wyszła od lichwiarza, któremu bardzo spodobała się jej reakcja. Po dwóch dniach znów przyszła, przynosząc ze sobą ikonę Matki Bożej. Lichwiarz nie chcąc zabierać świętego obrazu, zaproponował, że przyjmie w zastaw jedynie ryzę, czyli koszulkę ikony. Po zastanowieniu się zaś, umieścił ją w całości pod palącą się lampkę. Choć chciał ofiarować dziesięć rubli, panna poprosiła jedynie o pięć, zapowiadając, że na pewno wykupi ikonę.

II. Oferta małżeńska

Narrator zdradza „najskrytsze sekrety” młodej panny. Osierocona przed trzema laty przez rodziców, musiała zamieszkać u swoich ciotek. Z czasem upatrzył ją sobie bogaty sklepikarz, powtórny wdowiec, szukający opieki dla swoich dzieci. Jego propozycja małżeństwa spotkała się z dużym aplauzem ciotek i przerażeniem samej zainteresowanej. Wybłagała małą zwłokę, chcąc się zastanowić i wtedy właśnie tak często odwiedzała lombard narratora, aby za pozyskane tam pieniądze umieszczać anonsy w prasie.

Za pośrednictwem Łukierii poprosił młodą panienkę, aby zeszła do niego, gdyż czeka przed bramą, mając bardzo ważną sprawę. Pozostawiwszy w salonie kupca, który przyszedł po ostateczną odpowiedź, panna przed bramą kamienicy usłyszała oświadczyny lichwiarza. Narrator zdenerwowany zbyt długim milczeniem panienki, wymógł na niej pozytywną odpowiedź.

III. Jestem najszlachetniejszym człowiekiem, ale sam w to nie wierzę

Narrator, wspominając przeszłość, przywołuje poczucie przewagi nad narzeczoną, rozkoszuje się poczuciem dominacji. Przyjemność sprawiała mu także myśl, że on - czterdziestoletni mężczyzna, ożeni się z szesnastoletnią panną. Bohater zauważa, że młoda żona od samego początku lgnęła do niego z ufną miłością, a on odpłacał jej - jak to nazwał - „własnym pomysłem na małżeństwo”, tzn. zagadkowym milczeniem. Surowością pokrywał życzliwość wobec wybranki, a nawet własne szczęście, do przeżywania którego się przyznał. Od swej żony oczekiwał całkowitego posłuszeństwa. Ona zaś początkowo oponowała, nie godząc się na takie postawienie sprawy, ale z biegiem czasu jej opór osłabł, reagowała tylko niedowierzającym uśmiechem.

IV. Wyłącznie plany i tylko plany

Na początku małżeństwa młoda żona została wprowadzona w prowadzenie lombardu: do jej obowiązków należało przyjmowanie i wydawanie pieniędzy.

Sam narrator zdecydował, mimo wyraźnie określonych wcześniej warunków, że raz w miesiącu będzie wraz z żoną chodził do teatru. Każda wizyta w teatrze i powrót z niego odbywały się w całkowitej ciszy. Z perspektywy czasu nie potrafi w żaden sposób wytłumaczyć tego milczenia, zastanawia się nawet, kto o nim postanowił. Powracając myślą do tamtych dni, przypomina sobie pytające spojrzenia żony i jej próby przełamania narastającej obcości. Odrzucenie spontaniczności żony przyniosło szybko jej odpowiedź: wyraźnie manifestowała bunt i niezależność. Tego zupełnie nie mógł zrozumieć bohater, zastanawiając się, jak może sprzeciwiać mu się osoba wyrwana z tak wielkiego upodlenia. Narrator zastanawia się nad tym, jak wyjaśnić, iż najwspaniałomyślniejszy z ludzi został lichwiarzem. Próbuje zrzucić odpowiedzialność na społeczność, która nie poznawszy się na nim wcześniej, skrzywdziła go okrutnie. W słowach tych nawiązuje do wspomnianej później historii swego pobytu w wojsku.

