"Wokulski reaktywacja"

Był pogodny wrześniowy wieczór. O tej porze roku paryski rynek wygląda nad wyraz czarująco, co przyciąga rzesze spacerujących i siedzących w licznych kawiarenkach ludzi. Na szczególną atmosferę tego miejsca oraz jego wdzięk wpływał rozmieszczone do koła wysokie, zadbane domy i gmach, który stał na środku. Gęsto oświetlone domy i latarnie tworzyły specyficzny klimat tego miejsca, dlatego - mimo późnej godziny - po rynku wciąż spacerował tłum ludzi.

Poza centrum stolicy mieszkał niezbyt zamożne mieszczaństwo. Właśnie tam kupił dom Stanisław Wokulski. Jego dom nie wyróżniał się niczym szczególnym wśród innych w tej okolicy. Patrząc na niego od strony ulicy, wydawało się, że właścicielem musi być zubożały arystokrata, który bez reszty pochłonięty codziennymi troskami nie radzi sobie z rzeczywistością i zupełnie nie dba o spory dom. Jednym ze skutków zaniedbania były ciemne od brudu ściany z odpadającym tynkiem, miejscami zielone od mchu porastającego już sporą powierzchnię dachu. Po wejściu do środka domu, można było mile się rozczarować. Wnętrze było doskonale uporządkowane, choć wygląd domu z zewnątrz sugerowałby coś zupełnie innego i raczej wyobraźnia nasuwała obraz chaosu oraz unoszącego się fetoru.

Przestrzeń do zagospodarowania była niewielka, toteż właściciel dołożył wszelkich starań, by otaczały go wyłącznie przedmioty niezbędne do życia oraz kilka gustownych pamiątek uprzyjemniających przebywanie w domu. Centralnym i szczególnym miejscem był sporych rozmiarów salon. Uwagę zwracało jego doskonałe oświetlenie, które padało z niemodnej, antycznej lampy oraz wygodne, choć stare meble. Środek salonu zajmowało drewniane ciemnobrązowe biurko i doskonale z nim skomponowane krzesło, na którym wypoczywał Stach po ciężkim dniu pracy.

Siedział niedbale pochylony w tył, a zmęczone ręce ułożył za głową. Najwyraźniej był wykończony i po całym dniu pracy senny. Po chwili pochylił się, dotknął dłonią ust i donośnie ziewnął, potem przysunął krzesło jeszcze bardziej do biurka i oparł głowę na lewej ręce. Nagle jakby ożywił się. Jego twarz posmutniała i wyraźnie widać było, że coś go trapi. Trwał w tej pozycji przez kilka minut.

Zdecydowanym ruchem chwycił duży i gruby zeszyt, jakby kształtem przypominający pamiętnik. Można było dostrzec wytłoczony złotymi literami napis: "Moja historia". Otworzył pamiętnik na kolejnej stronie, chwycił bordowe pióro i zaczął kreślić na nieskazitelnie białym papierze następujące słowa:

Dziś ponownie nęka mnie tęsknota, nie wiem jednak dlaczego. Moje serce wciąż wypełnia pustka. Cały czas nie mogę się wyzbyć zachowanego w pamięci obrazu Izabeli. Okazuje się nawet, że pamiętam ją tak doskonale, że wystarczy zamknąć oczy, a stoi przede mną jak żywa. Jej kształtna głowa, piękne włosy, duże usta - to cała ona. Wspominam swoją bezgraniczną miłość do niej, ale również to, jak tragiczny był dla mnie jej finał. Z perspektywy czasu potrafię już trzeźwo ocenić tamtą sytuację, co sprawia, iż jasno dostrzegam ten ból, jakiego zaznałem od Izabeli, ale przecież sprawiła go nie tylko mnie, lecz społeczeństwo, o którego lepsze jutro tak bardzo zabiegałem. Za to jej nienawidzę. Cóż począć, gdy jednocześnie czuję ciepły ogień palącego się w mym sercu uczucia.

Nie... - Ulegam wciąż złudzeniu, bo to już nie jest ten sam żar, ale zaledwie płomyczek, który słabo się tli, taki wątły, że wystarczyłby delikatny podmuch wiatru, by go zgasić. Teraz już wiem, że młode lata i ta moja śmieszna romantyczna miłość nie były niczym rozsądnym, uważam je za drobny epizod bez znaczenia. Jestem przekonany, że kolejny raz zdołałbym go uniknąć.

Niespodziewanie przestał pisać, gwałtownie wstał od stołu i zaczął nerwowo szybkimi, szerokimi krokami okrążać pokój. Na szczęście - pomyślał - to fatalne uczucie nie doprowadził mnie do zupełnego bankructwa. Dobrze, że zostało na tyle funduszy, by stworzyć w domu prywatną pracownię chemiczną, bo przynajmniej mam szansę na rozwinięcie moich zainteresowań i miejsce do wykonywania koniecznych eksperymentów. Ogromnie cieszę się, że zdołałem wyzwolić się o od uczucia, które miało na mnie jakże niszczący wpływ i tak skutecznie przysłaniało prawdziwie istotne w życiu wartości. Obecnie jestem wyzwolony, co daje mi nowe możliwość oraz niczym nieskrępowaną swobodę poszukiwania właściwej drogi szczęścia - mruknął do siebie nieco zirytowany, bo przecież wiedział doskonale, że te refleksje zupełnie niepotrzebnie determinują jego postępowanie każdego dnia. Zdecydowaną decyzją wykreślił z pamięci Izabelę i wszystko, co mogło być z nią związane. Poza tym chciał teraz podporządkować swe myśli pracy naukowej, bo ta była dla niego najistotniejsza. Praca naukowa jakby wypełniła pustkę po Izabeli, dlatego nie szczędził sił ani czasu i wiele pracowitych nocy przesiedział w zamienionej na laboratorium piwnicy. Taką znalazł metodę na wymazanie z pamięci wspomnień, a zarazem wreszcie czerpał radość z życia i czuł, że jego praca ma sens. Podobnie postąpił teraz. Ze skowytem otworzył ciężkie drzwi, pochylił się i krętymi schodami zszedł do pracowni. Laboratorium było położone w głębi piwnicy, dlatego dźwięk jego kroków stopniowo rozchodził się i zanikał. Zapewnie po raz kolejny odda się swej pracy bez reszty, będzie pracował, używając skomplikowanej maszynerii owiany gęstym zapachem różnorodnych odczynników. Może tym razem ponowiony eksperyment pozwoli mu na odkrycie nowej zagadki materii. Nikt nie może przewidzieć, kiedy Wokulski-naukowiec zechce opuścić górnolotne ambicje naukowe i opuści piwnicę stęskniony za prozą życia.