" Im bardziej centralną pozycję zajmuje homoseksualizm w kulturze, tym bardziej dla większości ludzi staje się niejasne, czym właściwie jest - rodzajem wrażliwości, nienormalnym zachowaniem, upodobaniem seksualnym, ukrytą podkulturą, wrogiem wewnętrznym czy wrogiem zewnętrznym?".

Dollimore

Zapytać więc należy - czym jest - tak mocno kontrowersyjny dzisiaj -"homoseksualizm" ? Psychiczną perwersją? Dewiacją, skrzywieniem emocjonalnym? A być może jego determinantą są człowiecze geny przekazywane drogą dziedziczną, abberacje i nieprawidłowości w procesie socjalizacji pierwotnej i wtórnej, dramatyczne przeżycia i doświadczenia, emocjonalne pragnienia powiązane z wizerunkiem własnego "Ja -idealnego"? Niewątpliwie, udzielnie odpowiedzi na tak postawione pytanie jest nader skomplikowana, a może nawet niemożliwa? Podejmijmy jednak próbę bliższej analizy i eksploracji owego zadziwiającego zjawisku, a także omówienia fundamentalnych zagadnień i problemów, które nierozerwalnie są związane z tym elementem otaczającego nas świata rzeczywistego...

Terminologia, definicje, znaczenie...

W czasach minionych, w celu określenia i sprecyzowania zjawiska homoseksualizmu wykorzystywano i tworzono bardzo dużą ilość nazw i określeń. Wskazać należy, ot choćby : homoseksualizm męski precyzowano określeniem "uranizm", albo także "pederastia" (ostatnie z tych określeń funkcjonuje także nadal we współczesnych realiach, lecz zabarwione jest emocjonalnie ujemnie, z racji częstego mylenia go ze zjawiskiem "pedofilii"). Homoseksualizm kobiecy, z kolei określany jest mianem "miłości lesbijskiej" - w czasach minionych zaś określano go również terminem "safizm", bądź też "trybadyzm".

Owe terminy i nazewnictwo , we współczesnych realiach bardzo rzadko spotykane, posiadają pewnego rodzaju "niuanse" - innowacyjne znaczenie. Termin "uranizm" ukuto dla określenia stosunku płciowego pomiędzy osobnikami płci męskiej (nazwa wywodzi się od greckiego boga Uranosa - uważanego za ojca wszystkich bóstw i tytanów, władającego sklepieniem niebieskim). Z kolei wyraz - "pederastia" wywodzi się od greckiego słowa "paiderastia", co w naszym języku tłumaczyć należy jako "miłość do chłopców", bowiem w antycznej Grecji charakterystyczne były relacje i związki homoseksualne pomiędzy mężczyznami w wieku dojrzałym a dojrzewającymi dopiero młodzieńcami. Dalej, wyraz "safizm" - jest określeniem stosowanym do nazwania miłości lesbijskiej, który wywodzi się od imienia antycznej poetki i artystki Safony z wyspy Lesbos -które to przypisuje się autorstwo tkliwych, przesączonych namiętnością i subtelnych wierszy miłosnych (tzw. erotyki), których adresatkami były reprezentantki płci pięknej.

W języku potocznym, którym posługujemy się na co dzień, ale i również coraz częściej także w oficjalnym - w celu określenia mężczyzny z tendencjami homoseksualnymi -oczywiście z wyjątkiem całkowicie neutralnego wyrazu- "homoseksualista" używa się również synonimicznego wyrazu "gej" (wywodzącego się z języka angielskiego- "gay" - co oznacza dosłownie- "wesoły"), które współcześnie już nie posiada swojego żargonowo-środowiskowego zabarwienia.

Słowo gej zostało po raz pierwszy użyte w latach 60 XX wieku w Stanach Zjednoczonych podczas zgromadzeń organizacji walczących o równouprawnienie osób homoseksualnych. Kobietę homoseksualną określa się jako lesbijka (od wyspy Lesbos, ojczyzny Safony) i jest to również słowo o zabarwieniu neutralnym.

Znaczenie terminu,

Pod terminem "homoseksualizm" ukrywa się namacalny brak zbieżności pomiędzy odczuciem psychicznym płci oraz strukturą narządów i organów rozrodczych, koherentną z takowym odczuciem - a kierunkiem popędu seksualnego (libido), który ukierunkowany jest na identyczną płeć. Z wyjątkiem tego niezbitego faktu, wzory zachowania i postępowania homoseksualistów nie różnią się od tych, którymi kierują się w życiu heteroseksualiści.

Tło i korzenie homoseksualizmu.