V. Łagodna się buntuje

Kłótnie w małżeństwie narratora pojawiły się wtedy, kiedy „Łagodna” - jak nazwał swą żonę - zaczęła nie zgadzać się z jego wizją interesów. Przykładem jest historia starej kapitanowej, która przyniosła do lombardu medalion, pamiątkę po nieżyjącym mężu. Prosiła, aby go nie sprzedawać, więc lichwiarz przechował medalion. Po kilku dniach kapitanowa chciała go podmienić na małowartościową bransoletkę, na co bohater się nie zgodził. Pod nieobecność męża, „Łagodna” dokonała zamiany, narażając się tym samym na pretensje: dowiedziała się, że pieniądze należą do jej męża, a on ma prawo nimi zarządzać wedle własnej woli. Młoda kobieta słysząc te impertynencje wpadła w złość, zaczęła tupać, co zdumiało do reszty bohatera. Stanowczym tonem oznajmił, że ona już nigdy nie będzie zajmować się interesami. Usłyszawszy to żona wyszła z mieszkania, łamiąc tym samym układ zawarty jeszcze w czasach narzeczeństwa: nie mogła bez męża gdziekolwiek się udawać. Tego dnia wróciła do domu dopiero wieczorem, ale samodzielne eskapady powtórzyły się. Zaniepokojony tą sytuacją mąż udał się do ciotek swej żony i dowiedział się, że w „bunt” zamieszany jest jego dawny kolega z wojska - Jefimowicz. Narrator skojarzył, że miesiąc temu przyszedł do lombardu, zagadywał do żony, ale - ze względu na zaszłości - został wyproszony przez lichwiarza. Okazało się, że dawna znajoma ciotek, pułkownikowa Julia Samsonowna ma zaaranżować spotkanie żony bohatera z Jefimowiczem. Za cenę trzystu rubli narrator miał być niewidocznym świadkiem tego spotkania. Wcześniej żona dowiedziawszy się od obcych ludzi szczegółów z dawnego życia bohatera chciała poznać jego wersję wydarzeń. Bolesna dla młodej kobiety była nie tyle prawda o przeszłości małżonka, ale fakt, że przed ślubem nie powiedział o tym ani słowa.

Narrator wspomina, że następnego dnia do mieszkania pułkownikowej poszedł z rewolwerem. Słuchał rozmowy Jefimowicza z „Łagodną”, stojąc za drzwiami pokoju. Tak jak przypuszczał, dawny kolega z wojska bez pardonu zaczął zalecać się do jego żony, a ta dzielnie stawiła czoła jego bezczelności. Bohater przekonał się o niewinności swej małżonki i o sile nienawiści, która kazała jej udać się na schadzkę z innym. Otworzywszy drzwi, poprosił żonę, aby wyszli razem, ale Jefimowicz, choć zaskoczony, pozwolił sobie na drwinę z bohatera, kpiąc z jego niezdolności do honorowego pojedynku.

Narrator przypominając tamten feralny wieczór, przywołuje smutek swej żony, jej bladość i poczucie winy, które powodowały, że - wedle bohatera - na poważnie myślała o rewolwerze jako narzędziu zbrodni: chyba całkiem serio była przekonana, że ją zastrzelę.

Nabity rewolwer, który dotąd miał gwarantować bezpieczeństwo lombardu, stał się symbolem dramatycznej gry pomiędzy małżeństwem.

VI. Okropne wspomnienie

Tytułowe wspomnienie wiąże się ze wspomnianym wcześniej rewolwerem. Narrator obudziwszy się rankiem spostrzegł, że jego żona trzyma w ręku broń i zaczyna zbliżać się do jego posłania. Udając, że śpi, poczuł na skroni dotyk lufy rewolweru. Przez moment otworzył oczy i wtedy jego spojrzenie spotkało się ze wzrokiem żony. Temu właśnie przypisuje fakt, że nie został wtedy zastrzelony. Paradoksalnie ta straszna próba, jakiej poddali się oboje, przekonała bohatera, że odtąd żona na pewno podda się bez buntu jego woli, że jest to forma zwycięstwa nad jej aspiracjami. W milczeniu zjedli śniadanie, a po nim bohater udał się na targ, by kupić parawan i żelazne łóżko. Postawił je w pokoju, a żona bez słów zrozumiała, że jest to jej nowe posłanie. Już w nocy dostała wysokiej gorączki, a następnie przechorowała sześć tygodni.

Rozdział drugi

I. Sen hardego człowieka

W ciągu sześciu tygodni dniem i nocą żoną zajmował się mąż, Łukieria oraz wynajęta pielęgniarka. Bohater chcąc, aby „Łagodna” powróciła do zdrowia, nie liczył się z żadnymi kosztami. Potem wprost przyznał się do przeżywanych przy łóżku chorej cierpień, obawy płynącej z niepewności, czy żona pozna kiedyś prawdę o nim.

Kiedy mogła już wstawać, w ciszy siadała przy osobnym stoliku. Nieczęste rozmowy dotyczyły jedynie spraw błahych, codziennych. W ten sposób upłynęła im zima.

