0

Dodaj do listy

Biblia - Stary Testament

MIASTO - MIEJSCE POWSTANIA RÓŻNYCH JĘZYKÓW ŚWIATA - BABILON: Po potopie na ziemi rozmnożyły się trzy rody - potomkowie synów Noego: Sema, Chama i Jafeta. Potomkowie Sema, zwani Semitami, mówili tym samym językiem. Zaludniając kolejne krainy znaleźli się na ziemi Senaar, gdzie osiedli. Znajdująca się tam czerwona glina nadawała się do wyrobu cegieł. Semici postanowili wybudować wieżę, która sięgałaby nieba. Wieża rosła, a ludzie pysznili się swym dziełem coraz bardziej. Pan, widząc pomnik ludzkiej pychy, sprawił, że im wyżej wznosiła się budowla, tym bardziej różne były ich języki. Brat przestał rozumieć brata. Tak skończyła się cywilizacja pyszniąca się techniką. Miasto opustoszało, wieża zawaliła się. Nazwano ją Babel, tzn. miejsce, gdzie pomieszały się języki ludzi. Odtąd każdy lud ma swoją krainę i odrębny język.

Pan Bóg pomieszał ludziom języki, ponieważ zbyt się chełpili swoją wielkością i mocą. Uważali, że dorównują potęgą Bogu. Zaślepił ich szatan. Prostym zabiegiem - nadaniem wielu narodom różnych języków - Bóg pokazał ludziom, że podlegają Mu, są od Niego zależni. Powinni się starać o opiekę Boga nad sobą, a nie buntować przeciwko Niemu.

Nowy Testament

MIASTO UŚWIĘCONE - BETLEJEM: W tym mieście narodził się Jezus Chrystus, przyszły Zbawiciel świata. Choć nie został tu gościnnie przyjęty - Marię i Józefa odprawiono ze wszystkich gospód, nikt nie dał im schronienia i Jezus musiał się narodzić w ubogiej stajence - Betlejem stało się jednym z najważniejszych miejsc na ziemi.

MIASTO DZIECIŃSTWA JEZUSA - NAZARET: "Otrzymawszy we śnie nakaz, (Józef z Maryją i Dzieciątkiem) udał się w okolice Galilei. Przybył do miasta zwanego Nazaret i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: «(Jezus) nazwany będzie Nazarejczykiem»". Tu Jezus spędził dzieciństwo pod troskliwą opieką rodziców.

JEROZOLIMA - MIASTO, W KTÓRYM DOKONAŁO SIĘ ZBAWIENIE LUDZKOŚCI: Tu Chrystus poniósł śmierć na krzyżu, aby zbawić człowieka. Jest to więc wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju miejsce na ziemi. Do dziś chrześcijanie pielgrzymują do Jerozolimy, by pójść drogą, którą szedł Jezus, dźwigając krzyż, odwiedzić Grób Chrystusowy, oczyścić się wewnętrznie.

Jerozolima była w czasach starotestamentowych i jest współcześnie ośrodkiem wiary żydowskiej. Tu znajdowała się Świątynia, w której (w czasach starotestamentowych) przechowywano Arkę Przymierza.

Mitologia

MIASTO WYROCZNIA - DELFY: Delfy były miastem, w którym w szczególny sposób czczono boga Apollina. Tam znajdowała się wyrocznia, do której zwykle udawali się bohaterowie mitologiczni. Wierzono, że legendarną kapłanką Apollina była Pytia, która wróżyła przyszłość. Odtąd każda kapłanka zawana była od jej imienia pytią. Przebywała w jaskini, w oparach ziół, i odpowiadała na pytania przybyłych.

MIASTO PRZEKLĘTE - TEBY: Labdakidzi to potomkowie Labdaka, króla Teb leżących w Beocji. Synem Labdaka był Lajos. W młodości naraził się na gniew bogów, uwodząc młodziutkiego Chrysipposa. Król Pelops, ojciec uwiedzionego chłopca, rzucił na Lajosa klątwę. Przekleństwo dotknęło nie tylko winowajcę, ale również następne pokolenia.

Wyrocznia delficka wywróżyła Lajosowi, że jego syn zabije ojca i ożeni się z własną matką. Kiedy urodził się Edyp, Lajos kazał słudze porzucić dziecko w górach, by tam zginęło na pustkowiu. Ale sługa ulitował się nad niemowlęciem i oddał je pasterzowi z Koryntu, a ten zaniósł dziecko na dwór Polibosa i Merope - pary królewskiej Koryntu.

Edyp dorastał nie wiedząc o swoim pochodzeniu. Jednak (jak wszędzie i zawsze) znaleźli się życzliwi, którzy wytknęli mu, że jest znajdą. Dorosły już królewicz udał się do wyroczni, aby poznać tajemnicę swego pochodzenia. Usłyszał dokładnie to samo, co jego ojciec: że zabije swego ojca i ożeni się z matką. Zdesperowany Edyp, który Polibosa i Merope uważał za rodziców, postanowił więcej do Koryntu nie wracać.

Poszedł w świat. Wędrując po górach Grecji spotkał swego prawdziwego ojca - Lajosa. Wywiązała się krótka sprzeczka, a po niej bójka. Edyp zabił Lajosa.

