Sztuka to wynalazek człowieka i do człowieka jest adresowana. Mało tego - trudno wyobrazić sobie życie człowieka bez sztuki obecnej w nim w takiej czy innej postaci. Nie od dziś zauważa się takie zjawisko, więc często to właśnie sztuka staje się nośnikiem wartości uniwersalnych i prawd ponadczasowych. Wielkie dzieła to najczęściej te, które przekazują jakąś określoną naukę moralną, nie bez znaczenia jest oczywiście ich wartość estetyczna. Literacka prawda to przede wszystkim moralność.

Moralność zawsze była kwestią istotną w pisemnych przekazach. Moralność to zbiór zasad postępowania i rozmaitych wzorów i przykładów, które w jakimś konkretnym społeczeństwie i w określonym czasie uznawane są za właściwe i obowiązujące. To właśnie literatura (obok religii) była główny nośnikiem moralności. Objawiało się to przede wszystkim opisem bohaterów oraz ich ideologii, schematów działania i postaw. W ten sposób lansowano na przykład średniowieczny ideał rycerza i pozytywistyczny wzór pracownika organicznego. Twórcy literaccy wszystkich epok spostrzegali, jak bardzo złożona jest ludzka psychika i osobowość. W swych dziełach starali się ukazać motywację ludzkiego postępowania oraz uwypuklenie cech, które czytelnik winien naśladować.

Istnieje niezliczona liczba utworów literackich, z których znaczna część jest w jakimś stopniu poświęcona problematyce dobra i zła czy właściwego i niewłaściwego postępowania - czyli właśnie moralności.

Z pewnością jednym z najważniejszych dzieł piśmienniczych cywilizacji zachodniej i w pewnym sensie kluczem do jej zrozumienia jest Biblia. To właśnie z Pisma Świętego wyrasta system wartości, skala ocen i światopogląd europejski, Pismo także leży u podstaw bogactwa literackiego i artystycznego. Oczywiście Biblia jest uznawana przez chrześcijan za świętą księgę i tekst objawiony bądź natchniony przez Boga. Pismo uznawane jest za autorytet w kwestii religii, a przez to i moralności. Biblia to dzieło kompletne - mówi o świecie i człowieku od chwili stworzenia do chwili ich końca - czym odzwierciedla oczywiście prawdy wiary, które z drugiej strony właśnie z Pisma wynikają. Należy także przyznać, że na obszarach świata nie opanowanych przez chrześcijaństwo do Biblii i wynikającej z niej moralności również przykłada się dużą wagę - a to dlatego, że z jednej strony zawiera ona prawdy uniwersalne niezależne od wyznawanej religii (inaczej - podobne prawdy zawierają teksty święte innych wyznań), z drugiej natomiast - praktycznie cały świat miał kontakt z chrześcijanami, czy to jako najeżdżanymi, czy (częściej) najeźdźcami i kolonizatorami.