Orientacja homoseksualna rzeczywiście istnieje od chwili, kiedy rodzaj ludzki począł jednoczyć się, łączyć i formować się w grupy i zbiorowiska. Najstarsze wieści i przesłanki na temat homoseksualizmu, odnaleźć można już w epoce antycznego państwa greckiego. W mitologii greckiej, czytelnik może odnaleźć bardzo wiele wątków o zabarwieniu homoseksualnym. Za najbardziej powszechnie znane uchodzi chyba uprowadzenie Ganimedesa. Ów młodziutki pasterz był tak pięknej urody, iż sam władca gromów -Dzeus- przykazał go pochwycić i przywieźć na górę Olimp, by został on jego osobistym majordomusem. Owe mitologiczne przypowieści oraz mityczni bogowie stanowili - nicinnego - jak tylko obraz rzeczywistych relacji interspołecznych, które panowały w państwie greckim, w okresie na pięćset lat przed narodzinami Jezusa Chrystusa. Stosunki jednopłciowe nie stanowiły dla społeczeństwa greckiego niczego dziwnego i kontrowersyjnego. Powszechnie akceptowalne było ówcześnie, iż synowie z zamożnych i słynnych rodów żyli z dużo starszymi od siebie, cieszącymi się powszechnym uznaniem mężczyznami. Pederastia owa była najbardziej rozpowszechniona na wyspie Krecie i tam też nabrała wyraźnego, rytualnego kształtu. Z łatwością można wskazać dowody, które wykazują, iż w IV wieku przed naszą erą, prowadzono praktyki uprowadzania młodych chłopców, wkraczających w okres dojrzewania. Wybrańcy stawali się obiektem podziwu, zachwytu, a także czynili mocniejszym o stabilniejszym swój status i pozycję w hierarchii społecznej.

Korzenie i przyczyny doryckiej pederastii nie są całkowicie wyjaśnione. Zaproponowano trzy sposoby uzasadnienia :

(1) Długofalowa służba w jednostkach wojskowych oraz obrany przez społeczeństwo greckie - sposób podboju ościennych osad i ludności, którego następstwem było to, iż młodzi żołnierze byli przez długi czas wypraw wojennych "skazani" jedynie na swoje własne towarzystwo i ciągłe ze sobą przebywanie.

(2) Gwałtowny przyrost ludności w VII wieku p.n.e, który realnie zagroził klęską głodu wielodzietnym rodzinom państwa greckiego.

(3)Wpływ ludności Bliskiego Wschodu, a przede wszystkim - Lidyjczyków.

We współczesnych realiach, spory odsetek ludzi stoi na stanowisku , iż skoro homoseksualizm istnieje od czasów dawnych ( epoka natycznego państwa greckiego), a zatem podęcie jakiejkolwiek próby jego zwalczania pozbawiona jest jakiegokolwiek sensu. Bowiem brak jest wszelkiej celowości w próbie unicestwienia czegoś, co niezwykle mocno w nas się zakorzeniło. Ja - mimo wszystko- wystąpić pragnę przeciwko takiemu przekonaniu, gdyż zwyczajne relacje partnerskie na linii "kobieta-meżczyzna" obecne były - bezsprzecznie-także w zamierzchłych czasach doryckich. Układy owe, ulegały pewnego rodzaju aberracjomi odchyleniom, a racji zjawiska przeludnienia.

Społeczeństwo greckie skazane było na zminimalizowanie stosunków seksualnych z reprezentantką płci pięknej. Podkreślić również trzeba, iż wielu rolników, bądź rzemieślników prezentowało zbyt niski status społeczny i majątkowy, ażeby wstępować w związek małżeński, albo formować trwałe relacje w związku z kobietą. Ludzie owi, bardzo często stylizowali się na nędzarzy i żebraków, aż w końcu rzeczywiście się nimi stawali. W następstwie tego, rodziły się trudności i kłopoty z zaspokojeniem popędu seksualnego (libido), co skutkowało nawiązywaniem więzi z ulicznymi chłopcami albo też sierotami.

Pomijając jednak na chwilę ową "popularność" i sławę więzi i stosunków homoseksualnych w antycznym państwie greckim, trzeba przywołać na myśl, mądre słowa filozofa Platona, który w swym doniosłym dziele, zatytułowanym "Prawa"; poddaje deliberacjom kwestię sztuczności tego typu związków. Pisał nasz myśliciel następująco : ,,I czy ktoś w igraszkach poetyckich zechce poruszać ten temat, czy mówić o tym poważnie ,uprzytomnić sobie musi, że gdy niewiasta i mężczyzna do spłodzenia potomstwa obcują ze sobą, towarzysząca temu rozkosz darem natury jest niewątpliwie, że jest natomiast niezgodne z naturą miłosne obcowanie mężczyzny z mężczyzną i niewiasty z niewiastą i że z powodu nieopanowania w przyjemnościach poważono się na to z początku. Wszyscy za złe mamy Kreteńczykom ,że wymyślili opowiadanie o Ganimedesie. Ponieważ wierzyli, że prawa swoje otrzymali od Zeusa, dorobić mieli tę opowieść, ażeby za przykładem boga tej także mogli zażywać przyjemności".

Homoseksualizm a uwarunkowania genetyczne?