Wkrótce dotarł do Teb. U bram miasta siedział Sfinks, który zadawał ludziom zagadkę, a ponieważ nie potrafili jej rozwiązać, zabijał ich. Zagadka brzmiała: "Jakie zwierzę o poranku chodzi na czterech nogach, w południe na dwóch, a wieczorem na trzech?" Edyp odgadł, że to człowiek: w dzieciństwie raczkuje, potem chodzi na dwóch nogach, a jako starzec podpiera się laską. W ten sposób pokonał Sfinksa i uwolnił miasto od potwora. W nagrodę ożenił się z Jokastą, nieźwiadom, że jest ona jego rodzoną matką. Z ich związku przyszło na świat czworo dzieci: Eteokles, Polinejkes (Polinik), Antygona i Ismena.

W Tebach wybuchła straszna zaraza zbierająca śmiertelne żniwo. Mieszkańcy udali się do wyroczni, chcąc dowiedzieć się, za co ich tak karzą bogowie. Usłyszeli, że w mieście przebywa nieukarany zabójca Lajosa. Edyp wszczął energiczne śledztwo i... przeraził się. Wszystkie poszlaki wskazywały na niego. Straszliwą pewność uzyskał po otrzymaniu wiadomości z Koryntu. Umierający Polibos przyznał, że Edyp nie jest jego synem, że został przyniesiony na dwór jako niemowlę...

Jokasta, matka i żona Edypa, powiesiła się z rozpaczy. Edyp wykłuł sobie oczy. Pozostał w Tebach, ale miastem rządzili dorastający synowie. Postanowili wygnać ojca, by więcej nie przynosił wstydu Tebom. Ślepy król rzucił na nich przekleństwo, by zginęli w bratobójczej walce. Udał się na tułaczkę pod opieką Antygony. Znalazł schronienie w Attyce, gdzie zmarł.

Po jego śmierci Antygona wróciła do Teb. W mieście właśnie wybuchła wojna o władzę miedzy braćmi. Eteokles wygnał Polinika, który udał się do Argos. Tam poślubił córkę króla Adrasta i przy pomocy teścia zorganizował wyprawę przeciw Tebom. Do siedmiu bram miasta szturmowało siedmiu wodzów. Sześciu poległo, ocalał tylko Adrast. W walce zginęli też synowie Edypa. Władzę w mieście objął Kreon, brat Jokasty. Zwłoki Polinika kazał zostawić niepogrzebane - miało to być karą za najechanie rodzinnych Teb.

Antygona sprzeciwiła się temu rozkazowi i za pochowanie brata została skazana na śmierć. Z rozpaczy po stracie narzeczonej samobójstwo popełnił syn Kreona, Hajmon, a potem jego matka, Eurydyka. Kreon pochował wszystkich swoich bliskich.

MIASTO ZDOBYTE - TROJA: Troja była miastem, w którym zakończyła się trwająca dziesięć lat wojna. Wybuchła z powodu kobiety - pięknej Heleny. Król Priam, władca Troi, i jego żona Hekuba mieli syna, którego nazwali Parysem. Matce przyśnił się pewnej nocy sen, w którym widziała siebie wydającą na świat płonącą pochodnię. Wyrocznia delficka zapytana o interpretację snu przepowiedziała, że dziecko będzie powodem zagłady miasta. Przerażeni rodzice oddali Parysa na wychowanie pasterzom achajskim. Podczas kiedy młodzieniec pasł owce, niedaleko zebrał się sąd bogiń i bogów, który miał wybrać najpiękniejszą z mieszkanek Olimpu. Do tego miana pretendowały trzy niebianki: Hera, Atena i Afrodyta. Trofeum stanowiło złote jabłko z napisem "dla najpiękniejszej" podrzucone podstępnie przez Eris, boginię niezgody. Na arbitra wybrano młodego pasterza, Parysa. Każda z kandydatek usiłowała przekupić go, by otrzymać upragniony dowód uznania: Hera obiecywała mu władzę, Atena mądrość, a Afrodyta przyrzekła oddać mu najpiękniejszą kobietę na świecie. Młody człowiek przyznał atrybut boskiej urody Afrodycie. Bogini sprawiła, że trafił na dwór Menelaosa, króla Sparty, którego żoną była Helena, kobieta o najbardziej olśniewającej urodzie na świecie. Parys zakochał się z wzajemnością w córce Ledy i Zeusa i porwał ją z pałacu męża. Poszukał schronienia w rodzinnej Troi, gdzie stęsknieni rodzice przyjęli go z otwartymi ramionami. Wkrótce do bram miasta zapukała delegacja posłów od Menelaosa z żądaniem wydania prawowitej małżonki. Uniesieni dumą Trojanie odmówili wydania Heleny. Menelaos zwołał wodzów achajskich, w tym swego brata Agamemnona, Odyseusza, Nestora, Achillesa z Patroklesem i najsławniejszych wojowników i królów Grecji. Razem wyruszyli pod mury miasta i wydali Trojańczykom wojnę. Oblężenie trwało 10 lat. W zmagania ludzi wtrącali się bogowie olimpijscy: Troi patronował Posejdon, wojownikom achajskim udzielała pomocy Atena. Zginęli najdzielniejsi wojownicy obu stron konfliktu: Patrokles i Achilles po stronie greckiej, Hektor, syn Priama, najdzielniejszy spośród Trojańczyków. Nie było widać zakończenia konfliktu. Wreszcie Odys wymyślił podstęp, który umożliwił zdobycie grodu: kazał zbudować ogromnego konia z drewna, do jego wnętrza wprowadził kilkunastu wojowników i ogłaszając kapitulację, nakazał odpłynąć statkom greckim od wybrzeży w pobliżu Troi. W rzeczywistości okręty wojenne ukryto w pobliskiej zatoce. Trojanie, szczęśliwi z powodu zakończenia oblężenia, mimo protestów kapłana Laokoona i wieszczki Kasandry, wciągnęli konia stojącego na równinie poza bramami w okrąg murów miasta. Miał to być hołd dla Posejdona, którego zwierzętami kultowymi były właśnie rumaki. Nocą, kiedy zmęczeni świętowaniem Trojańczycy usnęli, ukryci we wnętrzu konia wojownicy achajscy otworzyli bramy grodu. Na zewnątrz już czekali napastnicy. Troja została złupiona i spalona. Jedynie Eneasz z garstką ludzi uszedł z życiem i dopłynął aż do Italii, gdzie założył osadę. Zginął Priam i cała jego rodzina. Helena wróciła do prawowitego małżonka.

