Przejdź na stronę główną Interia.pl

Cierpienia młodego Wertera

Johann Wolfgang Goethe

Streszczenie szczegółowe

Księga pierwsza

[korespondencja od 4 maja 1771 roku do 10 września 1771 roku]

Werter rozpoczyna swą korespondencję datowanym na 4 maja 1771 roku listem adresowanym do przyjaciela. Pisze w nim między innymi: „Jakże rad jestem, że wyjechałem! Najdroższy przyjacielu, czymże jest serce ludzkie!” - wspominając w ten sposób swój tajemniczy romans, kiedy kochając jedną z sióstr, rozbudził namiętność w drugiej.

To uwikłanie się bohatera w niezbyt uczciwy i co najmniej dziwny romans sprawiło, że Werter postanawia wyjechać na wieś, aby na łonie przyrody wyleczyć swą chorą i zbolałą duszę. Wynika to z przekonania, jakie żywi, że jedynym ratunkiem w tej sytuacji może być dla niego samotność i kontemplacja natury w jej czystej, nie skażonej cywilizacją, formie. Na wsi Werter odnajduje świat nieznany dotychczas, nowy i świeży. Niczym bohaterowie sentymentalnych sielanek i antycznych idylli Werter zaczyna żyć beztroskim życiem wsi, zachwycając się prostymi wiejskimi ludźmi - szczerymi i uczciwymi. Czuje się związany z gminem, ponieważ „jakkolwiek jest ograniczony, posiada jednak zawsze w sercu słodkie uczucie wolności i tego, że może porzucić to więzienie, gdy zechce”. Szczególnie upodobał sobie dzieci, będące dlań symbolem naiwności i niewinności, wreszcie niedostępnego już dla dorosłych beztroskiego szczęścia. Podobnie jak dzieje się to w podaniach i balladach ludowych, Wertera fascynują tajemnicze ogrody i studnia, nad którą unoszą się jakoby różne dobroczynne duchy i duszki, a z której wodę czerpią dziewczęta "załatwiając ową czynność prostą i konieczną, jakiej niegdyś oddawały się nawet córki królewskie". Jednocześnie czyta dzieła Homera i znajduje wśród otaczających go ludzi szereg cech charakterystycznych dla bohaterów Iliady, a szczególnie Odysei (w korespondencji kilkakrotnie pojawia się imię Ulissesa, czyli Odyseusza). Jednocześnie bohaterowi udaje się zawrzeć pierwsze lokalne znajomości („Poczyniłem różne znajomości, towarzystwa nie znalazłem jeszcze żadnego. Nie wiem, co mam w sobie pociągającego dla tych ludzi, tylu mnie z nich lubi”). Poznaje między innymi młodego studenta („wyszedł właśnie z akademii”) oraz książęcego komisarza, wdowca, mającego dziewięcioro dzieci. Obie te znajomości traktuje jednak tylko przelotnie, nie przywiązując do nich głębszej wagi - nie szuka bowiem prawdziwych przyjaciół. Dobrze mu z samotnością, z własnymi myślami i duszą.

W dalszym ciągu swej korespondencji Werter przechodzi do opisu miejsca, które wybrał sobie jako „zakątek, który mnie pociągnął”. Tu mieszka, w domu na wzgórku, spędzając czas na popijaniu kawy i lekturze Homera w cieniu dwóch wielkich lip. Ciągle rozmyśla, podziwia okolicę i kontempluje otaczający go krajobraz. Zdaje mu się w ten sposób, że zbliża się do Stwórcy, do Prawdy: „to utwierdziło mnie w postanowieniu, by na przyszłość trzymać się tylko natury”.

Kiedy tak sobie przesiadywał przed gospodą i rozkoszował się pięknym popołudniem, uderzyła go jedna scena. Mały, najwyżej czteroletni chłopiec, przyciskał do piersi półtoraroczne niemowlę, siedzące między jego nogami. Obraz ten tak wzruszył Wertera, że postanowił utrwalić tę scenę. Usiadł na stojącym naprzeciw pługu i narysował „porządny, bardzo interesujący rysunek, nie dodając nic od siebie”. Wkrótce później udaje mu się poznać matkę dziecka, która jest córką miejscowego nauczyciela, samotną, ponieważ jej mąż wyjechał do Szwajcarii, by odebrać spadek po jednym ze swoich krewnych. Od pewnego czasu nie ma od niego żadnych wiadomości, co bardzo ją niepokoi. Spotkanie z kobietą i jej dziećmi na długo zapadło Werterowi w pamięć. Od tej pory był częstym gościem w ich domu, dzieci przyzwyczaiły się do niego, polubiły go i często zwierzają mu się ze swoich sekretów.