Studium LeVaya

Simon LeVay, w artykule zatytułowanym "A Difference in Hypothalamic Structure Between Heterosexual and Homosexual Men", który zamieszczono na łamach magazynu "Science" w sierpniu 1991 roku; autor stał na stanowisku, że odnalazł w podwzgórzu pewną grupę neuronów (określaną mianem "INAH3"), która to u męskich osobników heteroseksualnych była dwa razy większa aniżeli u mężczyzn ze skłonnościami homoseksualnymi. Simmon LeVay stworzył hipotetyczną teorię, jakoby ów fragment podwzgórza miał jakiś żywy związek z zachowaniami i reakcjami seksualnym. Doprowadziło go to do nieodpartej konkluzji, iż orientacja seksualna jest w pewien sposób uwarunkowana od czynników biologicznych.

Istnieje jednak wyraźna krytyka eksploracji LeVaya.

Wszyscy homoseksualiści ( było ich dziewiętnastu), którzy zostali poddani badaniom umarło na AIDS, a wiadomym jest, iż wirus HIV może doprowadzić do zmian chemicznych w obrębie mózgu. Można więc powiedzieć, że nie chodzi w tym przypadku o przyczyny homoseksualizmu, ale o skutki AIDS.

LeVay nie dokonał weryfikacji grupy kontrolnej pod kątem ich orientacji seksualnej. "Dwóch z mężczyzn poddanych badaniom (obaj chorzy na AIDS) zaprzeczyło, jakoby podejmowali aktywność homoseksualną. Dane pozostałych czternastu pacjentów nie zawierały informacji o orientacji seksualnej; zakłada się, że większość albo wszyscy byli heteroseksualni". W moim przekonaniu niewiele warte są badania o charakterze naukowym, kiedy "przyjmuje się" coś na temat podmiotu badań.

Trójka z dziewiętnastu mężczyzn, którzy brali udział w badaniach homoseksualnych posiadało w podwzgórzu zwiększoną grupę neuronów, aniżeli zwykły mężczyzna o cechach heteroseksualnych. Trzech na szesnastu heteroseksualnych mężczyzn biorących udział w badaniach, posiadało z kolei zmniejszoną grupę neuronów w podwzgórzu w odróżnieniu od zwykłego homoseksualnego mężczyzny poddanego badaniom. Oznacz to, iż sześciu z trzydziestu pięciu poddanych analizom badawczym mężczyzn, nie poświadcza o hipotetycznych założeniach Simona Le Vaya. Stwierdzić zatem należy, iż otrzymane rezultaty nie są - statystycznie rzecz ujmując - ani istotne ani prawdziwe i wiarygodne.

Nie zebrano i wskazano dowodów na to, iż wzmiankowana wyżej grupa neuronów wywiera jakikolwiek wpływ na ludzką seksualność. Doktor Charles Socarides, profesor psychiatrii i pracownik naukowy Albert Einstein College of Medicine, w Nowym Jorku, stwierdził dobitnie : "Twierdzenie, że maleńka część mózgu - niemal niewidoczna pod mikroskopem - decyduje o wyborze obiektu seksualnego, jest naprawdę niedorzeczne. Grudka mózgu nie może determinować wyborów seksualnych".

Sam autor i inicjator owych badań Simmon LeVay powiedział natomiast : "Ważne jest podkreślenie, czego nie znalazłem. Nie dowiodłem, że homoseksualizm jest uwarunkowany genetycznie ani nie znalazłem genetycznych przyczyn bycia gejem. Nie wykazałem, że geje są gejami od urodzenia. To jest największy błąd, jaki popełniają ludzie wyjaśniający moje badania. Nie znalazłem także centrum odpowiedzialnego w mózgu za homoseksualizm [...] Ponieważ badałem mózgi dorosłych, nie wiemy, czy znalezione różnice istniały już od urodzenia, czy pojawiły się później".

Kolejne badaniem było Studium Baileya i Pillarda

John M. Bailey oraz Richard Pillard w artykule zatytułowanym : "A Genedc Study of Małe Sexual Orientario", opublikowanym na łamach magazynu "Archives of General Psychiatry" w miesiącu grudniu 1991 roku zawarli rezultaty swoich naukowych dociekań i eksploracji. Przedmiotem owych badań uczynili przewagę pojawiania się orientacji homoseksualnej pośród bliźniąt oraz braci adopcyjnych, przy czym chociaż jeden z braci przejawiał tendencje i zachowania homoseksualne. Naukowcy doszli do zaskakującego odkrycia, a mianowicie - że u pięćdziesięciu procent ( dwunastu z pięćdziesięciu sześciu par) bliźniaków jednojajowych, dwaj bracia przejawiali cechy wskazujące na zaliczenie ich do orientacji homoseksualnej. Zaznaczyć przy tym trzeba, iż dla bliźniąt dwujajowych liczba ta osiągnęła pułap dwudziestu dwóch punktów procentowych (a zatem dwanaście z pięćdziesięciu czterech), zaś dla braci adopcyjnych - jedenaście punktów procentowych ( czyli sześć z pięćdziesięciu siedmiu par).Badacze odkryli również to, iż w przypadku dziewięciu punktów procentowych (trzynaście na sto czterdzieści dwa) - rodzeństwa, które nie było ze sobą spokrewnieni stopniem bliźniaczym, dwaj przejawiali cechy typowe dla orientacji homoseksualnej. Wyżej wymienieni autorzy badań i publikacji naukowych, na tej podstawie doszli do i sformułowali następującą konkluzję, iż na rzeczywiste pojawienie się i odnotowanie homoseksualizmu silnie i w sposób znaczący oddziałuje czynnik i element genetyczny.

