Wystarczy być to pełna ciepła i humoru opowieść o prostym człowieku, który nagle znajduje się w ,,Wielkim Świecie" i o dziwo robi tam oszałamiającą karierę. Ta z pozoru banalna powiastka niesie w sobie jednak znacznie głębsze przesłanie. Opowiada o tym, jak człowiek zachowywałby się, gdyby nie szkoła, otoczenie, ludzie kierujący jego życiową drogą już na samym jej początku. Jakby się zachowywał, gdyby nie miał kontaktu z rzeczywistym światem, a wszystko znał jedynie z telewizyjnych przekazów.

Główny bohater powieści to prosty człowiek, który całe swoje życie spędził pracując jako ogrodnik dla bogatego właściciela domu. Nigdy z nikim nie rozmawiał, nigdzie nie wychodził. Świat i ludzi poznawał tylko dzięki telewizji, ale swoich doświadczeń nie miał szans skonfrontować ich z rzeczywistością. W efekcie wierzył we wszystko, co docierało do niego za pomocą telewizyjnego odbiornika. Dla Rossa O'Grodnicka świat nie był skomplikowany. Rządził się określonymi prawami, które pozostają niezmienne.

Śmierć właściciela posesji zmusza ogrodnika do wielkiej zmiany. Musi zacząć żyć w prawdziwym świecie. W dodatku zostaje rzucony na głęboką wodę. Musi nauczyć się życia w brutalnym, bezwzględnym świecie amerykańskiej finansjery. Wśród osób, które nie zawsze postępują tak, jak w telewizji. Swoją naiwnością, prostotą i szczerością szybko zyskuje wielkie uznanie. Ludzie widzą w nim to, czego brakuje im w nich samych. Dzięki temu Ross szybko toruje sobie drogę do oszałamiającej wręcz kariery. Mimo że o to nie zabiega, szybko staje się postacią znana w świecie potentatów i zyskuje poparcie i uznanie nawet samego prezydenta.

Pozornie książka Kosińskiego to opowieść jakich wiele. Pokazuje nad drogę prostego, ubogiego człowieka do najwyższych zaszczytów i ogromnej fortuny. Można ją więc odebrać, jako opowieść o cudownej Ameryce, w której dobroć i prostota wystarczają, żeby osiągnąć sukces. Każdy, nawet najprostszy człowiek może stać się milionerem. Jednak takie odczytanie będzie z pewnością zbytnim uproszczeniem.

Tak naprawdę Kosiński wcale nie wychwala Ameryki. Wprost przeciwnie, naśmiewa się z ,,wielkich ludzi", którym brakuje rozsądku. Osób, od których znacznie mądrzejszy wydaje się prosty ogrodnik, który nigdy nie odebrał porządnej edukacji.

Ludzie, którzy nieustannie do czegoś dążą, chcą zgarnąć jak najwięcej, szybko dają się zwieść człowiekowi, który niczego nie udaje. Jest taki, jakim ukształtowało go życie, a właściwie jego odbicie na szklanym ekranie telewizora. Jego prostotę i nieświadomość uważają za przejaw niesłychanej inteligencji i obycia. Łatwo wciągają się w grę, której reguł nikt nie ustalał. Nie wiadomo jak się skończy i kto wygra. Ross po prostu jest i daje się prowadzić losowi, który jest dla niego wyjątkowo łaskawy.

Sam autor wyznał, że do napisania książki skłoniły go pewne osobiste doświadczenia. Wyjeżdżając z kraju do Stanów Zjednoczonych nie miał prawie nic. W dodatku nie potrafił odnaleźć się w obcym dla niego świecie. Przypadkiem poznał jednak bardzo bogatą kobietę, która wkrótce stała się jego żoną. Zrobił też niezwykłą karierę i zdobył popularność, której się nie spodziewał.