Dlaczego Werter popełnił samobójstwo? Co skłoniło go do tak poważnego posunięcia? Aby odpowiedzieć na te pytania musimy szczegółowo zagłębić się w myśli i poczynania głównego bohatera opisanego w dziele J.W. Goethego.

Pierwszy cios Werter otrzymuje na początku lektury, kiedy to rozkochuje w sobie siostrę kobiety, z którą romansował – Eleonorę. Ta świadomość i stan umysłu nie odpowiadają mu, wręcz męczą go, dlatego postanawia wynieść się na wieś. Wiejskie życie daje mu tylko nieco wytchnienia i na moment ogłusza jego system postrzegania świata jako pełny zła, nierówności pomiędzy ludźmi czy smutku. Werter dużo czyta, utożsamia się z miejscowymi ludźmi, rozumie ich potrzeby, zachwyca się malowniczością i pięknem tutejszych krajobrazów – poznaje głębię piękna życia. Niestety ten stan nie trwa długo. W kolejnych dniach wzrasta w nim osamotnienie. Ma świadomość, iż jest tu dużo przyjaźnie nastawionych do niego ludzi, jednak nie ma wśród nich takiej osoby z, którą Werter mógłby szczerze porozmawiać o swoich wewnętrznych boleściach. Powoduje to, że bohater zaczyna zamykać się w samym sobie, izolować się od świata, unika kontaktów z innymi. Dostrzega różnice pomiędzy sobą a otoczeniem. Utożsamia się z tragicznymi bohaterami czytanych przez niego lektur.

Mijają kolejne godziny, dni, tygodnie.  Werter bardzo dużo spaceruje. Lubuje się także w czytaniu Homera pod dwoma drzewami . Miejsce to oferuje mu cień i piękny krajobraz ale także znajduje się przy szlaku komunikacyjnym. Ten fakt sprawia, że Werter wysłuchuje bardzo wielu historii. Najbardziej urzekają go jednak dwie, jak się można domyśleć, związane z miłością. Jedna mówi o służącym, który podkochuje się skrycie w swojej Pani, druga zaś o żonie wyczekującej swego męża, który przebywa w Szwajcarii.

Podczas drugiego miesiąca pobytu następują wydarzenia, które mają bardzo duży wpływ na zakończenie lektury. Na wiejskim ”densingu” Werter poznaje piękną dziewczynę, która od pierwszych chwil urzeka go swoją urodą jak i charakterem. Rozmowa i taniec z nią rozpalają w Werterze uczucie miłości. Bohater nie baczy na to, ze Charlotta (Lotta) znalazła już swojego wybrańca na resztę życia – Alberta. Można by rzec, że sprawia wrażenie jakoby został trafiony strzałą amora. Człowiek myślący racjonalnie szybko odpuścił by bliższe kontakty i stosunki z Lottą, ponieważ ze względu na Alberta poważny związek nie wchodził by w grę. Najwyższą możliwą ”nagrodą” w tym przypadku mogła być jedynie przyjaźń. Oczywistym jest, że Werter nie dopuszcza do siebie tej myśli. Jego starania możemy zauważyć po tym, że dość często spotyka się z Lottą pod nieobecność jej wybranka, poznaje jej bliższą rodzinę, zdobywa sympatię ojca. Można by rzec, że wybrał się z motyką na słońce, oczekując tego, że jego skryta miłość rzuci Alberta dla niego. Tak się oczywiście nie dzieje. Albert wraca i swoim zachowaniem „dekoncentruje” rywala – jest dla niego nad wyraz miły, uprzejmy, koleżeński, nie unika rozmów z trójkę. W ten sposób Werter otrzymuje wielki cios, z którym nie może się uporać. Ma mętlik w głowie. Suma summarum postanawia wyjechać – znów z powodów miłosnych. Odchodzi bez pożegnania.