Biblia to ciągła, kompletna i dokładna opowieść o człowieku i jego sprawach - uczuciach, myślach i czynach. Ukazuje w całej pełni ludzką naturę i jej złożoność. Pismo pokazuje zarówno piękne i wspaniałe czyny, jak i błędy i zbrodnie. Wizerunek człowieka, jaki tworzy nie jest oczywiście doskonały - istota słaba, krucha, wrażliwa na podszepty zła (własnego czy szatańskiego) i przez to często upadająca. Jednak obraz jest w gruncie rzeczy optymistyczny - dzięki darom bożym - rozumowi i woli - człowiek może świadomie kroczyć ścieżką dobra i zbliżać się dzięki temu do Boga i doskonałości. Jednocześnie Biblia to dzieło literackie - pełne rozmaitych fabuł, przytaczanych anegdot czy przewijających się przez całą późniejszą literaturę Zachodu motywów i stylów. Także w sferze świadomości ludzkiej - kulturowej i intelektualnej - Biblia jest jednym z najważniejszych materiałów źródłowych - liczne postawy, wzorce czy wydarzenia w niej opisane funkcjonują w kulturze ludzkości, i nie ma tu żadnego znaczenia wyznawana religia. Pismo porusza chyba wszystkie najważniejsze problemy, z jakimi może zetknąć się człowiek - na przykład mądrość, wojnę, sprawiedliwość czy cierpienie. Choćby to ostatnie - chyba najlepszym i absolutnie uniwersalnym przykładem cierpienia w utworze o charakterze literackim jest Księga Hioba. Hiob jest jedną z najważniejszych postaci opisanych w Starym Testamencie. Był on człowiekiem szlachetnym. Mieszkał w kraju Hus. Miał ogromne bogactwa, szczęśliwa rodzinę z dziesięciorgiem dzieci, wielu przyjaciół. Pomimo tego dostatku pozostał głęboko wierzący. Szatan nie sądził, że może istnieć człowiek tak niewzruszony w swej wierze. Bóg postanowił wyprowadzić diabła z błędu. Odebrał wiernemu najpierw majątek, potem każde z dzieci. Na koniec doświadczył nieszczęśnika chorobą powszechnie kojarzoną z grzechem - trądem. Uczucia i przeżycia wewnętrzne bohatera prześledzić można dokładnie podczas lektury fragmentu księgi, w którym rozmawia on ze swymi przyjaciółmi. Pomimo ciężkich doświadczeń i tak wielkiego nieszczęścia, które Bóg na niego zesłał, wiara Hioba wciąż pozostała bezgraniczna i niewzruszona. Chętnie stanąłby przed obliczem Pana by dowiedzieć się, co zrobił źle, że spotkała go tak okrutna kara. Modli się więc i zapytuje Boga: "Ujawnij występki i winy! Czemu chowasz swoje oblicze? Czemu mnie poczytujesz za wroga?". Wie, że niedługo przyjdzie mu rozstać się z życiem, które dał mu Bóg, więc poświęca czas modlitwie. Pomimo wiary nie mógł jednak uwierzyć, że takie nieszczęścia spotkały go niewinnie. Zwracał się do przyjaciół, lecz ci sądzili, że musi być czemuś winny, skoro zostaje ukarany. Nie okazali litości, nie pocieszali, lecz nakłaniali, żeby wyznał winy i okazał skruchę - w końcu także nie wierzyli w niewinne cierpienia. Hiob nie przyznał się jednak do żadnego grzechu i tym samym zbuntował przeciw losowi, lecz nigdy nie złorzeczył i nie obraził Boga. Ciągle wierzył w boski plan. Nie przyznaje się do grzechu, lecz spodziewa się szybkiego ujrzenia Sędziego i wyjaśnienia swoich cierpień. Cieszy się mówiąc: "To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny." W końcu historia dobiegła końca. Szatan musiał przyjąć do wiadomości, że wiara Hioba jest prawdziwa i nie wynika jedynie z dobrobytu. W końcu też sam Bóg uznał, że Hiob jest prawdziwie wierny. Wynagrodził go poprzez przywrócenie mu bogactwa i pomnożenie go, ponownie dał mu także dziesiątkę dzieci. Hiob żył odtąd bardzo długo otoczony szczęśliwością. Z opowieści tej wyczytać możemy ważną naukę. W dzisiejszych czasach większość ludzi pragnie bogactwa, kariery i sukcesów, mało kto pozostał wierny Bogu do głębi. Większość wierzących, którzy znaleźliby się (lub znaleźli się) w sytuacji podobnej Hiobowi raczej nie zachowałaby spokoju i ufności w boże wyroki. Wielu odwróciłoby się od wiary, inni poprzestaliby na złorzeczeniu i użalaniu się. Nawet ludzie deklarujący się jako wierzący chrześcijanie, czy wyznawcy podobnych religii, raczej nie powierzyliby tak po prostu swojego losu w ręce Boga. Z drugiej strony cierpienie, może nie tak ekstremalne, jak w przypadku Hioba, jest znakomitą próbą naszej wiary i wierności naszych przyjaciół. Moralność Hioba jest niezłomna - nie pozwala mu uczynić nic przeciw Bogu.

Podstawą myślenia średniowiecznego była oczywiście Biblia. To pod jej wpływem powstały dwa wzorce osobowe do dziś kojarzące się z tą epoką - idealny rycerz i święty asceta lub męczennik. Były one na swój sposób wykładnią moralności, choć stosującą się tylko do dwóch najwyższych grup społecznych - duchowieństwa i rycerstwa. Nie trzeba dodawać, jak rzadko poza literaturą znajdowały swoją realizację. Na moralność chrześcijańską miał jednak decydujący wpływ inny wzorzec moralny - święty Franciszek z Asyżu. Najważniejsze jest to, że święty był prawdziwym człowiekiem, postacią historyczną, a nie literacką. To także postawa, w przeciwieństwie do innych wzorców średniowiecznych, która przetrwała i zachowała aktualność do dziś.

