Doprawdy arcytrudnym zadaniem jest pokrótce zaprezentować tak barwną postać Jeana Paula Sartre'a. Wszak mógłbym w kilku słowach przypisać jego sylwetce takie terminy jak pisarz, filozof, dramaturg, krytyk literacki, "intelektualista zaangażowany"- ale z całą pewnością nie odda to nawet w najmniejszym stopniu wszechstronności jego osoby. Sartre do końca swych dni cierpiał na "nerwicę litercką", którą sam u siebie zdiagnozował, co było jednoznaczne z tym, że pisał wiele i pozostawił nam ogrom swego artystycznego dorobku. Już sama bibliografia autora zawiera się w jednym, opasłym tomie. Nie stawiam sobie jednak za cel analizowanie całej twórczości francuskiego myśliciela. W niniejszym opracowaniu skupię się głównie na dorobku wczesnego Sartre'a, czyli filozofa przesiadującego w Café de Flore, w Deux Magots, bądź też w innych kawiarniach usytuowanych w rejonie placu Saint Germain des Pres.

Zdaniem filozofów egzystencjalnych, a zwłaszcza Sartre'a-byt człowieczy nie posiada określonego odgórnie sensu i celu. Odrzuca się zatem istnienie Boga; istota ludzka jest wolna, autonomiczna, kształtuje własną rzeczywistość bez pomocy czynników z zewnątrz. Postawa tego typu nie jest pozbawiona pewnych niedociągnięć, mocno okraja bowiem istnienie wyłącznie do egzystencji na ziemi. Nie przyjmą jej więc ludzie, którzy nie godzą się na niebyt po zejściu śmiertelnym-a takich jest przecież zdecydowana większość. Nadzieję daje im tylko religia, która gwarantuje życie po śmierci. Człowiek wyznający jakąś religię nie szuka motywów swego stanowiska, a akceptacja losu z pokorą -zgodnie z prądem egzystencjalnym Sartre'a zdaje się mu być czymś jasnym i uzasadnionym. Antytezą owego przyzwolenia na los jest pewnego rodzaju odwrót od barier życia ziemskiego. Może ona przyjąć kształt nie pozbawiony świadomości rezygnacji z rozpamiętywania rozterek przeznaczenia na rzecz odczuwania szczęścia, używania życia. Filozofia egzystencjalna wiedzie jednak ku uzmysłowieniu sobie nonsensu i okropności świata. Wolność jawi się jako zmaza-jakiekolwiek wsparcie dla człowieka po prostu nie istnieje. Nieuniknioność ciągłego podejmowania bezsensownych decyzji rodzi wrażenie chaosu, zagubienia, bezsensu i defetyzmu. Obawa przed śmiercią, nieobecność najwyższego dobra nakłaniają do usamodzielnienia.

Jean Paul Sartre w swym dziele " Wolność kartezjańska" próbuje zinterpretować wykładnię Rene Descartesa. Sądzi, że jego francuski poprzednik sformułował już na dwieście pięćdziesiąt lat przed narodzinami egzystencjalizmu kilka zasadniczych tez. Przede wszystkim to, że człowiek to nicość i wolność-rozumiane jako możność negacji danych świata zewnętrznego( wolność-siłą negatywną); jak również to, iż istota ludzka jest kompletnie odpowiedzialna za dysponowanie swym zakresem wolności. Sartre prowadzi polemikę z Kartezjuszem, podpierając się własnymi argumentami.

Wolność objawiać może się w sposób przeróżny. Istnieje ogromna różnica między wolnością w sferze działalności politycznej, a wolnością w akcie pojmowania i zgłębiania. Descartes poznaje wolność "która własnymi siłami odkrywa rozumne stosunki, między już istniejącymi esencjami".