Największą wadę i niedoskonałość owych badań stanowi stworzona przez ich autorów interpretacji i sposób konkludowania. Mianowicie, jako że prawie pięćdziesiąt procent bliźniąt jednojajowych nie wykazało cech typowych dla orientacji homoseksualnej, możemy z łatwością wysnuć wniosek i osąd, iż genetyka nie odgrywa znaczącej roli w ustalaniu ich orientacji seksualnej. Gdyby rzeczywiście wywierała jakiś wpływ, wówczas sto procent rodzeństwa bliźniaczego powinno przejawiać tendencje homoseksualne, bowiem bliźnięta jednojajowe posiadają identyczne wyposażenie i uwarunkowania dziedziczenia. Możemy zatem, niezwykle prosto, wykazać, iż tego typu rezultaty wykazują oddziaływanie czynników i elementów środowiskowych na pojawianie się tendencji homoseksualnych. Anna Fausto-Stirling, która jest biologiem - naukowcem biolog na Brown University, stoi względem tych badań na stanowisku, iż: "Aby takie studium miało jakiekolwiek znaczenie, należałoby zająć się bliźniętami wychowywanymi osobno. Jest to bardzo źle interpretowana genetyka."

Studium owo nie bazowało bowiem na formacji bezstronnej i neutralnej, lecz na stronniczej i konformistycznej, bowiem rodzeństwo bliźniacze, które wyraziły zgodę na wzięcie udziału w badaniach i doświadczeniach, zostało wyselekcjonowane za pośrednictwem ogłoszeń w środkach masowego przekazu ( zwłaszcza magazyny i czasopisma) skierowanych do osób ze skłonnościami homoseksualnymi, nie zaś skierowanych. A zatem istniało znacznie większe prawdopodobieństwo tego, iż będą oni znaczniej do siebie podobni, aniżeli rodzeństwo bliźniacze, nie przejawiające tendencji i zachowań homoseksualnych.

Doktor Simon LeVay powiedział, że : "W rzeczywistości badania nad bliźniętami [...] sugerują, że nie jest to [homoseksualizm - przyp. autora] całkowicie wrodzone, ponieważ nawet bliźnięta jednojajowe nie zawsze mają tę samą orientację seksualną".

Z kolei doktor Bailey wypowiedział następujące zdanie: "Musi być jakiś wpływ środowiska powodujący niezgodność u bliźniąt." Badacze i naukowcy nie usiłowali dociekać tego, jakie znaczenie dla określenia tendencji do osobników identycznej płci ma kazirodztwo albo nadwyrężenie seksualne, bądź inne czynniki i elementy środowiskowe. Gdyby doszli do konkluzji, iż kazirodztwo pojawiało się znacznie częściej pośród bliźniąt jednojajowych, aniżeli dwujajowych, bądź braci niebliźniaczych, mogłoby to udzielić znacznej pomocy w próbach wyjaśnienia różnorodności występowania tendencji homoseksualnych.

Studium Hamera stanowi następny krok poczyniony w badaniach i analizach genetycznych.

Dean Hamer oraz inni naukowcy, pracujący w National Cancer Institute , w artykule zatytułowanym "A Linkage Between DNA Markers on the X Chromosome and Male Sexual Orientation" , opublikowanym na łamach magazynu "Science" w lipcu 1993 roku, zamieścili wyniki swoich długotrwałych badań i analiz. Środki masowej komunikacji podały do wiadomości, iż rezultatem owych eksploracji i analiz było odkrycie tak zwanego "genu homoseksualizmu" . Eksploratorzy i naukowcy poddali badaniom grupę czterdziestu par homoseksualnych, będących rodzeństwem oraz insynuowali, że w pewnego rodzaju przypadków - homoseksualizm wiąże się wyraźnie z wyjątkowym i specyficznym regionem chromosomu "X (Xq28)", który to homoseksualny potomek męski dziedziczy od swej rodzicielki. Trzydzieści trzy pary rodzeństwa posiadały identyczny wzór u końca jednego z ramion owego chromosomu. Hamer oszacował i poddał owe rezultaty ocenie, stwierdzając, iż sekwencja wyznaczników genetycznych w chromosomie "Xq28" jest powiązana z pojawianiem się tendencji o charakterze homoseksualnym u ponad sześćdziesięciu czterech procent rodzeństwa męskiego.

