Operacja deportacyjna ludności z terenów polskich

Na mocy układu między III Rzeszą, a ZSRR w dniu 28.IX 1939 roku, podzielono Polskę między owe państwa. Ziemie, które dostały się pod okupację radziecką dołączono do marionetkowych republik Białoruskiej i Ukraińskiej. Na Obszarze tym w latach 1939-1941 dochodziło do zmian politycznych, społecznych i gospodarczych. Postanowiono za wszelką cenę zatrzeć jakikolwiek ślad polskości tych ziem oraz wyeliminować wszelkie próby oporu wobec Stalina. W tym celu stosowano na szeroką skalę terror, zastraszano Polaków oraz niszczono ich struktury. Poza tym sowieci stosowali deportacje, które szczególnie się nasiliły w latach 1940-1941. Zostały one przeprowadzone cztery razy na ziemiach polskich: w lutym, kwietniu, czerwcu 1940 r. oraz w na przełomie maja i czerwca 1941 r. Przesiedlenia Polaków zostały zatwierdzone w uchwale o wysiedleniu tzw. osadników z 5 grudnia 1939 roku przez Biuro Polityczne KC WKP (b) oraz Radę Komisarzy Ludowych ZSRR. Następnie 29 grudnia tego samego roku przez RKL ZSRR została zawarta instrukcja na temat deportacji oraz utworzenia specyficznych osiedli, do których mieli trafić polscy przesiedleńcy. Za najbardziej niebezpieczną grupę z punktu widzenia polityki Związku Radzieckiego okazali się polscy żołnierze z 1920 roku, którzy otrzymali ziemie na kresach wschodnich. Następną grupą niewygodną dla komunistów byli chłopi polscy, którzy wykupili ziemie na wschodzie z parcelacji wielkich majątków. Stalin widział w nich przyszłe zagrożenie z racji ich wzbogacania się gospodarczego, a szczególnie poprzez działalność polityczną. Deportacji zostali poddani także pracownicy służby leśnej. Polacy, którzy znajdowali się na terenie Ukrainy i Białorusi nie byli przychylnie traktowani przez ludność miejscową. Dzięki temu Stalin mógł maskować prawdziwą niechęć do naszych rodaków pod przykrywką aktu sprawiedliwości na rzecz Ukraińców i Białorusinów. Poza tym Stalin w ZSRR stosował strategię zbiorowej odpowiedzialności. W związku z czym usuwał on w ten sposób osoby, które posiadały nowe nabytki terytorialne oraz te, które miały osobiste powody, aby nienawidzić komunistów. Deportowano także osoby, które miały posłuch wśród ludzi i mogły podburzać innych przeciwko władzom sowieckim. Wywarło to wpływ na rodziny osób wcześniej represjonowanych jak choćby aresztowanych przez NKWD, przetrzymywanych przez Niemców w obozach jenieckich, nielegalnie zbiegłych za granicę oraz tych, których skazano na pobyt w obozach pracy. Polaków w 1940 roku wywieziono do Kazachstanu do obwodu aktiubińskiego, akmolińskiego, kustanajskiego, pawłodarskiego oraz do obwodów północnokazachstańskich: piertopawłowsku i semipałatyńskich. Poza rodzinami, osób które zostały wcześniej represjonowane deportacją objęto bliskich oficerów polskich, funkcjonariuszy policji, służby więziennej i żandarmerii, ziemian, fabrykantów oraz urzędników polskich i przewieziono je w głąb ZSRR. Do pracy na kazachstańskich stepach przydzielano kobiety, dzieci i osoby starsze z miast, które nie były przystosowane do ciężkich prac na gospodarce rolnej oraz do życia w bardzo trudnych warunkach i w surowym klimacie. W ten sposób Stalin chciał wyniszczyć osoby wysiedlone. Poza Polakami, których było najwięcej deportacja objęła także osoby takiej narodowości jak: Żydzi, Ukraińcy, Białorusini. Teraz trudno już określić dokładną liczbę osób wysiedlonych oraz ich narodowość. Zawirowania kampanii wrześniowej II wojny światowej doprowadziły do tego, że wiele osób zamieszkujące Polskę w obawie przed Niemcami przeniosła się z zachodu na wschód. Byli to przede wszystkich osoby narodowości żydowskiej. Trudno jednak dziś określić również liczebność migracji tej grupy osób. Osoby migrujące w obrębie naszego państwa wcale nie były bezpieczne. W 1941 roku akcję deportacyjną nazwano oczyszczaniem obszarów inkorporacyjnych przez ZSRR w latach 1939-1940. NKWD wydało wyrok deportacji na członków instytucji, które zostały uznane przez komunistów za kontrrewolucyjne, poza tym żandarmi, strażnicy więzienni, kupcy, obszarnicy, przemysłowcy, wyżsi urzędnicy państwowi i samorządowi, byli oficerowie, osoby skazane za przestępstwa kontrrewolucyjne, ludzi których podejrzewano o działania przestępcze, oraz te które się ukrywały przed władzami rosyjskimi. Oczywiście nie oszczędzono również rodzin wszystkich tych grup i osób podległych deportacjom. Osoby te zostały wysiedlone w głąb Rosji do Krasnojarska, a także do obwodu: omskiego, południowo-kazachstańskiego i no wosybirskiego. Komuniści podczas tej akcji dążyli do aresztowania mężczyzn, którzy byli oddzielani od swoich bliskich przed samym transportem. Następnie zostawali przewożeni do obozów pracy. Najwięcej osób deportowano w pierwszym dniu wysiedlenia. Cała akcja komunistów zakończyła się 18 czerwca 1941 roku, choć ostatni transport kolejowy wyjechał 22 czerwca 1941 roku. Był to dzień wybuchu wojny między wcześniejszymi sojusznikami ZSRR a Niemcami. W nocy z 19 na 20 czerwca 1941 roku, czyli po tygodniu od deportacji państw bałtyckich doszło do wywożenia Polaków z zachodniej Białorusi. Opuściło wówczas ten kraj 20 transportów z naszymi rodakami. Niemcy sprzeciwiając się ZSRR zaczęli bombardować drogi kolejowe szczególnie w okolicach Mińska. Doprowadziło to do tego, że 5 transportów pozostało w mieście bądź przed samym Mińskiem. Ludzie, którzy znajdowali się w załadowanych wagonach zostali również zbombardowani przez niemieckie Luftwafe. Działania niemieckie były błyskawiczne. Dążyli oni do tego, aby okrążyć Armię Czerwoną pod Mińskiem. W związku z czym Rosjanie uciekli pozostawiając resztę osób przeznaczonych do deportacji własnemu losowi. Poprzez masowe deportacje Związek Radziecki zmierzał do stworzenia sobie możliwości do rozwoju komunizmu w Polsce. Za tym miała iść przebudowa gospodarki w kierunku komunistycznym. Żeby umożliwić realizację tych celów władzę w każdym mieście, powiecie i obwodzie oddano w ręce tymczasowych zarządów Armii Czerwonej i systematycznie rozbudowywano tam strukturę NKWD. Okupowane obszary zamieszkane były w 45% przez Polaków. Narodowość ta była praktycznie pozbawiona prawie całej intelektualnej elity, niemal wszystkich księży, wielu dawnych policjantów, urzędników. W procesie sowietyzacji nowe władze postanowiły ich jako pierwszych usunąć.

