Przedwiośnie

Stefan Żeromski

Streszczenie szczegółowe

RODOWÓD

Rodowód Cezarego Baryki ogranicza się głównie do matki – Jadwigi z domu Dąbrowskiej rodem z Siedlec i ojca – Seweryna Grzegorza Baryki. Matka nauczyła się rosyjskiego z gazet, małżeńskie życie spędziła w Baku, wciąż wspominając ojczyste zakątki. W trakcie jednego z balów niechcący obraziła córkę gubernatora, gdy zamierzając powiedzieć jej komplement, użyła niewłaściwego słowa.
Ślub rodziców Cezarego Baryki odbył się w Polsce. Ojciec nie miał konkretnego zawodu, ale był uczciwy i pracowity, posiadając wachlarz cech pożądanych u pracownika w Rosji. Był tu urzędnikiem, dobrze zarabiał, potrafił oszczędzać. Barykowie szybko doczekali się syna Cezarego Grzegorza. Ojciec dużo czytał, a w jego księgozbiorze szczególne znaczenia miała książeczka oprawiona w złoconą skórę. Był to pamiętnik z wojny 1831 roku nieznanego autora, w którym wspomniany był dziad Seweryna — Kalikst Grzegorz Baryka, właściciel Sołowijówki, który całym majątkiem poparł powstanie i zapłacił za to jego konfiskatą oraz życiem w biedzie. Motyw Sołowijówki był w rodzinie Baryków jak legenda, a książeczka miała być zawsze jak najlepiej strzeżona. Seweryn Baryka woził ją wszędzie ze sobą podczas podróży i pilnował jej, jak oka w głowie.

W Baku skromne mieszkanie Seweryna szybko zamieniło się w apartament, a w banku trzymał kilkaset tysięcy rubli. Jadwiga wiecznie tęskniła za ojczyzną i rodzinnymi stronami, ale dostatnie życie w Baku wynagradzało jej smutki.

Cezary miał najlepsze nauczycielki francuskiego, niemieckiego, angielskiego i polskiego, a później korepetytorów, jako gimnazjalista. Był bardzo związany z ojcem – razem powtarzali lekcje i czytali. Ojciec próbował w nim pielęgnować poczucie polskości, ale syn lepiej mówił po rosyjsku niż po polsku.

CZĘŚĆ PIERWSZA

SZKLANE DOMY

Cezary Baryka zdał do piątej klasy. Wybuchła wojna, a ojca powołano do wojska. Cezary ze zrozpaczoną matką odprowadzili go na statek. Bohater nie martwił się wyjazdem ojca do momentu, gdy zobaczył, jak odpływa.

Wyjazd ojca dał Cezaremu Baryce poczucie wolności. Początkowo słuchał matki, ale z czasem zaczął coraz jawniej robić to, na co ma ochotę. Zadzierał z nauczycielami i każdą chwilę spędzał na beztroskich spotkaniach z kolegami i włóczeniu po ulicach. Wybijał szyby Tatarom, napadał na tatarskich i ormiańskich burżujów, a także czytał zakazane książki.

Matka martwiła się o niego i nie potrafiła zatrzymać go w domu. Cezary Baryka stał się wobec niej bezczelny i niegrzeczny. Jadwiga była bardzo zagubiona bez męża, cierpiała na bezsenność. Czuwała nad Czarkiem, gdy spał. Kochała go bez pamięci. Nocami wspominała rodzinne miejsca, marzyła o powrocie do kraju. Przypominała sobie ukochanego Szymona Gajowca, z którym spacerowała, ale nigdy nie wyznali sobie miłości. Została wydana za Barykę, który był znacznie lepszą partią niż wówczas Gajowiec. Myślami uciekała do wycieczki wozami do Drohiczyna. Wprawdzie po zaręczynach dostała od Gajowca list, ale go zniszczyła.

Ojciec Cezarego początkowo pisywał listy z wojny, ale miały one suchy, urzędowy charakter. Matka chwaliła w swoich odpowiedziach Cezarego, toteż ojciec w kolejnych listach gratulował mu postępów. Chwilowo przynosiło to pewną skruchę syna wobec matki, ale nie trwała ona długo i Czarek dalej robił to, na co ma ochotę. Bywały jednak chwile, w których bohater odczuwał tęsknotę za ojcem. Stało się tak pewnej niedzieli, gdy Cezary śpiewał w kaplicy podczas mszy pieśń. Wczuł się tak bardzo, że wzruszył wszystkich wiernych. Po wyjściu z kościoła wrócił dawny Cezary Baryka, który znakomicie bawił się z kolegami, grał w karty.
Seweryn Baryka walczył na Mazurach, potem poszedł na Węgry. Jego listy nadal były jednostajne i monotonne.

Cezary Baryka i jego matka zostali zabezpieczeni finansowo przez ojca, jeszcze przed jego wyjazdem na wojnę. Seweryn wypłacił część oszczędności i zakopał je w piwnicy wraz z kosztownościami w obecności Jadwigi i Czarka. Ponadto Barykowie dostawali ojcowską pensję oficerską, która w zupełności wystarczała na bieżące wydatki. Cezary zresztą wydawał pieniądze swobodnie, nie martwiąc się o nic.
Minęły 3 lata, a ojca nie było. Wieści o nim były coraz bardziej skąpe. Był ranny, leżał w szpitalu, potem już nie pisał. Czarek wyrósł w tym czasie na młodzieńca i ojciec kojarzył mu się głównie z zakazami. Tymczasem pod jego nieobecność, to Cezary Baryka zajął miejsce ojca i rządził w domu, decydując za matkę. Było ogólnie wiadomo, że to Czarek rządzi. Rzeczy ojca pozostały jednak w takim porządku, w jakim je zostawił, udając się na wojnę. Brak wiadomości od ojca przyniosły rozpacz nie tylko matki, ale wreszcie także zmartwienie syna. Cezary Baryka zdołał jedynie dowiedzieć się w urzędach, że ojciec zaginął i prawdopodobnie dostał się do niewoli niemieckiej lub austriackiej.

Wnet do Baku dotarła informacja o wybuchu rewolucji. Cezary Baryka odnalazł w niej sens i szybko zdecydował o rzuceniu szkoły. Zaczął ubierać się w normalne ubranie, a nie szkolne. W takim stroju spotkał na mieście dyrektora gimnazjum, który zapytał go, dlaczego jest tak ubrany. Cezary uderzył go w odpowiedzi szpicrutą w prawe i lewe ucho. Co dziwne, tłum gapiów wziął stronę Baryki. Nie zmieniło to jednak faktu, że bohater został decyzją rady pedagogicznej wydalony ze szkoły, a dyrektor pozwał go do sądu. Dziwnym przypadkiem zostały stłuczone szyby w domu dyrektora, a sprawców nie zdołała odnaleźć policja. Zdecydowanie było już czuć w tych zdarzeniach oddech rewolucji.

W Baku pojawił się komisarz rewolucyjny, z pochodzenia Polak. Sklepy zostały zamknięte, banki nie wypłacały pieniędzy, brakowało żywności, nikt nie dostawał pensji. Tatarzy i Ormianie zaprzestali ze sobą walk. Zaczęli rządzić robotnicy, ale w mieście panował spokój. Cezary brał udział w  zgromadzeniach ludowych i był świadkiem spalenia kukły Józefa Piłsudskiego. Matka była przeciwniczką rewolucji. Próbowała Cezaremu przemówić do rozsądku, ale bezskutecznie. Tłumaczyła synowi, że nie sztuką jest zabrać cudze mienie i zwyczajnie kraść. Mówiła, że należałoby podzielić pustą ziemię równo między wszystkich i wtedy byłoby sprawiedliwie. Do syna to jednak nie przemawiało i wiedział swoje.