Jako komentarz do przeprowadzonych przez Hamera analiz badawczych, doktor Kenneth Kimngton, będący asystentem dyrektora Salk Institute w San Diego, powiedział: "Istnieje szereg dowodów stwierdzających, że sieć neuronów może się przekształcać w odpowiedzi na pewne doświadczenia. Tak więc różnice w strukturze mózgu osób homoseksualnych mogą być wynikiem zachowania i warunków środowiskowych."

Warto podkreślić również fakt, iż nie istniała tzw. grupa kontrolna, a przecież tego typu metodologia badawcza nie ma nic wspólnego z rzetelnością. Hamer oraz asystujący mu naukowcy, nie poddali badaniom grup złożonych z rodzeństwa męskiego heteroseksualnego. A gdyby okazało się, iż rodzeństwo męskie heteroseksualne posiada identyczne wyznaczniki genetyczne (dziedziczenia)?

Nikt bowiem nie udowodnił, iż zidentyfikowany region chromosomów jest w bezpośrednim związku z seksualnością, bądź orientacją seksualną.

Jeden z naukowców i badaczy, którzy współpracowali z Hamerem postawił mu zarzut, iż zataił jakieś dane, które uczyniłyby badania unieważnionymi. The National Cancer Institute nieprzerwanie przeprowadza dochodzenie w tej kwestii. (Rezultat wszczętego dochodzenia do czasów nam współczesnych nie został wyjaśniony i upubliczniony.

Zespół badaczy i naukowców z Kanady, który zastosował niemal identyczny system analiz i eksploracji nie był zdolny dokonać odkrycia studium Hamera.

Hamer osobiście akcentuje z niezwykłą mocą : "Te geny nie powodują, że ludzie stają się homoseksualni [...] biologia osobowości jest o wiele bardziej skomplikowana."

Istnieją inne komentarze i opinie do eksploracji genetycznych, pochodzące od innych autorów:

F van S. Balaban, który jest neurobiologiem na Neurosciences Institute w San Diego dostrzega i podkreśla, iż dociekania fizjologicznych fundamentów skomplikowanych człowieczych przymiotów prezentuje się ostatnimi czasy niezwykle przytłaczająco i smutno. Na przestrzeni ostatnich lat eksploratorzy i naukowcy oraz środki masowego przekazu nagłośniły "odkrycie" genów powiązanych tak ze zjawiskiem alkoholizmu, jak i chorobami umysłowymi, a także ze zjawiskiem homoseksualizmu. Jak akcentuje Balaban, żadne z powyższych twierdzeń nie uzyskały żadnego potwierdzenia; Scientific America, listopad 1995 rok.

Najświeższe badania insynuują, iż czynniki biologiczne pełnią kluczową funkcję w orientacji seksualnej, niemniej jednak nie posiadamy na dzień dzisiejszy dowodów, które wspierałyby teorię biologiczną, analogicznie rzecz się ma z nieodpartymi dowodami popierającymi wszelakie wyłączne uzasadnienie i motywację psychologiczną. W momencie, kiedy każdy rodzaj zachowania musi posiadać swe macierzyste podłoże o charakterze biologicznym, o atrakcyjności istniejących biologicznych uzasadnień orientacji seksualnej - decyduje bardziej nieobecność satysfakcji z obecnego stanu motywacji psychospołecznych, aniżeli perswazyjna i wiarygodna moc dowodów z konkretnych analiz i baz danych eksperymentalnych. Krytyczne analizy i podsumowania wskazują na fakt, iż istnieje brak jakichkolwiek przesłanek, które przemawiałaby na korzyść teorii fizjologicznej. W alternatywnym projekcie modelowym, cechy charakteru i usposobienia, jak również najbliższe otoczenie rodzinne i społeczne w sposób bilateralny wpływają na siebie na siebie w momencie kształtowania się i rozwoju seksualności konkretnej jednostki.

"Archives of General Psychiatry", marzec 1993 roku).

,,Doniesienia o morfologicznych różnicach między mózgami osób o rożnej orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej prowadzą do dalszych spekulacji, że takie zachowania mogą wynikać z wpływu hormonów lub genów na dojrzewający mózg. Jednakże łańcuch przyczynowy można odwrócić; zachowania seksualne osoby dorosłej mogą spowodować różnice morfologiczne. [...] Istnieje możliwość, że różnice w zachowaniach seksualnych są raczej przyczyną różnic w strukturze mózgu, a nie ich skutkiem".

"Natura", październik 1997 rok

"Jeżeli chodzi o krytyczną analizę hormonalnych teorii homoseksualizmu i transseksualizmu, nie ma solidnych danych potwierdzających rolę hormonów w rozwoju tych zachowań czy tożsamości u ludzi."

