„Narnio, Narnio, Narnio, przebudź się!Kochaj. Myśl. Mów. Bądź chodzącymi drzewami. Bądź mówiącymi zwierzętami. Bądź uduchowionymi wodami. „Tym porywającym okrzykiem, okrzykiem samego Lwa uwieńczone zostaje dzieło powoływania do życia Narnii - tej samej, do której kilka narnijskich wieków później trafiają dwie Córki Ewy i dwóch Synów Adama, Narnii, której spisane przez Lewisa kroniki mogą stać się dla czytelnika zbiorem wyłożonych w przystępny sposób prawd chrześcijańskich, mogłyby też być z powodzeniem świętą księgą jakiegoś nowego systemu religijnego a może są tylko bajką dla dzieci, również tych starszych?

Myślę, że cykl „Opowieści z Narnii” jest o tyle ciekawym tematem, że jak chociażby filmy Jana Jakuba Kolskiego jest „wielorazowego użytku”- za każdym razem odkrywam kolejne możliwości interpretacji, czy jeśli chodzi o całość dzieła, czy też jakiś drobny jego szczegół.

Niech temat mojej pracy będzie pretekstem nie tyle do wyliczania podobieństw „Opowieści…” z Pismem Świętym, co zastanowienia się nad całością, nad tym czym dla odbiorcy może być to dzieło i czym być może chciał uczynić je sam autor.

Korzeni religijnych fascynacji Lewisa możemy doszukiwać się w okresie jego studiów i pracy w Oxfordzie.

„The Inklings” - wszyscy Brytyjczycy, mężczyźni, chrześcijanie, większość to nauczyciele lub osoby powiązane z Uniwersytetem, wielu z nich pisało a wszyscy kochali się w literaturze fantasy. Jednym z założycieli tego nieoficjalnego stowarzyszenia był właśnie C. S. Lewis, a także jego przyjaciel J. R. R. Tolkien. W czwartkowe popołudnia w akademickim pokoju tychże dżentelmenów omawiano, recenzowano prace samych Iklingów, jak i inną literaturę.

Dla naszych rozważań istotny jest fakt olbrzymiego wpływu, jaki Tolkien wywierał na swym przyjacielu, nie tylko jeśli chodzi o twórczość - Tolkien jest bowiem jednym z przedstawicieli nurtu prozy powieściowej zgłębiającej filozoficzno-moralne, psychologiczne i egzystencjalne dylematy wiary chrześcijańskiej i wielu oskarża Lewisa o kradzież pomysłu na „Opowieści…” z „Władcy Pierścieni”. Tolkien był również niejako duchowym przewodnikiem Lewisa. Wpływ na nawrócenie „Jacka” mogła mieć również lektura „Czasu, przestrzeni i boskości „Samuela Aleksandra czy też dzieł Frazera, ale Tolkien bezpośrednio i stanowczo wpłynął na poglądy przyjaciela.

„Młody C. S. Lewis wyznawał specyficzną odmianę ateizmu, bardzo popularną sto lat temu - ludzi osobiście rozwścieczonych na Boga za to, że Go nie ma. „Argumenty Tolkiena wydały w końcu jednak owoc. W 1929 roku Lewis uznał już fakt istnienia Boga, choć nie w „chrześcijańskim wydaniu”. Ciągle ironizował „W jaki sposób życie i śmierć Kogoś Innego (kimkolwiek by był) dwa tysiące lat temu może zbawić nas tu i teraz? „Jak sam potem pisał nie miał nic przeciwko idei ofiary, o ile pojawiała się w niechrześcijańskich dziełach, kiedy po jakimś czasie zrozumiał, że”(…)historia Chrystusa jest po prostu prawdziwym mitem. Mitem oddziałującym na nas w ten sam sposób co pozostałe, lecz z tą kolosalną różnicą, że on wydarzył się naprawdę”. W liście do przyjaciela przyznał też, że podczas nocnej rozmowy z Tolkienem właśnie oraz Hugo Dysonem „przeszedł od wiary w Boga do zdecydowanej wiary w Chrystusa”. Nie ma wątpliwości, że gdyby nie proces owego nawrócenia nasze księgozbiory byłyby dziś uboższe nie tylko o „Opowieści z Narnii”, ale też inne, nawiązujące do chrześcijaństwa dzieła Lewisa.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy „Opowieściach…” jako przedstawicielu pewnego gatunku literackiego. No właśnie-baśń czy mit?