Cezary Baryka był także świadkiem okrutnych, wręcz nieludzkich i bestialskich egzekucji więźniów, których przebieg relacjonował potem matce. Jadwiga rozumiała, że nie ma wpływu na syna, dlatego potajemnie wykopała część skarbu z piwnicy i ukryła go w murach za miastem. W ten sposób uratowała majątek, ponieważ wkrótce wydano nakaz oddania wszelkich wartościowych rzeczy, na co Cezary zdecydował czym prędzej oddać dla idei skarb, zakopany niegdyś przez ojca w piwnicy. Nie myślał, z czego będą żyć. Z dumą patrzył, jak dorobek ojca jest wynoszony z domu, a wkrótce dziwił się wielce, że jedzenia na talerzu znajduje znacznie mniej, a posiłki są coraz bardziej monotonne. Matka głodowała, ale tego też Cezary Baryka nie zauważył, tkwiąc w rewolucyjnej iluzji.

Matka w tajemnicy przed synem wymieniała ukryty przez siebie skarb u Tatarów i Gruzinów. W zamian za wartościowe przedmioty dostawała odrobinę kaszy, ziarna czy mąki. Przemycała jedzenie, dźwigała zmęczona i niedożywiona, by syn miał co jeść. Okłamywała syna, że załatwiła coś po starej znajomości, aby nie domyślił się prawdy. Jadwiga z każdym dniem marniała coraz bardziej.

W końcu zarekwirowano mieszkanie Baryków, pozostawiając im jeden niewielki pokój. Do pozostałych wprowadzono innych ludzi. Cezary Baryka w ostatniej chwili przypomniał sobie o książeczce w złotej oprawie, której miał pilnować jak oka w głowie i czym prędzej zaczął szukać jej w zajmowanym gabinecie ojca, ale bez skutku. Konfiskata majątku nieco otrzeźwiła Cezarego, ponieważ musiał wyrzekać się coraz więcej dóbr ze swojego dotychczasowego życia. Spostrzegł, że matka potwornie zmarniała, postarzała się, zgarbiła i posiwiała. Wreszcie poczuł wstyd, że ledwo żywa, zmęczona kobieta mu usługuje, aby mógł się najeść, podczas gdy sama niknie w oczach.

Postanowił zmienić swoje postępowanie, ale w taki sposób, by matka tego nie zauważyła i nie dostrzegła w tym jego słabości. Zaczął jej pomagać w pracy, sprzątać, dźwigać i gotować. Wyjaśniał jej swoje dobre uczynki, jako komunistyczną konieczność wspólnej pracy. Z czasem odkrył także sekret ukrytego skarbu za miastem. Gdy dotarło do niego to, co matka dla niego przeżyła i wycierpiała, zaczął płakać gorzkimi łzami. Zaczął czuwać przy matce, pomagał jej zasnąć i wypocząć. Był to czas, w którym Cezary Baryka znów zbliżył się do matki.
Cezary z matką chodził do portu, gdy przypływał statek z nadzieją, że wśród pasażerów jakimś cudem ujrzą ojca. Wprawdzie w urzędzie powiedziano mu, że ojciec zginął, ale bohater nie miał sumienia, by zabrać matce ostatnią nadzieję, na powrót męża. Czekali zatem w porcie bezskutecznie, choć nawet Cezary w głębi serca wierzył, że może jeszcze ojciec pojawi się w ich życiu. Jednocześnie drwił z przybyszów, widząc w nich uciekinierów z Rosji, tchórzy i zakałę burżuazji.

Pewnego razu w porcie na ląd wysiadła grupa nędzarek, które wzbudziły litość w matce Cezarego Baryki. Podeszła do nich i okazało się, że jest to uciekająca z kraju księżna i księżniczki Szczerbatow-Mamajew. Jadwiga Baryka wspaniałomyślnie zaprosiła je do domu. W nocy okazało się, że księżna ma ukryte na nogach kosztowności, które ledwie zdjęła, bo były już wrośnięte w ciało. Pech chciał, że jeszcze w nocy do domu Baryków wpadła rewizja. Kobiety zabrano, a za karę za ukrywanie kosztowności, Cezary i Jadwiga Baryka trafili na czarną listę. Czarek, jako stary towarzysz uniknął większej kary. Wkrótce okazało się, że matka była śledzona i odkryto jej skarb. Za karę dostała roboty publiczne, które na jej wątłe siły okazały się wyrokiem. Cezary wprawdzie wybłagał na chwilę szpital dla matki, z której zdrowiem było coraz gorzej, ale po powrocie do robót i biciu przez dozorcę zmarła.

W czasie pogrzebu Cezary Baryka, żegnając się z matką, zobaczył, że ktoś zrabował jej ślubną obrączkę razem ze skórą palca. Próbował dociec jakim prawem doszło do tej konfiskaty, ale w odpowiedzi otrzymywał tylko drwiące miny. Wreszcie zrozumiał, kto jest prawdziwym wrogiem.

Cezary dowiaduje się od władz bolszewickich, że ojciec zdradził Rosję i przeszedł na stronę wroga, wstępując do legionów polskich, po czym słuch o nim zaginął. Cezary Baryka nie potrafił odnaleźć się po śmierci matki. Godzinami siedział przy jej grobie, zaczynał poznawać ją od nowa.

Zauważył, że w gruncie rzeczy nie była słabą kobietą, za którą miał ją przez lata. Trwała dzielnie w swej niewoli i dopiero Sowieci zdołali ją pokonać. Bohater wylewał łzy nad grobem matki, co działało, jak swego rodzaju oczyszczenie. Zaczynał mieć z nią zupełnie nową więź, spędzając mnóstwo czasu na rozmyślaniach i rozmowach z nią. Opowiadał jej o otaczającej przyrodzie i wiośnie, która budziła się do życia. W swojej bezsilności szukał poczucia bezpieczeństwa w ramionach matki, której w wyobraźni uległ, czego nie potrafił uczynić za jej życia. Wierząc nadal w moc rewolucji, próbował raz jeszcze wyjaśnić rodzicielce swoje poglądy i wytłumaczyć się z ze swoich przekonań o konieczności wyrównania stanów. Twierdził uparcie, że największą niesprawiedliwością jest praca na rzecz drugiego człowieka, który jest uprzywilejowany i wykorzystuje swoją władzę do deptania słabszych. Nadal uparcie twierdził, że dobra materialne, które posiadali, były niesprawiedliwością, która należało zrzucić z barków. Odgrażał się, że sam nie będzie uciskał słabszych i nie chce być wyróżniany lepszym jadłem i napojem. W tych niemych monologach słyszał odpowiedź matki, która wreszcie przyznawała mu rację i popierała jego słowa.

W 1918 roku w Baku byli Anglicy, stacjonujący w centrum miasta. Doszło do rzezi Tatarów przez Ormian, co było zemstą za mordy z 1905 roku. Bez mrugnięcia okiem spalili meczety, w których ukrywały się kobiety i dzieci. Ci, którzy przeżyli, szukali ratunku u kalifa, dzięki czemu do Baku wkroczyli Turcy. Anglicy wprawdzie bronili miasta, ale bezskutecznie. Gruzini uciekli w swoją stronę. Anglicy zarządzili pospolite ruszenie Ormian, ponieważ miasto w było w coraz gorszym położeniu pod wpływem tureckiego oblężenia. Nie zdało się to na wiele, ponieważ powołani żołnierze byli niedoświadczeni i głodni, a miasto huczało od pocisków.

Cezary Baryka został wygnany ze swego mieszkania i ostatecznie stracił dach nad głową. Jego dom runął od pocisków, a on sam brudny, obdarty i zarośnięty usiłował przeżyć, zdobywając dla siebie ochłapy pożywienia. Tatarzy walczyli z Ormianami o dostęp do bakijskiej ropy, a bohater obserwował barbarzyńskie mordy, które miały miejsce po obu stronach. Dochodził wówczas do wniosku, że bezwzględność w wykonywaniu rzezi nie jest domeną tylko rewolucjonistów, ale w ogóle Rusinów.

