"Granica" Zofii Nałkowskiej jest jedną z najważniejszych powieści dwudziestolecia międzywojennego. Wnioskować to można na podstawie wielu elementów, ale najbardziej godnymi uwagi są zapewne model powieści, który zastosowała Nałkowska oraz bohater tej opowieści - Zenon Ziembiwewicz. Tutaj zajmiemy się tą drugą kwestią, jednak trzeba pamiętać, że "Granica" była dość nowatorskim dziełem wpisującym się w prądy myślowe i estetyczne epoki. Ukazuje to wspomniana budowa powieści, w której już od pierwszych zdań poznajemy zakończenie książki i rozwiązanie akcji. Tym sposobem Nałkowska chce nam pokazać, że nie chodzi jej tyle o opowiedzenie jakiejś historii, ale wskazanie na postawy bohaterów i ocenę ich postępowania. Dlatego ważne wydaje się, aby spróbować ocenić postawę Zenona, który z jednej strony jawi się nam jako osoba postępująca nieetycznie, z drugiej zaś strony dostrzegamy, że jest on człowiekiem dobrym, skorym do pomocy innym. Jaka jest więc ocena jego postępowania? Zastanówmy się.

Historia Zenona Ziembiewicza, którą opisuje nam Nałkowska jest bardzo złożona. Pochodzi on z rodziny szlacheckiej, która jednak nie jest zbytnio bogata. Jego ojciec - Walerian - pełni godność pełnomocnika dóbr hrabiostwa Tczewskich. Jego wadą, czy też przypadłością, którą zapewne Zenon po nim odziedziczył, a która będzie jego zgubą, jest pociąg do miłostek. Obiektem umizgów ojca są w głównej mierze panienki ze służby - a co w tym najbardziej kuriozalnego, że jego żona przymyka oczy na takie zachowanie.

W trakcie jednego z pobytów wakacyjnych, kiedy to Zenon studiował już w Paryżu ekonomię, przybył on na odpoczynek do Boleborzy. Tutaj zapoznał kobietę, która stała się uczestniczką wielu dramatów i spowodowała właśnie nasze tytułowe pytanie: jak i czy sądzić postawę Zenona. Przedmiotem jego zalotów staje się młoda córka kucharki - Justyna Bogutówna. Kiedy Zenon na stałe powraca już po studiach, by podjąć prace redaktora w czasopiśmie "Niwa", całkiem przypadkowo spotyka Justynę na ulicy. Okazuje się, że jej matka umarła a ona nie wie co ma ze sobą począć - jest złamana i potrzebuje pomocnej dłoni. Zenon wzruszony dramatem dziewczęcia pragnie jej pomóc i zaprasza ją do siebie, do pokoju hotelowego, gdzie potajemnie będą się spotykać przez długi czas. Oczywiście nic by w tym nie było może niezwykłego, gdyby nie to, że w tym czasie Zenon spotyka się również z inną kobietą - Elżbietą, której planuje się oświadczyć, co czyni. Oczywiście nie wspomina o swej znajomości z Justyną. W pewnym momencie jednak Elżbieta dowiaduje się o tym, w wyniku czego chce zerwać swoje zaręczyny z Zenonem, ale ten prosi swą "ukochaną", by mu wybaczyła i przeprasza ją, na co Elżbieta zgadza się do niego wrócić.

Życie Zenona układa się coraz lepiej, ma znakomitą żonę, zyskuje awanse zawodowe, robi też karierę polityczną, co kończy się prezydenturą miasta. Przeszkodą do osiągnięcia pełni pomyślności jest jednak Justyna, która tym bardziej zaczyna mu ciążyć, gdyż zmuszony był nakazać jej usunięcie ciąży. Po tych zdarzeniach Justyna popada w chorobę psychiczną, której w żaden sposób nie może opanować. Jej stan jest coraz gorszy. W pewnym momencie nawet żona Zenona włącza się w ratowanie tej potrzebującej kobiety, ale wszystkie działania nie dają efektów, bo stan Justyny jest bardzo ciężki. Nie trzeba zapewne dodawać, że odpowiedzialność za tę sytuację ponosi Zenon, bo gdyby nie jego "opieka" nad załamaną i zdezorientowaną dziewczyną, nie doszłoby do takich tragedii.