Narrator przywołuje historię swego wydalenia z wojska i utraty dobrego imienia. Nie był lubiany w środowisku wojskowych, ale to, co go spotkało było efektem jedynie zbiegu okoliczności. Otóż będąc w teatrze, w czasie przerwy udał się do bufetu. Tam był świadkiem głośnej rozmowy huzarów, w czasie której jeden z podchmielonych wojaków zarzucił, że obecny w teatrze kapitan pułku Biezumcew, jest pijany i awanturuje się. Bohater, choć znał kapitana i wiedział, że jest to brednia, nie odezwał się ani słowem, uznając incydent za mało ważny. Niestety odmiennego zdania byli oficerowie jego rodzimego pułku. Dowiedziawszy się, że bohater nie stanął w obronie czci Biezumcewa, a w ich mniemaniu całego oddziału, uznali narratora za człowieka niehonorowego. Sprawę ostatecznie przesądziła jego odmowa wyzwania na pojedynek jednego z huzarów. Bohater, jak zwykle zachowując wyniosłość i hardość, poprosił o dymisję z armii, a przez całe swe życie miał przekonanie o niesprawiedliwości losu.

Dramatyzm sytuacji pogłębiła utrata niewielkiego majątku. Przetrwonił go w Moskwie szwagier, co spowodowało, że narrator znalazł się w trudnej sytuacji. Ambicje nie pozwoliły mu zająć się pracą w instytucjach cywilnych (np. na kolei), więc przez trzy lata żył w prawdziwej biedzie. Przywołuje nawet Dom Wiaziemskiego, czyli przytułek dla nędzarzy w Petersburgu. W nieoczekiwany sposób ten fatalny los odwrócił się - zmarła w Moskwie matka chrzestna pozostawiła mu w spadku trzy tysiące rubli. Majątek ten bohater wykorzystał do założenia własnego lombardu i rozpoczęcia nowego życia. Dawne przeżycia nie pozwalały mu jednak się uspokoić, ciągle wracał myślami do utraconego - w oczach społeczeństwa - dobrego imienia. Wtedy właśnie się ożenił, żona stała się dla niego jedyną bliską osobą, a paradoksalnie - „próba rewolweru” - przywróciła mu wiarę we własną odwagę i godność. Narrator żałuje, że nie zdołał w porę dotrzeć do żony, pozwolić jej się zrozumieć, wreszcie - ukształtować ją. Jednakże cały czas łudzi się, że żona uważa go nie za nikczemnika, a jedynie człowieka ekscentrycznego, co dałoby nadzieję na przyszłość: „można jeszcze poczekać.”

Na obserwacjach żony i oczekiwaniu, że to ona zrobi pierwszy krok minęła bohaterowi zima. Z perspektywy czasu wspomina, jaką przyjemność sprawiało mu przypatrywanie się codziennym zajęciom „Łagodnej”: cerowaniu, czytaniu książek. Wspólnym spacerom odbywanym przed zapadnięciem zmroku towarzyszyły rozmowy przełamujące wcześniejsze milczenie.

Wewnętrzna przemiana bohatera łączyła się ze zmianą jego relacji z innymi ludźmi: spełnił kilka dobrych uczynków, na jakie pozwalało mu zajęcie w lombardzie - umarzał długi, wypłacając pieniądze nie odliczał wykupnego, a ubogiej kobiecie po prostu dał pieniądze, za co ta wylewnie przyszła mu podziękować.

Narrator wspomina, że dopiero w połowie kwietnia, kiedy nadchodziła wiosna, dane mu było odzyskać dawno utraconą zdolność poznania.

II. Łuska nagle spadła mi z oczu

Bohater cofa się w swoich wspomnieniach do marca, kiedy zauważył mizerność i bladość swojej żony, a zaniepokoił go jej kaszel. Wezwany lekarz stwierdził, że objawy te są pozostałością po chorobie i warto byłoby pomyśleć o wyjeździe nad morze, albo pod miasto „na daczę”. Miesiąc później uwagę narratora zwrócił żałośnie brzmiący, cichutki śpiew żony.

Nigdy wcześniej w jego obecności tego nie robiła, a więc teraz - wyrzuciła mnie ze swej pamięci. To straszne odkrycie sprawiło, że bohater po raz pierwszy dostrzegł swój błąd.

Postanowił szybko go naprawić, a pierwszą reakcją żony na spontaniczną prośbę o rozmowę było surowo karcące zdziwienie. Wprawdzie nie padło żadne jej pytanie, ale bohater czuł, że bezgłośnie pyta o jego potrzebę uczucia, co zdruzgotało go zupełnie. Nie nawyknąwszy do spontanicznego okazywania uczuć z zaskoczeniem i zażenowaniem przyjmowała czułość męża i jego czołobitne gesty: całowanie stóp i ich śladów na podłodze. Wyznania miłości, prośby i zapewnienia zamiast radości - wywołały płacz. Bohater obiecał rychłą sprzedaż lombardu i wyjazd do kurortu Boulogne, który miałby poprawić stan zdrowia żony. Ta, nie rozumiejąc zachowania męża, z przestrachem przysłuchiwała się tym projektom, a wreszcie tuż przed zaśnięciem wypowiedziała słowa, których ciężar bohater odczuł bardzo boleśnie: Myślałam, że wreszcie dasz mi spokój. Ciągle jednak miał nadzieję, że uda się naprawić relacje między nimi.