Innym ważnym epizodem tego okresu jest również napomknięcie przez Wertera w listach o pewnym parobku, który służy u wdowy, starszej od niego kobiety. Parobek jest w swej pracodawczyni całkowicie i bez pamięci zakochany, przez co staje się dla Wertera symbolem miłości czystej, niemalże platonicznej.

Niezwykle ważnym dla dalszego rozwoju wydarzeń okazuje się list z 16 czerwca 1771 roku. Werter informuje w nim przyjaciela, że oto poznał „jedno z najmilszych stworzeń”. Chodzi oczywiście o spotkanie z Lottą. Doszło do niego w sposób następujący: odwiedzając znajomego komisarza S., Werter trafił na bal. W drodze na zabawę wynajęta przezeń kareta miała zabrać jeszcze jedną osobę z leśniczówki. Okazała się nią Lotta. Gdy Werter wszedł po Lottę do domu, spotkał sześcioro dzieci („od jedenastu do dwu lat”) i uwijającą się wokół nich piękną dziewczynę „o pięknej, średniej postawie, odzianej w prostą białą suknię z różowymi kokardami u ramion i piersi. - Trzymała czarny chleb i krajała swym małym wokół, każdemu po kawałku wedle proporcji jego wieku i apetytu, i podawała każdemu z uprzejmością...”. Widok ten tak bardzo wzruszył bohatera, że przez cały wieczór nie mógł już myśleć o niczym ani nikim innym. Już w czasie podróży karetą na bal rozmawiał z Lottą o książkach. W jej trakcie zaczął odczuwać w dziewczynie bratnią duszę, co niezwykle go poruszyło. We wszystkim, co mówiła, znajdował „tyle charakteru”. Werter zachwycał się wszystkim, co było związane z Lottą - sposobem, w jaki tańczyła, jej dobrocią, urodą, mądrością. W czasie balu zatańczył z nią kilkakrotnie, za każdym razem znajdując w tym źródło niewysłowionych rozkoszy. Pierwszy cios spada na Wertera w trakcie jednego z tańców, dowiaduje się bowiem, że Lotta jest „tak jakby zaręczona” z „dzielnym człowiekiem” imieniem Albert. Wiadomość ta zmieszała bohatera do tego stopnia, że pomylił kroki i pogubił się w tańcu. W pewnym momencie bohater, nie mogąc opanować nadmiaru emocji, pochyla się i całuje dłoń Lotty „wśród najrozkoszniejszych łez”.

Bal skończył się o świcie, powrotowi do domów towarzyszył wschód słońca. Gdy dojeżdżano do leśniczówki, Werter poprosił Lottę o ponowne spotkanie jeszcze tego samego dnia. Dziewczyna zgodziła się, co wprawiło młodzieńca w niesłychanie radosny nastrój: „Odtąd niech słońce, księżyc i gwiazdy gospodarują spokojnie, ja nie znam dnia ni nocy i cały świat zatraca się wkoło mnie”. Zaczyna się najradośniejszy okres w życiu Wertera - czas spotkań z ukochaną.

Życie Wertera zmienia się od tej pory diametralnie. Zaczyna codziennie bywać w domu komisarza S., nawet przeprowadza się do Wahlheim, skąd ma „jeno pół godziny do Lotty”. Sporo czasu spędza na zabawach z rodzeństwem Lotty, ludzie w okolicy zaczynają nawet plotkować, że zbyt rozpieszcza dzieci. Młodzi wiele spacerują, rozmawiając w czasie tych przechadzek na wszelkie możliwe tematy, odwiedzają razem chorych. Werter przekonuje się, że ludzie uwielbiają wprost Lottę, nawet sam jej widok pomaga im, sprawia, że zapominają o swoich dolegliwościach i problemach. Takim epizodem staje się wydarzenie opisane w liście z dnia 1 lipca 1771 roku, kiedy to w czasie jednej z wypraw Werter z Lottą odwiedzają plebanię w St... . Staruszek proboszcz widząc Lottę „jak gdyby ożył na nowo, zapomniał o sękatej lasce i zerwał się na spotkanie”. Proboszcz opowiada swym gościom historię starych drzew orzechowych, czym nieco nudzi przybyłych. W pewnym momencie pojawiła się panna proboszczówna, Fryderyka, wraz ze swoim narzeczonym, niejakim panem Schmidtem. Okazał się on człowiekiem ponurym, prawdziwym gburem, który przez całe spotkanie i wspólny spacer nie odzywał się do nikogo, ustawicznie manifestując swój zły humor. Wzburzyło to Wertera, który pisze do przyjaciela w liście: „...nic nie jest mi tak przykre, jak kiedy młodzi ludzie dręczą się nawzajem (...), psują sobie tych kilka dobrych dni kwaśnymi minami i dopiero za późno rozumieją niepowetowane swe marnotrawstwo”. W dyskusji o uczuciach i emocjach ludzkich, która wywiązała się w czasie kolacji, Werter wzrusza się do tego stopnia, że aż łzy stają mu w oczach, musi zasłonić chustką oczy i opuścić towarzystwo. Lotta zwraca mu później z troską uwagę, że zbyt emocjonalnie podchodzi do życia i że zbyt silne wzruszenia kiedyś mogą go zgubić. Werter na razie jest jednak daleki od śmierci: „O aniele, dla ciebie muszę żyć!”.