Cezary Baryka oswoił się ze śmiercią, którą widział na każdym kroku. Stał się już na nią wręcz nieczuły. Jednocześnie doskwierała mu straszliwa samotność, tuż obok głodu, pragnienia i nędzy bezdomnego włóczęgi. Poczucie głodu wyzwalało w nim najniższe instynkty. Codziennym widokiem było mordowanie na ulicach kobiet i dzieci, torturowanie niedobitków, bestialstwo na każdym kroku. Cezary uciekał na grób matki, szukając tam schronienia i ukojenia myśli.

Wreszcie ktoś go wypatrzył i widząc jego bezczynność, wcielono go do armii. Walczył w okopach do września 1918 roku, kiedy Turcy zdobyli miasto. Żołnierze ormiańscy wracali do domu, a Cezary Baryka zamieszkał w ruinach piwnicy dawnego mieszkania. Wówczas w Baku rozpoczęła się rzeź. 800 żołnierzy angielskich zdołało uciec, drugie tyle zostało wymordowanych przez Turków. 4 dni wystarczyły tureckiemu zwycięzcy do zabicia ponad 70000 ludzi. Byli wśród nich Ormianie, Rosjanie i ich sprzymierzeńcy. Był to tak gigantyczny mord, że ludzka krew płynęła ulicami Baku, wpadając wreszcie do morza i zabarwiając je na czerwono. Ilość ludzkich ciał była zatrważająca, iż najpierw zwożono je ciężarówkami na wybrzeże i wrzucano do morza. Było ich jednak tak dużo, że morze nie chciało ich pomieścić.

Cezarego Barykę od śmierci w rzezi urządzonej przez Turków uratowało polskie obywatelstwo. Miał przy sobie legitymację wydaną przez konsula państwa polskiego, potwierdzającą, że jest obywatelem Lechistanu. Tym samym legendarna Polska, którą znał z rzewnych opowiadań rodziców, a która dla niego nie była w niczym ważna, okazała się wybawieniem od śmierci. Nie udało się jednak Cezaremu uciec od podłego zajęcia zakopywania pozostałych zwłok. Został do tego powołany wraz z resztą niedobitków, którym udało się uciec od rzezi.
Do zakopania pozostało kilkadziesiąt tysięcy ciał ludzkich, które były już przecież w różnym stadium rozkładu. Ciała zwożono wielkimi wozami (arbami), układano jedno na drugim w wielkie kopy z których ciekła krew i płyny, wydzielające straszliwy odór. Cezary poganiał woły, ciągnące wozy i przyzwyczaił się do podłego zajęcia. Cieszyła go nawet marna porcja mamałygi, którą dostawał w głodowych racjach. Ciała zmarłych zrzucano z wozów z pomocą wideł, jakby przerzucano siano, a nie tragicznie pomordowanych.

Pewnego dnia Cezary Baryka ujrzał na jednym z wozów ciało przepięknej Ormianki. Zastanawiał się, jak można było zamordować taką doskonałość. W martwym ciele dziewczyny widział prośbę o pomszczenie jej śmierci. Bohater prowadził w myślach rozmowę z Ormianką, zastanawiał się, jakie uczucia towarzyszyły jej w ostatnich chwilach. Wyobrażał sobie, jak piękne życie wiodła i jak ukochana była przez swoją matkę. Widział podłość zbrodniarzy w pełnym wymiarze i rozumiał, że o tym mordzie nie wolno zapomnieć.

Wojskowe okopy za miastem przydawały się teraz na potrzeby zbiorowej mogiły w kształcie półokręgu. Ciała były tu sukcesywnie zakopywane, a prace trwały dniem i nocą pod surowym okiem żołnierzy. W dawnych umocnieniach wojennych Cezary znalazł sobie legowisko do spania. Tym samym w jednym szeregu pod ziemią spali zakopani zmarli, w kolejnym nędzni grabarze, a nad nimi ci, którzy pilnowali, aby prace szły, jak najsprawniej. Pracownicy z czasem dostawali coraz mniejsze racje żywnościowe, toteż Cezary słabł i nędzniał z dnia na dzień. Miał już dość zakopywania rozkładających się, śmierdzących zwłok. Niedawno wychuchany przez matkę, teraz głodny, brudny i obdarty.

Cezary Baryka pracował wśród Rosjan, Niemców, Gruzinów i Żydów, którzy gardzili jego polskim pochodzeniem. Gonitwa myśli nie dawała mu spokoju i prowadziła do bezsenności. Zasypiał tylko po to, by kolejnego dnia mieć jakiekolwiek siły do ciężkiej pracy. W okolicę okopów przychodzili także okoliczni żebracy, którzy szukali tu okazji do złapania resztek jedzenia od żołnierzy. W Baku panowała bieda, sklepy nie działały, toteż okopy stały się dla nich niekiedy ostatnią nadzieją. Próbowali nawet podkradać głodowe racje pracownikom trupiarni, toteż wzbudzali ich niechęć. Byli to biedacy, ale często także wariaci albo zwykłe łotry.
Pewnego dnia, wśród żebraczych wariatów

Cezary Baryka wypatrzy jednego, który szczególnie zwrócił jego uwagę. Wyglądało na to, że starał trzymać się blisko bohatera, ale nic od niego nie chciał. Był całkiem zarośnięty i chodził wiecznie ze spuszczoną głową. Początkowo Cezary podejrzewał go o jakiś podstęp. Dziwny człowiek ciągle coś nucił pod nosem. Bohater usiłował usłyszeć piosenkę szaleńca, ale nie mógł złożyć z zasłyszanych dźwięków nic sensownego. Wydawało mu się, że słyszy jakąś dziecięcą melodię i swoje imię, co było dość nieprawdopodobne. Zaczął się bacznie przyglądać starcowi, rozpoznając słyszane przed laty zawołanie. Nagle ich spojrzenia spotkały się i Cezary niemal nie zamarł. Oto rozpoznał w niegroźnym wariacie własnego, zaginionego ojca.

Gdy wypowiedział cicho słowo „ojciec”, wariat pokręcił przecząco głową i spuścił głowę. Cezary był już pewien, że widzi Seweryna Barykę w łachmanach i obserwował, co tamten zrobi. Ojciec poszedł do kloaki z tarcic (było to miejsce pełniące funkcję toalety – niezwykle cuchnące od fekaliów) i zniknął za parkanem, który zasłaniał żołnierzy i pracowników, załatwiających tu swoje potrzeby fizjologiczne. Cezary zauważył, że ojciec daje mu ukradkiem sygnał, by do niego dołączył. Chłopak dla niepoznaki na chwile zajął się pracą, po czym poszedł do kloaki. Za parkanem ojciec złapał go w objęcia i żaden z nich nie miał już wątpliwości co do swojej tożsamości. Cieszyła ich przeogromnie ta niema chwila szczęścia, lecz gdy tylko usłyszeli, że ktoś się zbliża, czym prędzej odskoczyli od siebie, udając, że się nie znają. Gdy zostali znów sami, mogli wreszcie porozmawiać. Ojciec wyjaśnił, że obawia się ujawnienia, kim są, aby ktoś z przeszłości złośliwie nie chciał ich skrzywdzić.

Cezary powiedział ojcu, że matka nie żyje, ale Seweryn już o tym wiedział od gruzińskiego księdza i nawet udało mu się odwiedzić jej grób. Ojciec i syn umówili  się na wieczór z zamiarem wspólnej wyprawy na cmentarz. Ojciec opowiedział także o tym, że walczył w legionach polskich. Barykowie zdecydowali się na ucieczkę z Baku.