Statystyka osób deportowanych w latach 1940-1941

Liczba Polaków jaka została poddana deportacji w głąb ZSRR przez władze komunistyczne nie jest do końca jasna. Statystyka tej sprawy jest oparta na porównaniu informacji, które przedstawili sami Polacy ze statystyką radziecką z czasów II wojny światowej. Deportacje na wschodzie naszego państwa bardzo interesowały państwo podziemne, a także władz polskiej emigracji, która przebywała za granicami Polski. Dzięki temu starano się ustalić liczbę osób, która została objęta deportacją przez władze komunistyczne. Poza tym próbowano ustalić jakie osoby zostały objęte wysiedleniem oraz co się potem z nimi działo. Naturalnie informacje te zbierane przez polskie podziemie i emigrację nie były pełne i nie do końca przedstawiały rzeczywistość. Najważniejszymi źródłami w sprawie deportacji okazały się relacje świadków i uczestników tych wydarzeń, które były częściowe, napiętnowane emocjami oraz przypadkowe. Dzięki tym informacjom Polacy określili szacunkową liczbę transportów wysiedleńczych oraz liczbę deportowanych. Jesienią 1940 ustalono, że podczas masowych deportacji w lutym 1940 roku wywieziono z Polski 250 tysięcy osób, w kwietniu 1940 roku około 300 tysięcy natomiast w czerwcu tego samego roku 400 tysięcy. W czasie kiedy doszło do zmian w stosunkach polsko-radzieckich w 1941 roku i zostały wznowione stosunki dyplomatyczne zaczęto zbierać wiadomości na temat liczby, rozmieszczenia naszych rodaków oraz ich losów, którzy zostali wysiedleni w głąb ZSRR w latach 1939-1941. Temu zadaniu na szeroką skalę poświęciły się takie instytucje jak ambasada polska w ZSRR oraz jej odłamy w terenie, a także sztab armii polskiej. Bazowano wówczas na liczbie deportowanych, która została ustalona na jesieni 1940 roku. Poza tym starano się wyjaśniać różnicę jaka się pojawiła w konfrontacji z rzeczywistą liczbą naszych rodaków znajdujących się na terenie ZSRR. Najczęstszym wyjaśnieniem zdecydowanie mniejszej liczby naszych obywateli na terenie wysiedlonym były warunki obozowe w jakich znajdowali się Polacy w wyniku, których dochodziło do bardzo wielu zgonów. Wciąż najważniejszymi informacjami na temat przesiedleń były wiadomości od osób, które zgłaszały się do polskiego wojska oraz tych, którzy szukali pomocy w polskich instytucjach. Organizacje te jednak nie miały możliwości z dotarciem do wszystkich dużych skupisk naszych obywateli w celu ustalenia ich liczby. Pomimo tego w kwietniu 1942 roku ambasada polska oszacowała liczbę Polaków, którzy znajdowali się na obszarze ZSRR w wyniku deportacji na 593325 osób. Jeszcze bardziej dokładniejsze dane w tej sprawie przedstawiono pod koniec 1942 roku. Liczba ta wówczas wynosiła 260399 obywateli polskich. Dane te zostały uaktualnione w wyniku opuszczenia wojska polskiego oraz ludności cywilnej, która przyłączyła się do niego. Obecna historia w sprawie liczby osób deportowanych z Polski opiera się na ocenach z lat 1940-1942 i kształtuje się najczęściej w granicach od 880 do 1080 tysięcy. Po latach polscy historycy otrzymali dokumenty z ZSRR, w których przedstawione zostały znacznie niższe liczby osób przesiedlonych. W wyniku czego, niektórzy historycy odnieśli się do nich z rezerwą, inni je po prostu pominęli. Zdecydowana większa ich część natomiast uznała je za wiarygodne, lecz należałoby je jeszcze uściślić. Kiedy odkryto dokumentację NKWD okazało się, że w lutym 1940 roku przewieziono do ZSRR od 139 do 141 tysięcy osób, z tej liczby 88 do 89 tysięcy osób deportowano z zachodniej Ukrainy, a około 51 tysięcy z zachodniej Białorusi. Statystycznie dane te wskazywały, że ogólna liczba deportowanych w tym roku pod względem narodowościowym wynosiła: Polacy 81,7 %, Ukraińcy 8,8%, Białorusini 8,1 % oraz mieszkańcy innych państw 1,4 %. Natomiast mężczyźni podczas deportacji, którzy mieli powyżej 16 lat stanowili 27,7 %, kobiety 28,7 %, dzieci w wieku od 14 do 16 roku życia 8,6 % oraz dzieci do 14 lat 35 %. Z kolei w kwietniu 1940 roku do Kazachstanu zostało deportowanych mniej więcej 61 tysięcy osób. Informacje na temat wysiedleń w czerwcu zaczerpnięte z archiwów radzieckich nie są jednakowe. Według jednej z nich deportacji poddano 75267 ludzi, z czego 51503 osób pochodziło z zachodniej Ukrainy oraz 23764 z zachodniej Białorusi. Inne źródła mówiły, że podczas deportacji z Ukrainy przesiedlono 57774 osoby, a z Białorusi 22789 osób. Według tej drugiej informacji wynikałoby, że czerwcowe wysiedlenie objęło 80653 osoby. Z czego 84,6 % tych ludzi stanowili Żydzi, 11 % Polacy, 2,3 % Ukraińcy oraz najmniej było Białorusinów, gdyż stanowili oni 0,2 % wszystkich deportowanych. Statystyki z 1 kwietnia 1941 roku wykazały, że wśród tych osób znajdowało się 38 % mężczyzn, 34,8 % kobiet oraz 26,5 % dzieci. Dokumenty NKWD z kolei z 1941 roku informowały, że z zachodniej Ukrainy przetransportowano 11093 osoby z Litwy 12838 osób choć inne źródła wskazywały na większą liczbę kształtującą się w granicach 13170 ludzi. Poza tym obozy pracy zasiliły kolejne 4663 osoby. W przypadku danych na temat osób wysiedlonych z Białorusi NKWD nie ma jasnych informacji. Szacunkowo można określić je w granicach od 20,3 do 24,3 tysiąca ludzi choć przypuszcza się, że liczba ta wynosiła około 21 tysięcy. Jeśli chodzi o Polaków, którzy zamieszkiwali tereny Litwy to trudno jest określić ilu z nich deportowano z tego obszaru w 1941 roku, gdyż statystyki o tym nie mówią. Przypuszcza się, że stanowili oni mniej więcej od 34 do 45 tysięcy osób wysiedlonych z Litwy. Według źródeł, które zostały udostępnione przez ZSRR przyjmuje się, że ogólna liczba osób deportowanych w latach 1940-1941 stanowiła od 309 do 327 tysięcy Polaków. Zastrzeżono mimo to, że liczba ta najprawdopodobniej była wyższa. Poza wielkimi czterema falami deportacyjnymi komuniści przeprowadzali również indywidualne wysiedlania członków rodzin osób przesiedlonych. Miały one charakter masowy, a rodziny docierały do swoich bliskich z kilku miesięcznym poślizgiem. Cała akcja deportacyjna prowadzona przez ZSRR trudna jest do precyzyjnego określenia ilościowego z oczywistych względów. Kiedy sowieci zajęli Besarabię oraz północną Bukowinę doprowadzona tam do podobnych przemieszczeń ludności tamtych państw. Przykładem na to może być choćby fakt, że 130 tysięcy niemieckich kolonistów opuściło tamte tereny. W celu zastąpienia takiej rzeszy ludzi władze komunistyczne postanowiły przesiedlić na to miejsce od 13 do 16 tysięcy Polaków z obwodu lwowskiego i wołyńskiego. Poza wyżej wspomnianymi działaniami ZSRR doprowadzono do przymusowych deportacji ludzi z jednego państwa do innego, nad którymi władzę sprawowały władze sowieckie. Kiedy Stalin ustanowił dekret o ochronie granic państwowych ZSRR w 1940 roku doprowadzono do tego, że ze strefy przygranicznej deportowano 35,3 tysiąca osób z zachodniej Białorusi, a także 102,8 tysiąca ludzi z zachodniej Ukrainy. Mieszkańcy tych państw byli przemieszczani do tych samych obwodów i rejonów chociaż niektórzy z nich trafili do wschodnich republik czyli poza przedwojenne granice tych państw. Wiadomości na ten temat są szczątkowe i trudno cokolwiek powiedzieć o liczbie osób deportowanych w ten sposób.