"Journal of Newpsychiatry", wiosna 1993 roku.

" Mit wszechmogącego genu oparty jest na błędnej nauce, niedoceniającej kontekstu środowiska, w którym istniejemy my i nasze geny. [...] Wielu współczesnych badaczy nadal wierzy, że preferencje seksualne są do pewnego stopnia zdeterminowane biologicznie Opierają to wierzenie na fakcie, iż żadne pojedyncze wyjaśnienie środowiskowe nie może wytłumaczyć homoseksualizmu. Ale to nie ma sensu. Ludzka seksualność jest złożona i podlega wpływowi wielu czynników. Nieudane próby podania jasnego wytłumaczenia środowiskowego nie są niczym zaskakującym i nie oznaczają, że wyjaśnienie leży w biologii. Takie badania muszą przynieść mnóstwo korelacji bez znaczenia, które będą przedstawiane jako dalsze dowody, że homoseksualizm jest przenoszony genetycznie."

"Exploding the Century Myth", 1993 rok.

"Na początku lat 90. trzy często publikowane badania zdawały się sugerować że homoseksualizm ma korzenie genetyczne, których szukać należy raczej w naturze niż w wychowaniu. [...] W przeprowadzonych ponad pięć lat później badaniach wyniki nie powtórzyły się. Co więcej, badacze mówią, że odbiorcy źle zrozumieli 'genetykę behawioralną'. W przeciwieństwie do koloru oczu, zachowania nie są dziedziczone ściśle; muszą być uruchomione przez zniechęcające powikłania czynników środowiskowych. [...] Istnienie wzoru genetycznego wśród homoseksualistów nie oznacza, że ludzie rodzą się homoseksualistami; podobnie jak geny wzrostu, prawdopodobnie zwykłe u graczy z ligi NBA, nie wskazują na wrodzoną umiejętność grania w koszykówkę [...] przyznaje biolog Evan Balaban. Sądzę, że wiemy tak samo niewiele jak dawniej "

"Newsweek".

"[...] orientacja seksualna nie podlega bezpośredniemu wpływowi chromosomów i genów oraz, podczas gdy nie jest z góry nakazana przez wpływ hormonów na mózg przed narodzeniem, podlega samym wpływom i jest mocno uzależniona od socjalizacji po urodzeniu."

"American Psychology", kwiecień 1987 rok.

"Podobnie jak wszystkie złożone stany behawioralne i umysłowe, homoseksualizm jest wieloczynnikowy. Nie jest ani wyłącznie biologiczny, ani wyłącznie psychologiczny, ale wynika z nadal trudnej do wymierzenia mieszaniny czynników genetycznych, wpływów z okresu życia w łonie matki (czasem wrodzonych u matki i obecnych w każdej ciąży, a czasem występujących przypadkowo w danej ciąży), środowiska po urodzeniu (jak rodzice, rodzeństwo, zachowania kulturowe) oraz złożonej serii powtarzających się wyborów wzmacniających, występujących w krytycznych fazach rozwoju."

"Homosexuality and the Politics of Truth", 1996 rok.

Wobec powyższego trzeba dojść do konkluzji, że każdemu z wyżej wyszczególnionych badań - brak logiki i powtórzenia. Rezultaty są co najmniej mało wiarygodne i nakłaniają do spekulacji. Simon LeVay, Richard Pillard oraz Dean Hamer samych siebie określają mianem homoseksualistów. Z tej też przyczyny śmiem insynuować, iż tłem ich badań i rozważań jest nieodparte pragnienie umotywowania tendencji do osobników identycznej płci.

Jeśli homoseksualizm stanowi naturalną orientacją seksualną, dlaczego zatem wyłącznie od jednego do trzech punktów procentowych społeczeństwa posiada orientację homoseksualną, nie zaś blisko pięćdziesiąt procent? Dlaczego wobec tego jest więcej homoseksualnych osobników płci męskiej aniżeli kobiet?

Stoję na stanowisku, iż poszukiwanie "genu na wszystko" jest grzechem badaczy - genetyków. Doszukiwanie się w jednostkowej cesze właściwości przystosowawczych stanowi grzech zwolenników ewolucjonizmu. Każdy, jednostkowy przymiot zakodowany genetycznie w miarę powszechny jest przystosowawczy, bądź też w zdecydowanie mniejszej ilości przypadków neutralna. Nie każda właściwość przystosowawcza posiada swój odpowiadający jej "gen". Przykładowo, zgrubienia na dłoniach po intensywnej i katorżniczej pracy. Stanowi to idealny przykład przemiany i poprawki przystosowawczej. Modyfikacje mogą być również nieprzystosowawcze. Przykładowo : homoseksualizm, samobójstwo popełnione w młodym wieku, czy też zniechęcenie do płci odmiennej. Poprawki owe są wynikiem z paranormalnego oddziaływania środowiska na naturalne genotypy.

A może zatem choroba?