Zanim będzie mowa o zrozumieniu, musi pojawić się moja osobista chęć zrozumienia, koncentracji, wytężenia rozumu. "Najmniejszy nawet wysiłek myśli angażuje całą myśl, myśl autonomiczną, która każdym swym aktem ustanawia swą całkowitą i absolutną niezależność". Aby pojąć tę myśl, musi posiadać ona owo "coś", co zdolne jest ogarnąć pewne obiektywne relacje pomiędzy esencjami oraz struktury stanowiące odgórnie ustanowiony schemat stosunków egzystencjalnych. Znaczy to, że ścieżka wolności i pojmowania jest nam szczegółowo znana. Człowiek ma możliwość kontemplacji idei, nie może jednak jej wykreować. Istota ludzka jest niezależna od układu idei, a to dzięki sile negacji. Dane jest mu powiedzieć "nie" nawet względem tego, co powszechnie uchodzi za realne. Spostrzeżenie to stanowi drugą już myśl wyłowioną z egzystencjalizmu, a mającą swe korzenie w filozofii kartezjańskiej.

Człowiek według Sartre'a odpowiada przed prawdą. Lecz aby prawda w ogóle istniała powinienem ją odnotować. Posiadam więc wolę osądu. To tylko dzięki mojej osobie niewyraźne i niekonkretne idee pozbawione określoności co do prawdy lub fałszu, poddawane są transformacji w naturalny układ truizmów. To człowiek jest stwórcą prawdy w świecie. To na nas spoczywa odpowiedzialność za dawanie światu ogólnego harmonogramu prawd. Aby na ziemi zapanowało królestwo prawdy, istota ludzka musi zakrzyknąć "tak!", a wymaga to wiecznej siły wykorzystanej jednorazowo. Pomiędzy "tak" człowieka, a 'tak" Boga śmiało należy postawić znak równości. Niezależność decyzji, której istnienia nie da się zanegować stanowi przymiot człowieczy wywołujący skojarzenia z Bogiem.

Każda jednostka stanowi wolność, bowiem wolność to atrybut zarezerwowany wyłącznie dla istoty ludzkiej. Swobody człowieka nie mogą zawężać ani też znacznie poszerzyć, tak możliwości, jak i czynniki zewnętrzne; bowiem być wolnym znaczy tyle, co pragnąć tego, co realne. Ale owa swoboda jest jak najbardziej mobilizująca i uwznioślająca, co podkreśla m.in. druga zasada metody egzystencjalnej, pochodząca z "Rozprawy o metodzie" Kartezujsza: "dzielić każde z badanych zagadnień na tyle cząstek na ile by się dało i na ile byłoby potrzeba dla najlepszego ich rozwiązania". To dzięki sile swobodnego i sprawczego osądu zdolny jestem dokonać analizy stwarzającej projekty i hipotezy. Potwierdza to także reguła trzecia: "prowadzić swe myśli w porządku poczynając od przedmiotów najprostszych i najdostępniejszych poznaniu i wznosić się po trochu, jakby po stopniach, aż do poznania przedmiotów bardziej złożonych, przyjmując porządek nawet wśród tych przedmiotów, które bynajmniej z natury swej nie wyprzedzają się wzajemnie".

W naszej gestii leży snucie prognoz co do ładu pośród chaosu i to jeszcze przed zależnością od niego. Znaczy to, iż istnieje konieczność wykreowania owego porządku, o ile nie istnieje on w świecie realnym. Stąd wniosek, że zasady metody stanowią pewnego rodzaju tory rozwoju osądu swobodnego i sprawczego. Zdaniem Sartre'a- Descartes akcentuje wolność twórczą, budującą prawdę i prognozującą realne relacje pomiędzy esencjami, a tym samym kreującą schematy i hipotetyczne założenia, czyli zarzewie egzystencjalizmu. A jest ona jednakowa, tak u człowieka, jak i Boga.

Francuski egzystencjalista podkreśla, że u Descartesa istota ludzka szuka i dochodzi do prawdy, bowiem Bóg jedyny raz wyrył w kamieniu niezmienne relacje między esencjami egzystencjalizmu. Człowiek musi więc wyłącznie ją potwierdzić . Prawda jest obecna w całym człowieku. Tak samo w ślad za klarownym dostrzeganiem Dobra podąża działanie i zgoda na nie. Wynika to z tego, ze Dobro i Prawda to Byty. Niezależność istoty ludzkiej wskazuje Sartre w innym miejscu.