Stany społeczne niewygodne dla ZSRR i podległe deportacją

W roku 1940 NKWD opracowało całą listę "elementów antysowieckich", z których postanowiono oczyścić nowo zdobyte ziemie. Do ewidencji wciągnięto następujące grupy osób:

"a.) wszystkich członków partii niekomunistycznych, od anarchistów i trockistów poczynając, a na partiach prawicowych kończąc,

b.) wszystkich członków korporacji studenckich, organizacji strzeleckich, młodzieżowych, organizacji sportowych,

c.) byłych żandarmów, policjantów, byłych pracowników policji i więziennictwa,

d.) byłych oficerów wszystkich armii nie sowieckich,

e.) byłych ochotników armii "białych" i innych armii antysowieckich,

f.) wszystkich uchodźców, emigrantów politycznych, reemigrantów, repatriantów.

g.) wszystkich przedstawicieli firm zagranicznych i pracowników byłych urzędów państwowych,

h.) osoby utrzymujące łączność z zagranicą lub z poselstwami i konsultantami państw obcych,

i.) byłych pracowników Czerwonego Krzyża,

k.) członków stowarzyszeń religijnych, duchownych, personel kościelny i "aktyw religijny",

l.) byłą szlachtę, ziemian, kupców, bankierów, przemysłowców, którzy posługiwali się pracownikami najemnymi, właścicieli przedsiębiorstw, hoteli i restauracji."

Osoby te uznano za przeciwników ustroju, czekały je represje, najczęściej w postaci deportacji. Najbardziej niebezpiecznych osadzano w więzieniach, często zabijano po krótkim, stronniczym procesie.

Skazanych na "wywózkę" kwalifikowano do trzech grup:

- "aresztowanych" - skazywano ich na od trzech do piętnastu lat pobytu w łagrze;

- "specprzesiedleńców" - przesiedlano ich do osad, w których bardzo ograniczano wolność osobistą - podróżować można było tylko do pobliskich wiosek na zakupy, pod kontrolą specjalnych strażników. Normy żywnościowe były typowo obozowe, a mieszkańców zmuszano do ciężkiej pracy.

-"wolni zesłańcy" - nie byli zmuszani do pracy, sami jednak musieli zdobywać środki do życia w nowym domu, gdzie panowały ciężkie warunki do życia.

Za bardzo niebezpiecznych, uznał Kreml osadników wojskowych, polskich weteranów wojny z 1920 roku, którzy w zamian za zasługi otrzymali od władz nadania ziemskie na Kresach. Za zagrożenie uznano również cywilnych kolonistów - polskich chłopów, którzy kupili na wschodzie atrakcyjne ziemie, pochodzące z parcelacji dużych majątków. Posiadali oni zazwyczaj wysoką pozycję gospodarczą i byli aktywni politycznie. Uchwałę przeciw nim, "o wysiedleniu osadników" przyjęły 5.XII.1939 r. Biuro Polityczne KC WKP(b) oraz Rada Komisarzy Ludowych ZSRR. Dnia 29 grudnia RKL ZSRR zatwierdziła na jej podstawie instrukcję o trybie deportacji i organizacji miejsc ich zesłania. Decyzję ZSRR poparła miejscowa ludność ukraińska i białoruska, z niechęcią patrząca na polskich obszarników i gotowa przejąć ich ziemie.

Akcja wysiedleńcza

Samą deportację rozpoczęto w nocy z9 na 10 lutego 1940 roku. Warunki atmosferyczne były wybitnie niesprzyjające - mróz sięgnął temperatury - 40 stopni Celsjusza. Deportowanym zezwolono na zabranie ze sobą odzieży, wartościowych rzeczy, naczyń, żywności, narzędzi. Maksymalnie bagaż jednej rodziny mógł jednak ważyć tylko 500 kg. Na miejscu Polacy zostawiali więc często dorobek swojego życia - sprzęt rolniczy, cały żywy inwentarz, nieruchomości.

W czasie tej deportacji wywieziono poza wspomnianymi osadnikami cywilnymi i wojskowymi, także przedstawicieli innych grup, w tym wielu pracowników służby leśnej.

Większość zesłano w głąb Rosji jako wolnych zesłańców, jednak część deportowanych - mężczyzn rozdzielono od rodzin i posłano do łagrów, bądź uczyniono specprzesiedleńcami.

Kolejna akcja deportacyjna skierowana była przeciw ludziom, którzy na skutek działań ZSRR mogli mieć powody do wrogości wobec władz radzieckich. Objęła więc ona głównie rodziny aresztowanych przez NKWD, osadzonych w obozach pracy deportowanych, bądź tych którzy uciekając przed władzami zbiegli za granicę. Decyzję o kolejnym masowym przesiedleniu Biuro Polityczne KC WKP(b) i Rada Komisarzy Ludowych ZSRR podjęły 2 marca 1940 r. Dnia 10 kwietnia zatwierdzono konkretne instrukcje o trybie przeprowadzenia operacji, która rozpoczęła się dwa dni później - w nocy z 12 na 13 kwietnia.

