Julian Tuwim - poeta grupy Skamander - napisał wiersz "Sokrates tańczący", który od razu stał się wierszem programowym akcentując postawę pełną witalności, radości płynącej z życia, pewnego rodzaju hedonizmu.

Sam tytuł wiersza jest bardzo wymowny. Sokrates, antyczny myśliciel przedstawiany był głównie jako człowiek poważny. Tutaj następuje odwrócenie sytuacji. Sokrates bowiem tańczy.

Pierwsza strofa przedstawia owego Sokratesa. Podmiot liryczny ujawnia się poprzez użycie czasowników w 1 osobie liczby pojedynczej. To znaczy jakby sam Sokrates mówił o sobie. Najpierw przedstawia siebie jako starego wygę leżącego na słońcu niczym kot.

Prażę się w słońcu, gałgan stary...

Leżę, wyciągam się i ziewam.

Stary ja jestem, ale jary:

Jak tęgi łyk pociągnę z czary,

To śpiewam.

Mówi o sobie mało pochlebnie, a więc potrafi być w stosunku do siebie krytyczny. Wie, że jest stary, ale bynajmniej się tym nie przejmuje. W przypływach wesołości wzmocnionej alkoholem śpiewa sobie beztrosko.

Słońce mi grzeje stare gnaty

I mądry, siwy łeb kudłaty,

A w mądrym łbie, jak wiosną las,

Szumi i szumi mędrsze wino,

A wieczne myśli płyną, płyną,

Jak czas...

Sokrates ma do siebie duży dystans, sam z siebie drwi, stwierdzając, iż mądrą ma głowę, ale mędrsze w niej wino. Ma również świadomość, ze jego uczniowie się z niego naśmiewają, ale nic sobie z tego nie robi.

Z zaułka śmieją się uczniowie,

Że się mistrzowi kręci w głowie,

Że się Sokrates spił...

Każe tez swojemu przyjacielowi Cyrbeusowi obwieścić prawdy, które odkrył. Te "prawdy" są oczywistą kpiną, żartem pijaka.

Idź, Cyrbeusie, uczniom powiedz,

Że już trafiłem w samo sedno:

Że cnotą jest zlizywać pył

Z ateńskich ulic!

W swym bełkotliwym monologu Sokrates zastanawia się, czy jego przyjacielowi nie jest żal patrzeć na niego w takim stanie.

Cóż ci to? przykro, Cyrbeusie,

Że mi się język trochę plącze?

Że się tak śmieję, Cyrbeinku?

Po czym okazuje się, że Sokrates wyszydza swoje nauki, drwi z wartości, które wpajał swoim uczniom:

Zło! Dobro! - prawda? - Ludzie, bogi,

Cnota i wieczność, czyn i słowo,

I od początku - znów, na nowo,

Bogi i ludzie, dobro, zło,

Rzeczpospolita, słowa, czyny,

Piękno - to, tamto, znowu to! - - -

Mój drogi - kpiny!

Twierdzi, że wszystko jest kpiną. Tutaj możemy odnaleźć jakby punkt kulminacyjny utworu. Oto bowiem okazuje się, ze na nic się zdaje cała mądrość jaką Sokrates posiada, nie ma ona znaczenia. Wcale nie jest się szczęśliwszym, będąc mądrzejszym. Wiedza nie równa się automatycznie szczęściu.

Wyznawana przez tuwimowskiego Sokratesa mądrość polega na szukaniu w życiu przyjemności, na radości z życia. Stąd wyeksponowanie w utworze tańca. Sokrates w tym sensie prezentuje homo ludens, człowieka bawiącego się. Do tego tańca, tej radości porywa wszystkich dookoła: przyjaciela i żonę, wciąga obcych ludzi i każe na to wszystko patrzeć bogom.

Poznał taniec, poznał taniec,Hopsa, hopsa, hopsasa!!!

Odwołując się do znanych słów Sokratesa Tuwim parafrazuje je. O ile starożytny Sokrates twierdził, iż "wie, że nic nie wie", że jest świadom swej niewiedzy, ograniczeń w poznaniu świata, o tyle Sokrates Tuwima ową wiedzę odnajduje w tańcu, w zabawie, w radości płynącej z uroków życia.

Utwór Tuwima posiada widoczny kabaretowy wydźwięk, nawet łatwo jest sobie wyobrazić ową sytuację jako monolog teatralny, służący rozbawieniu publiczności, ale i paradoksalnie i zadumie. Co jest w życiu istotne? - zdaje się pytać osobą Sokratesa Tuwim. Czy wiedza, jej zdobywanie, czy beztroska zabawa, radość istnienia?