W przeszłości, homoseksualizm był postrzegany jako choroba, podług najnowszej klasyfikacji nieprawidłowości i schorzeń, opracowanej w 1991 roku przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) żadna orientacja seksualna sama w sobie nie winna być pojmowana jako pewien rodzaj zaburzenia. Z orientacją seksualną mogą powiązane być różnorakie zaburzenia, przede wszystkim będące wynikiem problemów rozwojowych oraz akceptacji własnej seksualności.

Zaburzenia i nieprawidłowości owe podług ICD-10 (F66.x.1) rozróżnia się na następujące:

* F66.0.1 - zaburzenie dojrzewania seksualnego,

* F.66.1.1 - orientacja seksualna niezgodna z "ego" (egodystoniczna),

* F66.2.1 - zaburzenie związków seksualnych.

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż nieprawidłowości owe są wspólne dla każdego rodzaju orientacji seksualnych, co jest jednoznaczne z tym, iż mogą pojawiać się przy każdej jednostkowej z możliwych orientacji. Przykładem może być fakt, iż osoby z tendencjami homoseksualnymi, którym "wmówiono";, iż "powinny być heteroseksualne"; z ogromnym prawdopodobieństwem będą chorowały na egodystoniczne zaburzenie własnej orientacji seksualnej.

Homoseksualizm nie stanowi niczego niezwykłego - z perspektywy nauk biologicznych, bowiem zbliżenia o takim zabarwieniu spotkać można dosyć powszechnie w sferze fauny i flory, a także poród najbliższych "krewniaków" istot ludzkich - szympansów.

Choroba zatem, faktycznie nie posiada żadnych negatywnych konsekwencji-nie przysparza ofiar, nie powoduje zniszczeń i szkód. Chociaż wiemy, że niezwykle częste są przypadki zakażeń wirusem HIV, lecz miejmy na względzie fakt, że HIV atakować może także heteryków.

Nasuwa się zatem pytanie - co to jest "homoseksualizm?"

Moim zdaniem jest to decyzja indywidualna, subiektywna. Bo przecież nikt nie rodzi się z tendencjami homoseksualnymi, nie jest wyposażony w gen, który stanowiłby determinantę naszej seksualności. Co więcej, jestem przekonany, że skoro pewna osoba ,,nauczyła się" czegoś to zdolna jest także się ,,oduczyć". Tytułem poparcia owego twierdzenia, posłużę się kilkoma przypadkami- istnieje bardzo wiele klinik, poradni, które zajmują się leczeniem gejów i lesbijek - naturalnie - nic wbrew czyjejś woli , jeśli jakiejś osobie podoba przebywanie w takim stanie- to rzecz jasna- jakiekolwiek leczenie będzie miało znikome rezultaty .Wszystko zależne jest zatem od osoby poddawanej terapii leczniczej. Co więcej, przeczytałam pokaźną ilość wypowiedzi "byłych" homoseksualistów (w tym także popularnego, amerykańskiego tancerza - Richarda Cohena), którzy wrócili do poprzedniego "życia", założyli rodziny i dają żywe świadectwo tego, iż taka metamorfoza jest rzeczywiście możliwa. Z całą pewnością, zdania są w tym miejscu podzielone, bowiem homoseksualiści rezolutnie będą sprzeciwiać się tego typu konkludowania, heterycy będą obstawać "in plus". Punkt rozumowania zależny jest od punktu siedzenia. Dla sporego odsetka ludzi, homoseksualizm jest stanem, którego nie da się obrócić diametralnie o 360 stopni, stąd też należy go zaakceptować i wytrwać w nim do końca. Ciekawi mnie jedynie to, ilu z nich poczyniło w tym kierunku jakiekolwiek kroki i podjęło jakiekolwiek działania? A nawet jeśli, dokonało tego, czy raczej próbowało nieprzerwanie i nie zraziło się pierwszymi potknięciami i upadkami? Jestem przekonana o tym, że ci ludzie najprościej w świecie stali się ofiarami propagandy i demagogii i już nie wierzą w to, że istnieje dla nich szansa na całkowite wyleczenie.

Liczę się z faktem, iż przeprowadzana kuracja w wielu przypadkach może przejawiać negatywne następstwa - doprowadzać do emocjonalnego krachu, poczucia strachu, alienacji, depresji, a być może nawet i do zejścia śmiertelnego. Miejmy na uwadze fakt , że nie wolno robić czegoś wbrew czyjejś woli, wbrew drugiej istocie ludzkiej (jej wolności, prawom). Bowiem nasza istota bazuje na celu, celu którym jest "bycie sobą"- "bycie dla siebie". Człowiek bowiem posiada prawo do odczuwania szczęśliwości, posiada niezbite prawo do zrozumienia i akceptacji. Stąd też osobiście nie zmierzam ku temu, aby uformować pewien rodzaj "getta", rezerwatu dla homoseksualistów, odseparować ich od świata grubym murem i wbrew wszystkim "zrobić"; z nich heteryków. Mam jednak nieodparte pragnienie i chęć zrozumienia, dlaczego jest tak a nie inaczej? Przecież wszystko posiada swe źródło, nic nie bierze się z niczego.....