MIASTO POTĘGA - RZYM: Założycielem Rzymu był Romulus (stąd pochodzi włoska nazwa: Roma). Rzym nazywany jest Wiecznym Miastem, w starożytności stanowił symbol potęgi. Został założony na siedmiu wzgórzach.

Pan Tadeusz - Epilog Adam Mickiewicz

MIASTO - MIEJSCE WYGNANIA: Paryż - Miasto polskiej emigracji - to miasto pełne hałasu i zgiełku, nieprzyjazne dla pozbawionych ojczyzny przybyszów. Polacy czują się w nim obco i źle. Utracili swoją solidarność narodową i rodzinną, podzielili się na różne frakcje i obozy. Brakuje im stabilizacji i spokoju, nadziei i optymizmu. Ludzie stali się anonimowym tłumem, pozbawionym indywidualności. Przymusowa emigracja doprowadziła do utraty tożsamości, ciągłej tęsknoty, poczucia zagrożenia i obaw o przyszłość.

Faraon Bolesław Prus

MIASTO UMARŁYCH: W swojej powieści Prus opisuje dzielnicę, gdzie zwłoki zostają odpowiednio przygotowane na podróż w zaświaty: "O dwie godziny od pałacu, za Nilem, za kanałem, za urodzajnymi polami i gajami palm między Memfisem a «Płaskowzgórzem Mumii» leżała oryginalna dzielnica. Wszystkie jej budowle były poświęcone zmarłym, a zamieszkane tylko przez kolchitów i paraszytów, którzy balsamowali zwłoki.

Dzielnica ta była niby przedsionkiem właściwego cmentarza, mostem, który łączył żyjące społeczeństwo z miejscem wiecznego spoczynku. Tu przywożono nieboszczyków i robiono z nich mumie; tu rodziny układały się z kapłanami o cenę pogrzebu. Tu przygotowywano święte księgi i opaski, trumny, sprzęty, naczynia i posągi dla zmarłych.

Dzielnicę tą, oddaloną od Memfisu na parę tysięcy kroków, otaczał długi mur, tu i owdzie opatrzony bramami. Orszak niosący zwłoki faraona zatrzymał się przed bramą najwspanialszą, a jeden z kapłanów zapukał.

- Kto tam? - spytano ze środka.

- Oziris-Mer-amen-Ramzes, pan dwu światów, przychodzi do was i żąda, abyście przygotowali go do wiekuistej podróży - odparł kapłan.

- Czy podobna, ażeby zgasło słońce Egiptu?... Ażeby umarł ten, który sam był oddechem i życiem?...

- Taką była jego wola - odpowiedział kapłan. - Przyjmijcież tedy pana z należytą czcią i wszystkie usługi oddajcie mu, jak się godzi, ażeby nie spotkały was kary w doczesnym i przyszłym życiu.

- Uczynimy, jak mówicie - rzekł głos ze środka".

Quo vadis Henryk Sienkiewicz

MIASTO ROZPUSTY - RZYM: Starożytny Rzym to miasto rozpusty i moralnego zepsucia. Jest miastem pogańskim, w którym oddaje się część mitologicznym bóstwom rzymskim, niechętnie odnosi się zaś do wyznawców nowej wiary, w tym do chrześcijan.

Syzyfowe prace Stefan Żeromski

MIASTO PROWINCJONALNE, SYMBOL ZACOFANIA, BIERNOŚCI: Takim miastem jest Kleryków. Żeromski opisał je jako miejsce odrażająco brzydkie, zaniedbane: "Przedmieście Wygwizdów leży w kotlince, ku której miasto Kleryków zsuwa się nieznacznie i w której się zwęża, formując jedną długą i powykrzywianą ulicę. Domy tam są bardzo stare i okropnie wilgotne, podwórza cuchnące, mieszkania ciemne i brudne".