Czy istota ludzka jest autonomiczna? Zdaniem Sartre'a , Descartes oszpecił wolność człowieka. A wszystko przez owo wyczekiwanie Prawdy i Dobra, które rzeczywiście ma miejsce, lecz tylko w takim stopniu, w jakim jest niczym. Dotykając Zła, Pomyłek, Nicości, istota ludzka nie jest zależna od Boga. Bóg jawiący się jako najdoskonalszy byt, nie jest zdolny zarządzać nicością. To, co człowiek otrzymał od Pełni Bytu, bytem jest. Ale ja, stanowiąc byt kompletny i ograniczony, nie zwracam się w Jego kierunku. Te cechy umożliwiają mi zachowanie swobody z neutralności, lecz będzie ona w relacji do tego, czego nie znam albo znam słabo. Owym zdeformowanym, wadliwym ideom, owej nicości- stanowiąc samemu nicość- jestem zdolny powiedzieć "nie", mogę wstrzymać się od aktów sprawczych. Póki mamy możliwość odrzucania zgody, póty posiadamy wolność, stąd też egzystencjalizm jest tak różnorodny znaczeniowo.

W związku z tym, że wolność ta stanowi zaprzeczenie, nie może więc być twórcza. Nie istnieje możliwość, by wykreowała ideę, bowiem idea jest realnością, a ta z kolei-nicością. Sartre twierdzi, iż wolność u Descartesa nie jest wolna, bowiem nie posiadamy mocy wypowiedzenia "nie"względem Pełni Bytu. Zanczy to, że istota ludzka może odrzucić wyłącznie nieprawdę- "mówi on nie niebytowi". Bytowi zaś, zawsze wypowie "Tak". Sartre stawia zarzut Descartesowi mówiąc, że wolność, o której prawi jego poprzednik jest zakłamana, bowiem istota ludzka jest wolna wtedy, gdy nie dąży do poznania swego Dobra, nie konstruuje wiedzy. Wolnym jest dla Zła, nie zaś względem Dobra. Wolnym jest dla Pomyłki, nie zaś dla Prawdy. "Posługując się światłością przyrodzoną i nadprzyrodzoną, której im udziela, Bóg prowadzi ich za rękę ku Wiedzy i Cnocie, jaką dla nich wybrał; pozostaje im jedynie dać się powodować: cała zasługa tego wznoszenia przypada Jemu. Ale wymykają mu się oni w tej mierze, w jakiej są nicością; mogą w drodze puścić jego rękę i pogrążyć się w świecie grzechu i niebytu. I na odwrót, mogą oni oczywiście uniknąć Zła intelektualnego i moralnego; wystrzegać się, mieć się na baczności, zawieszać sądy, stawać tamę swym pragnieniom, powstrzymywać w porę czyny". Wyziera z tego fragmentu wyraźnie fakt, że coś zawęża zakres wolności. Człowiekowi nadana jest moc stwórcza, bowiem Błąd oraz Zło stanowią niebyt. Wolność doskonałą posiada Bóg. Nie podporządkowuje się niczemu, wykreował świat i prawidła nim sterujące drogą aktu wolnego, którego pierwociny nie mogą być utkwione w minionym statusie świata. Stwarzanie nie jest zależne od jakichkolwiek determinant. Kreowanie to wolność. Swoboda Boża jest stwarzaniem, jest czynem, poprzez który sprawił On, że świat Dobra oraz ponadczasowej Prawdy egzystuje.

To, że coś zwykliśmy nazywać tak, a nie inaczej oraz, iż uznajemy oczywistość takich twierdzeń jak dwa razy dwa daje cztery; jest wynikiem Boskiego projektu stwarzania globu ziemskiego. A uczynił to mocą aktu swobodnego. "Egzystencjalizm jest fundamentem Prawdy, a surowa konieczność objawiająca się w porządku prawd opiera się na absolutnej przypadkowości twórczej wolnej woli". Dalej zaś: "Jego doskonałość nie skłania go do wybierania tego, co najlepsze, natomiast właśnie to, co on wybrał, na mocy jego wyboru jest absolutnie dobre". Bóg kartezjański w momencie stwarzania, równocześnie odkrywa to, co stwarza.