Werter coraz mocniej angażuje się w związek z Lottą, miłość zaczyna go zwyciężać, młodzieniec zdaje się całkowicie na uczucia, nie może już racjonalnie myśleć. Ważne dlań staje się każde spojrzenie Lotty, każdy, najdrobniejszy nawet, jej gest. Tymczasem dziewczyna nadal traktuje go jak przyjaciela, powiernika sekretów i towarzysza spacerów.

W tym czasie Lotta podejmuje się opieki nad umierającą przyjaciółką, panią M. Jej mąż „jest skąpym hultajskim psem, który swą żonę dobrze w życiu nadręczył i naograniczał”. Na łożu śmierci pani M. wyznaje mężowi, że przez trzydzieści lat ich małżeństwa musiała podkradać pieniądze z dochodów, gdyż inaczej nie potrafiłaby utrzymać domu.

Dla Wertera zaczyna się okres przedziwnej huśtawki nastrojów. Bezustannie popada to w graniczący z euforią zachwyt, to w pełne dramatyzmu przygnębienie. Wszystko to pod wpływem miłości. Raz Werter czuje, że Lotta odwzajemnia jego uczucie, że też go kocha, ale już za moment, gdy słyszy, że dziewczyna z niezwykłą czułością mówi o swoim narzeczonym - wtedy popada w rozpacz. W smutku powoli zaczyna znajdować tragiczną rozkosz, można by rzec, że cierpienie staje się powoli stałym elementem w życiu Wertera. Bohater, który czuje się przecież artystą, czuje przemożną chęć wyznania swej miłości - zaczyna więc malować portret ukochanej Lotty.

Tymczasem sytuacja zmienia się po raz kolejny - w liście z 30 lipca Werter informuje przyjaciela, że z podróży wrócił narzeczony Lotty: „Albert przybył (...). Dzielny, kochany chłop, którego musi się lubić. Szczęśliwym trafem nie byłem przy przywitaniu! Serce byłoby mi pękło”. Tworzy się coś w rodzaju miłosnego trójkąta, w którym dwóch przyjaźniących się ze sobą mężczyzn kocha jedną kobietę. Jednak wynik tej rywalizacji zdaje się być z góry przesądzony: Lotta kocha Alberta. Dla Wertera zaczyna się teraz prawdziwy koszmar, konwencje towarzyskie i normy społeczno-obyczajowe nie pozwalają mu już na tak częste jak dotychczas przebywanie z ukochaną. Werter zazdrości Albertowi, cierpi niewysłowione męki, chce od nich uciec, zapomnieć. W tym celu, decyduje się na wyjazd w góry i odpoczynek od miłosnych tortur. Odwiedza Alberta i widząc na ścianie pistolety, prosi narzeczonego Lotty o pożyczenie mu ich. W pewnym momencie Werter przykłada sobie pistolet do skroni, co wywołuje protest Alberta i staje się początkiem dyskusji o samobójstwie. Albert uważa pozbawienie się życia za głupotę, nie widzi żadnego uzasadnienia dla tego typu postępowania, z kolei Werter twierdzi, że czasami popełnienie samobójstwa może być jedynym wyjściem z beznadziejnych sytuacji. Ta sytuacja staje się, w kontekście późniejszych wydarzeń, wielce znacząca. Nie tylko zarysowuje się różnica charakterów Wertera i Alberta, dodatkowo niejako zapowiedziana zostaje samobójcza śmierć tytułowego bohatera Cierpień...