Żołnierze radzieccy wywlekali z domów zaskoczonych ludzi, znów zezwalając na wzięcie ograniczonej liczby bagażu. Tym razem regułą stało się rozdzielanie rodzin. Kobiety, dzieci i osoby starsze wysyłano zazwyczaj na kazachskie stepy, mężczyzn umieszczano w kołchozach - ogółem 36729 osób, sowchozach - 17923 osób, bądź w osiedlach robotniczych przy różnych przemysłowych przedsiębiorstwach lub przy budowie kolei. Deportowano nie tylko Polaków, a także ludność narodowości żydowskiej, białoruskiej i ukraińskiej.

Kolejna masowa deportacja dotknęła ludność z centralnej i zachodniej Polski, która obawiając się prześladowań ze strony Niemców po wrześniu 1939 roku zbiegła na wschód. W ZSRR nazywano ich"bieżeńcami", znaczą ich część stanowili Żydzi. Część z nich - 66 tys. osób, na mocy porozumienia radziecko-niemieckiego odesłano na tereny okupowane przez Rzeszę. Pozostali mieli wedle planu zostać wysiedleni wraz z rodzinami osób represjonowanych w kwietniu 1940 roku. Jednak na skutek opóźnień w wymianie ludności między ZSRR, a Niemcami wysiedlenie nastąpiło w nocy z 28 na 29 czerwca 1940 roku.

Kolejna akcja deportacyjna dotyczyła wszystkich pozostałych osób uwzględnionych w sporządzonym wcześniej spisie. Rozpoczęła się 22 maja 1941 roku na terenie tzw. Zachodniej Ukrainy. Transporty wypełnione deportowanymi ludźmi kierowano do Kraju Krasnojarskiego, do południowego Kazachstanu i na Syberię do obwodów omskiego i nowosybirskiego. Dnia 14 czerwca 1941 roku akcją deportacyjną objęto tereny Litwy, Łotwy i Estonii. Znów mężczyźni, "głowy" rodzin oddzielani byli do bliskich i kierowani do obozów pracy. Deportacja, która największe nasilenie osiągnęła pierwszego dnia, trwała aż do 22 czerwca. Zbiegła się ona z wybuchem wojny radziecko-niemieckiej, przez co ok. 10-13% wywożonych poniosło śmierć, a dalsze 12-15% odniosło rany w wyniku niemieckich bombardowań kolei. Niektóre oddziały konwojujące deportowanych zostawiały ich samemu sobie, uciekając w popłochu przed błyskawiczną, niemiecką ofensywą.

Dla wszystkich akcji deportacyjnych wspólnym było prowadzenie akcji z zaskoczenia i utrzymywanie w tajemnicy miejsca wywózki. Starano się również zataić fakt wyludnień przed zagraniczną opinią publiczną. NKWD zawsze dokładnie opracowywało instrukcje deportacyjne. W każdym powiecie zakładano sztab deportacyjny, którym kierowało kilku oficerów NKWD nadzorujących działania poszczególnych grup operacyjnych. Owe grupy zjawiały się w domostwach późną nocą lub wczesnego ranka i składały się z oficera NKWD, podległych mu żołnierzy, miejscowych milicjantów i przedstawicieli lokalnych władz. Po zakomunikowaniu decyzji o przesiedleniu, przeprowadzano dokładną rewizję, celem sprawdzenia czy w domu nie jest ukrywana broń. Nierzadko podczas owej rewizji korzystano z okazji i rabowano mieszkańcom cenne rzeczy. Następnie wyznaczano im określony czas na spakowanie się i opuszczenie domostwa. Zwykle wynosił on 30 minut, jednak część grup operacyjnych pałająca do Polaków nienawiścią zaniżała go do 10-15 minut. Podobnie było z limitem wagowym bagażu dla każdej rodziny - również był on podany dokładnie w instrukcji, jednak poszczególni funkcjonariusze NKWD sami decydowali ile i jakich rzeczy może zabrać ze sobą wysiedleniec. Czasem oficerowie bywali dla zsyłanych życzliwi - pozwalali zabrać tyle bagażu ile zdołają unieść i pomagali przy załadunku. Wysiedleni byli dowożeni furmankami, ciężarówkami bądź saniami do stacji kolejowych, dalej zaś wywożeni wagonami towarowymi, przerobionymi nieco, by umożliwić przewóz ludzi. Wspomniane przeróbki polegały na umieszczeniu po bokach wagonu piętrowych prycz, zamontowania wewnątrz żeliwnego piecyka i wycięciu otworu w podłodze, mającego służyć za ubikację. W takim wagonie jechało, w zależności od wielkości deportacji 20 do 60 osób. Najczęściej panował w nich tłok. To jak i jakie wydawano zesłanym posiłki również zależało od konkretnego transportu - w jednych czyniono to regularnie, w drugich sporadycznie, raz na kilka dni. Wielkim problemem były racje wody, wahające się w okolicach dwóch wiader dziennie na wagon. Najbardziej męczyło pragnienie podczas deportacji czerwcowych, gdy panowały wielkie upały. Mała ilość wody, koniecznej do utrzymania higieny, wielki tłok oraz obskurne toalety przyczyniły się do epidemii chorób - świerzbu, czerwonki, rozprzestrzeniania się pcheł. Dodatkowo podczas pierwszych dwóch akcji wysiedleńczych ludzi dręczył mróz, sięgający nieraz do 40 stopni Celsjusza poniżej zera. Wszystko to przełożyło się na dużą ilość zgonów w trakcie wywózki. Umierały zwłaszcza dzieci i osoby starsze, ich zwłoki pozostawiano bez pogrzebu podczas przystanku.

Nie można precyzyjnie określić jaka była dokładna liczba wywiezionych. Źródłami mogącymi przybliżyć te warunki są pochodzące z czasów wojny szacunki polskiego podziemia oraz ujawnione niedawno dokumenty radzieckie. Na podstawie danych podziemia, przygotowanych dla rządu na uchodźstwie, można by szacować, że w czasie pierwszej deportacji w lutym 1940 roku wywieziono ok. 250 tys. ludzi. W kolejnej z kwietnia tego samego roku około 300 tys., w czerwcu zaś 400 tys. osób. Dane te mogą być jednak zawyżone. Z dokumentacji NKWD wynika, że podczas pierwszej deportacji wywieziono ok. 140 tys. osób, w czasie drugiej, kwietniowej ok. 61 tys. osób, zaś w czerwcu 1940 toku ok. 80 tys. osób - choć część dokumentów zaniża tą liczbę do 70 tys. Dane dotyczące ostatniej fali wysiedleń nie są spójne. Należy pamiętać, że część osób była deportowana w innych terminach, niezależnie od wspomnianych akcji.

W 1941 roku po podpisaniu układu Sikorski-Majski Polska i Związek Radziecki nawiązały ponownie stosunki dyplomatyczne. Ambasada polska w ZSRR przystąpiła na mocy tego układu do zbierania informacji na temat liczebności zesłańców, ich rozmieszczenia w głąb Rosji. Do kwietnia 1942 roku na podstawie działań jednostek terenowych i relacji świadków określono liczbę Polaków w ZSRR na 593 325 osób. W końcu 1942 roku, gdy ewakuowano na Bliski Wschód Armię Andersa wraz z częścią ludności cywilnej na terenie Związku Radzieckiego pozostawało jeszcze 260 399 osób - dane również wedle polskiej ambasady.