Ludność Klerykowa składała się po części z urzędników i nauczycieli - Rosjan, po części ze zubożałej szlachty polskiej (pan Płoniewicz), drobnych urzędników (Przepiórkowski), sklepikarzy i Żydów zajmujących się handlem lub drobnymi usługami. Większość z tych ludzi (z wyjątkiem Rosjan) z trudnością wiązała koniec z końcem. "Państwo Płoniewiczowie nie starali się o wypasienie swej czeladki. Dawano jeść skąpo i nędznie". Już na tej podstawie możemy wyciągnąć pewne wnioski, niestety, niepochlebne dla klerykowian.

Brak szerszych horyzontów myślowych, ciasnota poglądów, niski poziom wykształcenia - to zasadnicze cechy przeciętnego mieszkańca Klerykowa. "Ogół inteligencji miejskiej umiał jedynie (w największym sekrecie) stękać na «ucisk», dziwować się jakim to sposobem można w kraju polskim gramatykę polską wykładać «pa russki», ale nie był uzdolniony politycznie nawet do założenia dla tej młodzieży czytelni z dzieł naukowych, swoich i tłumaczonych, kształcących systematycznie". Bierność, przygnębienie, marazm dorosłego społeczeństwa odbiły się na młodzieży - skierowały ją wprost "w objęcia" kultury rosyjskiej.

Ulica Towarowa Konstanty Ildefons Gałczyński

MIASTO WIECZOREM I W NOCY: Podmiot liryczny jest wrażliwym obserwatorem, który potrafi dostrzec piękno, ale i równocześnie brzydotę jednej z miejskich ulic, bezbłędnie wyczuć jej zmieniający się wraz z nadejściem nocy nastrój. Tytułowa ulica Towarowa to typowa ulica dzielnicy robotniczej, która wieczorem zamienia się w miejsce przyjemne i wesołe: "Tutaj wieczorem faceci grają na mandolinach", "jest naprawdę wesoło, gdy księżyc wschodzi nad kinem". Centralnym miejscem tej ulicy jest fabryka, a także kino, nad wszystkim unosi się poetycki księżyc. Dziewczyny pracujące w fabryce są dla poety "proletariackimi aniołami". To one ożywiają ulicę, wprowadzają do niej element piękna. Wszystko ulega jednak zmianie nocą. Radosny i jarmarczny nastrój ulicy Towarowej znika, okolica staje się groźna. Wtedy jedyną rozrywką jest alkohol. W ten sposób Gałczyński ukazuje degenerację tego środowiska: "mgłami i alkoholem ulica Towarowa / rośnie i boli".

Alarm Antoni Słonimski

MIASTO ZAGROŻONE - OKUPOWANA WARSZAWA: Tytułowy alarm odnosi się do autentycznych komunikatów informujących o niemieckich nalotach na Warszawę we wrześniu 1939 r. Podmiot liryczny przedstawia sytuację panującą w mieście zaraz po ogłoszeniu alarmu i reakcje ludzi. W mieście panuje panika, ludzie są przerażeni. Każdy odczuwa groźbę śmierci. Słychać świst bomb i wycie syren, dookoła rozgrywa się wojenna apokalipsa. W różnych miejscach słychać huk, nagle wszystko ogarnia cisza, nalot się zakończył, ale mieszkanców Warszawy czeka jeszcze wiele następnych. Wiersz jest wezwaniem do walki w okupowanej Warszawie.

Pierwsza przechadzka Leopold Staff

MIASTO - RUINA: Wiersz pochodzi z okresu II wojny światowej i jest dedykowany żonie poety. Podmiot liryczny opisuje zniszczoną, pogrążoną w ruinach Warszawę. Widoczna jest tutaj konwencja spaceru poety z żoną, która płacze na widok tego, co widzi. Małżonek pociesza żonę, przekonuje ją do zachowania optymizmu, nadziei. Sam też zachowuje wiarę. Ma nadzieję, że wkrótce minie wojenna zawierucha, a wtedy wszystko powróci do normalności i razem z żoną będą mogli wybudować wspólny dom.

Pamiętnik z powstania warszawskiego Miron Białoszewski

MIASTO GINĄCE WRAZ Z OBROŃCAMI: Narrator przedstawia również portret miasta, które zmienia się na przestrzeni czasu. W dniu wybuchu powstania 1 sierpnia 1944 roku obserwujemy oczami Mirona miasto w stanie normalnego życia, oczywiście jak na warunki okupacji hitlerowskiej. Niezwykłym elementem w obrazie Warszawy były jedynie postacie młodych ludzi, często w mundurach odebranych Niemcom, ale z polskimi, biało-czerwonymi opaskami na rękawach.

Już po kilku dniach ten wizerunek stolicy zaczyna się zmieniać: na domy spadają pierwsze bomby, działa czołgów i ciężkie "berty" rozpoczynają burzenie domów. W pejzażu miasta zaznaczają się łuny pożarów, obłoki dymu i pyłu uderzają w niebo. Przeraźliwy huk wybuchów, szum silników bombowców niemieckich, trzask kruszonych murów to codzienne odgłosy miasta. Życie schodzi do podziemi, mieszkaniami ludzi stają się piwnice. Na ulicach widać przemykające w popłochu, skulone sylwetki. To ludzie rozpaczliwie poszukujący wody, pożywienia i bezpieczniejszego schronienia. Kryją się przed pociskami, pełzną pod resztkami ścian. Na jezdniach i chodnikach zwały cegieł i potężne czołgi. Powietrze przesycone pyłem, gryzącym smrodem spalenizny, duszącym dymem. Panujący wciąż letni upał pogarsza warunki życia. Niebo nad Warszawą opanowały niemieckie samoloty. Ich warkot, świst bomb i huk wybuchów budzą grozę. Z każdym dniem piękne, stare miasto zamienia się w zwałowisko gruzów, wyludnioną pustynię.