Pobyt w górach nie zmienia jednak niczego. Po powrocie Werter nie przestaje odwiedzać Lotty. Wizyty u ukochanej stają się dla niego źródłem wielu cierpień, ale nie potrafi przestać u niej bywać. Miłość do dziewczyny powoduje już nie rozkosz, ale ból i męczarnie: „Nie widzę nic, nad wiecznie połykającego, wiecznie przeżuwającego potwora”. Bezustanne myśli o Locie stają się to dla niego prawdziwą obsesją. Listy powoli zaczynają wypełniać rozważania o samobójstwie.

Na dramatyczny krok Werter decyduje się na początku września 1771 roku. Przyjmuje propozycję ministra i zajmuje wolne miejsce przy poselstwie. Będący tak naprawdę ucieczką od cierpienia wyjazd na placówkę dyplomatyczną zdaje mu się być jedynym lekarstwem w zaistniałej sytuacji. W czasie pożegnania z Lottą dowiaduje się o śmierci jej matki. Werter nie wspomina ukochanej o swojej decyzji wyjazdu, dziewczynie wydaje się, że żegnają się jedynie do następnego dnia.

Księga druga

[korespondencja od 20 października 1771 roku do 14 grudnia 1772 roku]

Kolejny list datowany jest na dzień 20 października 1771 roku, a więc od momentu pożegnania z Lottą minęło już sześć tygodni. Werter informuje przyjaciela, że oto przybyli wraz z posłem na placówkę. Poseł jednak okazał się człowiekiem niemiłym i nudnym, praca z nim kosztuje Wertera wiele przykrości: „Jest to najpunktualniejszy błazen, jaki istnieć może. Powolny i nudny, jak stara ciotka. Człowiek, który nie jest nigdy z siebie zadowolony i którego przeto nikt nie zadowoli”. Na szczęście Werter zawiera nowe znajomości, poznaje między innymi hrabiego C. (którego bardzo szanuje) oraz pannę von. B., z którą zaczyna się spotykać i dyskutować o metafizyce. Mieszkająca wraz z ciotką panna von B. przypomina Werterowi Lottę, jednak znajomość z nią nie przeradza się w poważniejszy związek. Uczucie, jakim bohater darzy Lottę, jest przecież jedyne i wieczne.

Szokiem dla Wertera jest wydarzenie, o którym informuje przyjaciela w swym liście z 20 lutego 1772 roku - ślub Lotty z Albertem. Nie został nań zaproszony, wiadomość dotarła do niego z opóźnieniem. Mimo bólu życzy nowożeńcom wszystkiego najlepszego: „Bóg was pobłogosław, moi drodzy, niech wam da wszystkie dobre dni, które mnie odbiera”. Właściwie jest wdzięczny Albertowi, że nie powiadomił go o ślubie - mogłoby to być zbyt trudne do zniesienia.

Do dramatycznego wydarzenia dochodzi w czasie obiadu u hrabiego C. Werter przeżywa ogromne upokorzenie, które sprawia, że jego pobyt na placówce dyplomatycznej zostanie nagle przerwany. Werter zostaje przez gospodarza wyproszony z przyjęcia, gdyż jest z pochodzenia mieszczaninem, nie ma więc dla niego miejsca wśród uprzedzonej do niższych warstw arystokracji. Wydarzenie to sprawiło również przykrość pannie von B., która mówi Werterowi o swoim współczuciu i sympatii dla niego.

Po złożeniu dymisji Werter decyduje się na powrót do rodzinnego miasta. Mieszka u znajomego księcia - generała - w zamku myśliwskim. Werter myśli nawet o wzięciu udziału w wojnie, jednak książę w czasie przechadzki odradza mu ten pomysł. Bohaterowi nie udaje się uciec od miłości. Myśli o Lotcie stają się coraz bardziej natrętne, spędzany w mieście czas zaczyna się Werterowi - mimo gościnności przyjaciela - dłużyć w nieskończoność. W końcu postanawia wrócić do Wahlheim, aby znów być bliżej ukochanej. Zdaje sobie sprawę z dramatyzmu podjętej decyzji, miłość jest jednak silniejsza od rozumu.

Po przyjeździe na miejsce Werter przekonuje się, że Wahlheim bardzo zmieniło się od czasu, kiedy był tu po raz pierwszy. Szereg wątków, jakie pojawiły się w pierwszych listach do Wilhelma znajduje tragiczne rozwiązanie. Werter spotyka kobietę - matkę uroczych dzieci - u której bywał. Jej mąż powrócił ze Szwajcarii z niczym, a do tego umarło jej młodsze dziecko, które kiedyś tak wzruszyło Wertera. Parobek, który kochał się we wdowie, u której służył, został wyrzucony z pracy za zbytnią poufałość. Okazało się również, że po śmierci pastora - gaduły, żona nowego proboszcza poleciła ludziom wyciąć orzechy.