Panowanie Turków w Baku szybko zakończył Traktat Wersalski, a tutejsze tereny weszły w skład Azerbejdżanu. Niedługo potem rewolucja ponownie dotarła do Baku i nie tylko zniszczyła nowe państewko, ale rozpoczęła koszmarny okres gwałtów, rzezi i egzekucji. Nastała jesień i Cezary Baryka wraz z ojcem planowali coraz bardziej konkretnie wyjazd do Polski. Zbierali fundusze na ten cel, choć szło dość opornie, ponieważ młodzieniec nie potrafił za dobrze zarabiać, a schorowany ojciec nie miał już na to siły. Dokuczały mu stare rany. Każdy grosz odkładali na bilety, toteż nie było ich stać na lekarstwa dla ojca.

Pierwszym celem podróży do ojczyzny miała być wyprawa do Moskwy, w której Seweryn zostawił swą walizkę u polskiego przyjaciela – Bogusława Jastruna. W walizce znajdowały się najcenniejsze wówczas skarby: czysta bielizna, chustki do nosa, kołnierzyki i krawaty, ale przede wszystkim lekarstwa i skarb rodzinny w postaci książeczki w złotej oprawie, której należało pilnować, jak oka w głowie.

Seweryn opowiadał synowi o swoich wojennych przygodach i długiej podróży przez Rosję do ukochanej rodziny pozostawionej w odległym Baku. Znajomość Rosji i tutejszych obyczajów pomogła mu dotrzeć do celu, pomimo rewolucji.
Cezary Baryka nadal nosił w sercu ideały rewolucji, ale z trudem przyznawał się przed sobą do tęsknoty za czystą bielizną czy watą. Rozumiał też, że ojcu niezbędne są leki, szczególnie aspiryna, która została  walizce. Wreszcie zimą, przebrani za robotników powracających do domu, ruszyli w podróż do Moskwy. Najpierw statkiem do Carycyna, dalej jechali pociągiem w zatłoczonym wagonie, z ciągłymi postojami. Podczas jednego z nich ojciec zaczął wyjaśniać, dlaczego muszą dostać się do Polski.

Ojciec opowiadał Cezaremu Baryce o nowej cywilizacji, która dotarła do Polski za sprawą ich krewnego. Ów Baryka rzucił studia medyczne, wyjechał na Pomorze i zaczął skupować tutejsze ziemie. Wybudował na nich fabrykę szkła, w której produkował szkło belkowe, niezbędne do budowania szklanych domów. Wyjątkowość szklanych domów polegała na tym, że łatwo było je utrzymać w czystości, a wzrost higieny niwelował wiele chorób. Ponadto woda krążąca w ścianach zimą ogrzewała domy, a latem przyjemnie chłodziła. Takie domy były niezwykle ekonomiczne i wygodne. Na dodatek, projekty domów tworzyli artyści i z użyciem kolorowego szkła realizowali cuda architektury. Seweryn twierdził, że widział je na własne oczy i były ich już setki. Jakby tego było mało, szklane domy były bardzo tanie, dlatego budowane były z nich już całe wsie i powiaty.

Fabryka szkła była własnością pracowników i artystów, a krewny Baryka budował kolejne nad Wisłą, wykorzystując jej nurt. Cezary nie dowierzał w pachnące szklane wsie, szklane szkoły i szklane kościoły. Ojciec opowiadał także o planach pięknych szklanych domów dla robotników. Szklane domy miały być także pragnieniem burżujów, dla których zdrowie jest najcenniejsze, a przecież higienicznie czyste domy ze szkła zapewniały także lepsze zdrowie.

W końcu Barykowie zaczęli dyskusję na temat rewolucji, mając całkiem odmienne zdanie. Ojciec tłumaczył Cezaremu, że w zrabowanych domach wcale nie mieszkają chłopi, tylko nowi panowie, a najbiedniejsi dalej klepią biedę.
Po przyjeździe do Moskwy udało się odzyskać walizkę, a następnie przebrać w ubranie inteligenckie, obcokrajowca. Jastrunowi ojciec podarował część bielizny, a następnie cieszył się z Cezarym  mydłem, lekami i resztą cennej zawartości walizki. Młodzieniec z kolei zachwycony był widokiem bolszewickiej Moskwy.

Wkrótce Cezary Baryka z ojcem wsiedli do przepełnionego pociągu do Charkowa, który miał być przystankiem w ich długiej podróży. Ludzie wieźli często cały swój dorobek życia, a sprytny i chytry  maszynista nad wyraz często i na bardzo długo zatrzymywał pociąg w szczerym polu pod pretekstem naprawy. W rzeczywistości maszynista czekał na łapówki. Po zebraniu zadowalającej ilości kosztowności ruszał dalej. Ostatni postój miał miejsce nieopodal Charkowa. Część pasażerów cierpliwie czekała, ale wielu – a z nimi Barykowie – ruszyli dalej piechotą.

Na dworcu dostawili walizkę w depozycie, by ruszyć do polskiego biura po wiadomość o pociągu do Polski. Zastali dużą kolejkę. Przezorny ojciec, który znał Charków, znalazł dla nich nocleg u krawca mówiącego trochę po polsku. Wreszcie w biurze okazało się, że pociąg po Polski nie nadjedzie zbyt prędko i nie wiadomo kiedy to nastanie. Pewne jest jednak to, że będzie przeładowany i nie ma co liczyć na to, że w Charkowie ktokolwiek do niego wsiądzie. Cezary Baryka poszedł wobec tego z ojcem po walizkę. Okazało się, że walizka zaginęła. Zrozpaczeni, wrócili do mieszkania krawca. Jako że zostali bez pieniędzy, wkrótce mieszkanie musieli opuścić, by czekać kolejne długie tygodnie na pociąg. Seweryn czuł się coraz gorzej. Cezary kładł go w skrytce pod schodami, by ojciec mógł tam odpocząć, a sam biegł do biura pytać o pociąg.

Cezary poznawał tu rewolucję od wewnątrz. Odwiedzał spotkania robotników i słuchał przemówień. Czasem żałował, że ojciec wrócił i musi mu teraz towarzyszyć w nieswojej podróży. Nadszedł jednak wreszcie dzień przyjazdu przeładowanego pociągu. Na końcu pociągu ojciec zobaczył znajomego inżyniera Białynia i błagał go o pomoc w wejściu do pociągu. Ten tłumaczył się karą śmierci za wpuszczenie nowych pasażerów. Nagle pojawił się jednak mężczyzna, który zaprowadził Baryków do wagonu z kożuchami i kazał im się tu ukryć i siedzieć cicho w razie rewizji.

Pociąg ruszył do Polski. Na postojach nieznajomy przynosił Cezaremu Baryce i jego ojcu gorącą wodę i coś do zjedzenia. Ojciec jednak czuł się coraz gorzej. Na jednym z postojów zbadał go lekarz, ale jego smutna mina mówiła wszystko. Dał starcowi gorzki napój, ale Cezary był już przygotowany na najgorsze. Ojciec ostatkiem sił wspominał dzieciństwo Czarka i szczęśliwe czasy. Kazał mu w Warszawie udać się do Szymona Gajowca, po czym zasnął. Cezary tulił go i także zapadł w sen. Gdy się obudził, ojciec już nie żył.

Na postoju nieznajomy zabrał zwłoki ojca, na Cezarego narzucił kożuch i zaprowadził go do wagonu z innymi pasażerami. Obiecał, że ciało ojca spocznie godnie pod tamtejszą kaplicą. Cezary wahał się, czy jechać dalej, ale w końcu wsiadł do pociągu.

Pociąg wreszcie dojechał do granicy. Cezary wysiadł. Tłum pędził do słupków granicznych, całowanych ze szczęścia. Wtem Bałynia wcisnął mu do ręki jakieś papiery, które okazały się niezbędne do przekroczenia granicy. Cezary Baryka był w Polsce. Nie zobaczył szklanych domów, tylko błoto, biedę i obdarte dzieci.