W dniu kapitulacji, kiedy mieszkańcy wylegli wreszcie na ulicę, mogli zobaczyć ten niewiarygodny obraz zagłady. Góry cegieł, spalone kikuty domów, najeżone szczerbami resztki poczerniałych ścian, a wszystko to zasnute ceglanym pyłem. Tylko gdzieniegdzie wzrok zatrzymywał się na ocalałym budynku. Taki widok należał jednak do rzadkości. Wokół skamieniałych z rozpaczy ludzi rozciągało się istne morze gruzów. Krajobraz przypominał widok starożytnych Pompejów po wybuchu Wezuwiusza. Podsumował to trafnie Adam, jeden z kolegów narratora:

"No bo nagle powrót do normy, i nagle nie ma miasta, nie ma domów, no...rozpacz."

Grozę tej wizji potęguje świadomość, że pod tymi setkami ton cegieł i betonu leżą ciała co najmniej dwustu tysięcy ludzi.

Raport z oblężonego Miasta Zbigniew Herbert

MIASTO ZAGROŻONE: Podmiot liryczny wiersza występuje w charakterze kronikarza, starającego się obiektywnie relacjonować fakty:

"unikam komentarzy emocje trzymam w karbach".

Rzeczywistość Miasta walczącego o swoją wolność i niezależność zamyka się w obrębie charakterystycznych dla polskiej rzeczywistości wydarzeń: internowania, debaty, zebrania, wahanie, czy pójść na ugodę, czy też walczyć do końca, bunt przeciw ingerencjom radzieckim w sprawy polskie ("odparliśmy / szturm przy bramie wschodniej zwanej Bramą Przymierza"), pomoc z Zachodu. Herbert odsłania kulisy historycznych wydarzeń, stara się dociec przyczyn obecnej sytuacji. O "sprzymierzeńcach za morzem" mówi:

"nie wiedzą nawet, że nas zdradzili ich ojcowie

nasi byli alianci z czasów drugiej Apokalipsy".

Poeta używa obiegowych nazw, np.: "druga Apokalipsa", które są powszechnie rozumiane. Porusza też problem zmiany ocen i stosunków politycznych. Ci, których przodkowie podpisali porozumienie w Jałcie, teraz starają się pomóc, "oblężonym" i ci winni im są wdzięczność. Ujawnia się straszliwa ironia historii.

Herbert analizuje położenie obrońców, ich przeżycia, odczucia. Pisze o samotności i niezrozumieniu przez innych tych, których dotknęło nieszczęście. Obrońcy mają świadomość, że ich liczba ciągle maleje, przeżywają śmierć najbliższych, zdradę przyjaciół, osobiste upokorzenia. Wartości, o które walczą, a których symbolem jest Miasto, zamierzają zachować w sobie. Świadomość narodowa, poczucie własnej tożsamości, indywidualność, polskość - to wszystko można "nieść w sobie po drogach wygnania". Na końcu wiersza pojawia się gorzkie zdanie:

"i tylko sny nasze nie zostały upokorzone".

Jednak wymowa utworu nie jest zupełnie pesymistyczna. Postawa mieszkańców, upór w walce, świadczą, iż godność można zachować nawet wobec przemocy i zdrady.

W tytułowym wierszu pochodzącym z tego zbioru, wielokrotnie cytowanym w czasie stanu wojennego, poeta nie tylko analizuje konkretną sytuację polityczną Polski (stan wojenny), ale także przywołuje szerszy kontekst historyczny i mitologiczny. Oblężone miasta, skazane na klęskę, to także Troja, reduta Ordona, wojenny Lwów czasów młodości poety. Poeta nawiązuje także do niedawnej historii: ingerencji radzieckiej w sprawy polskie ("odparliśmy / szturm przy bramie wschodniej zwanej Bramą Przymierza"), zdrady aliantów:

"nie wiedzą nawet że nas zdradzili ich ojcowie

nasi byli alianci z czasów drugiej Apokalipsy".

Ci, którzy podpisywali porozumienia w Jałcie, usiłują teraz pomóc: "synowie są bez winy zasługują na wdzięczność więc jesteśmy wdzięczni".

Wiersz oprócz gorzkiej refleksji na temat historii, która tak naprawdę nie jest nauczycielką narodów, zawiera również niezłomne przekonanie o konieczności obrony podstawowych wartości nawet za cenę życia i nadzieję, że te wartości są w gruncie rzeczy niezbywalne:

"i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden

on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania

on będzie Miasto

patrzymy w twarz głodu ognia twarz śmierci

najgorszą ze wszystkich - twarz zdrady

i tylko sny nasze nie zostały upokorzone".

Postawa mieszkańców to dowód na to, że godność można zachować, nawet pomimo niewoli.