III. Aż nazbyt dobrze wszystko rozumiem

Karuzela uczuć trwała kilka dni. Stojąc przy zwłokach zmarłej, bohater wspomina, że było to pięć dni temu, w zeszły wtorek.

Wydawało mu się wtedy, że zdołał przełamać panującą między nimi obcość. Uczynił więc spowiedź z wcześniejszego życia, odkrywając przed żoną najskrytsze tajemnice swego serca. Przyznał się, że w zimie myślał tylko o łączącej ich miłości, próbował wyjaśnić motywy pracy w lombardzie, przyczyny porażki, jaką poniósł w wojsku. Przyznał, że zadręczał siebie i ją własnymi niepowodzeniami, nawet decyzja o małżeństwie była powodem dalszych cierpień. Wedle wcześniejszych zapowiedzi bohater sprzedał lombard, a otrzymane pieniądze postanowił rozdać, zostawiając sobie i małżonce otrzymane od matki chrzestnej trzy tysiące rubli. Najważniejszy stał się wyjazd do Boulogne. Tymczasem „Łagodna”, co jej mąż spostrzegł od razu, wydawała się nie obecna. Co prawda uśmiechała się, akceptując projekty męża, ale odczuwał, że jego obecność jej ciąży.

Przebieg dalszych wydarzeń bohater poznał z relacji służącej Łukierii. Kiedy weszła do pokoju wszystko wskazywało, że pani modliła się, bo ikona Matki Boskiej ustawiona była na stole. Służąca podzieliła się z „Łagodną” swą radością z pogodzenia się małżonków i usłyszawszy zapewnienie pani, iż ta czuje się szczęśliwa, wyszła z pokoju. Po chwili uwagę Łukierii zwrócił dźwięk otwieranego okna, więc chcąc przestrzec przed przeziębieniem, weszła do pokoju, ale nie mogła już wtedy powstrzymać stojącej na parapecie samobójczyni, ściskającej w dłoniach ikonę.

Bohater, zbliżając się do kamienicy, zobaczył zbiegowisko i zrozumiał jego przyczynę, dostrzegając leżącą na ziemi żonę z ikoną na piersiach.

IV. Spóźniłem się tylko pięć minut

Największą zagadką dla bohatera pozostaje przyczyna śmierci jego żony. Narrator za najtragiczniejsze uznaje, że nie wierzyła w możliwość ich wspólnego szczęścia. Nie mogąc kochać w sposób absolutny, wolała nie oszukiwać swego męża, a wyrazem jej prawości i uczciwości stało się samobójstwo.

Bohatera nurtuje pytanie o to, czy zmarła ukochana darzyła go szacunkiem. Wobec nieodwracalnego dramatu śmierci zgodziłby się akceptować pogardę, byleby tylko móc oglądać swą ukochaną na nowo. Tragedię bohater przypisuje przypadkowi, przekonując samego siebie, iż gdyby wrócił do domu pięć minut wcześniej, nie doszłoby do samobójstwa żony. Nazywa je „bezwiednym odruchem”, próbując udowadniać, że nie było ono wcześniej planowane, a historia ich małżeństwa miała skończyć się zupełnie inaczej. Nawet modlitwa poprzedzająca samobójczy gest, interpretowana jest przez narratora jako coś zupełnie naturalnego i niezwiązanego wcale ze śmiercią. Narrator za wszelką cenę odsuwa od siebie natrętnie powracającą myśl, że sam zadręczył młodą żonę. Dochodzi jednak do tej strasznej prawdy. Dramatycznie brzmią słowa narratora skierowane do niewidzialnego trybunału: podważa w nich sens obyczajów, moralności, prawideł regulujących życie społeczne, państwa i wiary. Wszystko to w obliczu śmierci osoby ukochanej wydaje się być miałkie i pozbawione jakiegokolwiek sensu.

Potrzebujesz pomocy?

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A. Sabak, D. Stopka, A. Szóstak, D. Pietrzyk, A. Popławska
redaktorzy: Agnieszka Nawrot, Anna Grzesik
korektorzy: Ludmiła Piątkowska, Paweł Habat

Zgodnie z regulaminem serwisu www.bryk.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności.

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2020 Wszystkie prawa zastrzeżone.