CZĘŚĆ DRUGA

NAWŁOĆ

Cezary Baryka przyjechał do Warszawy. Dostał się na studia medyczne i zgłosił do Szymona Gajowca, który był wysoko postawionym urzędnikiem w Ministerstwie Skarbu. Gajowiec dał mu pracę w biurze i naganiał klientów na korepetycje z rosyjskiego. Wypytywał o matkę i zwierzał się ze skrytej miłości do niej. Cezary poznał w tych opowieściach matkę na nowo.
Spokój nie trwał długo, ponieważ wybuchła wojna bolszewicka i Cezary Baryka wstąpił do wojska, choć nie po myśli była mu walka z Sowietami. Pewnego dnia podsłuchiwał w kawiarni rozmowy Żydów, tzw. plutokracji. Rozprawiali o tym, co będzie, gdy bolszewicy wejdą do Warszawy, kończąc nic nieznaczącym „zobaczymy”. Cezary w głębi duszy czuł się, jakby zdradzał swoje ideały zrównania stanów. W Warszawie jednak na wojnę szli wszyscy, nawet robotnicy, którzy nie zamierzali walczyć tu z burżuazją, a z wrogim najeźdźcą.

Wreszcie Cezary Baryka ruszył ze swoim oddziałem do bitwy. Za Wisłą minęli grupę sowieckich jeńców. Jakaś wiejska kobieta wyszła na ulicę i strasznie wygrażała Sowietom. Kolumna poszła dalej do Radzymina, a stąd jeszcze dalej, by pogonić nieprzyjaciela. Wszędzie, gdzie dotarł wróg, pozostawały zgliszcza, co nie umknęło oczom bohatera. Cezary walczył dzielnie i dostawał pochwały.

W swojej kompanii zaprzyjaźnił się z Hipolitem Wielosławskim, którego uratował pod Łosicami, gdzie tamten został ranny. Cezary wrócił po niego i przyniósł rannego do reszty oddziału. Tym bardziej zacieśniła się ich przyjaźń.

Jesienią przyszła wiadomość o nadchodzącym rozejmie. Żołnierze wracali do domów. Cezary Baryka i Hipolit także ruszyli z Białorusi w stronę Warszawy. Hipolit zaprosił Cezarego do rodzinnej Nawłoci, na co bohater z ochotą się zgodził.
Po przyjeździe na małą stację już czekał na nich powóz z woźnicą – Jędrkiem. Ruszyli w drogę. Powóz pędził po nierównej drodze, aż nagle pasażerowie spadli z niego na ziemię i strasznie się pobrudzili. Wsiedli z powrotem i ruszyli dalej przez Leniec, aż dojechali do Nawłoci.

W Nawłoci witano Hipolita z ogromną radością, grzecznie powitano także Cezarego. Poznał matkę Hipolita, pannę Karolinę, księdza Anastazego i wuja Skalnickiego. Karolina przekomarza się z Hipolitem. Wreszcie zasiedli w domu przy kolacji, mocno zakrapianej. Matka Hipolita płakała ze szczęścia w kącie, ciesząc się z przyjazdu syna. Pytała o matkę Cezarego, który odpowiedział, że zmarła w Baku. W końcu zawitały ciotki Aniela i Wiktoria.

Cezary jadł i pił. Za oknem słychać było jakby strzały. Okazało się, że parobkowie strzelali z bata na powitanie panicza. Hipek wyszedł do nich z flaszkami, jak kazał obyczaj. Cezary pijany obserwował wszystko. W końcu przytulił Hipolita, zapłakał i ostrzegł, że ci służący mogą ich wywlec z domu dla kilku kosztowności i zamordować (tak, jak robili to bolszewicy).

Było późno, więc zmęczonego Cezarego i księdza Karolina odprowadziła do „Arianki”, gdzie mieli nocować. Droga była długa, zatem Cezary postanowił odprowadzić Karolinę z powrotem do dworu. O poranku Cezary wybrał się na spacer po parku, gdy jeszcze wszyscy spali. Zwiedzał folwark, ogród warzywny i ptasi ogrojec. Nagle zauważył dziewczynę, która wybiegła z „Arianki” i znalazła się wśród ptactwa. Nieszczęśliwie pogoniły ją perliczki, a dziewczyna uciekła w popłochu.

Cezary Baryka poszedł do dworu, ale w stołowym pokoju było jeszcze pusto. Położył się wiec na sofie. Chwilę później w pokoju zjawiła się w samej koszuli nocnej Karolina, chcąc ogrzać się przy kominku, odstawiła istny taniec. Cezary uznał, że musi ujawnić swoją obecność, na co dziewczyna uciekła zawstydzona do swojego pokoju. Wkrótce pojawił się Maciej i szybko podał Cezaremu śniadanie: świeże bułeczki z konfiturami i kawą. Maciej powiedział, że Karusia nie przyjdzie na śniadanie, bo jest chora. Pojawił się za to Hipolit, który po śniadaniu zabrał Cezarego do stajni.

W stajni znajdowały się piękne i zadbane konie. Po przeglądzie koni i rozmowie z Jędrkiem Hipolit i Cezary wsiedli na linijkę (niewielki jednokonny wóz) i popędzili przez pola. Hipek mocno gnał konia, który w dzikim pędzie ubrudził całego panicza błotem. Wtem spotkali Laurę Kościeniecką z narzeczonym Barwickim, którzy byli na konnej przejażdżce. Cezary został im przedstawiony. Laura zaprosiła młodzieńców na śniadanie. Kościeniecka od razu zrobiła na Cezarym ogromne wrażenie. Dojechali na Leniec – majątek Laury. W bibliotece Cezary rozmawiał z kobietą, która zaprosiła go na bal w Odolanach.

W „Ariance” mieszkała 16-letnia Wanda Okszyńska, siostrzenica żony rządcy tego majątku. To właśnie ją Cezary widział uciekającą przed perliczkami. Wanda źle się uczyła, dlatego wysłano ją do Nawłoci. Okazało się jednak, że wielką pasją dziewczyny była gra na fortepianie. Gdy dowiedziała się o tym Karolina, wyprosiła u pani Wielosławskiej możliwość gry na nieużywanym w dworze instrumencie.

Hipolit i Cezary po powrocie z Leńca usłyszeli piękną grę i koniecznie chcieli zobaczyć, kto jest jej sprawcą. Zawstydzona dziewczyna na ich widok odeszła od fortepianu, ale Cezary zachęcił ją, aby zagrała z nim na cztery ręce. Podczas gry, wstyd Wandy minął. Występ został przerwany wezwaniem na obiad.

Na obiad przyszła Karolina, a Cezary próbował sprawić by zapomniała o poranku przy kominku. Hipolit zaproponował poobiednią wycieczkę. W powozie jechał Cezary, ksiądz i Karolina, której na nieszczęście podwinęła się sukienka, gdy koń raptownie ruszył.  Bohater zaproponował dziewczynie agrafkę do spięcia spódnicy, ale ta omówiła. Gdy Cezary powiedział, że chyba powinien wyjechać, Karolina zaprzeczyła. Cezary po drodze obserwował okolice. Zobaczył Żyda dźwigającego wielki worek i zaczął znów rozmyślać o tym, jak wygląda prawdziwe życie chłopów. Rozważał o ogromnych różnicach między bogatymi i biednymi.

Dojechali na miejsce. Cezary poszedł z Karoliną na spacer nad staw. Rozmawiali o swoich rodzicach i sytuacji, w której się znaleźli. Dziewczyna opowiedziała Cezaremu, że jej rodzice zginęli za sprawą bolszewików, którzy skonfiskowali ich majątek na Ukrainie. Bohater opowiedział jej także swoją historię. Karolina chciała się zemścić na bolszewikach i ubolewała, że jest tylko słabą kobietą. Chciała odebrać im wszystko, co zrabowali. Cezary i Karolina obiecali sobie przyjaźń.