Swego rodzaju wykładnie moralną znajdziemy również w polskim tekście średniowiecznym - tak zwanej "Rozmowie mistrza Polikarpa ze Śmiercią". Anonimowy autor opowiada tu przede wszystkim o przemijalności dóbr doczesnych oraz równości ludzi wobec śmierci. Każda droga w końcu do niej doprowadzi - nieważne, czy jest się królem czy chłopem, mężczyzną czy kobietą, dzieckiem czy starcem. Wiersz jest przede wszystkim tekstem dydaktycznym - przestrzega przed chciwością i rządzą zaszczytów, ponieważ takie cechy nie pomogą w negocjacjach ze śmiercią a zdobyte na tym świecie dobra pozostaną na nim, gdy ich właściciel przeniesie się już na tamten. Celem człowieka winno być takie postępowanie, które zapewnia zbawienie, a więc życie moralne i zgodne z wiarą.

Literatura nie zapomniała także o drugiej stronie moralności. Nie wystarczą w końcu rady i dydaktyka - należy pokazać negatywny przykład. Takim przykładem są z pewnością małżonkowie, bohaterowie tragedii "Makbet" Williama Szekspira. Co do autora - z pewnością kierował się on terencjuszowskim hasłem renesansu - "Homo sum; humani nilhil a me alienum esse puto" (Jestem człowiekiem i nic, co ludzkie nie jest mi obce). Zainteresowania autora, jak i jego rówieśników, obracały się głównie wokół człowieka i jego spraw. Dzieła Szekspira uzyskały status ponadczasowych głównie dlatego, że mówią o podstawowych w życiu człowieka pojęciach - miłości, wolności, władzy czy zbrodni.

Zawsze było wiadomo, że w każdym człowieku gnieździ się zarówno dobro, jak i zło. Człowiek zajmuje stanowisko w stosunku do życia zgodne z tym, jaka część okaże się silniejsza. O stawianiu swoich celów ponad wszystko oraz wyborze zła, którego dokonał człowiek a przede wszystkim o pożądaniu władzy opowiada "Makbet" - tragedia autorstwa Williama Szekspira. Człowiekiem, który wstąpił na drogę zła jest tu Makbet - rycerz szkocki, któremu pisana była korona. Na jego przykładzie możemy zauważyć, że to przede wszystkim ludzkim namiętnościom należy przypisać występujące na świecie zło. Sam bohater poszukuje jednak innego usprawiedliwienia dla swoich czynów. Obwinia przede wszystkim wiedźmy, które omamiły go przepowiedniami chwały i władzy. Zarzuca także żonie nadmiar ambicji i brak skrupułów. Nie widział zła w sobie - twierdził, że opanowało go z przyczyn od niego niezależnych. Jedna, trafna lub nie, przepowiednia sprawiła, że przestał postrzegać siebie jako pana własnego losu, lecz zgodził się na rolę marionetki w rękach potężnych sił. Rzeczywiście, jedną z osób pociągających za sznurki była jego własna żona, ale to on popchnął ją do tego ujawniając przepowiednię. Uznaje, że wyższe siły - los - przeznaczyły mu do odegrania doniosłą rolę, więc postanowił wykonać ich polecenia. W praktyce chęć przyspieszenia wypadków okazała się początkiem licznego ciągu zbrodni. Zabił króla Dukana, któremu winien był posłuszeństwo. Zamordował także starego przyjaciela Banka oraz żonę i dzieci innego przyjaciela - Makdufa oraz był winien śmierci wielu innych osób. Okazał wraz z małżonką niesłychaną gorliwość - może dlatego, że nie uznawał siebie za winnego, zbrodniarza. Taka ucieczka pod opiekę sił metafizycznych będąca w mniemaniu złoczyńcy usprawiedliwieniem zbrodni jest także potwierdzeniem, że tkwiące w człowieku zło nie śpi. W końcu jednak obudziło się w Makbecie sumienie - ujrzał ogrom zła, które sprowadziła jego ambicja. Spowodowało to wreszcie szaleństwo i śmierć bohatera. Sam Makbet w obliczu śmierci przyznaje, że był jedynie "nędznym aktorem" i "przez parę godzin wygrawszy na scenie w nicość przepada". Przegrał w rozgrywce z trawiącym go złem, stracił wszystko, co było w nim dobre, wyrzekł się człowieczeństwa. Tak oto królobójca, tyran i zdrajca przegrał z moralnością.

