Żyjemy w świecie, w którym często jedynym wyznacznikiem wartości danego człowieka jest zasób jego portfela. Niekoniecznie poważana osoba musi być dobrą, pomagająca innym, liczy się często tylko to ile może zarobić i jak szybko wydać pieniądze. Miłość do bliźniego, traktowana jest jako niepotrzebna i przeszkadzająca w takim życiu sprawa stąd tez niejednokrotnie bogaci ludzie zamykają się w swoim świecie stając się egoistami. Początki takiego myślenia i postrzegania świata możemy spotkać już w czasach antycznych i wiele przykładów odnaleźć w mitach. Jedna z takich historii jest ta dotycząca króla Frygii Midasa. Swoje życie budował on w oparciu o nieprzezwyciężoną przez nic chciwość i chęć posiadania coraz to większych bogactw. Tego tez dotyczyły jego prośby kierowane do bogów. Jeden z nich - Dionizos, chcąc go doświadczyć ofiarował mu możliwość, ze wszystko czegokolwiek się dotknie stanie się złotem. Było to początkowo spełnienie wszelkich marzeń Midasa. Oto bowiem uzyskał łatwy środek do szybkiego pomnożenia swojego majątku. Każda rzecz natychmiast pod wpływem jego dotyku stawała się złotym kruszcem. Jednak Midas nie pomyślał, że również jedzenie, które będzie brał do ust zamieni się w złoto. W ten sposób otoczony bogactwami, mógł umrzeć śmiercią głodową. Zaczął tedy żałować swoich nieprzemyślanych próśb, dzięki czemu bogowie się nad nim ulitowali i odebrali mu ten dar, po tym jak wykąpał się w rzece. Zachłanny król odebrał jednak nauczkę, która uświadomiła mu jak niebezpieczna rzeczą jest zachłanności i ustawiczna pogoń za coraz większym bogactwem, spychająca na bok takie wartości, jak dobro, potrzeba godnego i sprawiedliwego życia. On potrafił nauczyć się lepszego życia na swoim błędzie, niestety inni nie. Do dzisiaj jesteśmy świadkami postaw przypominających mitycznego Midasa, kiedy ludzie marzą by otaczało ich bogactwo, nie przejmując się tym, że potrafi ono niewłaściwie wykorzystywane, tylko niszczyć człowieka, nic mu nie dając, poza spełnieniem niskich zachcianek.

Nie inna sytuacja została opisana przez Honoriusza Balzaka w jego powieści "Ojciec Goriot". Świat Paryża nie kieruje się prawie żadnymi wartościami. Rządzi w nim pieniądz mogący wszystko pozornie zapewnić. Każda z postaci tej powieści dąży do niego, starając się zebrać go jak najwięcej. Tragicznym przykładem jest tytułowy bohater. W czasie Rewolucji Francuskiej zdobył on wielki majątek, pozwalający mu na spokojne życie. Dzięki niemu mógł wydąć córki za arystokratów. Jednak Delfinie i Anastazji to nie wystarczyło. Już jako żony nadal wyłudzały od ojca pieniądze, na drobne zachcianki, suknie, powozu, przez co powoli doprowadzały go do nędzy. Jemu wydawało się, ze tylko w ten sposób może sobie kupić ich miłość. Mówił: "pieniądz daje wszystko, nawet dzieci". Tylko w nim pokładał nadzieję: "pieniądz to życie, pieniądz może wszystko". Młody, naiwny Eugeniusz de Rastignac jest niszczony przez zasady wykładane mu przez herszta złodziei i panią de Beausant, które brzmią zadziwiająco podobnie. Vautrin mówi mu, że "Paryż jest śmietnikiem. Ci, co paćkają się w nim w powozie to uczciwi ludzie, ci, co paćkają się pieszo to łajdaki. Niech ci się zdarzy nieszczęście zwędzić cokolwiek, będą cię pokazywali po sądach jako osobliwość. Ukradnij milion, będziesz figurował w salonach jako cnota". Z kolei bogata i wpływowa kuzynka przypomina, że "tajemnicą wielkich fortun jest zawsze jakaś zbrodnia, zapomniana, bo wykonano ją schludnie". Ofiara tak niszczącego pieniądza staje się w końcu Goriot, który umiera w nędzy, bez córek, nie chcących widzieć ojca - biedaka. Dopiero na łożu śmierci zdaje on sobie sprawę jak niewłaściwie pokierował swoim i ich życiem i jak ono się na nim zemściło. "Oto moja nagroda: opuszczenie! To nikczemnice, zbrodniarki: brzydzę się nimi, przeklinam je". Trochę późno, ale zdaje sobie sprawę, że "gdybym był bogaty, gdybym zachował majątek zamiast im go oddawać, byłyby tutaj", bo "człowiek, który daje córkom po osiemset tysięcy, wart jest, aby się z nim liczyć". W tej mrocznej i niezwykle przygnębiającej powieści, tylko słowa Bianchona mówią o inaczej pojętym szczęściu, niż to które mogą zapewnić pieniądze, jednak giną one wśród goniących za nimi ludzi: "Szczęście (...) zawsze będzie się mieściło między naszą stopą a ciemieniem czy kosztuje rocznie milion czy sto ludwików, wrażenie jest zawsze to samo".