Rok 1984 George Orwell

MIASTO UPIORNE, MIASTO W PAŃSTWIE TOTALITARNYM: Podział społeczeństwa w Oceanii przypomina odwieczny układ hierarchiczny, panujący np. w starożytnym Egipcie. Można go sobie wyobrazić w formie "piramidy": na jej szczycie znajduje się Wielki Brat (o którym nikt nie wie, czy istnieje naprawdę, czy jest mitem), poniżej wąską, elitarną grupę stanowią członkowie Wewnętrznej Partii. Ich liczba wynosi zaledwie kilka procent.

Na przykładzie O'Briena widać, że członkom tej najwyższej warstwy wolno posiadać dobra niedostępne dla pozostałych: luksusowe jedzenie, napoje, używki, wygodne mieszkania, komfort posiadania służby. Jednak najcenniejsza jest władza - do niej zalicza się możliwość decydowania o czyimś życiu lub śmierci, dawania i odbierania przywilejów, manipulowania uczuciami i myślami zależnych od siebie osób. Takie oznaki, czyli atrybuty władzy dają posiadaczowi poczucie bezkarności i potęgi. Trudno się dziwić, że w państwach totalitarnych władza staje się celem samym w sobie.

Kolejne piętro "piramidy" tworzą członkowie Zewnętrznej Partii, kilkakrotnie liczniejszej niż elita, ale o wiele mniej licznej od "podstawy" budowy społecznej. Władza wydziela im skąpo potrzebne do życia dobra, akurat tyle, żeby mogli żyć i pracować w stanie ciągłego niedosytu. Stwarzało to motywację do staranie się o różne przywileje: lepsze jedzenie (np. czekolada), deficytowe przedmioty codziennego użytku (należały do nich nawet sznurowadła i żyletki). Grupa członków Partii Zewnętrznej pełni rolę pracowników umysłowych, urzędników jednego z czterech ministerstw. Jest to zajęcie, które nie pozwala się zbytnio nudzić i stwarza złudzenie przydatności dla państwa.

Na samym dole znajduje się najbiedniejsza warstwa ludzi, pozbawionych jakichkolwiek przywilejów, zwanych pogardliwie "prolami", od słowa "proletariusze". Ich rolą jest wykonywanie uciążliwych prac fizycznych, nie cieszą się żadnym szacunkiem, warstwy wyższe nie interesują się ich losem i nawzajem środowisko "proli" izoluje się od członków Partii. Zakazane jest nawet odwiedzanie dzielnic zamieszkanych przez inną warstwę. Ludzie z dolnej warstwy są niewykształceni, mają prymitywne gusty i upodobania, są brudni, hałaśliwi i nadużywają alkoholu. Paradoksalnie ten żałosny poziom życia daje im niewielki margines swobody. Partia nie interesuje się nimi tak wnikliwie jak swoimi członkami, ponieważ nie mogą jej zagrozić. Z powodu tej namiastki wolności, wynikającej z porzucenia i zaniedbania, Smith miał nadzieję, że w tej grupie może rozprzestrzenić się ruch wolnościowy.

Przynależność do każdej z tych warstw jest dziedziczna, choć nikt tego oficjalnie nie przyznaje. Elita utrzymuje niższe warstwy w stanie ciągłego niedostatku dóbr konsumpcyjnych i dosyć prymitywnego poziomu życia. Rządzący doszli bowiem do wniosku, że powszechny dostatek zagraża trwałości społeczeństwa opartego na układzie hierarchicznym. Dobrobyt wszystkich wytrąca władzy z rąk broń w postaci rozdzielania i przydzielania różnych przywilejów. W dodatku, gdyby ciemne i ogłupiałe z powodu prymitywnego bytowania masy zdobyły wykształcenie, mogłyby dojść do wniosku, że istnienie warstw uprzywilejowanych jest niesprawiedliwe i zbędne. A stąd już ostatni krok do obalenia grupy zazdrośnie strzegącej swojej pozycji. Jak pisał Goldstein: "Społeczeństwo hierarchiczne musi opierać się na nędzy i ciemnocie, aby sprawnie funkcjonować".

Nowy wspaniały świat Aldous Huxley

MIASTO - SYMBOL UPIORNEJ NOWOCZESNEJ RZECZYWISTOŚCI: Narrator odwiedza miejsce, gdzie rodzą się obywatele "nowego wspaniałego świata". Oprowadza go po nim dyrektor "Rozrodu i Warunkowania" na Londyn Centralny. Wszystko odbywa się w sterylnie czystej sali, ludzie są ubrani w białe kitle i rękawiczki trupio bladej barwy. Najpierw gromadzi się pożywkę dla embrionów - płaty świńskiej otrzewnej. One będą stanowić łożysko dla przyszłych dzieci. Embriony są przechowywane w odpowiedniej temperaturze, dostają też różne ilości tlenu, w zależności od tego, czy mają być pełnoprawnymi obywatelami, czy też niewolnikami. Zasada jest taka - im niższa kasta, tym gorsze warunki życia już od najwcześniejszych chwil istnienia. "Opiekunowie" decydują także, czy przyszli ludzie mają być płodni, czy bezpłodni. Większość z nich zostaje wysterylizowana, odbiera się im więc naturalne prawo do rozrodu.

W fabryce ludzi są oni produkowani do wykonywania z góry zamierzonych zawodów. Przyszłych kosmonautów przystosowuje się na przykład do pracy w przestrzeni kosmicznej w ten sposób, że ich embriony są stale wprawiane w ruch obrotowy.