Sartre twierdzi, iż w rzeczywistości to, co Kartezjusz przypisał Bogu, jest w rękach istot ludzkich. Bóg z kolei, swą wolą wytycza wartości i normy, jak również jest ich gwarantem. Swoboda ludzi wyznacza jedynie bariery wolności Bożej. A żeby prawda zaistniała, musi być w zamyśle siły Boga oraz winna być zaakceptowana i przyjęta przez ludzką swobodę. Stąd też Sartre wypowiedział tak znamienne dla tego prądu filozoficznego zdanie: "Egzystencjalizm i wolność to podstawowe zasady bytu".

Necesytarystyczna samoświadomość nieuniknionego przeznaczenia nie stanowi ochrony przed jakimkolwiek złem, bowiem zawsze wiedzie ku refleksji, iż nie sposób umknąć temu co jest nie do ominięcia. Egzystencjalny strach stworzył już u Platona tęsknotę za czymś nierzeczywistym , idealnego. Z tej też przyczyny zbudował on filozofię perfekcjonizmu. Poddaje ona w wątpliwość wszelkie rzeczywiste, jednostkowe rzeczy, zmierzając w stronę trwałych i ponadczasowych idei. Uchyla ona bramy do duchowej krainy, w której ból i śmierć nie stanowią zła absolutnego. Mimo to, z egzystencjalnego profilu-idee jawią się jako ułudy. Nigdy nie dowiemy się, czy podjęta decyzja okaże się właściwą. Pozostaje więc tylko skoncentrować się obecnych relacjach interpersonalnych. Wzorowa moralnie postawa może stać się świadectwem najszczerszego człowieczeństwa.

Dopiero prąd egzystencjalny uzmysławia nam naszą alienację. Każda jednostka, której celem jest szczęście, w pewnym momencie nieuchronnie zderzy się z inną i rozpocznie spór. Jest to naturalne następstwo tego, że od zewnątrz nie da się zauważyć i pojąć wymagań innej jednostki. Człowiek indywidualnie konstruuje swój własny system aksjonormatywny i jest za niego odpowiedzialny. Jednocześnie nie wolno mu obarczać innych swym bólem, bo ten jest na ogół następstwem pierwotnych, niezależnych kroków decyzyjnych. Absurdalnie, pomimo iż istota ludzka otrzymała wyrok samotności, za pośrednictwem zbiorowego buntu możliwe jest zrodzenie wśród ludzi braterstwo i pojednanie.

Wykładnia egzystencjalna obrazuje posępną wizję ludzkiego bytowania, okraszoną brakiem jakiegokolwiek sensu. Mimo to wnioski z niej wysnute, uniemożliwiają wybór najczarniejszego scenariusza i odebranie sobie życia. A wręcz przeciwnie, nakłania do brawurowego i w pełni świadomego przeciwstawiania się pozbawionemu sensu losowi. W tym też właśnie tkwić winien jedyny i najbardziej znaczący sens bytowania.

Myśl egzystencjalistów zyskała wielu oportunistów nie tylko wśród przedstawicieli Kościoła, ale także pośród reprezentantów przeróżnych nurtów deterministycznych. Egzystencjalizm w wydaniu sartre'owskim wykluczał całkowicie koncept istoty ludzkiej jako uczestnika społeczeństwa formującego jego charakter, idee i życiowe tory rozwoju.

Egzystencjalizm zaistniał jako samodzielny nurt już u wrót XX wieku. W okresie tym dostrzec można znaczące różnice w materii moralno-etycznej względem epok minionych; m.in. to, że tutaj poddaje się wątpliwość wszystko. Ów ekstremistyczny nurt najgłośniej krzyczał szczególnie po wydarzeniach wojennych. Aktualnie, reperkusje tej myśli odnaleźć można nieomal w każdej jednostce. Częściowo jest to następstwem narastającej warstwy niewierzących. Potrzebowali oni swoistego novum w etyce, które definiowałoby typy relacji interpersonalnych. Innym przyczynkiem może być obecność postawy egzystencjalnej w środkach masowego przekazu- książki, kino. Nieustannie, jak w kołowrocie powraca twierdzenie, że życie mamy tylko jedno, że jest w naszych rękach, i że to my jesteśmy jego kowalami. Czyż nie są to słowa samego Sartre;a?