Wszystkie te wydarzenia zwiększają jedynie melancholię Wertera, który porzuca lekturę Homera i zaczyna czytać Pieśni Osjana, urzeczony ich tajemniczą, gotycką atmosferą. To kolejne wydarzenie o randze symbolu - Osjan towarzyszyć będzie bohaterowi aż do śmierci. Tymczasem miłość do Lotty wypala Wertera, niszczy go coraz bardziej. Młodzieniec sięga po alkohol, próbując w winie znaleźć zapomnienie i ukojenie. Coraz bardziej oddala się od rzeczywistości, żyje niczym we śnie, czytając Pieśni Osjana, spacerując samotnie po okolicy, rozmyślając o miłości i śmierci, analizując kolejne spotkania z Lottą: „Ona czuje, co cierpię. Dziś spojrzenie jej przeszyło do głębi me serce. Zastałem ją samą. Nie rzekłem nic, a ona spojrzała na mnie...”.

Pewnego dnia spotyka na jednym ze spacerów młodzieńca, który oszalał z miłości do Lotty. Młodzieniec ten był dawniej pisarzem w domu jej ojca. Mimo iż był koniec listopada, obłąkany szukał kwiatków dla swojej ukochanej. Werter czuje, że również i on popada w obłęd. Nie może przestać myśleć o Locie. Szaleje z rozpaczy, gdy nie może z nią być. Spotkania są dla obojga torturą, Lotta w końcu prosi go, by odszedł. Werter zaczyna pragnąć śmierci.

Wydawca do czytelników

[ta część książki obejmuje relację narratora trzecioosobowego, który usiłuje odtworzyć przebieg ostatnich dni życia Wertera oraz fragmenty korespondencji z 20 grudnia 1772 roku]

Wizyty Wertera w domu Lotty stają się powoli uciążliwe dla domowników. W czasie spotkań Lotta prosi go, by wyjechał z Wahlheim i zaczął leczyć się z melancholii. Psują się również stosunki z Albertem, który - gdy Werter odwiedza Lottę - omija jej pokój, nie chcąc uczestniczyć w spotkaniach. W pewnym momencie prosi żonę o radykalne ograniczenie spotkań z Werterem, który jest już coraz smutniejszy i bardziej przygnębiony. Tymczasem zbliża się Wigilia 1772 roku.

Wreszcie dochodzi do ostatniego spotkania kochanków (20 grudnia), w czasie którego Werter czyta Locie fragmenty Pieśni Osjana, które sam przełożył. W pewnym momencie nie wytrzymuje, rzuca się na Lottę, porywa ją w ramiona i zaczyna całować. Wzburzona dziewczyna krzyczy: „To po raz ostatni, Werterze! Już mnie pan nie zobaczy”. Werter odchodzi, jest już zdecydowany popełnić samobójstwo - mówi na pożegnanie: „Żegnaj, Lotto! żegnaj na wieki!”. Po powrocie do domu kończy swój pożegnalny list do Lotty. Przeprasza w nim ukochaną za swoje zachowanie, żegna się z nią na zawsze i rozlicza ze swoim życiem. Zaraz potem posyła służącego po pistolety do Alberta, spłaca wszystkie swoje długi i, punktualnie o dwunastej w nocy, strzela sobie w głowę. Nie ginie na miejscu, jego agonia trwa do południa następnego dnia. Wreszcie Werter kona w męczarniach. Zostaje pochowany w miejscu, które sam sobie wybrał: między dwoma lipami w rogu starego cmentarza. Na pogrzebie nie pojawił się Albert, Lotta bardzo ciężko się rozchorowała, nie było również żadnego duchownego: „Stary (komisarz) razem z synami szedł za trumną. Albert nie mógł. Obawiano się o życie Lotty. Nieśli go rzemieślnicy. Nie towarzyszył mu żaden duchowny”.

Potrzebujesz pomocy?

Romantyzm (Język polski)

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A. Sabak, D. Stopka, A. Szóstak, D. Pietrzyk, A. Popławska
redaktorzy: Agnieszka Nawrot, Anna Grzesik
korektorzy: Ludmiła Piątkowska, Paweł Habat

Zgodnie z regulaminem serwisu www.bryk.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności.

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2019 Wszystkie prawa zastrzeżone.