W nowym mieście, w którym się znalazł stara się zapomnieć o przeszłych rozczarowaniach miłosnych – podejmuje pracę jako dyplomata i poseł. Nowe obowiązki i czasochłonne zajęcia pozwalają na jakiś czas pozbyć się myśli o Loccie. Czytelnik odnosi wrażenie, że Werter powraca do normalnego życia, do „rytuny” dnia codziennego, że ta rutyna pozwola zapomnieć o bólu rozstania z ukochaną i ukoić wewnętrzne niepokoje. Wszystko co dobre szybko się kończy, tak więc w lutym Werter otrzymuje wiadomość o zawartym związku małżeńskim Lotty i Alberta. Tą wiadomość mimowolnie puścił wolno w głąb swojej duszy i nie dał się pokonać emocjom. Niestety złość, zawiść i rozczarowanie do świata osiągnęło zenit po pewnym wydarzeniu natury towarzyskiej - podczas poobiedniego spotkania u hrabiego von C. zostaje wyproszony z arystokratycznego domu: „towarzystwo jest niezadowolone, jak widzę, z pana obecności” – powie hrabia do Wertera. Ten towarzyski policzek wstrząsa młodym człowiekiem. Jest bardzo poruszony, wręcz sparaliżowany psychicznie. Po tym incydencie szybko rezygnuje z posady. Znów (!) postanawia wyjechać. Wraca do swojego rodzinnego miasta. Po drodze zatrzymuje się u zaprzyjaźnionego księcia, ale z nim również nie potrafi znaleźć wspólnego języka, co wzbudza w nim jeszcze większą frustracje. W liście do Wilhelma z dn. 16 czerwca napisał: „Tak, jestem tylko wędrowcem, pielgrzymem na ziemi. Jego myśli są dla mnie zupełnie niezrozumiałe, ponieważ po tym wszystkim Werter chce być bliżej Lotty.Udaje się więc tam, gdzie mieszkają małżonkowie. W Wahlheim spotyka znaną sobie kobietę. Jej mąż powrócił ze Szwajcarii, ale nic nie zdziałał w sprawie spadku po zmarłym krewnym. Poza tym umarł jej najmłodszy syn. Werter jest wstrząśnięty historią tej rodziny. Próbuje odnaleźć miejsca sprzed wielu miesięcy, kiedy czuł się taki szczęśliwy. Odwiedza je, ale nie potrafi odtworzyć atmosfery tamtych dni. W tym czasie dowiaduje się też o losach parobka i jego planach z wdową. Wyrzuciła go z domu, kiedy z niepohamowanej namiętności próbował ją uwieść. Obie te historie przygnębiają Wertera i kumulują w nim niezrozumienie do otaczającego świata. Widzi poza tym zmiany w odwiedzanych miejscach. Nie ma na przykład w pobliżu kościoła pięknych orzechów. Kazała je ściąć nowa pastorowa. Nadchodzi jesień. Wertera ogarnia melancholia, jest zupełnie przygnębiony. Z lektur Homera przerzucił się na Pieśni Osjana Jamesa Macphersona. Wytrzymałość jego zdrowia psychicznego i sumienia jest w skrajnym punkcie, jakoby wisiała na nitce cienkiej niczym ludzki włos. Nawiązuje kontakt z Lottą. Jest częstym gościem w jej domu. Tym razem nie jest już in cognito jeśli chodzi o jego uczucia do niej. Sumienie nie daje mu spokoju – czuje się źle, z powodu, iż bruździ swoimi poczynaniami w związku Lotty i Alberta. Wiadomość, że znany mu parobek zabija nowego służącego wdowy, bo zgodziła się za niego wyjść, jeszcze bardziej rujnuje szanse na wyciszenie się Wertera. Mało tego – ten utożsamia się z parobkiem, który mówi: „Żaden mieć jej nie będzie i ona nie będzie miała żadnego. „.  Jak do tej pory spokojny Albert osiąga szczyt swojej cierpliwości i dość dosadnie komunikuje Werterowi, że nie jest mile widziany w jego domu. Jego ostatnią nadzieją, jest pocałunek Lotty – skrycie marzy, że ten czyn uświadczy go w przekonaniu, iż wybranka Alberta mimo wszystko go kocha. Tak się jednak nie dzieje. Tutaj akumulacja złych i przygnębiających uczuć w Werterze osiągnęła maksimum. Bohater został powalony na ziemię przez gromadzące się w nim od dłuższego czasu uczucia. Popełnia samobójstwo.

Wcielając się w postać Wertera można zauważyć, że decyzja o samobójstwie nie była czynem brawurowym ale wynikiem nasilających się uczuć i ciążącego nad nim brzemieniem niespełnionej miłości. Mimo wszystko uważam, iż główny bohater sam przyczynił się do swojej porażki już na początku lektury – robiąc sobie nadzieję na związek z Lottą. Właśnie ta myśl go zgubiła. Człowiek myślący racjonalnie nie maczał by rąk w takim procederze, a Werter oślepiony światłem bezmyślnej miłości brnął w to bagno i z każdym krokiem zapadał się coraz niżej, głębiej. Można tez zauważyć, że Werter nie próbował radzić sobie z problemami – po prostu je zostawiał i wyjeżdżał. Myślę, iż w pewnym sensie był też leniwy. Pewnie wynikało to z jego słabej psychiki, ale człowiek pracowity nie poddaje się tak łatwo zarówno w kwestiach błahych jak i tak ciężkich jakie spoczęły na barkach Wertera. Mimo ogromu uczuć targających głównym bohaterem niczym  wiatr reklamówką uważam, iż poszedł na „łatwiznę”. Werter mógł podjąć leczenie, mógł znów wyjechać, jeszcze dalej, mógł szukać miłości, którą byłby w stanie doprowadzić do ślubnego kobierca a nie podjął tego trudu. Można go tłumaczyć ale sądzę, że to bez sensu ponieważ nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko bariery stworzone w naszej głowie.