Spoglądając do notatek z wykładów prof. D. Kadłubca z Filii UŚ 

w Cieszynie, mogłabym nie mieć wątpliwości, że to klasyczna baśń. Zgodnie z teorią baśni Bruno Bettelheima, mamy bowiem w dziele Lewisa jej podstawowe cechy: walkę dobra ze złem (obozy Aslana i Jadis), przenikanie się świata nadprzyrodzonego z realnym(jeśli chodzi na przykład o I część cyklu rzecz dzieje się w Anglii w czasie drugiej wojny światowej, potem akcja przenosi się do Narni, stara szafa w „dalekim kraju Gar-Deroby” jest wrotami, którymi dzieci podróżują między tymi dwoma wymiarami, choć może Narnia mieści się w szafie?), zwycięstwo dobra i sprawiedliwości (koronacje Synów Adama i Córek Ewy na władców Narni, śmierć Jadis - niejednokrotna zresztą!), obecny motyw mędrca (tu w postaci Aslana- wykładnika moralnego, drogowskazu dla bohaterów, lwa o wielkiej mocy), motyw wędrówki(dzieci wraz Bobrami starają się dotrzeć do Ker Paravel by uratować swego brata, rejs Wędrowca do Świtu, podróż Saszy).

W dyskusji na temat czym są „Opowieści…”usłyszeć można też głosy, że należą do mitu. Cechą różnicująca te dwa gatunki jest fakt przedstawiania w micie realności wyższego rzędu. Czy tak jest z Narnią? Pozwolę sobie zacytować w tym miejscu wypowiedź Agnieszki Kruszyńskiej, która miała miejsce na jednym ze spotkań Sekcji Literatury Popularnej Polskiego Towarzystwa Retorycznego: „Sądzę, że Nowa Narnia chyba tak, natomiast Stara Narnia, tak jak to już było powiedziane, jest to świat równoległy i nie mniej realny niż nasz. Czarownica Jadis w Siostrzeńcu Czarodzieja bardzo pięknie to określa: „Jesteś małym, domorosłym czarodziejem [... ], w moim świecie z tym rodzajem magów skończyliśmy jakieś tysiąc lat temu?". Wasze słońce jest takie? O, widocznie to jeszcze młody świat[parafraza dalszych słów Jadis w Siostrzeńcu Czarodzieja]. A więc światy się rozwijają, są równoległe, nie ma możliwości poziomowania tych światów, a także poziomowania rozwoju duchowego, który się tam osiąga. Co jest wyznacznikiem tego, na jakim pułapie świata się znajdujemy? To, że człowiek musi walczyć, doskonalić samego siebie. Stara Narnia byłaby wtedy rzeczywiście poziomem wyższym - tam są przygody, które się dopiero zaczną, a my nic nie wiemy, czy są to przygody tego samego typu, które były w naszym świcie, po tej stronie szafy(…).

Myślę, że warto zwrócić tu również uwagę na fakt, iż „mit to nie tylko gatunek literacki, lecz wyraz ogólniejszej i całościowej ideologii”, choć jest to ujęcie bardziej antropologiczne niż literackie. Jest to język religijny, ale język powszechnie zrozumiały. Jeśli Lewis w swoich esejach pisał, że Narnia jest dziełem religijnym, ale prawdy chrześcijańskie mają z niej wypływać naturalnie, bez „narzucania się” czytelnikowi, jest dokładnie tak, jak być powinno z mitem-mit przekazuje się z pokolenia na pokolenie i wydaje się, że wiara w to, o czym opowiada jest nam dana automatycznie, przez samo słuchanie i powtarzanie tekstu.

Poza tym u zarania każdej religii leży właśnie jakiś główny mit (i wiele innych- pobocznych). Gdyby chcieć zapoczątkować, na kanwie narnijskich kronik, na przykład kult Aslana, nową religię (aslanizm?) nie byłoby większych kłopotów. Matryca z głównymi założeniami takiej religii dostępna jest w każdej księgarni! Dlatego dla mnie Narnia to mimo wszystko bardziej mit niż baśń.

Nie ma chyba jednak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie do jakiego gatunku można zaliczyć to dzieło Lewisa.

W tej części pracy chciałbym skupić się na kilku przykładach podobieństw między dziełem Lewisa a przekazem biblijnym. Sa to przykłady kluczowe, a jednak nie do końca spójne z tym, co opisują Ewangelie i Stary Testament. Co daje taka swoboda merytoryczna zastanowię się w dalszej części tekstu.

„On już umarł. widzisz, większość ludzi umarła. Nawet ja. Bardzo niewielu jest tych, którzy jeszcze nie umarli”A więc Aslan nie żyje. Nie żyje w naszym świecie, jest jednak władcą Narnii. Czy Narnia jest rajem? Dzieci trafiają do niej w wyniku kłopotów w realnym świecie. Gdyby założyć, że czwórka rodzeństwa z pierwszego tomu ginie jednak w nalocie bombowym (od którego wyjazd na wieś miał ich uchronić)i trafia na Latarniane Pustkowie już po śmierci, wszystko układałoby się w logiczną całość. O tym, że Narnia to raj świadczyłyby słowa Aslana a także to, w jakich okolicznościach ludzie trafiają do niej. Zdaje się, że nie wiedzą, że umarli (niczym w filmie „Szósty zmysł”). Większość z nich wraca jednak do świata rzeczywistego(z wyjątkiem ostatniej części cyklu:”Wasz ojciec, wasza matka i wy wszyscy jesteście, jak to zwykliście nazywać w Krainie Cieni, umarli”. Czyżby „Opowieści…”były pamiętnikiem ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną?

Kim wreszcie jest Aslan? „W wyobrażeniu wielu ludów afrykańskich, Bóg, chcąc pokazać się ludziom, przyjmuje postać lwa”W „Siostrzeńcu czarodzieja” mamy poruszający opis stwarzania Narnii. Stworzycielem jest Aslan(„Pola nabrała teraz całkowitej pewności(…), że wszystkie te rzeczy”wychodzą z głowy lwa”), który za pomocą czarownej pieśni daje życie roślinom i zwierzętom a także daje władze nad nimi Dorożkarzowi i jego żonie(w Pierwszej Księdze Mojżeszowej czytamy podobny fragment:”Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ja sobie poddaną;panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszaja po ziemi!”). W Biblii to Bóg Ojciec stworzył świat-Aslan mógłby być więc nawiązaniem do niego. Lew jednak ponosi również śmierć na kamiennym stole, jest to moment kiedy spełniają się najstarsze czary, Aslan ginie za Syna Adama-Edmunda, który wybrał złą drogę i dał skusić się Jadis, wydając swe rodzeństwo za …ptasie mleczko. Ta sytuacja niewątpliwie kojarzy się nam z ewangelicznym opisem śmierci Chrystusa i jej sensu, zdradą Judasza. Poważny dla mnie „zgrzyt” pojawia się w części opisującej stworzenie a potem „ostateczny sąd” Narnii-żeby było „po bożemu” autor musiałby się trzymać tego biblijnego podziału ról, tj. świat stwarza i świat unicestwia Władca-Zza-Morza czyli Ojciec Aslana a nie on sam -Syn. Ale być może Lewis chciał większego docenienia nauki o Trójcy Świętej i pragnął zilustrować jedność Ojca i Syna.

Kluczową rolę pełni też Aslan w ostatniej części, kiedy to budzi Ojca Czas i dzieli ludzi na tych, którzy znajdą się w jego Krainie i na tych, którzy na to nie 

zasługują. Następuje tu narnijska Apokalipsa. Postać Aslana przenika całą powieść, pojawia się jako stróż, doradca, ale także ten, który wymierza sprawiedliwość, jest dziki, nigdy nie wiadomo kiedy przybędzie. Kiedy bohaterom wydaje się, że już ich opuścił, on właśnie wtedy w glorii przybywa i daje im cenne wskazówki-te same motywy znajdziemy w tzw. „świadectwach” wierzących chrześcijan. I tutaj warto byłoby przypomnieć, że w magii człowiek jest przekonany, że dzięki posiadanej wiedzy, mocy, czy jakimś atrybutom ma on wpływ na los, prawa natury, jest jego panem a w religii człowiek prosi bóstwo o powodzenie dla siebie czy innych, ale nie ma prawa „gniewać się „ na nie, kiedy nie zostanie wysłuchany. Gdyby rozważać w ten sposób kwestię narnijskiej „religijności” bohaterów względem Aslana jest ona wzorowa. Z drugiej jednak strony świat opisany przez Lewisa jest przepełniony magią, równie dobrze na Kopcu Aslana mógłby stanąć Hogward a jednym z władców zostać Rowlingowski Harry Potter. A przecież magia i czarodziejstwo to największy wróg chrześcijan!

„A o godzinie szóstej ciemność zaległa cała ziemię, do godziny dziewiątej(…)Jezus zaś zawołał donośnym głosem i oddał ducha. Wtedy zasłona świątyni rozdarła się na dwoje od góry aż do dołu”Pęknięcie Kamiennego Stołu(„ Stół rozłamie się i sama Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki”)jest często interpretowane jako analogiczne z rozdarciem się zasłony w chwili śmierci Jeuzusa. Tyle, że owe pęknięcie nastąpiło już po tym, jak Łucja i Zuzanna odeszły od zabitego Lwa a fakt przełamania Stołu zauważyły dopiero nad ranem. Byłoby to zdarzenie więc bardziej związane z odwalonym z grobu Jezusa kamieniem i porankiem w dniu Zmartwychwstania.

Mamy też bardzo ciekawą analogię z biblijnym drzewem poznania dobra i zła. W części „Siostrzeniec Czarodzieja” Digory staje przed niezwykłym dylematem- uratować własną matkę czy ochronić Narnię przed Czarownicą. Udaje się do ogrodu, gdzie rośnie magiczna jabłoń(zgodnie z tradycją pozabiblijną” zakazany owoc” to właśnie jabłko), tam dręczą go wątpliwości i pokusy ze strony Czarownicy(czyżby tutaj Jadis w roli Ewy? ). Historia kończy się jednak inaczej niż w Biblii. Chłopak wykonuje zadanie powierzone przez Lwa i zostaje za to szczodrze nagrodzony.

Pewnych trudności nastręcza mi jednoznaczna interpretacja postaci czwórki rodzeństwa : Łucji, Zuzanny, Piotra i Edmunda. Spotkałam się ze zdaniem, że bohaterowie ci odnoszą się do Apostołów, ale nie zgadzałby się tutaj liczba. Czwórka to znowu liczba Ewangelistów. Dorothea Forstner w „Świecie symboliki chrześcijańskiej” określa czwórkę jako liczbę uniwersum, czwórka porządkuje narnijski świat, kiedy zapełniają się cztery trony w krainie zostaje przywrócona harmonia, pierwotny ład. Być może właściwa interpretacja leży gdzieś pomiędzy tymi domysłami.

Analizując „Opowieści…” i ich korelacje ze światem chrześcijańskim musimy pamiętać, że autor po nawróceniu wrócił na łono Kościoła, ale wbrew zamierzeniom Tołstoja, Anglikańskiego. Dlatego sąd, iż kraina pomiędzy światami, w której znajdują się sadzawki-wrota do innych krain jest „czyścem” nie wydaje się do końca trafny-w wierze

protestanckiej, bowiem, nie funkcjonuje pojęcie czyśćca, tak więc dlaczego Lewis, który dzięki swym publikacjom zdobył szacunek i uznanie w Kościele Anglikańskim, miałby powracać w „Opowieściach…”do katolickich tradycji?

Nie można zapominać, że nie byłoby wszystkich fascynujących wojaży i przygód Narnijczyków, gdyby nie fakt istnienia, przeciwstawnej do Aslana, mocy królowej Jadis. To ona, ciągłe zagrożenie wiszące na idealnie błękitnym narnijskim niebie, jest motorem całej akcji. Uosobienie złych mocy, kusiecielsko piękna kobieta, występująca w powieści pod różnymi postaciami (Białej Czarownicy, bezwzględnej władczyni Charnu, zielonej damy ukrywającej się w podziemiach). Osobiście uważam, że takie ostre postawienie granicy między dobrem a złem, być może z punktu religijnego przesłania jest właściwe, ale równocześnie przypomina mi niektóre ludowe opowieści o „diobłach”, których mimo wszystko słuchacz darzy trochę sympatią i stają się postaciami komicznymi (dzięki temu wydają się nam też w jakimś sensie poskromione).

Mogłabym tu jeszcze mnożyć rozmaite przykłady symboli, przedmiotów, postaci w powieści które są „podejrzanie” chrześcijańskie, albo raczej należałoby rzec -”mniej lub bardziej” chrześcijańskie. Jak widać autor nie starał się, by kronika Narnii była idealną kalką Pisma Świętego. Dzięki temu właśnie tak dobrze czyta się „Opowieści…”. Są uniwersalne, jak czytamy we wstępie do jednej z książek Lewisa „zwracają się także do tych, którzy nie są chrześcijaninami, być nimi nie chcą, czy którzy o chrześcijaństwie nic nie wiedzą lub mają o nim błędne pojęcie. Tym wszystkim mogą książki Lewisa pokazać i wytłumaczyć bez stronniczości, wrogości, niechęci, złośliwości czy choćby ironii, czym jest chrześcijaństwo

Czytelnik sam może podjąć decyzję jak chce odczytywać „Opowieści…”. A ponieważ możliwość decydowania daje poczucie władzy, nie ma potrzeby wysuwać przy czytaniu Lewisa pazurków zakompleksienia zarówno jeśli chodzi o osoby wyznań niechrześcijańskich, osoby konfesyjnie obojętnie, ale też osoby na tyle konserwatywne, że dosyć swobodne podjęcie motywów ewangelicznych, mogłoby je drażnić.

Tak więc owe „motywy chrześcijańskie” mogą być w „Opowieściach z Narnii” bardzo ważne, stać się podstawą rozważań czysto religijnych, etycznych. Wystarczy z resztą odrobinę nawet zainteresować się tym tematem, by zauważyć, że książki te są z chęcią promowane i wykorzystywane w parafiach i innych organizacjach o charakterze wyznaniowym zarówno w Polsce, jak i na świecie. Oto na przykłąd fragment zapowiedzi ekranizacji „Opowieści z Narnii” w mediach:

„Film w reżyserii Andrew Adamsona będzie adaptacją pierwszej części serii „Opowieści z Narnii” brytyjskiego pisarza Clive’a Staplesa Lewisa. Premiera zapowiedziana jest na 9 grudnia. Promocja filmu wśród brytyjskich grup i organizacji religijnych rozpoczęła się jednak już na początku lata, poprzez niezależnego konsultanta. Natomiast w Stanach Zjednoczonych Disney sprzymierzył się w walce o dusze z firmą Outreach, producentem artykułów religijnych, oferując jej m. in. pomysły na związane z Narnią wydarzania kościelne czy przedpremierowe pokazy filmu dla księży. Pracuje także z Motive Marketing, odpowiedzialną za promocję „Pasji” Mela Gibsona, Campus Crusade for Christ oraz the National Association of Evangelicals (…) Będące już klasyką powieści C. S. Lewisa nie są stricte religijne, ale, jak mówi Russ Bravo z CPO, „mają oczywiste odniesienia do historii chrześcijaństwa”. Szczególnie widoczne są one w postaci Aslana, potężnego Lwa, noszącego cechy Chrystusa. Fakt ten skwapliwie wykorzystuje także brytyjska Manchester Cathedral, organizacje Methodist Children oraz Christian Enquiry Agency. Churches Together in England, zrzeszająca największe kościoły w Wielkiej Brytanii, mówi, że „oficjalnie nie poparła jeszcze filmu, ale czyni to duchowo”.

Podobieństwo do chrześcijańskich tradycji równie dobrze może jednak nie odgrywać wielkiej roli w odbiorze Kronik. Można by wręcz potraktować je jako wielki żart poczciwego „Jacka”. Na przykład w „Księciu Kaspianie”, ale też innych częściach powieści bohaterowie (nieletni zresztą) nadużywają regularnie wina. Przy takiej ilości spożywanego trunku, wydaje się niemożliwe, żeby dzieci pozostawały trzeźwe! Fakt ten można oczywiście potraktować bardzo serio i wysłać do Narnii „trójki rodzicielskie”, by zrobiły z tym porządek…

No i pozostaje pytanie jak odnieść się do całej otoczki „narnijskiego chrześcijaństwa” - do magii, czarów, niedopowiedzeń. Można ich nie brać na serio, tłumaczyć autora tym, że były one tylko narzędziem do wprowadzenia motywów religijnych(bo być może tak właśnie było), ale można też usłyszeć w tym szept Lewisa: „Drogi Czytelniku, masz tu „czego-to-niemające” Kroniki-weź z nich co Ci potrzeba, a o to, „co autor tak naprawdę miał na myśli” nie musisz się specjalnie troszczyć bo może nie jest tak jak Wszyscy mówią. Ciesz się krainą, którą stworzyłem dla Ciebie”.

I w tym momencie moglibyśmy dywagować nad tym, czy też „oczko” do nas puszczone (bo mam nieodparte wrażenie, że puszczone zostało) nie zamyka się właśnie w tej tajemnicy stworzenia, na którą zwrócił nam Lewis w przedostatniej części uwagę, może chciał pokazać, że on - autor, nie Aslan, nie starotestamentowy Jahwe, jest Stworzycielem.

Jeśli założyć, że nasza wyobraźnia jest jak para pierścieni, dzięki którym Digory i inni wędrują między światami a zarazem jest jak powołująca do życia pieśń Aslana, wszyscy jesteśmy bogami i twórcami niezliczonej ilości światów. Czyżby więc nawrócenie naszego Lewisa było tylko pozorne? Czy chciał nam powiedzieć, że „wszyscy jesteśmy Chrystusami” i całe chrześcijaństwo oraz inne systemy religijne to żart ale i wielka przygoda jak żeglowanie po morzach Archenlandii?

Ta być może zbyt śmiała hipoteza o nas jako Stwórcach światów nasuwa na myśl błędny pod względem logicznym dowód Anzelma na istnienie Boga, zakładający, iż istnienie idei Boga w naszych głowach jest równoznaczne z istnieniem Boga w ogóle. Zgoda - w obszarze kultury europejskiej, taki tok myślenia jest rzeczywiście uważany za błędny, ale znamy przecież kultury, jak chociażby kultura starożytnego Bliskiego Wschodu, gdzie objawienia, sytuacje, kiedy kontaktujemy się ze światem nadprzyrodzonym, są uważane za fakty i przykłada się do nich taka sama rolę jak do zjawisk czysto fizycznych…

„Co znowu? Po czym to poznać? Och, będziecie o tym dobrze wiedzieć. Będą mówić dziwne rzeczy, a nawet ich wygląd będzie nieco dziwny. Miejcie oczy otwarte. Coś takiego! Czego oni ich NAPRAWDĘ uczą w tych szkołach!”

Karolina Czembor

ZK1/II