Nie wiedzieć o tym, co wydarzyło się przed twoim urodzeniem, znaczy pozostać dzieckiem na zawsze ".

- Cyceron -

Nie trudno znaleźć ludzi oczarowanych bajkowym światem opowieści o królu Arturze, fascynowało się tą historią wiele pokoleń dziewcząt i chłopców. Jednak pewno równie wiele osób zastanawiało się czy król Artur to postać historyczna, prawdziwa, czy tylko fikcyjny bohater literacki.

Faktycznym i najważniejszym twórcą legend arturiańskich był angielski historyk Geoffrey z Monmouth, który w 1136 roku napisał dzieło zatytułowane Historia królów Brytanii. Jak się okazało po wielu latach to właśnie ta księga zainspirowała wyobraźnię wielu pisarzy, ale także badaczy do pisania o królu Arturze i szukaniu informacji o nim. Historia królów Brytanii łączy w sobie legendarne i z całą pewnością wymyślone przez autora opowieści, ale ma w sobie także na pewno jakieś ziarno prawdy (na marginesie warto podkreślić, że właśnie czas panowania władcy o imieniu Artur jest tam dość szczegółowo opisany).

Ale zacznijmy od początku. Myślę, że warto byłoby w tym miejscu poświęcić parę słów samemu autorowi opowieści o królu Arturze, czyli wspomnianemu wcześniej Geoffreyowi z Monmouth. Geoffrey z Monmouth żył w przybliżeniu w latach 1100 - 1154. Jego przodkowie wywodzili się z Walii, a częściowo prawdopodobnie także z Bretanii. Był duchownym. W latach 1129 - 1151 prowadził wykłady na oksfordzkim uniwersytecie. Pod koniec życia przeniósł się do Londynu. Ostatecznie, papież desygnował go na stanowisko biskupa, leżącego w Walii miasta St. Asach, ale niestety nie zdążył objąć powierzonego mu stanowiska. Spod jego pióra wyszło wiele dzieł, ale zdecydowanie najważniejsze jest to dotyczące Brytanii, czyli napisana po łacinie Historia królów Brytanii, która ukazała się około 1136 roku. Książka ta w zamyśle autora miała być napisana na podstawie rzetelnego materiału źródłowego i służyć za poważne źródło faktów historycznych, ale tak naprawdę jest raczej zbiorem fantastycznych opowieści i mniej lub bardziej zmyślonych historyjek. Dzieło Geoffreya z Monmouth porusza liczne tematy, ale stosunkowo dużo miejsca poświęca właśnie interesującemu nas bohaterowi, królowi Arturowi. U Geofferya pojawiają się zarówno postaci poświadczone historycznie w innych wiarygodnych źródłach, jak i legendarni bohaterowie. Niemal od czasu ukazania się pracy Geoffreya jego czytelnicy zaczęli zastanawiać się nad autentycznością postaci Artura. Niezliczona liczba autorów analizowała jego życie i działalność. Byli wśród nich literaci, pisarze, historycy, potem także filmowcy i po prostu jego czytelnicy. Warto zadać sobie pytanie, co szczególnego tkwi w postaci tego legendarnego króla i co tak pociągającego jest w jego historii, że cieszy się wciąż niesłabnącą popularnością wśród kolejnych pokoleń czytelników i badaczy, którzy się z nią stykają.