Gułagi

Zdecydowanie najgorzej mieli ludzie zesłani do gułagu, który nazywano również łagier. Nazwa ta to pochodzi z rosyjskiego "Gławnoje Uprawlenije Łagierej", Głównego Zarządu Łagrów. Pełną nazwa tej instytucji określano "Gławnoje Uprawlenije Isprawitielno-Trudowych Łagieriej" czyli tak zwanych Główny Zarząd Poprawczych Obozów Pracy. Urząd ten działał w ZSRR już od 1929 r., aż do 1965 roku, początkowo pozostawał podległy NKWD. Z czasem został on włączony do ministerstwa spraw wewnętrznych, które stało się administratorem w tych obozach pracy na terenie ZSRR oraz państw jemu podległym. W największym rozkwicie gułagów na terenie całego ZSRR utworzono kilka tysięcy obozów pracy przymusowej. System obozów, zbliżony do niemieckiej sieci obozów koncentracyjnych przyniósł śmierć milionom ludzi, w tym wielu Polakom. Warunki w nich były skrajnie bardzo złe natomiast ludzie, którzy tam żyli byli zmuszani do wysiłku ponad siły graniczącej z pracą niewolniczą.

Teoretycznie przebywający w obozach mieli przejść proces "reedukacji przez pracę", w praktyce zesłani tam skazywani byli na zagładę. Gułagi w ten sposób stały się źródłem pracy niewolniczej na ogromną skalę oraz miejscem śmierci wrogów sytemu komunistycznego. Więźniowie wykorzystywani byli do najcięższych prac - w kamieniołomach, kopalniach, przy budowie mostów i linii kolejowych, zapór, rurociągów, ścince drzewa. Ciężka praca, którą więźniowie wykonywali w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych okazała się najczęstszą przyczyną śmierci więźniów tych obozów.

W latach trzydziestych XX wieku przymusowe obozy pracy stały się największym systemem niewolniczym w ówczesnym świecie. Funkcjonowanie gułagu nie było w żadnym przypadku sprawiedliwe, było to niewolnicze wykorzystanie ludzi. Okazało się jednak mimo to, że było to celowe działanie systemu komunistycznego, aby osiągnąć wzrost gospodarczy ogromnego państwa jakim było ZSRR. W sytuacji kiedy władze komunistyczne dążyły do nowych wielkich inwestycji w bardzo wielu przypadkach więźniowie gułagów byli w tym celu wykorzystywani. Do takich przedsięwzięć możemy zaliczyć choćby: budowę huty w Magnitogorsku, kanału Białomorskiego, transsyberyjską magistralę kolejową, budowę od podstaw pary syberyjskich miast, największym z nich był Nowosybirsk.

W obozach tych zwłaszcza w tzw. szaraszkach, organizowano również ściśle tajne badania, które były zakazane ze względów etycznych np. nad bronią chemiczną i biologiczną, atomowej, bakteriologicznej eksperymentując na więźniach. Stanowiły one niewielką wydzieloną część gułagu, w której znajdowały się zdecydowanie lepsze warunki życia. W szaraszkach więziono naukowców, którzy odsiadywali wyroki i pracowali anonimowo przekazując jednocześnie wyniki swoich prac w ręce specjalistów rosyjskich. Następnie Rosjanie przedstawiali je opinii publicznej jako swoje odkrycie.

Przeciętny czas życia w obozach wynosił od 5 do 7 lat, przeżywało tylko 15 do 20% osadzonych. Zostawały tam deportowane osoby, które otrzymały wyroki najmniej pięcioletnie. Co gorsza tym, którzy przeżyli nie było dane potem wrócić do domu zaraz po wypuszczeniu kierowani byli do ciężkiej pracy fizycznej poza obozami. W ten sposób ich wysiedlenie trwało z reguły do końca ich życia.

W latach od 1942 do 1953 w Gułagach przebywało ok. 10-12 mln ludzi, czyli około 5% populacji całego ZSRR. Spośród wysłanych tam dziesiątek tysięcy Polaków przeżyło raptem kilka tysięcy osób.

Najpierw do przymusowych obozów pracy byli przywożeni rzeczywiści przeciwnicy systemu komunistycznego. Z czasem deportowane tam zostawały osoby, które posiadały tak zwane pochodzenie społeczne. Natomiast w latach trzydziestych przymusowe obozy pracy zaczęli zasilać osoby pochodzące z czystek politycznych z partii komunistycznej. Największa liczba ludzi, która trafiła do gułagów trafiała tam przypadkowo poprzez doniesienie na nich przez sąsiadów itp. Rosjanie podczas trwania II wojny światowej w pierwszej kolejności uzupełniali braki w więźniach w gułagach mieszkańcami państw podbitych takich jak: Polska, Litwa, Estonia i Łotwa. Po nich dopiero kierowano do przymusowych obozów pracy niemieckich jeńców wojennych oraz żołnierzy Armii Czerwonej, którzy zostali wcześniej wzięci do niewoli przez Niemców. Tacy żołnierze radzieccy uważani byli za zdrajców ZSRR.

Aleksander Sołżenicyn przedstawił w swoim dziele pod tytułem "Archipelag gułag" statystykę umieralności od samego powstania przymusowych obozów pracy, czyli od rozpoczęcia rewolucji do roku 1956. Liczbę ludzi, którzy umarli w gułagach Sołżenicyn obliczył na około 60 milionów ludzi. Bardziej dokładne dane przedstawił Robert Conquest, który był historykiem. Dowodzi on w swojej książce pod tytułem "Wielki terror", że liczba ofiar w przymusowych obozach pracy kształtuje się wokół 42 milionów osób. Ilość ta została zaczerpnięta z zaksięgowanych danych na temat umieralności w samych obozach przez władze obozowe. Poza tym do wyżej wspomnianej liczby dodał on ilość zgonów wynoszącą od 10 do 30 milionów ludzi, którzy umarli w skutek transportu, chorób, wycieńczenia organizmu już po opuszczeniu gułagów. Robert Conquest przedstawił także na podstawie archiwum obozowego ile osób było więźniami gułagów. W latach 1931-1932 przebywało tam około 2 milionów ludzi, w latach 1933-1935 blisko 5 milionów, w latach 1935-1936 mniej więcej 6 milionów. Wynika z tego, że liczba deportowanych do przymusowych obozów pracy rosła z roku na rok. Wielkie ożywienie oraz rozwój gułagów mogliśmy zaobserwować podczas drugiej wojny światowej, gdyż w latach 1942-1953 zawsze przebywało tam od 10 do 12 milionów więźniów, co stanowiło 5 % całego społeczeństwa ZSRR.