Pisząc o Makbecie nie sposób nie wspomnieć o jego żonie. Lady Makbet jest z pewnością jedną z najbardziej złych (nie mylić z najgorszymi) postacią kobiecą w literaturze. Sama siebie uznawała jednak za osobę z gruntu dobrą, jak wszystkie kobiety. Jednak, gdy dowiedziała się, co przepowiedziały Makbetowi czarownice, postanowiła jak najbardziej przyspieszyć wyroki losu. Musiała jednak zyskać cechy nieprzystające do jej płci, jak litość, łagodność czy sumienie. Tak oto odrzuciła przykazania moralności. Sama moralność może się wydawać w tym momencie słaba i niewiążąca. Lady Makbet była zdecydowanie bardziej stanowcza, bezwzględna i bardziej okrutna od swojego męża. Miała także o wiele silniejszą psychikę i osobowość. Nie miała wyrzutów sumienia, nie doznawała rozterek moralnych. Poprzez manipulację swoim mężem oraz innymi osobami dążyła do swego celu. A celem tym była władza. Z jednej strony Lady Makbet nie poddawała się emocjom, z drugiej - nie starała się układać drobiazgowych planów. Działała szybko i pewnie posługując się instynktem, a w jej sercu nigdy nie pojawił się strach. Wszelkie cechy powszechnie wiązane z kobiecą naturą, jak wrażliwość, delikatność czy płochliwość - w przypadku Lady Makbet nie miały zastosowania. Świadomie napędzała machinę zbrodni, działała z podziwu godną szybkością i niesłychanym wyrachowaniem. Trzymała się planu i pilnowała, aby wszystko toczyło się po jej myśli. Najlepsze plany nie uchroniły jej jednak przed mężem, który w końcu zaczął planować na własną rękę. Nadszedł w końcu moment, gdy przytłoczona ogromem zła oszalała i zabiła się. Lady Makbet jest najdoskonalsza postacią zbrodniarki w literaturze światowej.

Jeśli chodzi o literaturę polską, najciekawszy chyba obraz praw moralnych i sposobów ich egzekucji zawarty jest w romantycznych balladach. Często moralność i sprawiedliwość sprowadzone są do praw naturalnych. Najbliżej natury, więc najbardziej w zgodzie z jej prawami żyje lud prosty, wiejski. Za strażnika moralności i egzekutora prawa wystarcza sama natura - a wyroki za przekroczenie jej prawa są surowe. Taka sprawiedliwość, w swojej pierwotnej i niecywilizowanej (i niechrześcijańskiej) formie odpowiada prostemu, ludowemu obrazowi zależności zbrodnia - kara.

Jednym z lepszych przykładów ukazania problematyki moralnej w balladach jest "Świtezianka" autorstwa Adama Mickiewicza. Tematyką ballady jest uczuciowa niestałość i konsekwencjach zdrady uczuć i zaufania. Nimfa wodna zwana Świtezianką wystawiła swego ukochanego na próbę. Wcześniej człowiek przysiągł jej wieczną miłość i zapewniał o swojej wierności. Świtezianka zmieniła postać i jako piękna kusicielka uwiodła swego wybranka. Dopiero wówczas spostrzegł on, że dał się uwieść tej, której wcześniej przysięgał wierność. Przeraził się gniewem nimfy i próbował zbiec, lecz nie zdołał prześcignąć fal jeziora, które pochłonęło nimfę i zdradzieckiego kochanka. Podstawowym wątkiem obecnym w balladzie jest kwestia miłości, zaufania i wierności oraz zdrady. Ludowa moralność ceni najwyżej wierność swojemu słowu i stałość w uczuciach - tak przynajmniej widzieli to poeci romantyczni. W utworze ukazane są skutki złamania przysięgi. Człowiek ulega pokusie za co ponosi karę - jej najwyższy wymiar. Jednak, gdyby kochanek dotrzymał słowa i postępował w zgodzie z powszechnym prawem moralnym (nie tylko ludowym), jego losy i losy jego partnerki, byłyby z pewnością o wiele szczęśliwsze. Sama wymierzycielka kary nie jest oczywiście taka niewinna. Sama była zaślepiona zazdrością - rozmyślała jedynie o zdradzie, więc uknuła plan sprowokowania partnera. Sama również nie trzymała się praw moralnych - wymagała zaufania sama go nie okazując. Ballada ta, tak jak zresztą i inne utwory tego rodzaju, uświadamia człowiekowi możliwość wyboru - podążenia ścieżką dobra lub ścieżką zła. Wolna wola jednak nie usprawiedliwia złego wyboru - za złamanie praw czekają poważne konsekwencje.