Aby spróbować znaleźć odpowiedź na to pytanie, trzeba najpierw przedstawić historię króla Artura. Opowieść o królu Arturze można zacząć od ojca epiki, czyli Homera i jego Iliady. Aby wygrać wojnę trojańską (ma ona jedną cechę wspólną z królem Arturem - niektórzy uczeni poddają w wątpliwość czy w ogóle miała miejsce, podobnie jak Artur, któremu niektórzy historycy odmawiają istnienia), użyto symbolicznego do dziś fortelu - konia trojańskiego. W pustym brzuchu drewnianego konia schowali się żołnierze, którzy wyszli ze swego ukrycia pod osłoną nocy i otworzyli swoim towarzyszom bramy miasta, co pozwoliło im zdobyć miasto unikając oblężenia. Troja upadła. Jednym z jej ocalałych mieszkańców był Eneasz, który wraz z kilkoma towarzyszami ratował się ucieczką. Według jednej z legend, pochodzący z Troi Eneasz miał być przodkiem Romulusa, założyciela Rzymu. Wracając do Eneasza należy zaznaczyć, że inna legenda (której głównym bohaterem jest król Artur), czyni go przodkiem Brytów. Trudno dociec jak było naprawdę, skoro czytając ją odnosi się wrażenie, że to, co ma być prawdą to tylko literacka fikcja. Chociaż z drugiej strony nie tylko arturiańska opowieść przekazuje informacje na temat błąkającego się po świecie Eneasza i jego przyjaciół - w innych źródłach można przeczytać, że Eneasz nie tylko uciekł z Troi, ale po długiej wędrówce zatrzymując się na jakiś czas w Kartaginie, znalazł ostatecznie schronienie w Lacji, położonej w środkowej Italii. Jest to raczej wyłącznie literackie opowiadanie, które stworzono z inspiracji wieloletnią tułaczką Odyseusza do swojej rodzinnej Itaki. Wracając do legendy o naszym głównym bohaterze, królu Arturze, z całą pewnością można stwierdzić, że jest w niej mowa, co prawda nie o Eneaszu, ale o jego prawnuku Brutusie, który podróżował z grupą oddanych mu Trojan. Brutus zakończył swoją długą i pełną przygód wędrówkę dotarłszy do Morza Północnego, a konkretnie na leżącą na tym morzu wyspę Albion. Mieszkało tam plemię groźnych olbrzymów, ale dzielni Trojanie pod wodzą Brutusa wszystkich zabili i założyli na wyspie miasto nazwane przez nich Nowa Troja, przemianowane ostatecznie na Londyn. Brutusa koronowano na pierwszego króla wyspy Albion, którą po pewnym czasie nazwano na jego cześć Brytanią. Po Brutusie panowało jeszcze 75 królów. Wśród nich byli między innymi Bladud, a w VIII wieku naszej ery jego syn Lear lub Leir, którego historia stała się inspiracją dla Williama Szekspira do napisania znanej tragedii Król Lear. Długo po tym jak król Lear zakończył żywot i panowanie w Brytanii, wyspę opanowali Rzymianie i zgodnie z wersją historii, jaką prezentuje w swoim dziele Geoffreyowi z Monmouth, nie wcielili Brytanii do swojego imperium, ale pozwolili jej pozostać samodzielnym państwem zobowiązanym jedynie do płacenia daniny na rzecz Rzymu.

Pod koniec IV wieku naszej ery, brytańscy żołnierze, którzy służyli w armii rzymskiego cesarza Maksimusa, który sam urodził się w Brytanii, założyli na północy Galii królestwo Bretanii. Z kolei w V wieku po Chrystusie z terenów dzisiejszej Szkocji barbarzyńcy i mieszkający tam Piktowie dokonali najazdu na państwo Brytów. Rzymianie nie byli w stanie samodzielnie poradzić sobie z najeźdźcami, dlatego arcybiskup Londynu zwrócił się z prośbą o pomoc do króla Bretanii Aldraenusa. W odpowiedzi na ten apel Aldraenus wysłał do walki z barbarzyńcami swojego syna Konstantyna. Brytowie byli mu tak wdzięczni, że dziękując mu za pomoc ogłosili Konstantyna swoim królem. Trzej synowie Konstantyna to Konstant, najstarszy, który został mnichem oraz dwaj młodsi: Aureliusz Ambrozjusz i Uter. Konstantyn zasiadał przez dziesięć lat na ofiarowanym mu z wdzięczności tronie Brytanii. Niestety nie dane mu było umrzeć śmiercią naturalną - zginął z rąk zamachowca nasłanego przez Piktów. Po jego śmierci wybuchł spór o to, kto ma po nim zasiąść na tronie. Zakończył go dopiero jeden ze szlachciców, Fortigern, sprowadzając z klasztoru najstarszego syna Konstantyna, czyli Konstanta. Konstant zasiadł na tronie przy pomocy Fortingerna, ale niestety nie panował zbyt długo, ponieważ jego niedawny protektor wzniecił przeciwko niemu zamach stanu, pozbawiając go tronu.