Niestety narrator nie mógł zwiedzić całej fabryki, minął czas na to przewidziany. Dyrektor chciał go jeszcze zabrać do żłobka, by zobaczył dzieci jeszcze przed zakończeniem ciszy popołudniowej.

Miasto w tej powieści staje się kolebką upiornej cywilizacji przyszłości. Autor powieści pokazał upiorny wymiar "ludzkiej wynalazczości", postępu, rozwoju badań. W jego utworze człowiek stał się kreatorem świata i rzeczywistości, ale doprowadziło to do jego ograniczenia i zniewolenia. Huxley pokazał, że człowieka można traktować jak materiał, przedmiot, wytwór. W świecie powieści człowiek się nie rodzi, ale się go fabrykuje, jest produkowany seryjnie jako "coś" przeznaczonego w konkretnym celu. Na taśmie produkcyjnej powstają przyszli inżynierowie, kosmonauci i... niewolnicy, bo w "nowym wspaniałym świecie" ludzie są podzieleni na kasty. Już embriony ludzkie są odpowiednio "traktowane" - dostają mniej lub więcej tlenu, żyją w odpowiedniej - niskiej lub wysokiej temperaturze - w zależności od przeznaczenia. Robi się wszystko, by jako dorośli ludzie lubili swoje warunki życia. "To jest cała tajemnica szczęścia i cnoty. Lubić to, co się musi robić". Na tym polega "warunkowanie" - ludzie muszą lubić swoje przeznaczenie społeczne. Muszą być bierni i godzić się na to, do czego zostali przeznaczeni w nowoczesnym społeczeństwie.

Nawet płeć jest z góry przewidziana, człowiek decyduje o płodności lub bezpłodności przyszłych kobiet i mężczyzn, a to zależy od procentu osobników płodnych, który jest konieczny, aby zachować granice bezpieczeństwa. W fabryce ludzi można też wyprodukować wybryki natury - karły lub bezokie potworki. Człowiek jest tu tylko materiałem. Stracił swoje człowieczeństwo.

Dzienniki gwiazdowe Stanisław Lem

MIASTO PRZYSZŁOŚCI, MIASTO Z INNEJ PLANETY: Przed południem Ijon Tichy dotarł do Entorpii. Na lotnisku załatwił wszystkie formalności. Powiedziano mu, że jego pączek zostanie przekazany wszystkim wylęgarniom na planecie, gdyby coś mu się zdarzyło podczas strumu. Potem bohater udał się na poszukiwanie hotelu. Okazało się przy tym, że przewodniki dla Ziemian są na Entorpii nie do zdobycia - cóż, Ziemia leży widocznie "w zabitej deskami głuszy Kosmosu". Bohater zwiedził dzielnicę gmaziowców - kielichowatych budowli. Przypadkowo usłyszał rozmowę dwóch krajowców. Uderzyło go słowo "sepulki", które już słyszał. Nie miał pojęcia, co to jest.

W środku nocy udał się do baru na szklankę kurdlej śmietanki, wracając ujrzał reklamę sepulek, wszedł do sklepu i chciał kupić jedną. Okazało się, że nie można kupić sepulki bez żony, sprzedawca był oburzony, a bohater ze wstydu uciekł ze sklepu.

Wsiadł w eboret i kazał się zawieźć do lokalu nocnego. Tam spotkał znajomego Ardrytę. Zapytał go o sepulki, a ten wykrzyknął z oburzeniem: "Na miłość drumy, panie Tichy - przecież pan jest sam!". Na pytanie bohatera, dlaczego nie może zobaczyć sepulki, nic nie powiedział, a jego żona zemdlała. Kelnerzy wyrzucili bohatera na ulicę.

Władca Lewawu Dorota Terakowska

MIASTO FANTASTYCZNE: Bartek mieszka w Krakowie, w domu dziecka. Wciąż z niego ucieka, ponieważ szuka swojej mamy. Pewnego razu w czasie ucieczki przedostaje się do fantastycznego świata - do Wokarku. Tu spotyka ludzi, którzy twierdzą, że są jego rodzicami oraz dziewczynkę podającą się za jego siostrę. Okazuje się, że ma do spełnienia misję - musi walczyć ze złem, które uosabia tajemniczy Nienazwany - tytułowy Władca Lewawu. Bartek, który w Wokarku otrzymuje imię Ketrab, podejmuje się wykonania tej misji. Walczy z pająkami - sługami Nienazwanego - za pomocą elektrycznego pastucha. Potem wyrusza na Lewaw, aby rozprawić się z Nienazwanym.

Tyranem okazuje się wyschnięty mały staruszek. Dzięki uporowi i pokonaniu własnego strachu Bartek odnosi zwycięstwo nad Nienazwanym, pomaga też mieszkańcom Wokarku, Allianom, uwierzyć w siebie i pociąga ich do działania, by przezwyciężyć zło. Nienazwany ucieka z kraju. Zło zostało pokonane. Mieszkańcy równoległego świata przestają być niewolnikami panicznie bojącymi się swojego władcy i jego sług.