Pozytywizm zapomniał o wszechmocnych siłach natury. Ideałem tej epoki stała się pożyteczna praca, wzbogacanie materialne i duchowe jednostki, a przez to i społeczeństwo. Pozytywiści szczególnie przeciwni byli pofeudalnej ciemnocie i zacofaniu panującym na ziemiach polskich, propagowali edukację i działalność gospodarczą. Opowiadali się za poglądami filozofa Herberta Spencera, głoszącego hasła tak zwanej pracy organicznej - istotna była użyteczna i potrzebna praca każdego człowieka, w ten i tylko w ten sposób całe społeczeństwo (czyli organizm społeczny) będzie funkcjonowało poprawnie. Inne ważne założenie pozytywizmu to praca u podstaw - podnoszenia poziomu intelektualnego czy też zdrowotnego wśród członków nizin społecznych. Literatura pozytywistyczna kształtuje światopoglądową postawę racjonalistyczną oraz tolerancję wobec przekonań innych ludzi. W przeciwieństwie do romantyków, pozytywistyczni literaci nie chcą straszyć. Stąd wynika, że utwory powstałe w dobie pozytywizmu cechują się raczej dydaktyką, pragnieniem oświecenia ludności w rozmaitych kwestiach moralnych czy wreszcie poruszaniem drażliwych nieraz tematów tyczących się człowieczeństwa i przedstawianiem pozytywnych wzorców do naśladowania. Nie znaczy to oczywiście, że pozytywiści nie starali się piętnować zauważonych wad.

Najlepszym chyba utworem stanowiącym o prawach moralnych i konsekwencjach ich złamania oraz o człowieczeństwie jest "Lalka" Bolesława Prusa. W utworze tym przeciwstawia pracowitego, inteligentnego i dobrego Stanisława Wokulskiego złej, próżnej i bezmyślnej arystokratce - Izabeli Łęckiej. To właśnie na przykładzie Izabeli piętnuje autor wady najpotężniejszej grupy społecznej - arystokracji. Oni to właśnie przyczyniają się do stagnacji i deformacji społeczeństwa - są krótkowzroczni, egoistyczni, czasem wręcz głupi - lecz równocześnie bogaci i potężni. Z drugiej strony barykady stoją ludzie podobni Wokulskiemu czy Ochockiemu - inteligentni, dynamiczni i twórczy. Niestety bogactwo arystokratów pozwala ten czy inny sposób hamować rozwój tych najlepszych jednostek. Problematyka moralności znajduje bezpośrednią przyczynę - nierówność i niesprawiedliwość społeczeństwa. Nie może powstać zdrowy organizm społeczny, gdy najwyższa warstwa społeczna jest zdegenerowana a przy tym nie pozwala innym zająć swego miejsca.

Powyższe przykłady potwierdzają, że mówienie o moralności nie jest w historii literatury niczym dziwnym. Czy chodzi o postępowanie, wiarę czy etykę - odpowiedzi na trapiące człowieka pytania z pewnością są zawarte w jakimś utworze literackim. Moralność różnych epok różni się, lecz prawdy biblijne pozostają niepodważalne. Trudno rozpatrywać dzieła literackie pod względem prawdziwości - są w końcu fikcja literacką. Jednak prawdy moralne to podstawa wielkiej literatury a niektóre dzieła - na czele z Biblią - uznane są za przedstawiające prawdę. Można więc powiedzieć, że wielkie są tylko dzieła prawdy.