Niektórzy ludzie doszukują się negatywnych oddziaływań środowiska zewnętrznego, braku zadowolenia ze związków, zaś w konsekwencji próbę odnalezienia miłości pośród osób identycznej płci. W miejscu, gdzie homoseksualizm wyrzucany jest poza nawias-mówi się o źródłach biologicznych - podłożu rodzinnym, czyli, niepoprawne stosunki z rodzicami (nieczułość ojca, brak zdecydowanego męskiego autorytetu, nadopiekuńcza i czuła matka) Powiada się także o nieodpartym pragnieniu manifestowania wykraczania poza obowiązujący system reguł, norm i wartości . Który z wariantów jest wiarygodny i rzeczywisty?...Doprawdy, niezwykle trudna odpowiedź...

Spekulacji wskazać można co najmniej kilka . Przeważnie spotykam się ze sformułowaniem, iż homoseksualizm występuje przeciw naturze. Jak się na to zaopatrywać? Uwzględniając aspekt biologiczny - wszelakie fakty przemawiają in plus. Bo przecież prawdą jest, że celem związku kobiety i mężczyzny jest spłodzenie i wychowanie potomków. A tego nie może zagwarantować związek homoseksualny. A jako że bardzo wiele zależne jest od sposobu wychowania, to zezwalanie na adopcję doprowadziłoby wyłącznie wyrządzaniem krzywdy niewinnym dzieciom, bo po wychowaniu chłopczyka przez dwóch ojców mamy w stosunku dziewięć do jednego, że będzie on przejawiał tendencje homoseksualne. Wszystko fajnie. Tyle, że przecież to anomalia. Następny fakt, to nasza struktura fizjologiczna, jesteśmy zbudowani tak a nie inaczej, a zatem mężczyzna zwyczajnie nie pasuje do innego mężczyzny, i analogicznie kobieta do kobiety - nasze popędy seksualne są nakierowane na przeciwną, nie zaś identycznej płci. Taka jest nasza natura. A przecież Bóg stworzył Adama i Ewę , nie zaś Adama i Adama, bądź też Ewę i Ewę....

Reasumując : homoseksualizm można nie lubić i można się nim także brzydzić. Wystarczy, że mężczyzna ze zwyczajną tendencją do pięknych kobiet pomyśli sobie, iż stał się obiektem zalotów i kokieterii ze strony innego osobnika płci męskiej. Taka wizja i wyobrażenie może w nim wzbudzać niechęć i odrazę, a nawet niesmak i zdegustowanie. Niemniej jednak analogicznie silną repulsję będzie u niego wywoływać wyobrażenie, że stał się przedmiotem niewybrednych ataków o charakterze seksualnym ze strony przedstawicielki płci pięknej, która mu się absolutnie nie podoba. Powód jest identyczny. Istnieje bowiem wiele ludzi, z którymi nie mamy ochoty nawiązywać żadnych kontaktów , w tym także seksualnych relacji. Nie świadczy to jednak źle o na samych, ani także o innych ludziach. Promiskuityzm nie stanowi najlepszej recepty na życie. Stosunki seksualne stanowią nieodłączną część naszego życia emocjonalnego. Nie wolno nam potępiać i piętnować ludzi o różnorakich i odrębnych preferencjach, nie możemy przejawiać względem nich wzgardy i oskarżać o nieposiadanie zasad etycznych. Nie wolno nam traktować homoseksualistów jako "gatunek gorszy" - mają przecież uszy, nogi, zmysły, pragnienia, namiętności , uczucia. Przeżywają momenty dramatu, boleści ,szczęścia. Lubią - podobnie jak i my- heterycy sięgnąć po dobrą książkę, obejrzeć produkcję filmową, poświęcić się swoim zainteresowaniom i hobby. Możemy nietolerować ich upodobań, co do wyboru partnera, możemy odczuwać zdegustowanie widząc obściskujące się pary homoseksualne, lecz w tym wszystkim, nie wolno nam zapominać o ich człowieczeństwie, o wartościach , które posiadają oraz o tym, że ich wybór nie wyklucza ich ze zbiorowości społecznych i gatunku "człowiek". Skoro zatem dokonali wyboru i czy mają świadomość tego , czy też nie , pozwólmy im normalnie żyć. Każdy posiada przecież do tego niezbite prawo...

Bibliografia:

1. Hołówka Jacek. "Etyka w działaniu", Warszawa 2001, Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

2. Imieliński Kazimierz, "Medycyna i seks", Warszawa 1987, Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych.

3. Lew-Starowicz Zbigniew, ,,Homoseksualizm"; 2005, PZWL.

4. Michał Witkowski, "Lubiewo", Kraków 2005 rok.