Kiedy na tronie zasiadał podstępny Fortigern do rządzonego przez niego państwa przybyli Hengist i Horsa, dwaj sascy wodzowie, którzy twierdzili, że zostali wypędzeni ze swojej saskiej ojczyzny. Hengistowi i Horsowi towarzyszyły wspaniałe konne orszaki, wielu żołnierzy, prowadzili ze sobą niemal cały dwór. Wkrótce po nich przybyli także inni Sasi, prości ludzie, którzy chcieli osiedlić się tam, gdzie ich panowie. Wszyscy podróżni wylądowali wspólnie w Kent. Fortigern udzielił im gościnnie schronienia, w nadziei, że pomogą mu w walce z Piktami. Piktowie byli, co prawda wcześniej sojusznikami Fortigerna, ale po tym jak udało mu się przejąć tron już ich nie potrzebował. Aby zacieśnić więzy przyjaźni z nowymi przybyszami, Fortigern pojął za żonę córkę Hengista o imieniu Renwiena. Nie podobało się to jednak jego poddanym - władca Brytów związał się węzłem małżeńskim z Sasami! Oburzenie Brytów okazało się tak wielkie, że doszło aż do zdetronizowania ich władcy Fortingerna. Po Fortingernie na tronie zasiadł jego syn, pochodzący z pierwszego małżeństwa, Vortimer. Jednak i temu władcy nie dane było dożyć starości i umrzeć naturalną śmiercią - został otruty z rozkazu zazdrosnej Renwieny. Na tronie ponownie zasiadł Fortigern. Ale nie panował on długo - wkrótce po objęciu przez niego władzy, wódz Sasów Hengist dokonał przy pomocy wiernych mu oddziałów zbrojnego przewrotu i wygnał Fortigerna. Mimo wypędzenia Fortigerna, Hengistowi nie udało się przejąć władzy i zasiąść na tronie. Zgodnie z wolą ludu nowym królem został drugi syn Konstantyna, który w między czasie osiągnął pełnoletność, Aureliusz Ambrosius. Był to kolejny król, który bardzo krótko sprawował władzę - zginął w wyniku zamachu przygotowanego przez Fortingerna. W końcu na tronie zasiadł najmłodszy potomek Konstantyna o imieniu Uter, który przeszedł do historii także pod przydomkiem Uter Pendragon, co oznacza "smocza głowa".

Tutaj opowieść Geoffreya z Monmouth dzieli się na kilka wątków: oddzielnie opowiada on historię Fortingerna, osobno młodego króla Brytów, Utera. Otóż Fortigern udał się do owianej legendami Snowdonii. Była to niezwykła, tajemnicza warownia, która tragicznym zrządzeniem losu stopniowo zapadała się pod ziemię. Mądrzy doradcy Fortingerna, którzy poznali wiedzę tajemną, twierdzili, że przed ostateczną zagładą warowni może uratować ja tylko ofiara złożona z człowieka. Najlepiej, żeby złożyć w ofierze jakiegoś młodego chłopca, półsierotę - takiego, który nie miałby ojca. Los padł na Merlina, który mieszkał w Carmarthen, samotnie wychowywany przez matkę. Biedna kobieta, chcąc ratować swoje dziecko, przysięgała, że Merlin zna wiele czarodziejskich sztuczek i na pewno odkryje, jak uratować zamek od ostatecznej zagłady. Okazało się, że w pod murami zamku była staw, zamieszkały przez dwa smoki. Jeden ze smoków był czerwony, a drugi biały. Po tym jak osuszono staw, obydwa smoki rzuciły się na siebie i zaczęły ze sobą walczyć. Początkowo górą był biały smok, ale w ostatecznym rozrachunku jednak to czerwony smok zwyciężył. Według Merlina tak należało tłumaczyć to dziwne zdarzenie: biały smok to symbol Sasów, a czerwony ma symbolizować Brytów, co oznacza, iż Brytowie pokonają Sasów. W tej samej przepowiedni Merlin zapowiedział, że pojawi się "odyniec z Kornwalii", który zwycięży obcych. Pełna zagadek wróżba Merlina odnosiła się wprost do króla Artura, który to ukryty był w niej pod symbolem "odyńca z Kornwalii".