Akcja baśni Władca Lewawu toczy się w świecie równoległym do naszego. Główny bohater trafia do niego w poszukiwaniu rodziców przez szparę w podwawelskiej Smoczej Jamie. Świat, do którego trafia, wygląda jak Kraków, ale jest mniejszy, bardziej czysty i, co najważniejsze, jest rządzony przez tyrana - Nienazwanego. Poza tym wszelkie nazwy i imiona bohaterów są czytane wspak: Kraków - Wokark, Wisła - Ałsiw, Bartek - Ketrab. Ludzie - mieszkańcy Wokarku, Allianie, nie stawiają żadnego oporu tyranowi, gdyż każde nowo narodzone dziecko jest pozbawiane przez Nienazwanego wszelkich cech niewygodnych dla władcy. Allianie są dobrzy, nie umieją walczyć ani zabijać, nie używają przemocy, jednocześnie są słabi, pozbawieni gniewu i buntu. Bartek jest odporny na zniewolenie przez tyrana. Jest buntowniczy i postanawia walczyć z nim i jego sługami, którymi są pająki. Odstrasza je elektrycznym pasterzem, a potem wyrusza na spotkanie z Nienazwanym. Poznaje też swoją prawdziwą historię, odnajduje rodziców, którzy nazywają go Ketrabem.

Zaczarowana dorożka Konstanty Ildefons Gałczyński

MIASTO ZACZAROWANE: Poeta opisał nocną przygodę poetów w Krakowie. Akcja zaczyna się od tajemniczego telegramu, który zawierał informację o zaczarowanym dorożkarzu, dorożce i koniu. Depeszę dostarczono o drugiej w nocy. Bohater przeraził się. Spojrzał przez okno i zobaczył niżej srebrzyste, odrealnione dachy Krakowa. Nie był już pewien: zamawiał dorożkę, czy nie. Podejrzewał, że dorożkarz jest zaczarowany. Mimo to wyszedł na ulicę, gdzie spotkał swoich przyjaciół i razem wyruszyli na spacer. Przeszli ulicą Wenecja do Sukiennic. Zatrzymali się przed domem "Pod Murzynami", spojrzeli w kierunku Sukiennic, a tam właśnie stała "zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń". W dorożce siedziały dwie zjawy: marynarz i jego dziewczyna, którą on zdradził za życia i która umarła z tęsknoty. Nad ranem wszystko zniknęło.

W wierszu można wyodrębnić kilka wydarzeń z pogranicza jawy i snu. Fragmenty I, II, V to opowieść o spacerze poetów po Krakowie. Jest noc, miasto jest pięknie oświetlone. Na krakowskim Rynku stoją dorożki, ale Gałczyński eksponuje jedną z nich - "zaczarowaną". Przyjaciele poddają się nastrojowi "Nocy zielono-szalonej", ulegają urokowi miasta, w pełni odczuwają artystyczną, poetycką atmosferę Krakowa. Uważają swój spacer za wyjątkowy, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju.

Chwila w Troi Wisława Szymborska

MIASTO - SYMBOL UCZUĆ, STANU EMOCJONALNEGO: Troja w wierszu W. Szymborskiej jest symbolem budzenia się kobiecości, dorastania, odkrywania własnej urody, marzeń o sercowych podbojach.

W wierszu bohaterkami sytuacji lirycznej są małe dziewczynki. Poetka pisze o nich, że są chwile, kiedy "porywane bywają do Troi". Porwanie sprawia, że dziewczynki ulegają przeobrażeniu (metamorfozie). Przed "porwaniem" są małe, chude, piegowate, "nie zwracające niczyjej uwagi", "podobne do tatusia albo do mamusi", "chodzące po powiekach świata" (przenośnia) - świat jest dla nich jak "uśpiony"; nie wybiegają myślą poza dom, szkołę, podwórko; nie domyślają się istnienia wielkich uczuć i głębokich namiętności. Wszystko ulega zmianie, kiedy zostają na chwilę porwane do Troi. Tu wszystkie "przeobrażają się w piękne Heleny". Ubrane w suknie z trenem, wstępują po schodach, idą przed królewskie oblicze, wszyscy je podziwiają. Dziewczynki mają świadomość swej urody, wiedzą, że są piękne i dlatego będą otoczone miłością i opieką, a wszystko, co powiedzą, będzie uznane za mądre; poruszają się jak w natchnieniu - każdy gest podkreśla ich wdzięk. Ich twarze są piękne, a szyje smukłe i długie - wielu mężczyzn będzie je podziwiało i starało się zdobyć serce dziewczęcia. Dziewczynki uśmiechają się wyniośle, są dumne z tego, że mężczyźni biją się o nie, a one pozostają niedostępne. Małe dziewczynki są obłudne - tylko udają, że żałują poległych mężczyzn, naprawdę są dumne z tego, że to dla nich polegli:

"Małe dziewczynki

ręce załamują

w upajającym obrzędzie obłudy".

Cieszą się walką jak klejnotami: diademem (opaska z klejnotów) i kolczykami. Fakt, że wywołały wojnę, jest dla nich słodki i upajający - potwierdza ich urodę, wyjątkowość i obudzoną dzięki temu wielką miłość mężczyzn.

Dziewczynki, wyobrażając sobie, że są piękne i dorosłe, stają się niedostępne, wyniosłe, chcą triumfować, bez względu na cenę, jaką musi za to zapłacić otoczenie.

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Copyright: INTERIA.PL 1999-2017 Wszystkie prawa zastrzeżone.