Warunki życia w miejscach zesłania

Nielekko miały, także osoby zsyłane w charakterze "wolnych zesłańców" i "specprzesiedleńców". Jeszcze przed ich przybyciem wyznaczone do tego instytucje, głównie przedsiębiorstwa gospodarki leśnej miały wybudować szereg baraków i domów. Władze komunistyczne ustalały komu przyznać jakie zakwaterowanie. Pracownicy wolnonajemni mieli otrzymać dla swojej rodziny oddzielną izbę lub przeznaczone miejsce w baraku, tak aby każda osoba miała dla siebie minimum 3 metry kwadratowe przestrzeni mieszkalnej. Pamiętniki osób zesłanych oraz informacje pochodzące z dokumentacji NKWD są zgodne co do tego, że we wszystkich miejscach zesłania w ZSRR rozmieszczenie więźniów odbywało się z wielkimi trudnościami. Wiązało się to z tym, że budynków było za mało i nie zdołano zapewnić planowej powierzchni mieszkalnej dla Polaków przez co musieli oni własnymi rękami wybudować sobie nowe domostwa. To wpłynęło znacząco na warunki życia osób deportowanych, gdyż prawie nigdzie nie można było zorganizować osobnych pomieszczeń dla rodzin. Bardzo złe warunki mieszkaniowe przedstawiono nawet Stalinowi, Berii i Mołotowowi, dzięki temu latem 1940 roku podjęto decyzję o zbudowaniu dodatkowych budynków mieszkalnych. To przyczyniło się tylko do niewielkiej poprawy więźniów, lecz zesłańcy odczuli wówczas poprawę życia. Budowa nowych mieszkań dla osób deportacyjnych odbywała się oczywiście rękami samych zainteresowanych czyli więźniów gułagów.

Służby więzienne gułagów bardzo często nie była przygotowana do odpowiedniego utrzymania porządku w przymusowych obozach pracy. Doprowadzało to do tego, że na szeroką skalę ukazywał się tam bałagan, brakowało mieszkań dla więźniów, okazała się niedostateczna ilość odzieży roboczej oraz narzędzie do pracy, brakowało prowiantu dla ciężko pracujących osób deportowanych. Wielkim problemem gułagów było nieumiejętność wykorzystywania ogromnej siły roboczej przez władze obozów pracy, którym sytuacja wymykała się spod kontroli. Dodatkowo problem braku pracy dla więźniów powodowało to, że deportacje odbywały się w obrębie tego samego obwodu.

Informacje jakie zostały ujawnione z danych NKWD z jesieni 1940 roku pokazały, że mimo interwencji wysokich władz rosyjskich w sprawie poprawienia warunków mieszkaniowych dla więźniów gułagów sytuacja się nie poprawiła w ciągu kolejnych kilku miesięcy. Nadal żyli oni w prymitywnych oraz przeludnionych barakach, suszarniach, szopach, magazynach, w których brakowało szyb w oknach i pieców, a dachy były nieszczelne. Warunki te można było przyrównać do osób bezdomnych. Ta sytuacja w jakich znajdowały się osoby deportowane wynikały w dużej mierze, że wiele decyzji jakie były wymierzone w poprawę warunków życia dla więźniów istniały jedynie na papierze i nie były wprowadzane w życie. Drugą przyczyną tego stanu rzeczy był brak materiałów do budowy mieszkań, ale również fakt, że na pierwszym miejscu władze rosyjskie ustaliły przygotowanie się do zimowego sezonu prac leśnych, a nie dobro osób pracujących niewolniczo. W najtrudniejszej sytuacji znajdowały się osoby, które nie pracowały. Ustalono, że w trzecim kwartale 1940 roku zatrudniono w przymusowych obozach pracy tylko 78,8 % tak zwanych bieżańców oraz 86,4 % osadników, którzy byli uważani za gotowych do pracy. Najgorzej pod względem więźniów bez pracy wyglądały gułagi w Archangielsku i Swierdłowie.

By utrzymać siebie i rodziny przy życiu, zesłańcy mieli pracować na roli przy wyrębie drzew, w fabrykach. Niestety chaos, wspomniany brak narzędzi doprowadziły do tego, że dla wielu pracy zabrakło. Ci, dla których jej nie brakło też mieli powody do narzekania. Zarobki kształtowały się na poziomie od 50 do 220 rubli miesięcznie. Wynagrodzenie za pracę w gułagach przez osoby ze wsi, które były przyzwyczajone do ciężkiej pracy były zdecydowanie wyższe, czasem nawet przewyższało ono dwukrotnie zarobki osób, które zostały deportowane z miast. Zdarzało się jednak, że płacono jedynie trzydzieści kilka rubli. Ceny żywności były stosunkowo wysokie. Chleb kosztował 90 kopiejek do 1,10 rubla, gdy najniższa płaca wynosiła 81 kopiejek za dzień. To stawiało w bardzo trudnej sytuacji zwłaszcza tych, którzy mieli na utrzymaniu rodziny, gdyż dzienna stawka nie pozwalała na przeżycie nawet jednej osoby.

Brak odpowiedniej żywności, zwłaszcza obuwia doprowadzał w zimie do licznych odmrożeń. Nie wszędzie organizowano punkty medyczne. Tam zaś gdzie one powstawały brakowało elementarnych leków i wyposażenia jak lamp naftowych. Brak środków czystości, niedobór wyżywienia, wyczerpująca praca jak i nieprzyjazny klimat prowadziły do epidemii chorób skóry i układu pokarmowego. Zmorą zesłańców był tyfus plamisty. Wszystko to prowadziło do dużej śmiertelności wśród przesiedleńców. Wedle niekompletnych, zachowanych danych z 1941 r., do połowy tego roku zmarło 10557 osadników oraz 1762 tak zwanych bieżańców. Dla porównania ilość urodzeń wyniosła nieco ponad 4 tys.

W jednym osiedlu stało zazwyczaj od kilku do kilkunastu baraków zamieszkałych przez 500 do 2500 zesłańców. Najliczniej budowane były osiedla małe, w których znajdowało się po parę baraków, występowały także takie, które liczyły nawet dwadzieścia baraków i więcej. W skład każdej osady wchodził także dom komendanta NKWD, areszt dla zesłańców, łaźnia zwana "banią", sklepik gdzie sprzedawano przede wszystkim chleb i stołówka. W większych osiedlach znajdować się również mogły: warsztaty, stajnia, garaż, szkoła, piekarnia, czy wspomniany punkt medyczny, biuro oddziały przedsiębiorstwa leśnego.