W tym miejscu zbliżamy się powoli do momentu narodzin naszego bohatera, króla Artura. Historia jego przyjścia na świat ma w sobie coś z mitologii i bajkowego świata. Wspomniany wcześniej król Uter, zapałał pewnego razu gorącym uczuciem do pięknej Ingrainy, żony księcia Kornwalii, Gorloisa. Gorlois widząc, co się dzieje i czując, że nie tylko jego żonie, ale także jemu może grozić niebezpieczeństwo, postanowił wrócić w swoje rodzinne tereny, a żonę odesłać do potężnej twierdzy Tintagel. Uter nie poddał się i wyruszył w ślad za Gorloisem. Początkowo wydawało się, że Gorlois dzięki swojemu podstępowi uniknie niebezpieczeństwa, ale nawet po tym jak Uter został odparty spod murów zamku, w którym schronili się małżonkowie, nie rezygnował ze zdobycia Ingrainy. W staraniach o względy pięknej księżniczki, Ingrainy pomógł mu nieoczekiwanie Merlin, przygotowując specjalny, zaczarowany napój, dzięki któremu Uter zamienił się w Gorloisa. Uter przedzierzgnięty w Gorloisa udał się do twierdzy Tintagel i spotkał z żoną Gorloisa. Ingraina myśląc, że ma przed sobą swojego męża bez oporów wpuściła go do swojej sypialni. Równocześnie prawdziwy Gorlois zginął w trakcie jednej z bitew. Po kilku miesiącach księżniczka Ingraina urodziła chłopca, któremu dała na imię Artur. Nie trzeba chyba dodawać, że jego ojcem nie był Gorlois, lecz Uter. Uter zresztą nie zamierzał wyrzekać się swojego potomka, wręcz przeciwnie - aby potwierdzić jego prawa do tronu, pojął za żonę wdowę po Gorloisie, matkę Artura. Uter panował potem jeszcze przez piętnaście lat, aż do momentu, kiedy pozbawili go życia jego zbuntowani sascy poddani, podając mu truciznę.

Kilkunastoletni Artur przejął władzę po zmarłym nagle ojcu i mimo, że był jeszcze stosunkowo młodym człowiekiem, to świetnie sobie radził - na przykład jedną z jego pierwszych decyzji było wypędzenie zbuntowanych Sasów. Jednak jak się okazało banici nie chcieli pogodzić się z decyzją młodego króla. Będąc na morzu zawrócili okręty, z myślą o ponownym ataku na królestwo rządzone przez Artura. Tym razem młody władca postanowił ostatecznie się z nimi rozprawić przy pomocy magii. W tym celu użył magicznego krzyża chrześcijańskiego i miecza Eskalibura, który powstał specjalnie dla niego na zaczarowanej wyspie Avalon. Nie był to jednak koniec sukcesów młodego Artura. Pokonawszy Sasów, rozprawił się z Piktami, Szkotami i Irlandczykami, podporządkowując sobie należące do nich kraje. Po podboju Irlandii skolonizował Islandię. Był prekursorem, ponieważ jak podaje Geoffrey z Monmouth wyspa ognia i lodu nie była dotąd przez nikogo zamieszkana.