W tym momencie życie i kariera Zenona zaczyna ulegać degradacji. Jego kariera polityczna budowana była na obietnicach i programie, którego Zenon po uzyskaniu stanowiska nie mógł ostatecznie dotrzymać. Poza tym jest on oskarżony o wydanie rozkazu do użycia broni przeciwko protestującym robotnikom z miejscowej fabryki. Wszystko to prowadzi do jego osobistej tragedii, która kończy się śmiercią - pewnego dnia zrozpaczona Justyna wbiegła do jego gabinetu i oblała jego twarz kwasem, co spowodowało, że Zenon stracił wzrok. W wyniku tej tragedii popełnił on samobójstwo.

Tak wygląda jedna strona działalności Zenona Ziembiewicza, za którą niewątpliwie należy mu się kara i potępienie. Nie jest jednak tak, że Ziembiewicz jest uosobieniem zła i, że w swym życiu popełniał tylko czyny haniebne i niegodne człowieka. Jeśli przypomnimy sobie jego współczucie i chęć pomocy Justynie po stracie matki, to możemy odnaleźć w tym ludzki odruch płynący z głębi serca. Chce pomóc młodej i załamanej dziewczynie, która pozostała sama na świecie. Wydaje się nawet, że to sama Justyna spowodował romans, do którego Zenon początkowo w ogóle nie dążył. Jak czytamy w powieści:

Pośród tego wszystkiego odnajdywała się ciągle Justyna, chociaż był pewien, że jej nie szuka. Była w ogrodzie, w domu i na podwórzu. Gdy wracał z pól wieczorem, spotykał ją z dala od domu na swojej drodze (...)

Możemy oczywiście uznać, że to tylko wykręty, by odsunąć od siebie winę za tragedię, która się wydarzyła, ale autorka nie pozwala nam na tak jednoznaczną interpretacje zachowania bohatera, pozostawia pewne niedomówienia w tej sprawie, by pokazać, że jednoznacznie oceniać tych wydarzeń nie można.

Inna sprawa, to działalność społeczna Ziembiewicza, która jak widzimy jest prowadzona ze szczerej chęci pomocy niższym warstwom społeczeństwa. Zenon wykorzystuje swa pozycję do tego, by pomóc biednym i potrzebującym. Dla bezdomnych postanawia wyremontować koszary, by mieli gdzie się podziać, zamiast włóczyć się po ulicach. Stara się również pomóc robotnikom, dla których buduje domy mieszkalne. Dba również o moralność w mieście, dlatego nakazuje zamknięcie kawiarni, która cieszyła się złą sławą, w miejsce którego każe zbudować miejsce spotkań dla dzieci i młodzieży, gdzie jest pijalnia mleka, rozrywki sportowe - koszykówka, siatkówka, tenis.

W tym miejscu trzeba również wspomnieć o kwestii strzelania do robotników. Rozkaz o użyciu broni nie był wydany przez samego Ziembiewicza, ale przez partię rządzącą i innych urzędników. Pech jednak chciał, że z racji swego urzędy Ziembiewicz również należał do grona "rządzących". Jak czytamy w powieści:

W mieście zaczynano mówić, że nakaz użycia broni wydany został za sprawą Ziembiewicza. Istotnie, pierwsze strzały padły owego wieczoru w chwilę po jego przyjeździe. Naprawdę jednak sprawa zdecydowała się już przedtem, była gotowa, zanim przyjechał. Jednego z tych dni Ziembiewicz miał z Czechlińskim gwałtowną scenę. Gdy wychodził z jego gabinetu, woźny słyszał te słowa: "Z jakiej to racji? Jak to? Teraz chcecie zwalić to na mnie.

Widzimy więc, że wysokie stanowisko Zenona pozwalało mu na działalność charytatywną, ale wiązało się również z takimi niebezpieczeństwami. Pojawia się tu bardzo ważna kwestia, którą Nałkowska porusza w całej książce. Chodzi mianowicie o to, że każdy czyn, każda sprawa może być widziana z różnych punktów widzenia, dlatego też taka jest forma powieści, gdzie historia opisywana jest przez różne osoby. Najbardziej znanym zdaniem z powieści i najlepiej oddającym tę sytuację, jest stwierdzenia, że to, co dla jednych jest podłogą, dla innych jest sufitem.

Z tak przedstawionych faktów z życia Zenona Ziembiewicza ciężko jest ostatecznie powiedzieć, czy jego postawa zasługuje na karę i surowy osąd. Wydaje się, że wiele można mu zarzucić, wielu sytuacji można było uniknąć, jednak z pewnością nie można ostatecznie go potępić, bo wiele wydarzeń rozegrało się jakby niezależnie od niego - nie miał na nie wpływu i stanął przed faktem dokonanym. Z tego tez względu osąd Zenona Ziembiewicza jest bardzo trudny i nierozstrzygalny.