Cezary chciał zostać pisarzem w Chłodku, ale Hipolit nie się zgodził. Twierdził, że obśmiano by go, gdyby dał przyjacielowi taką prostą pracę. Dni w Nawłoci mijały leniwie na jedzeniu, piciu i przyjemnościach. Wszyscy spali do późna, czasem Karolina budziła panów kamieniami rzucanymi w drzwi „Arianki”. Cezary Baryka wolne chwile starał się spędzać na obserwacji pracy chłopów. W czasie zbioru jabłek z kolei wszyscy mieszkańcy pałacowi zbierali się na strychu, gdzie składano różne gatunki jabłek. Przychodzili tu, aby je segregować, ale przede wszystkim obżerali się nimi do oporu. Przy tej okazji Cezary flirtował z Karoliną.

Trwały przygotowania do balu w Odolanach, na którym miały być zbierane datki dla kadłubków, czyli żołnierzy, którzy w trakcie walki w wojnie bolszewickiej stracili kończyny. Fundusze miały być przeznaczone na protezy. Laura była odpowiedzialna za organizację pikniku, zatem zdobywała różne pyszności i planowała całość. O pomoc w przygotowaniach poprosiła Hipolita i Cezarego.

Cezary był zaproszony na bal, ale nie posiadał fraka. Hipolit sprawił mu nowy frak, szyty przez mistrza Poola w Częstochowie. Pewnego dnia, wróciwszy do pokoju, zobaczył pięknie wyprasowany frak, koszulę, kołnierzyk, mankiety i krawat. Dowiedział się, że to Karolina wszystko dla niego przygotowała. Zawołał ją do swego pokoju i choć nie chciała wejść, zapewnił, że nikt ich nie widzi. Zaprosił ją do tańca, a następnie namiętnie pocałował. Dziewczyna broniła się tylko pozornie, ponieważ nie mogła mu się oprzeć. Próbowała wyjść z pokoju, ale pocałunki były coraz dłuższe. W końcu wymknęła się w pośpiechu. Żadne z nich nie wiedziało, że wszystko widziała przypadkiem Wandzia, zakochana w Cezarym. Pocałunki Cezarego i Karoliny były dla niej szokiem i doprowadziły ją do szaleństwa oraz poczucia prawdziwej zazdrości. Niejednokrotnie podsłuchiwała Cezarego pod drzwiami pokoju, całując klamkę.
W związku z przygotowaniami do balu Cezary przywiózł cukierki do Odolanów na prośbę Laury.

Nie mógł wrócić do Nawłoci, ze względu na ulewny deszcz. Czekał więc na powrót koni, które odeszły do innego dworu. Nie wiedział, co ze sobą zrobić, toteż czekał w salonie. Wnet wróciła Laura i zaskoczona odkryła obecność młodzieńca. Postanowiła odwieźć go powozem. Gdy wsiedli do środka, niespodziewanie doszło do wybuchu uczuć, pocałunków, pieszczot i pełnej rozkoszy. Miłosne uniesienie zakończyło się tuż przed Nawłocią, gdzie oszołomiony Cezary wysiadł z powozu, który odjechał z powrotem.

Kilka dni przed balem, Laura przyjechała do Nawłoci, prosząc Hipolita i Cezarego o pomoc w kilku sprawach. Baryce szepnęła do ucha specjalne zlecenie. Bohater po kolacji udał się do pokoju pod pozorem bólu głowy, aby potajemnie czmychnąć wprost na Leniec do Laury. Zakradł się przez werandę do pokoiku i nasłuchiwał. Słyszał głos Barwickiego i teściowej Laury. Kościeniecka odprowadziła narzeczonego, który wyruszył w podróż do swego majątku i pożegnała się z teściową. Weszła do pokoiku i cicho porwała Cezarego Barykę do swej sypialni. Powiedziała, że musi zwiększać ogień w lampie, aby narzeczony widział, że poszła spać. Gdy światła powozu Barwickiego zniknęły na horyzoncie, kochankowie oddali się miłosnej ekstazie.

Nadszedł dzień balu. Cezary świetnie prezentował się we fraku. Hipek wyśmiał strój księdza, który wystroił się w dziwną sutannę. We trójkę wsiedli do powozu i ruszyli na bal. Cezary Baryka początkowo czuł się na balu skrępowany, ale wnet zobaczył Laurę, która wyglądała przepięknie. Cezarego przeszedł dreszcz. Nie mógł znieść widoku Barwickiego u jej boku.
Na bal przyjechała reszta mieszkańców dworku w Nawłoci. Cezary tańczył z Karoliną, ale wciąż zerkał na Laurę. Młodzieniec obtańczył niemal wszystkie panny na balu, nawet Wandę, która nie umiała tańczyć. Wreszcie zobaczył, że Laura jest wolna i porwał ją do tańca. Wdowa wyznawała mu do ucha miłość, a Cezary wypominał narzeczonego. Laura powiedziała, że nie ma wyjścia i ze względów finansowych musi za niego wyjść.

Do sali wjechał na wózku pan Schorzan i wzniósł toast za „kadłubków”. Pani Wielosławska posadziła Wandę przy fortepianie i kazała jej pięknie zagrać. Laura skinęła porozumiewawczo do Cezarego i wyszła. Niedługo za nią wyszedł Cezary. Zauważyła to Karolina i postanowiła sprawdzić, o co chodzi. Gdy zobaczyła ich razem, zrozumiała, że tych dwoje łączy romans.

Kochankowie wrócili na bal, przemarznięta i zszokowana Karolina także. Wnet ksiądz Anastazy zaczął namawiać Karolinę, by zatańczyła kozaka. Dziewczyna zgodziła się, ale pod warunkiem, że zatańczy z nią Cezary Baryka, który przecież wychował się także na wschodzie. Odtańczyli pełen emocji taniec ku zadowoleniu widowni. Barwicki krytykował taniec, nazywając go kacapskim.

Podpity Hipolit wypominał Cezaremu, że z nimi nie pije, tylko tańczy bolszewickie tańce i pewnie ma ich za burżujów, którymi gardzi. Anastazy go uspokajał. Hipek wspominał, jak Cezary go uratował w czasie wojny. W końcu panicz spił się i zakończył biesiadę. Nad ranem Cezary udał się z księdzem do Nawłoci. Po drodze widział ciężkie życie ludzi na wsi. Przypomniała mu się ojcowska obietnica szklanych domów.

Cezary Baryka nudził się w Nawłoci, ale z drugiej strony zadomowił się tu na tyle, że nie chciał stąd wyjeżdżać. Wspominał o powrocie do Warszawy, by usłyszeć propozycję przedłużenia pobytu. Wciąż myślał, jak wymknąć się do Leńca. Sądził, że jego romans pozostaje słodką tajemnicą, jednakże mieszkańcy dworu domyślali się, że coś jest na rzeczy. Gdy pewnego dnia grał na cztery ręce z Wandą, dziewczyna nieoczekiwanie chwyciła go za dłoń. Zrozumiał, że biedaczka się w nim zakochała, więc próbował zmienić temat, by uwolnić się od trudnego położenia.

Cezary zakochany był bez pamięci w Laurze, idealizował w myślach ich relację i tęsknił. Pewnego dnia Laura przyjechała do Nawłoci na plotki. Przy okazji podała niepostrzeżenie Cezaremu karteczkę. Zauważyła to Karolina. Następnego dnia Cezary poprosił o konie, by udać się do Częstochowy w celu wysłania pilnego telegramu do Warszawy. Okazało się, że Laura także jechała tego dnia do Częstochowy. Karolina wytropiła nie tylko tę schadzkę, ale także nocne spotkanie, po którym zostały ślady kopyt w okolicach „Arianki”.