Siła napędzającą wiele z decyzji bohaterów powieść Bolesława Prusa noszącej tytuł "Lalka", również jest pieniądz. Owszem Stanisław Wokulski nie w nim znajduje cel i szczęście życia, lecz nawet nie chcąc być kapitalistą, musi go zdobywać, by pokochała go Izabela Łęcka. Budzi w nim to gorycz i wewnętrzne rozterki. "Zdobyłem majątek dla niej! (...) Handel...ja i handel! ...I to ja zgromadziłem przeszło pół miliona rubli w ciągu dwu lat, ja zmieszałem się z ekonomicznymi szulerami i stawiałem na kartę pracę i życie, no...i wygrałem... Ja idealista, ja uczony, ja który przecie rozumiem, że pół miliona rubli człowiek nie mógłby wypracować przez całe życie, nawet przez trzy życia...".

Jednak jak wiemy z zakończenia powieści, kiedy Izabela do końca nim gardzi, pieniądze dały Wokulskiemu tylko złudne poczucie szczęścia. Zło ludzkie i brak odpowiedzi na najbardziej elementarne uczucie jakim jest miłość, zwyciężyły, gdyż tylko on są silne w świecie gdzie główna władza jest pieniądz. Tutaj też widać dobrze, jak zubaża on ludzkie dusze, w myśl wiersza Staffa. Człowiek staje się tylko marionetką w jego dłoniach, przestaje myśleć o swoim duchowym rozwoju, o odpowiedzialności i szczęściu innych, przez co staje się złą, jak Izabela i fałszywą kreatura. Jednak, jak w przypadku Midasa, nie na długo, z czasem pieniądz potrafi zniszczyć i człowieka, który go wcześniej gromadził.

Inną sprawą jest również chciwość pieniądza, występująca u ludzi, którzy nigdy nie mieli go w nadmiarze. Jak niszcząca może być to siła pokazał Fiodor Dostojewski w swojej powieści "Zbrodnia i kara". Raskolnikow nigdy ich nie posiadał, wyrzucony ze studiów prawniczych musiał dorabiać dorywczo, zawsze chodząc głodny. Budziło w nim to wielką frustracje i postanowił wyrwać się ponad ten świat. Chciał mordując starą lichwiarkę, "zabić nie człowieka, ale zasadę" zasadę pogoni ludzkiej za pieniądzem i jego siłę. Postąpił w myśl podsłuchanej w barze rozmowy: "Zabij ją i weź jej pieniądze, z tym że następnie z ich pomocą poświęcisz się służbie dla całej ludzkości, dla dobra powszechnego: jak sądzisz, czy tysiące dobrych czynów nie zmażą jednej drobniuteńkiej zbrodni? Za jedno życie... tysiąc żywotów uratowanych od gnicia i rozkładu. Jedna śmierć w zamian za sto żywotów, przecież to prosty rachunek. Zresztą, co waży na ogólnej szali życie tego suchotniczego, głupiego i złego babsztyla? Nie więcej niźli życie wszy, karalucha, a nawet mniej, bo to sekutnica szkodliwa". Pieniądz przesłonił u niego podstawową miarę człowieczeństwa, jaką jest wartość człowieka, nieprzeliczalna na żadne dobra. Raskolnikowi wydawało się, ze śmierć starej kobiety, może przysłużyć się innym i być świadectwem jego siły i myśleń prawie że prometejskich. Jak jednak wiemy w konsekwencji i takie postępowanie i poglądy obróciły się przeciwko niemu.

Ze wszystkich lektur, które zostały tu przywołane wypływa jasno i wyraźnie obraz wielkiej siły pieniądza, potrafiącego budować cały świat, przy jednoczesnym niebezpieczeństwie jego używania bez jakiejkolwiek krytyki. Na początku może on bowiem łudzić pozornymi tylko wartościami, przyprowadzając człowieka na skraj przepaści moralnej i duchowej. Skutecznie potrafi on wyzuć ludzi z wszelkich cnót, wyższych rzeczy i pogrążywszy ich w chciwości i złu, porzucić.