Mając na jakiś czas dość podbojów Artur poślubił piękną Rzymiankę, Ginewrę i w ciągu następnych dwunastu lat prowadził spokojnie dworskie życie. Jednak po kilkunastu latach ponownie ogarnięty żądzą krwi i walki postanowił ponownie wyruszyć do walki, tym razem jako teren podboju wybrał kontynentalną Europę. Podbój Europy rozpoczął od Norwegii i Danii. W dalszej części jego ekspansja objęła Galię, gdzie pod naporem jego wojsk musiał ustąpić nawet rzymski prokurator o imieniu Lucjusz. W dalszej części podboju miał zamiar opanować Burgundię, ale powstrzymały go od tego wieści płynące z jego ojczyzny, mówiące o zdradzie, jaka dotknęła go pod jego nieobecność ze strony jego poddanych, a nawet członków najbliższej rodziny. Okazało się, iż korzystając z nieobecności wojowniczego Artura, władzę przejął jego kuzyn Modred, ale na tym nie koniec - Modred zajął nie tylko tron, nie oparła mu się także żona Artura, Ginewra. Zaniepokojony tym wszystkim Artur natychmiast wrócił do Brytanii. Ukarał śmiercią zdradzieckiego kuzyna i pokonał jego sprzymierzeńców Sasów. Niestety, sam przy okazji został ranny. Śmiertelnie zraniony Artur popłynął na zaczarowaną wyspę Avalon, oddając się tam w opiekę czarodziejce o imieniu Morgan le Fay.

Tak kończy się tajemnicza historia króla Artura pióra Geoffreya z Monmouth. Dalej pisze on już o innych królach. Jeden z nich doprowadził do zamieszek we własnym kraju, co ściągnęło ponownie na Brytanię ataki ze strony sąsiadów, głównie Sasów. Sasi uderzyli na Brytów wraz z wojskami Gormunda, władcy Afryki i jego żołnierzy. Bryci zostali zepchnięci aż do Walii i Kornwalii, a odebrane im ziemie zostały nazwane przez ich nowych właścicieli Anglią.

Wróćmy jednak do badań historycznych i spróbujmy, choć częściowo zweryfikować to, co napisał Geoffrey z Monmouth. Wymieniony przez Geoffreya Fortigern był autentyczną postacią, ale w innych źródłach określa się go jako vurtigernus, co oznacza zwierzchni władca. Władca nazwany Fortigernem panował od mniej więcej 425 roku i był prawdopodobnie pierwszym władcą zasiadającym na brytańskim tronie. Przed nim rządzili plemienni książęta. Możliwe, że Sasi pojawili się w Brytanii około 428 roku z inicjatywy króla Brytów, który potrzebował ich jako sojuszników w walce z Piktami. W Brytanii osiedlało się stopniowo coraz więcej Sasów, w 446 roku doszło do walk między autochtonami a przybyszami. Rzeczywiście brał w nich udział Sas nazywany Hengistem. Fortigern zmarł w nieznanych okolicznościach około 455 roku, ale na tronie nie zastąpił go żaden syn, lecz szlachcic Ambrosius Aurelianus (pojawia się również u Geoffreya) w 460 roku, który kilkakrotnie walczył z Hengistem. Hengist w rzeczywistości nigdy nie zdobył tronu Brytanii.

Później na tronie zasiadł Rothiamus. O autentyczności tej postaci świadczy chociażby istnienie listu, który napisał do niego rzymski prefekt, Sydoniusz.

Porównując opowieść Geofreya z faktami historycznymi widać wiele rozbieżności. Trudności weryfikacyjne nastręcza fakt, że poza tym, co napisał Geoffrey brak innych źródeł traktujących o początkach Brytanii. Geofrrey, aby potwierdzić wiarygodność swych zapisów powołuje się na trzy źródła: dwóch niezależnych autorów Gildasa i Bedę oraz trzecią, pochodzącą z Brytanii księgę, którą rzekomo samodzielnie przełożył na łacinę. Gildas i Beda to postaci historyczne. Pierwszy był mnichem, żył w VI wieku. Napisał dzieło poświęcone początkom Brytanii, ale przytoczone przez niego fakty są często błędne lub wzajemnie sprzeczne. Bardziej wiarygodny jest drugi pisarz, Beda, żyjący w Anglii w VIII wieku. Niestety podaje informacje zaledwie o kilku interesujących nas postaciach historycznych: Konstantynie, jego synu Konstancie, a także Fortigernie, Hengiście i Horście. Z jednej strony wyraźnie widać, że Geofrrey kopiował obszerne fragmenty z wymienionych wcześniej ksiąg, zmieniając pewne rzeczy, ale z drugiej strony w żadnym z tych źródeł nie ma mowy o królu Arturze. Dlatego niektórzy historycy zdecydowanie twierdzą, że król Artur to postać zrodzona w umyśle Geoffreya. Artur ma być ucieleśnieniem marzeń o szlachetnym rycerzu, który zaprowadził porządek w Brytanii. Z tego też powodu jako ucieleśnienie honorowego postępowania i czynnik, który przyczynił się do odrodzenia Brytanii Artur cieszył się niesłabnącą popularnością.

Jednak niektórzy historycy wątpili w to, by Artur był jedynie baśniowym bohaterem. To przekonanie motywowało ich do szukania poparcia swojej tezy o faktycznym istnieniu króla Artura w źródłach historycznych. Pierwsze informacje na ten temat odkryto w dziele napisanym w latach 800 - 820, autorstwa walijskiego mnicha Nenniusza, zatytułowanym Historia Brittanum. Niestety źródło to nastręcza badaczom wiele kłopotów: jest napisane chaotycznie, brzmiące prawdopodobnie historie mieszają się z anegdotami i wyliczeniami, jednak widać wyraźnie, że opierał się na nim Geoffrey z Monmouth pisząc swoją historię Brytanii - odnajdujemy tam wspólne dla obydwóch autorów postaci np. Brutusa i te same wydarzenia. Nenniusz nie określa Artura mianem króla, lecz wodza, przypisując mu liczne zwycięskie bitwy. Dzieło Nenniusza jest o tyle istotne, że pozwoliło ustalić mniej więcej lata życia Artura przypadające na połowę V wieku, co znacząco zawęziło dalsze poszukiwania.

W dalszym ciągu poszukiwań odkryto księgę pochodzącą z X wieku - Annales Cambriae, która również wspomina o bohaterskim Arturze, relacjonując jego liczne zwycięskie bitwy. Pisarze zajmujący się Arturem są zgodni nie tylko w tym, że był nadzwyczaj odważny i waleczny, ale także, co do tego, że wiódł nadzwyczaj długi żywot. Niektórzy wzbogacali swoją opowieść wplatając pełne szczegółów fragmenty dotyczące dworskich obyczajów. Jako przykład takiej rozbudowanej opowieści może posłużyć wierszowane dzieło noszące tytuł Roman de Brut, którego autor, Wace, wzbogacił swoją opowieść o motywy związane z legendarnym Okrągłym Stołem, do którego tak chętnie wracało w późniejszych wiekach wielu autorów eposów i powieści o rycerzach.

Nadzwyczajnie długi wiek Artura i fantastyczne opowieści o jego odwadze wydawały się świadczyć na niekorzyść jego istnienia, ale mimo wszystko niektórzy historycy ciągle wierzyli w jego autentyczność. Pomogły im odkrycia archeologiczne. Zaczęło się od tego, że wiele osób zastanawiało się skąd pochodził legendarny król. Początkowo mówiono, że urodził się na północy Anglii, potem uczeni skłonni byli twierdzić, że to raczej zachodnia część kraju - Geoffrey z Monmouth pisał przecież o Tintagel w Kornwalii. Jest to o tyle prawdopodobne, że badania archeologiczne prowadzone przez C. H. Raleigha w latach trzydziestych ubiegłego stulecia, w okolicach Tintagel doprowadziły do odkrycia wyrobów ceramicznych nazwanych przez swego odkrywcę ceramiką tintagelską. Ceramika tintagelska to skorupy drogocennych naczyń pochodzących prawdopodobnie ze wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Co więcej badania jasno wykazały, że w V wieku istniało tam bogate gospodarstwo, które część badaczy wiąże z postacią Artura. Inne badania archeologiczne zdawałyby się potwierdzać istnienie legendarnej warowni Snowdonii, która obecnie nazywa się Dinas Emrys. Odkryto tam ślady sztucznego jeziora, które można wiązać z jeziorem osuszonym na rozkaz Merlina, gdzie walczyły ze sobą wspomniane wcześniej smoki. Co więcej Dinas to starowalijska forma imienia Ambrosius, a jeżeli wierzyć przekazowi Geoffreya, to takie właśnie imię nosił następca Fortigerna. Poza tym studiując uważnie dzieło Geoffreya można znaleźć fragment mówiący o tym, że Merlina czasami nazywano Ambrosiusem. Dzięki pracom archeologicznym podjętym przez innego badacza w Dinas Emrys odkryto ślady siedziby zamieszkałej prawdopodobnie przez jakiegoś władcę, może króla Artura?

Szukając dalej śladów mówiących o królu Arturze w pracach innych pisarzy (John Leland, dzieło z 1542 roku) znajdujemy fragment mówiący o "Camallate": "całkiem na południowym krańcu królewskiej gminy South Cadbury stoi Camallate, niegdyś słynne miasto albo warownia […] Ludzie nie potrafią nic o tym miejscu powiedzieć, poza jednym, że - jak powiadają - król Artur często zwykł zatrzymywać się w Camalacie". Możliwe, iż Camallate to Camelot. Zmianę nazwy można tłumaczyć powszechnemu w tamtych stronach akcentowaniu. Camelot, a dokładnie miejscowość o nazwie Cadbury Castle stanowi położony wzgórzu, zespół wałów pochodzący jeszcze z epoki żelaza. Dla naszych rozważań bardziej istotne jest jednak to, że wykopaliska prowadzone przez Mary Hartfield w połowie XX wieku doprowadziły do odkrycia importowanej ceramiki o dużej wartości, powstałej w V wieku.

Po tym rewolucyjnym odkryciu założono "komitet badania Camelotu". Dalsze prace wykopaliskowe prowadzono w latach 1966 - 1970 pod kierunkiem Leslie Alcocka. Odkryto szkielet młodego człowieka, który został prawdopodobnie złożony w ofierze (Geoffrey pisał o rytualnych ofiarach z ludzi składanych w czasach Artura), fundamenty hali z drugiej połowy V wieku i bramę, do której wiodła szeroka droga. Według przekazywanej z pokolenia na pokolenie terminologii drogę tę nazywano "ścieżką Artura". Wiele miejscowych legend czyniło Artura głównym bohaterem, stąd dla niektórych rzeczą oczywistą jest, że Cadbury rzeczywiście było Camelotem!

Długotrwałe badania nad postacią Artura prowadził jeden z członków "komitetu badania Camelotu", Geoffrey Ashe. Nowatorstwo podjętych przez niego badań polegało na badaniu nie tylko, jak to było do tej pory, starych dzieł walijskich, ale także ksiąg napisanych przez autorów z kontynentalnej Europy. Ashe przeprowadził drobiazgowe, skomplikowane badania, w wyniku, których ustalił, że ostatnia bitwa stoczona przez Artura, w trakcie, której doszło do zdrady jego kuzyna Modreda zbiega się w czasie z panowaniem wschodniorzymskiego cesarza Leona I, zasiadaniem na tronie piotrowym papieża Sympliciusza i rządzeniem Cesarstwem Rzymskim przez niejakiego "Luceriusza". Biorąc pod uwagę lata panowania tych trzech postaci krąg czasowy zawęża się do lat 469 - 470. Właśnie 470 rok to według Asha data śmierci Artura. Wskazuje na to również fakt, iż Childeryk, król Franków zawarł w tym samym roku sojusz z Sasami (u Geoffreya pojawia się władca o podobnym imieniu - Cheldric, który spiskował z Modredem).

Ashowi udało się także w dość przekonywujący sposób wyjaśnić wątpliwości dotyczące daty śmierci Artura. Pomogły mu w tym między innymi wzmianki o zaginionej księdze, na którą powołuje się nie tylko Geoffrey, ale i inni niezależni autorzy. Wielu z nich twierdzi, że Artur zmarł na kontynencie, około 470 roku niedaleko miejscowości Avallon, którą można utożsamiać z wyspą Avalon.

Do pełni szczęścia Ashowi brakowało już tylko postaci historycznej, która mogłaby spełniać wymienione wcześniej kryteria. Okazało się, że pierwowzór króla Artura istniał w rzeczywistości. W źródłach nosi imię Riothamus, był brytańskim królem, który objął tron bezpośrednio po Fortingernie, prowadził brytańskie wojska na wyprawę do Galii, docierając aż do Burgundii. To jednak nie koniec podobieństw. Riothamus ofiarą spisku jednego ze swoich wodzów, który związał się z wrogami. Ostatnia stoczona przez niego bitwa rzeczywiście miała miejsce w 469 lub 470 roku, na co niezbicie wskazują wiarygodne źródła historyczne. Po bitwie wojska faktycznie cofnęły się do miejscowości o nazwie Avallon. Wątpliwości może budzić imię - w końcu, co na pierwszy rzut oka mają ze sobą wspólnego Riothamus i Artur? Jednak wbrew pozorom widać tu pewną zbieżność: riothamus to starowalijskie słowo, faktycznie tytuł oznaczający najwyższego władcę, co nie wyklucza, że miał on na imię Artur.

Podsumowując ten problem badawczy należy zauważyć, że pewne aspekty różniły obydwie postaci, ale i tak Riothamus jest bardzo bliski postaci króla Artura.

To z całą pewnością nie koniec badań nad postacią Artura, powstanie na ten temat zapewne równie wiele legend, jak i rzetelnych opowieści, ale najważniejsze jest to, że był on postacią historyczną, a nie tylko wymysłem bujnej wyobraźni jednego z dawnych pisarzy. Świadczą o tym rzetelne badania prowadzone zarówno w warstwie literacko - źródłowej, archeologicznej i językowej. Zbierając jeszcze raz, na zakończenie, dostępną nam wiedzę, powtórzmy, co udało nam się ustalić w oparciu o różne dawne i współczesne autorytety. Król Artur był prawdopodobnie chrześcijańskim, brytyjskim wodzem, który walczył z najazdem Sasów. Źródła walijskie nazywają go nawet cesarzem. Nemnniusz określa wodzem wojennym - dux bellorum. Geoffrey z Monmouth jasno określa, że urodził się na wyspie w zamku Tintegel, podaje także miejsce jego śmierci, które zgadza się z istniejącą historycznie miejscowością. Jeszcze inne źródło, o który wcześniej nie wspominałam, jako, że podana przez niego relacja nie znajduje potwierdzenia w innych miejscach, wiąże Artura z osobą walijskiego wodza - Owena Ddantgwaina. Istnieje również tradycja łącząca Artura z angielskim hrabstwem Somerset, gdzie w położonej na wzgórzu twierdzy Cadbury Castle miała znajdować się należąca do niego twierdza Camelot, a miejscowość Glastonbury miało być tajemniczym Avalonem, miejscem śmierci władcy. Jak pisze Norman Davies (N. Davies, Europa, Kraków 2000), król Edward I w 1278 roku rozkazał otworzyć znajdujący się w Glastobury grób, gdzie odkryto zwłoki należące do kobiety i mężczyzny - damy i wojownika. Zebrani uznali, że to ciała Artura i jego ukochanej Ginewry. Opierając się w dalszym ciągu na ustaleniach Daviesa, warto dodać, że na grobie znajdował się krzyż z łacińskim napisem: HIC IACET SEPULTUS INCLITUS REX ARTURIUS IN INSULA AVALONIAE, co w tłumaczeniu na polski oznacza: " Tu leży pogrzebany słynny król Artur na wyspie Avalon". Niestety krzyż zaginął gdzieś w zawierusze dziejów. Mimo wszystko jednak wiele osób wierzy, że Artur żył naprawdę.