Pewnego dnia, gdy Cezary wrócił do pokoju z nocnej schadzki, znalazł list od Anastazego z nakazem pilnego przyjścia do pokoju Karoliny. Nie wziął tego za nic pilnego, ale dopadł go sam ksiądz i popędził, wyjaśniając, że Karolina umiera. Wszyscy zebrali się pod drzwiami jej pokoju i czekali na wyrok lekarza, który akurat przybył. Medyk stwierdził zatrucie i poprosił Cezarego do chorej na jej prośbę. Karolina pożegnała Czarka, dodając, że nie wie co się z nią dzieje. Była blada, miała drgawki. Cezary pocałował ją, ale wysunęła mu się martwa z rąk. Ksiądz powiedział mu, że wie o wszystkim, ale obowiązuje go tajemnica spowiedzi. Stwierdza, że Karolina nie była samobójczynią, a ofiarą.

Po modlitwach rodzina Wielosławskich rozpoczęła śledztwo, które prowadziło do państwa Turzyńskich, u których Karolina była chwilę wcześniej z wizytą. Ustalono, że podano jej sok, który lubiła, a Wanda dodatkowo go posłodziła, tak, jak Karolina lubiła. Wkrótce w ciele denatki znaleziono strychninę. Truciznę znaleziono także w domu rządcy, ale Wandzia pomimo aresztowania nie trafiła do więzienia z braku dowodów.

Cezary nie wzruszył się śmiercią Karoliny, sobie nie miał też nic do zarzucenia. Spotykał się potajemnie z Laurą i kontynuował romans. Pewnej nocy zakradł się znów do domu kochanki, ale okazało się, że w pokoju czekał na niego Barwicki i zaczął okładać go szpicrutą. Cezary wyrwał mu ją z ręki i bił, ile się dało. Wtem weszła Laura, udając, że nie wie, co robi tu Baryka. Kazała mu wynosić się z jej domu, na co bohater w szale uderzył ją szpicrutą w twarz i uciekł.

Nie wiedział, co ze sobą począć. Spał w sianie, myśli męczyły go okrutnie. Przypominał sobie śmierć Karoliny i zbrodnię głupiutkiej Wandy. Płakał z rozpaczy i upokorzenia. Nie wiedział, co zrobić. Wrócił do Leńca, ale dom był zamknięty. Zrozpaczony dotarł na grób Karoliny, gdzie spotkał Anastazego, który bezskutecznie próbował obudzić sumienie młodzieńca. Zaproponował mu spowiedź, ale Cezary nie chciał. Nie przyznał się także, dlaczego ma pokaleczoną twarz.

Cezary Baryka wrócił do swego pokoju. Hipolit próbował namówić go na zwierzenia. Mówił, że wszyscy myśleli, że mają się z Karoliną ku sobie i Wielosławscy chcieli dać jej Chłodek. Miał za złe przyjacielowi, że mu się nie zwierza. Zgodził się na pobyt Cezarego w Chłodku.

Baryka pojechał do Chłodka, gdzie stał się gościem ekonoma Gruboszewskiego i jego żony. Dostał skromny pokój z czystą pościelą. Gospodarz jednak podejrzewał, że Cezary chciał go wygryźć z posady. Bohater spędził  tu parę tygodni, obserwując bacznie wiejskie życie. Sam także pracował od świtu do zmierzchu. Sporo czasu spędzał ze starym młynarzem Sylwestrem. Rozmawiał także z chłopami o ich codziennych sprawach. Przypatrywał się też schorowanym starcom wypędzanym z ciepłych domów do zimnych stodółek, by tam charczeli i kaszleli, dokonując żywota.

Wigilie Cezary spędził w Chłodku z Gruboszewskimi i ich rodziną. Po świętach odwiedził go Hipolit, przywożąc wieści o ślubie Laury. Baryka podjął wówczas decyzję o wyjeździe do Warszawy, czym sprawił ulgę Gruboszewskiemu. Wszyscy w Nawłoci pożegnali go miło, ale jakoś dziwnie. Cezary poszedł pożegnać się  także z Turzyńskimi. Wychodząc, zobaczył w kącie bladą i wychudłą Wandzię.
W podróży na stację towarzyszył mu Hipolit. Pojechali przez Leniec, a znajome krajobrazy wycisnęły łzy z oczu Cezarego Baryki. Hipek udawał, że tego nie widzi, ale mocno chwycił go w przyjacielskim uścisku.

CZĘŚĆ TRZECIA

WIATR OD WSCHODU

W Warszawie Cezary Baryka wrócił na studia medyczne. Zamieszkał u kolegi – Buławnika, który „śmierdział pieniędzmi”. Pokój był bardzo skromny, w kącie gniła ściana. Cezary nie miał pieniędzy, więc sprzedał swój frak, pachnący jeszcze perfumami Laury. Ostatecznie frak wszedł w posiadanie Buławnika. Brak funduszy zaprowadził bohatera do Gajowca, który bardzo ucieszył się na jego widok. Wypytywał o wrażenia z pobytu na wsi, ale Czarek niewiele chciał o tym opowiadać. Zapytał za to Gajowca o postacie, których portrety wisiały na ścianach.

Gajowiec z zapałem opowiadał o Warszawiakach, z których każdy wsławił się walką o Polskość. Pierwszy – profesor Marian Bochusz – felietonista, filozof i socjolog, potajemnie nauczał, żyjąc bardzo skromnie. Drugi – Stanisław Krzemiński – członek Rządu Narodowego, historyk, miłośnik książek i eseista. Wielki patriota wierzył w wolną Polskę i pracował całymi dniami na jej rzecz. Kolejny – Edward Abramowski – filozof i socjolog, socjalista rewolucyjny i zwolennik Marksa. Struktury nowego państwa widział pod postacią stowarzyszeń. Cezary podsumował, że „jesteśmy urodzeni z defektem polskości”. Gajowiec podkreśla, że od postaci na portretach uczył się polskości i dzięki takim, jak oni, polskość przetrwała w sercach ludzi pod zaborami.

Obrazy, mają mu przypominać o tych wartościach, a także o tym, że nowe potrzeby Polski są znacznie inne. Ponownie wspomina Abramowicza, który sprzeciwiał się wszelkim strukturom państwowym, łącznie z wojskiem i policją. Mylił się, ponieważ bez wojska, kraj nie mógłby odpierać ataków wroga.

Cezary Baryka w drodze z uczelni do domu przechodził przez dzielnicę żydowską (tzw. getto), uważnie obserwując tutejsze życie. Twierdził, że kamienice wyglądają tu tandetnie, podwórza są brudne i zaniedbane, a żydowskie dzieci mizerne i schorowane, bawiąc się w tych warunkach. Handel żydowski kwitł – na ulicach Żydzi wręcz bili się o kury, obryzgani ich krwią. W sklepikach sprzedawano wszelkie żelastwo. Gdy przyjechał wóz, ludzie rzucili się na niego, ściągając także żelazny złom. Cezary widział upadek społeczeństwa żydowskiego i twierdził, że Żydzi są próżniakami.

Gajowiec postanowił napisać książkę o Polsce prawdziwej, takiej, jaka jest naprawdę, opierając się na urzędowych statystykach. Do pomocy zatrudnił Cezarego, aby porządkował mu dane, potrzebne do pisania. Tym samym, bohater rano i po południu pracował w prosektorium i chodził na wykłady, po nich spędzał czas z kolegami, a wieczory mijały mu na pracy u Gajowca.

Pracodawca okazał się mistykiem, wierzącym w dwa cudy: cud odzyskania niepodległości i cud nad Wisłą, uwieńczony sukcesem przegnania bolszewików. Cezary nie słuchał wywodów Gajowca, a zamiast tego uciekał myślami do Laury. Gajowiec z kolei marzył o wprowadzeniu polskiej waluty: złotego.