Deportowani najczęściej zamieszkiwali baraki, w których znajdował się jeden lub kilka dużych pomieszczeń. Bardzo rzadko zamieszkiwali oni budynki, w których wyodrębnione były izby. Czasem zdarzało się że więźniowie mieli do dyspozycji domki z jedną lub dwoma pomieszczeniami mieszkalnymi. Domy dla mieszkańców zbudowane były zazwyczaj z sosnowego drewna, izolowanego mchem, który stanowił lęgowisko dręczących mieszkańców pluskiew. Były one budowane prymitywnie, najpierw okorowane pnie łączono w zrąb następnie cała ta konstrukcja były przykryta dwuspadowym dachem, który był podbity deskami. W środku natomiast z desek stawiano ścianki działowe. Czasem więźniowie z koców tworzyli sobie można powiedzieć rodzinne kajuty, aby zachować choć odrobinę prywatności. W barakach, gdzie znajdowały się wielkie sale zbiorowe spano na pryczach z nie heblowanych desek, ogrzewanie stanowił piec pośrodku sali, bądź dwa na przeciwległych końcach izby. Duża ilość ludzi lokowanych w barakach powodowała konflikty o dostęp do kuchni, którą stanowił właśnie piec. W celu unikania sporów o dostęp do paleniska organizowano harmonogram rodzinny. Pryczy również często brakowało i część osób musiał spać na podłodze. Władze gułagu przewidywały, że w jednej izbie miała mieszkać jedna rodzina jednak rzeczywistość była inna. W wyniku przeludnienia najczęściej w jednej izbie znajdowały się dwie rodziny, które w sumie liczyły od ośmiu do dziewięciu osób.

Nieco lepiej miały rodziny, które zostały zakwaterowane w domkach, które zostały opuszczone przez kułaków w latach trzydziestych XX w. Składały się one nie tylko z izby mieszkalnej, ale i oddzielnej kuchni, komórki, małej obórki na krowę oraz szopy na drewno opałowe. W domkach tych lokowano jedną większą rodzinę lub dwie mniejsze. Samo wyposażenie pomieszczeń mieszkalnych dla więźniów było bardzo ubogie. Relacje osób z obozu swierdłowskiego mówiły o zapleczu gospodarczym pomieszczeń mieszkalnych. Znajdowało się tam jedno łóżko na dwie osoby, przypadał jeden stół na izbę i jedno krzesło na rodzinę. Jedzenie mieszkańcy trzymali w pomieszczeniach wykonanych według swojego pomysłu. Jeśli chodzi o pościel to więźniowie ją posiadali tylko wówczas, gdy zabrali ją ze sobą z domu. W okolicy kwater zazwyczaj nie było żadnej studni, po wodę musiano udawać się do pobliskich rzek lub jezior. Było to bardzo uciążliwe szczególnie zimą, a zajmowali się tym głównie osoby nie pracujące czyli dzieci, starcy i kobiety. Brak bieżącej wody wpływało na rozwój chorób przede wszystkim układu pokarmowego. W barakach nie było również toalet, zamiast tego w pobliżu znajdowały się latryny. Ciężko było również z oświetleniem na noc szczególnie w zimie. Dostarczano zesłańcom lamp naftowych. Szybko jednak brakowało do nich paliwa. Świece należały do rzadkości. W przypadku kiedy więźniom brakowało paliwa do lamp naftowych radzili sobie następująco. Z butelki lub z puszki po konserwie tworzono kaganek naftowy następnie do środka wpuszczano sznurek lub szmatkę, która miała stanowić knot. Jednak taka lampa naftowa stworzona metodami domowymi dawała bardzo nikłe światło natomiast skutkiem ubocznym było wydzielanie się sadzy. W przypadku, gdy obozy pracy leżały w pobliżu lasów, deportowani jako światła używali własnoręcznie zrobione łuczywa z drewna sosnowego. Jednak poprzez nieostrożność czasem doprowadzało to do pożarów w barakach. Nieco lepiej było w Kazachstanie, gdzie nie brakowało pól naftowych.

Polacy, którzy zostali deportowani do gułagów trafili do miejsc, gdzie prawie przez cały rok panowały trudne warunki atmosferyczne i potrzebna była ciepła odzież. Jej brak bardzo utrudniał normalne funkcjonowanie osobom deportowanym. Przesiedlenia odbywały się w różnych porach roku oraz w różnych okolicznościach, czasem było bardzo mało czasu, aby zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Natomiast kiedy wysiedlenia odbywały się w lecie osoby deportowane nawet nie myślały, aby zabrać z sobą odzież oraz obuwie zimowe. Pierwsza deportacji odbyła się w środku zimy więc przyszli więźniowie gułagów byli zaopatrzeni w odzież zimową. Pomimo tego na miejscu zesłania okazywało się często, że jest ona niewystarczająca gdyż mróz sięgał nawet do -40 stopni Celsjusza. Poza tym ubrania te utrudniały bardzo często pracę, którą wykonywali więźniowie. Największym problemem jednak było obuwie. W przypadku kiedy przyszły cieplejsze dni osobom deportowanym brakowało odzieży letniej oraz bielizny. Jeśli chodzi o osoby, które zostały wysiedlone z miejsc zamieszkania w czerwcu prawie w ogóle nie posiadały one odzieży zimowej. Na ich wyposażeniu znalazła się jedynie odzież przejściowa i letnia, natomiast osoby zamożniejsze posiadały drogie futra, które słabo były przydatne w warunkach syberyjskiej tajgi. Dużym problemem dla więźniów przymusowego obozu pracy okazał się brak odpowiedniej odzieży roboczej. Początkowo deportowanym skierowanym do prac leśnych prawie w ogóle nie wydawano specjalistycznej odzieży. Natomiast prywatne ubrania osób wysiedlonych bardzo szybko się niszczyły podczas wykonywanych prac. Sami więźniowie w swych pamiętnikach opisywali, że płaszcze, letnie kurtki, półbuty i kalosze, które zostały przywiezione z Polski nie były przydatne w klimacie syberyjskim. Śnieg tam był wysoki oraz wiał przenikliwie zimny wiatr. Rękawiczki przywiezione z naszego kraju po tygodniu nadawały się do wyrzucenia. Konsekwencją takiego stanu rzeczy były częste przeziębienia oraz odmrożenia nosów, rąk i nóg. Osoby deportowane mogły normalnie funkcjonować w tym klimacie jeśli na nogach nosili lekkie i ciepłe walonki, które były najlepszym obuwiem na Syberii. Poza tym bardzo dobre w tym klimacie okazały się spodnie i kurtki watowane, czapki uszatki oraz grube rękawice robocze. Oczywiście posiadanie takiego stroju było prawie niemożliwe. Komendanci obozowi mówili więźniom, że jeśli wykonają oni przewidzianą normę pracy oraz będzie miał pieniądze to wtedy kupi wyżej wspomnianą odzież. W rzeczywistości władze obozowe szantażowały więźniów do wydajniejszej pracy mamiąc ich odpowiednią nagrodą. Bardzo rzadko deportowani otrzymywali wyżej wspomniane ubrania. W celu zabezpieczenia się więźniów gułagu przed mroźnym wiatrem morskim zakładali oni na siebie kilka warstw ciepłych ubrań, niektórzy ubierali wszystko co mieli. W związku z tym, że filcowe walonki były raczej nieosiągalne przez więźniów, starali się oni robić podobne obuwie podpatrując miejscową ludność Syberii.

