Człowiek jest zwierzęciem społecznym. Od tego, jak będzie rozumieć swoje miejsce i wynikającą stąd rolę w społeczeństwie, zależy często nie tylko jego osobisty sukces, lecz także rozwój całego społeczeństwa. W historii literatury były epoki, które na tę wspólnotowość kładły ogromny nacisk. Były jednak także i te, które stawiały przede wszystkim na indywidualizm jednostki.

Pierwsze stanowisko rozwijało się szczególnie w okresie pozytywizmu, choć także wcześniej (choćby na przykładzie Pieśni Jana Kochanowskiego) można zauważyć zalążki podobnego rodzaju myślenia. Doskonałym przykładem bohatera pozytywistycznego, który swoją uwagę bardzo mocno koncentruje na potrzebach otaczającej go zbiorowości jest Stanisław Wokulski z Lalki Bolesława Prusa (czytaj streszczenie).

Wokulski, mimo romantycznego serca, jest jednocześnie wcieleniem wszystkich kluczowych idei II połowy XIX wieku, w tym przede wszystkim myślenia organicznego. Socjologowie tacy jak Hubert Spencer podkreślali, że społeczeństwo to żywy organizm, którego wzrost, jak i śmierć zależy od tego, jak funkcjonują jego pomniejsze części. Jeśli więc chcemy społecznego wzrostu, musimy zadbać o wszystkich, także i tych najbiedniejszych. Nie chodziło jednak o jednorazową pomoc, a o wyciągnięcie do nich ręki, która pomoże im stanąć na nogi i dalej samodzielnie się rozwijać w granicach swoich możliwości. Taką rękę do wielu bohaterów Lalki wyciąga właśnie Stanisław Wokulski.

Wokulski to bohater, który po dramacie powstania styczniowego nie załamał się, ale znalazł inną drogę myślenia o walce społecznej. Najpierw pracował bardzo intensywnie nad samym sobą, aby osiągnąć lepszą pozycję, a przy tym stać się cenniejszym dla społeczeństwa. Od samego początku widać wyraźnie, że pieniądze nie są dla niego celem samym w sobie. Wręcz przeciwnie – są tylko środkiem do dalszego rozwoju, ich pomnażanie zaś jest dopiero logiczną konsekwencją tego rozwoju. Wokulski próbuje tę ideę zaszczepić również arystokracji, Tomaszowi Łęckiemu i jego przyjaciołom, jednak nieskutecznie.

Sam Stanisław Wokulski pierwsze pieniądze zawdzięcza małżeństwu z wdową po Janie Minclu, natomiast błyskawicznie je pomnaża już w wyniku swojej ciężkiej pracy. Nie sprawia to jednak, że Wokulski czuje się lepszym od innych, uwolnionym od jakiegoś rodzaju obowiązków. Wręcz przeciwnie – rosnące zyski stają się dla niego zobowiązaniem społecznym. Stanisław Wokulski jest przekonany, że jego coraz wyższa pozycja oznacza większe obowiązki wobec otaczającej go zbiorowości. Narrator Lalki wielokrotnie pokazuje nam Wokulskiego pochłoniętego tego typu myślami, choćby podczas słynnego spaceru Powiślem. Takie myśli nie nachodzą Wokulskiego incydentalnie, stają się one motorem jego działania, wyznaczają perspektywy kolejnych inicjatyw.

Wokulski to przykład bardzo świadomego wykorzystania kapitału. Pomnaża go, rozbudowuje sklep, daje kolejne miejsca pracy. Jednocześnie bezpośrednio pomaga takim postaciom jak rzemieślnik Węgiełek, który dzięki Wokulskiemu otrzymuje szansę zmiany swojego (dość nędznego, gdy go poznajemy) położenia. Wokulski nie ocenia ludzi po tym, kim w danym momencie są, ale po tym, co robią z daną im szansą. Lenistwo i nieprofesjonalizm potrafią skłonić go do zwolnienia subiekta, determinacja i gotowość do pracy nad sobą jednocześnie sprawiają, że nie odmawia pomocy prostytutce Mariannie.

Główny bohater Lalki w przeciwieństwie do arystokracji widzi i rozumie swoją rolę w społeczeństwie i obowiązki z niej wypływające. Izabella Łęcka zbiera jałmużnę dla biedoty, Wokulski przedstawicielom tej biedoty daje pracę, myśli o budowie szkół dla dzieci, zapewnieniu lepszych warunków sanitarnych. Łęcka i jej podobni robią to wszystko jednocześnie na pokaz, Wokulski robi to wszystko po cichu, bez rozgłosu, z poczucia obowiązku, a nie przekonania o własnej wyższości. Różnica między nim a arystokracją polega nie tylko na innym źródle majątku oraz umiejętności (bądź nie) obracania kapitałem. Dla Wokulskiego status osoby majętnej to zobowiązanie, a nie przywilej.

Dla bohatera Ludzi bezdomnych podobnym zobowiązaniem jest status osoby wykształconej. Tomasz Judym jest jeszcze bardziej radykalny w swoich wyborach niż Stanisław Wokulski.

Tomasz Judym ma przede wszystkim poczucie ogromnego długu wobec społeczności (przede wszystkim tej najbliższej – rodziny), która zdobyła się na wiele wyrzeczeń, aby on mógł się kształcić. Ta pamięć o miejscu pochodzenia, o własnej walce o dojście do określonej pozycji, uzyskanie statusu lekarza, sprawia, że Judym jest ogromnie zaangażowany nie tylko w leczenie pojedynczych przypadków, lecz przede wszystkim we wprowadzenie systemowych zmian, które miałyby przyczynić się do poprawy higieny, a przez to także i zdrowia biedniejszych warstw społecznych.

Judym najpierw walczy o mieszkańców Warszawy, potem angażuje się w walkę na rzecz najbiedniejszych mieszkańców Cisów, którzy są brutalnie wykorzystywani przez zarząd sanatorium, które zdecydowanie bardziej przypomina ośrodek wypoczynkowy niż miejsce, gdzie leczy się zdrowie. Ci, którzy naprawdę potrzebują pomocy, ze względu na swój niski status społeczny, jej nie uzyskują. Judym nie jest w stanie tego zaakceptować. Mimo że kilkakrotnie ponosi porażkę, nie poddaje się i dalej zamierza służyć najbiedniejszym. Jest w swoich wyborach jeszcze bardziej radykalny niż Wokulski. Odmawia sobie bowiem szansy na miłość, na związek, na rodzinne szczęście. Mimo że może mieć u boku kobietę, która rozumie i popiera jego ideały, rezygnuje z tej szansy, by w pełni oddać się na służbę innym.

Wokulski i Judym to przedstawiciele tych, którzy dostrzegali i uznawali swoje obowiązki wobec zbiorowości. Bardzo często jednak byli to także reprezentanci tych, którzy byli w swojej walce na rzecz zbiorowości osamotnieni, tak samo, jak bohaterka Siłaczki Stefana Żeromskiego. Ci bowiem, którzy tę odpowiedzialność powinni przyjąć zdecydowanie bardziej przypominali w swoich zachowaniach Izabelę Łęcką czy Zygmunta Korczyńskiego z Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej.