Problem eutanazji, podobnie jak i aborcji oraz innych kontrowersyjnych dylematów naszych czasów, dzieli społeczeństwo niemal całego świata zachodniego na jej zwolenników i przeciwników. Rozwiązania zadowalającego tak jednych, jak i drugich zapewne nigdy nikt nie znajdzie, ale nie zwalnia to ludzi od dyskusji i poszukiwania takiego rozwiązania.

Spróbujmy rozpatrzyć argumenty zarówno wspierające, jak i obalające prawo do eutanazji.

Eutanazją jest ogólnie nazywany świadomy wybór śmierci, spowodowany różnymi czynnikami. W wąskim sensie eutanazja ma miejsce, kiedy osoba pragnąca śmierci, jak i osoba zadająca śmierć, oceniają tę sytuację dodatnio, jako swoje dobro.

Poza tym wyróżniamy jeszcze eutanazję czynną, która polega na podaniu odpowiednich substancji, które doprowadzają organizm ludzki do śmierci, oraz eutanazję bierną, w której osoba pozbawiona jest środków i substancji podtrzymujących życie. Eutanazji zazwyczaj poddają się osoby nieuleczalnie chore, bądź bardzo cierpiące z powodu ciężkich chorób.

Wyróżnia się także termin autoeutanazja, w której osoba pragnąca śmierci, sama się pozbawia życie. Wynika z tego, że autoeutanazja jest samobójstwem. Samobójstwo może nie być spowodowane tylko przeżyciami psychicznymi, czy cierpieniem fizycznym. Często jest stosowane w różnych kulturach, jako śmierć dla wybranych, podnosząca samobójcę do rangi bohatera. Tak było w Japonii, wśród słynnych kamikadze, którzy śmierć wroga musieli okupić własną śmiercią, tak jest do dziś w wierzeniach niektórych odłamów islamu, gdzie wojownicy dżihadu, ponoszący śmierć w imię religii, dostają się od razu do raju.

W tym miejscu należy także przytoczyć termin matanazji, który bywa utożsamiany z eutanazją, a nie ma z nią nic wspólnego, jest jej przeciwieństwem. Polega na pozbawieniu życia osoby, która tego nie pragnie bądź się temu sprzeciwia. Jest po prostu morderstwem…

Niestety, ilość osób, mogąca świadomie stwierdzić własne pragnienie śmierci w przypadku ciężkiej, nieuleczalnej choroby, jest niewielka. Największe kontrowersje budzi eutanazja osób, które nie są w stanie wyrazić swojej decyzji, gdyż są w śpiączce, bądź są pozbawione większości funkcji życiowych, poza najważniejszymi. W ich przypadku decyzja o eutanazji spoczęłaby w rękach najbliższych, nie zawsze kierujących się dobrem pacjenta, osoby chorej.

Jednak nawet w sytuacji, kiedy osoba podejmująca tą decyzję jest w pełni jej świadoma i rzeczywiście jej pragnie, nie jest moralnie jednoznaczna. Główne argumenty, jakie się pojawiają, odwołują się głównie do kwestii metafizycznych. Mówi się tutaj o tym, że człowiek nie ma prawa decydować o swojej śmierci, tak, jak nie decydował o narodzinach. Przeciwnicy uważają, że każdemu człowiekowi został wyznaczony jego własny czas do przeżycia i nie ma on prawa w to ingerować. Jeśli przyjmiemy, że decydentem w tych sprawach jest Bóg, to dyskusja zostaje teoretycznie rozstrzygnięta. Skoro Bóg jest dawcą życia i jego Panem, to tylko on może decydować o śmierci - to jest niezależne od religii, jakiej punkt widzenie przyjmiemy.

Jeśli jednak rozważymy tu naturę, jako wyznacznik długości ludzkiego życia, to sprawa bardzo się komplikuje. W ciągu ostatniego wieku, człowiek nauczył się poskramiać naturę, wręcz podporządkowywać ją sobie. Odkrył też, jak wykorzystywać jej dobrodziejstwa do własnych celów. Postęp dotyczy także medycyny. Widać to po wydłużeniu się okresu życia człowieka i wyeliminowaniu chorób, które od setek lat dziesiątkowały mieszkańców ziemi. Coraz częściej to lekarze, nie natura, mają największy wpływ na nasze życie. Także intensywny rozwój technologii, a wraz z nią aparatury medycznej, doprowadził do tego, że wiele ludzi, którzy wcześniej byli skazani na wczesną śmierć, dożywa dziś sędziwego wieku.

Bywają sytuacje, że można podtrzymywać ludzkie życie nawet wtedy, kiedy umarła w nim już świadomość. W takim momencie nie decyduje natura czy biologiczny zegar człowieka, ale sprawność aparatu oraz determinacja lekarzy i rodziny. Rodzi się więc pytanie, skoro człowiek nauczył się poskramiać naturę, czy nie może sam decydować o momencie swojej śmierci? Być może trzeba na nowo przemyśleć definicję śmierci, uwzględniającą problematykę nowych czasów, kiedy pojęcie to, nie jest już takie jednoznaczne.

Ale jest też druga strona medalu. Medycyna wciąż nie zna odpowiedzi na bardzo wiele pytać. Wciąż pojawiają się nowe choroby, na które trzeba szukać lekarstw. Pojawiają się też nowe metody leczenia, które sprawiają, że nieuleczalne choroby stają się bagatelnymi przypadłościami. Podtrzymywanie życia człowieka ciężko chorego daje nadzieje, że dożyje on momentu, kiedy medycyna znajdzie rozwiązanie na jego chorobę. I rzeczywiście może się tak zdarzyć, szczególnie teraz, kiedy medycyna rozwija się w ekspresowym tempie. Trzeba więc wziąć to pod uwagę.

Nie można też zapominać, że medycyna, to przecież ludzie - lekarze i specjaliści. A ludzie mogą popełniać błędy. Błędy lekarskie nie należą do rzadkości, zdarzają się bardzo często. Pomińmy tu drastyczne wypaczenia w sztuce lekarskiej, ale skupmy uwagę na pomyłkach diagnostycznych. Wiele chorób ma podobny przebieg i daje podobne objawy. Zdarza się, że lekkie i niezbyt groźne choroby, są kwalifikowane jako bardzo ciężkie lub nieuleczalne. Zwykła diagnoza może zrujnować życie człowieka. Trzeba więc wziąć pod uwagę możliwość popełnienia błędu, którego nie będzie można nigdy naprawić.

W zeszłym roku dyskusję na temat eutanazji podsycił przypadek Terri Schiavo, kobiety podtrzymywanej przy życiu dzięki sztucznej aparaturze.

Terri w wieku 25 lat uległa zawałowi serca, który spowodował niedotlenienie i obumarcie mózgu kobiety. Wskutek tego, jej ciało zostało dotknięte paraliżem, a badania mózgu ukazały całkowity brak jego funkcjonowania. Pomimo prób rehabilitacji i kilku operacji mającej te funkcje przywrócić, jej sytuacja nie uległa zmianie.

Przez 15 lat Terri, na życzenie swojej rodziny była sztucznie karmiona, a jej podstawowe funkcje życiowe podtrzymywane przez aparaturę. Mąż Terri walczył o odłączenie jej od tych maszyn, gdyż twierdził, że żona wyraziła niegdyś takie pragnienie. Jednak rodzina kobiety uważała, że Terri czuje i odbiera bodźce zewnętrzne, nie można więc jej skazać na śmierć.

Kulminacja tego konfliktu miała miejsce w 2005 roku, kiedy sprawa znalazła swój finał w sądzie federalnym Florydy w Stanach Zjednoczonych, która to przyciągnęła uwagę ludzi z całego świata. Sąd zadecydował o racji męża Terri i zezwolił na odłączenie jej od aparatury podtrzymującej życie.

Wyrok został wykonany, ale sposób w jaki się to stało, budzi wielkie wątpliwości. Przyczyną śmierci Terri była de facto śmierć głodowa. Jej organizm został pozbawiony środków odżywczych i w skutek tego nastąpił zgon. Autopsja kobiety wykazała, że rzeczywiście, uszkodzenia jej mózgu były nieodwracalne, a Terri żyła w wegetatywnym stanie. Nie mogła więc odczuwać bólu ani cierpienia, nie mogła poczuć, że nadchodzi śmierć. Trzeba więc zastanowić, kiedy tak naprawdę nastąpiła śmierć Schiavo? Czy fakt, że jej ciało żyło, podtrzymywane w swych funkcjach przez sztuczne organy świadczy, że żyła w niej ludzka istota?

Nie będę próbować szukać odpowiedzi na to pytanie, bo i tak każdy ma własne poglądy na ten temat. Ale nie należy tego zostawić bez dyskusji. Wszystko zależy od przyjętego punktu widzenia. Każdy człowiek powinien się zastanowić nad tym, jak on chciałby być potraktowany, gdyby znalazł się w takiej sytuacji.

To oczywiście nie rozwiązuje sprawy, bo inaczej jest, kiedy człowiek ocenia ten problem z dystansu, a inaczej, kiedy sprawa dotyka nas bezpośrednio.

Eutanazja zapewne znajdzie jakieś rozwiązania w prawie każdego z państw. Niektóre już dopuściły ją w swoich ośrodkach medycznych.

Jednak jedno jest pewne, nigdy nie należy dopuścić do tego, aby w imię eutanazji dopuścić do możliwości uśmiercania ludzi, którzy są z egoistycznych powodów niewygodni. Naród, który nie szanuje swoich najstarszych i najsłabszych członków, pozbywając się ich mądrości życiowej i doświadczenia, w imię materialnych wygód, nie ma przyszłości, nie jest godnym nosić miana "ludzkiego".