Cezary Baryka patrzył na Polaków z niechęcią, krytykując ich za zbyt częste patrzenie za siebie, przez co złudnie widzieli piękną, wolną Polskę, zamiast prawdziwej Polski w łachmanach, jaką faktycznie wówczas była.

Do Buławnika przychodził Antoni Lulek, aby pożyczać pieniądze. Szybko zaprzyjaźnił się z Cezarym. Spędzali sporo czasu na rozmowach, a Baryka zwierzył się przyjacielowi z części przygód w Nawłoci. Lulek był schorowany i wiecznie kaszlał. Znał dobrze języki, toteż zajmował się tłumaczeniami. Dużo czytał. Umiał słuchać i szybko zyskał zaufanie Cezarego. Lulek miał socjalistyczne poglądy, do których próbował przekonać także Czarka. Nie lubił nowej Polski, krytykował rząd, który według niego działał zbyt opieszale. Uważał, że racja jest po stronie mocarstwa rosyjskiego. Był przeciwnikiem wojska i policji.

Cezary Baryka odwrotnie – nie popierał bolszewików, lecz stał po stronie wojsk polskich. Dawne ideały rewolucyjne przegrały w konfrontacji z polską rzeczywistością. Nie był to jeszcze patriotyzm, bo miłość do Polski była nadal dla Cezarego tęsknotą matki i ojca do ojczyzny. Bohater nie widział w Lulku mędrca, a raczej tępego i ograniczonego ideowca, nad wyraz radykalnego w swych przekonaniach. Cezary zastanawiał się, czy Żydów należy zaliczyć do burżuazji, czy raczej proletariatu, który miałby przejąć władzę według teorii Lulka. Taka wizja była dla bohatera przerażająca.

Pewnego dnia Lulek zaprosił Cezarego do udziału w tajnej konferencji partii. Konferencja organizacyjno-informacyjna miała za zadanie oświecić ludzi i wskazać im drogę do dalszego działania. Cezary zgodził się na nią iść. Następnego dnia w drodze na spotkanie Lulek zachowywał się tak, jakby go ktoś śledził. Wreszcie w konspiracyjnej atmosferze dotarli na miejsce. Pomieszczenie gęste było od dymu i wypełnione robotnikami. Do pokoju weszło siedem osób, które miały przemawiać.

Pierwszy zabrał głos blondyn, krytykujący burżuazję i twierdzący, że tylko robotnicy są w stanie sprawnie rządzić. Nawoływał do zabrania spraw w swoje ręce, postulując równość robotników wszystkich państw. Jako druga, głos zabrała kobieta, która twierdziła, że pieniądze dają władzę, dlatego rządzi bogata burżuazja, uciskająca biednych. Klasa robotnicza powinna według niej zdobyć władzę, aby doprowadzić do zrównania klas społecznych i zniesienia panowania ludzi nad ludźmi. Następnie odniosła się do własnych doświadczeń, które zdobyła jako lekarka, kiedy to obserwowała ludzką nędzę, wynikającą z triumfu kapitalizmu. Klasa robotnicza przeżarta jest według niej chorobami.

Cezary Baryka poczuł w sobie silną przekorę i postanowił zabrać głos. Zapytał, jak ta przeżarta nędzą i chorobami klasa robotnicza miałaby sprawnie rządzić. Twierdził, że przedmówczyni sama sobie przeczy. Dodał, że może uzdrowieniem tych ludzi, będzie odradzająca się Polska. Na te słowa na sali słychać było oburzenie. Lekarka spytała, czy zatem Polska ma zastąpić akcję proletariatu, na co Cezary odpowiedział, iż nieprawdą jest, że w Polsce rządzi burżuazja, bo rząd pomaga robotnikom, walczyć o ich prawa. Na sali Cezary wyraźnie nie miał zwolenników swojej tezy.

Głos zabrał kolejny mówca – Mirosław. Twierdził, że w Polsce narody są uciemiężone, na co Cezary mówił, że wśród tych narodów nie ma burżuazji, więc nie ma ich kto uciemiężać. W odpowiedzi usłyszał, że to Polacy pełnią dla nich rolę burżuazji i są wszystkiemu winni. Mirosław mówił dalej o torturach stosowanych przez policję, na co Cezary zarzucił mu, że socjaliści wysadzili prochownie, zabijając jednocześnie niewinną ludność żydowską, mieszkającą obok. Tamten mówił dalej o torturach policyjnych, aż wreszcie Baryka wściekły wyszedł z zebrania.

Cezary miał totalny mętlik w głowie. Poszedł dokawiarni, by zebrać myśli. Obserwował policjanta, który patrolował ulicę. Bezskutecznie próbował zobaczyć w nim kata, o którym mówiono na zebraniu. Widział zalety policjanta, który chroni ludzi przed napaściami bandytów. Baryka w natłoku myśli, nie wiedział, co dalej robić.

Cezary poszedł do Gajowca i zaczął mu przekornie opowiadać o zebraniu komunistów, stawiając się teraz w pewnym sensie po ich stronie. Mówił o nędzy robotników, a Gajowiec tłumaczył, że rząd robi co może, ale do tego trzeba czasu. Wszystko dzieje się małymi kroczkami i nie da się tego zrobić na raz. Baryka mówi o potrzebie reform, które lepsze będą niż bolszewickie i niemieckie, dzięki czemu zachód nie będzie patrzył na Rosję, ale na Polskę. Gajowiec mówił z kolei o zjednoczonym, wolnym i równym państwie, które powstaje i podkreślał, że na to potrzeba czasu i własnej waluty – złotego.

Pewnego dnia niespodziewanie Cezary Baryka otrzymał list od Laury z propozycją spotkania w Ogrodzie Saskim. Początkowo obawiał się podstępu Barwickiego, ale udał się do parku. Zobaczył Laurę. Wypełniało go ogromne szczęście. Ukochana wydawała mu się piękna. Kobieta zaczęła od wypominania ostatniego pechowego spotkania i tego, że Cezary uderzył ją szpicrutą, po czym wyjechał. Twierdziła, że to przez niego musiała wyjść za Barwickiego, aby ratować swój honor. Dodała, że gdyby Cezary nie wyjechał, mogłaby uwolnić się z zaręczyn. Bohater był zdumiony, tym co usłyszał.

Zaproponował, aby poszli gdzieś razem. Laura nie zgodziła się, mówiąc, że jest mężatką i już nie będzie między nimi więcej schadzek.  Kobieta obwiniała Cezarego za śmierć ich miłości, ale bohater nie zgadzał się z jej słowami. Zagniewany odwrócił się i odszedł.

W pierwszym dniu przedwiośnia ulicami Warszawy szła manifestacja robotnicza. W jednej z fabryk robotnicy żądali podwyżek, ale ich nie dostali. Wyprowadzili dyrektora siłą za bramę zakładu i ogłosili, że przejmują fabrykę i będą tu sami pracować i rządzić. Po tych wydarzeniach właściciel fabryki ogłosił, że ją zamyka, a policja miała za zadanie siłą wyprowadzić robotników, gdyby nie zrobili tego dobrowolnie. Był to główny powód, dla którego partia zorganizowała manifestację idącą wprost na Belweder. W pierwszym szeregu manifestantów szedł w mundurze Cezary Baryka, a obok niego Lulek. Policja pilnowała tłumu, a oficer na koniu szczególnie bacznie przyglądał się bohaterowi. Nagle Cezary wyszedł przed tłum i szedł przodem wprost na mur żołnierzy.

Potrzebujesz pomocy?

XX-lecie (Język polski)

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A. Sabak, D. Stopka, A. Szóstak, D. Pietrzyk, A. Popławska
redaktorzy: Agnieszka Nawrot, Anna Grzesik
korektorzy: Ludmiła Piątkowska, Paweł Habat

Zgodnie z regulaminem serwisu www.bryk.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności.

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2022 Wszystkie prawa zastrzeżone.