Sytuacja się zmieniła w sprawie odzienia więźniów gułagów dopiero zimą 1942 roku, gdy stosunki ZSRR z Polską się polepszyły. Władze radzieckie wysyłały zesłańcom transporty z filcowymi butami - walonkami, watowanymi spodniami i kurtkami, grubymi czapkami i rękawicami. Okazało się to zbawienne dla osób deportowanych do gułagów, gdyż wtedy kończyły im się już zapasy własnych ubrań. Więźniowie cały czas chodzili w tych samych rzeczach, gdyż nie posiadali ubrań zastępczych. Dodatkowo w obozach pracy nie można było odzieży zdezynfekować, poza tym brakowało mydła gospodarczego. Zamiast niego stosowano ług z popiołu drzewnego, poza tym bardzo rzadko prano ubrania czego konsekwencją była plaga wszy.

Jeśli chodzi o wyżywienie, podstawową rolę odgrywał chleb. Był on racjonowany i sprzedawany każdej osobie tylko w określonej ilości - 0,5 do 1 kg dla osób pracujących i 0,2-05 kg dla niepracujących. W związku ze zbyt małym przydziałem był on najbardziej poszukiwanym artykułem wśród więźniów. Zwiększano ten przydział przy okazji świąt i w nagrodę za przekraczanie norm produkcyjnych. Czasem było tak, że więźniowie mogli kupić chleb w dowolnej ilości. W przypadku czarnego chleba był on sprzedawany według określonych zasad. Osoby pracujące mogły go kupić od 0,4 do 1 kilograma, więźniom bez pracy przysługiwało natomiast od 0,2 do 0,5 kilograma. Czasem dla osób ciężej pracujących zwiększano normę dzienną sprzedaży chleba. Z drugiej strony mniejszym przydziałem karano osoby nie wyrabiające się w pracy. Poza tym nawet prawo do zakupu określonej ilości chleba wcale nie była jednoznaczna z jego kupieniem. Przypominało to sytuację zbliżoną do obozów poprawczych. Kupić chleb można było w kiosku lub sklepie, które były otwarte w godzinach popołudniowych lub wieczornych, mimo tego kolejki ustawiały się dużo wcześniej. Wynikało to z faktu, że nie zawsze wystarczało dla wszystkich podstawowego artykułu spożywczego. Do kolejki najczęściej posyłano dzieci, które nie pracowały. W niektórych osiedlach brakowało punktu sprzedaży chleba. Zesłańcy musieli udawać się każdego ranka do sąsiedniej osady, przebywając kilka kilometrów. W mniejszych miejscowościach w czasie wiosennych roztopów, gdy drogi stawały się nieprzejezdne dostawy chleba nie docierały przez kilka dni.

Pieczywo, które sprzedawano w przymusowych obozach pracy nie było wcale dobrej jakości mimo kosztów jakie ponosili za nie więźniowie. Chlebem była czarna klejąca, kwaśna i zbita masa. Poprzez swoją wilgoć był on ciężki, a po rozkrojeniu miał on jedynie kilka centymetrów grubości. Chleb mimo swojej zakalcowatej struktury był rozchwytywany jak prawdziwy rarytas, gdyż głód bardzo doskwierał więźniom.

W większych osadach znajdowały się stołówki. Dostęp do nich mieli pracujący zesłańcy i ich rodziny. Mogli oni odpłatnie wykupywać tam posiłki, najczęściej dwudaniowe. Niestety niewiele rodzin mogło sobie pozwolić na kupno całego obiadu dla wszystkich jej członków. Kupowano wówczas najczęściej tylko zupę, a i nawet na to wszystkim nie starczało. Poza tym pierwsze danie było mało pożywne, bez tłuszczu i rzadkie. Czasem tylko dodawano do zupy kawałki mięsa. Ceny samej porcji zupy wahały się od 30 kopiejek do nawet dwóch rubli. Drugie danie, na które pozwalali sobie nieliczni było nawet do dwóch razy droższe. Zestaw obiadowy mogła stanowić zupa rybna, barszcz, bądź krupnik bez ziemniaków plus drugie danie, najczęściej kasza, rzadziej ziemniaki z kawałkami ryby, jeszcze rzadziej mięsem - najczęściej końskim i dodatkami jak np. kiszona kapusta. Niewielkie już porcje - 200 ml zupy, 25 g. kaszy ulegały często dalszemu zmniejszaniu na skutek kradzieży dokonywanych przez personel kuchenny. Dodatkowo należy tutaj wspomnieć, że jedzenie na stołówkach przygotowywane było w złych warunkach sanitarnych oraz niejednokrotnie z nieświeżych składników. Tak w sklepach jak i w stołówkach tworzyły się długie kolejki, gdyż nigdy nie było wiadomo, czy starczy pożywienia dla wszystkich. Poza tym więźniowie także sami przyrządzali sobie potrawy. W tym celu na stołówce kupowali zupę na wynos, aby po przyniesieniu jej do domu rozcieńczyć ją, żeby starczyło dla wszystkich członków rodziny. Czasami deportowanym udawało się wzbogacić kupioną zupę takimi produktami jak: ziemniaki, jarzyny lub mąka. Pieczono również placki, które były wykonane z łupin ziemniaczanych lub otrąb owsianych. Najbiedniejsi gotowali zupy z dzikich roślin, które rosły w pobliżu. Natomiast ci, którym nie starczało pieniędzy zmuszeni byli wyprawiać się do lasu po jajka dzikich ptaków, jagody, jadalne korzonki. Można było, także wybierać się na bazary w pobliskich osadach zamieszkiwanych przez rdzenną ludność. Niebotyczne ceny : litr mleka - 5 rubli, jajko - 2 ruble, kilo ziemniaków - 2,5 rubla sprawiały, że udawano się tam sporadycznie. Niemniej handel z rdzenną ludnością rozwijał się - nowoprzybyli sprzedawali im garnitury, damską bieliznę, zegarki w zamian za ciepłą odzież i żywność. Same sklepy w gułagach były słabo wyposażone. Można było w nich znaleźć parę bochenków chleba, parę kawałków mydła, zapałki oraz machorkę.

Zesłańcom nie zabraniano korzystania z poczty. Paczki przysyłane z Polski trzymały niejedną rodzinę przy życiu. Niestety ci, którzy mieszkali w małych miejscowościach musieli przebyć często drogę kilkudziesięciu kilometrów do najbliższego urzędu pocztowego. Wiązało się to z koniecznością uzyskania od władz osiedla zwolnienia z pracy i odpowiedniego zezwolenia. Czasem przesyłki docierały bezpośrednio do osiedli, wtedy jednak wydawał je, bądź zachowywał dla siebie komendant. Paczki przestały przychodzić wraz z nadejściem lata 1940 roku, gdy Niemcy zaatakowały ZSRR.

Ogółem deportacje przyniosły śmierć co najmniej 80 tysiącom Polaków, wiele dziesiątek tysięcy rodaków jeszcze po zakończeniu wojny zostało przymusem zatrzymanych na terenach Kazachstanu, czy Syberii. Część z nich powróciła do Polski wraz z potomkami dopiero w latach dziewięćdziesiątych.