Żyjemy, aby kochać. Bez miłości świat nie miałby większego sensu. Już samo słowo miłość implikuje najpiękniejsze uczucia, przywodzi na myśl cudowne wspomnienia, przeżycia. Jednakże uczucie to, to nie tylko prosta, oświetlona uśmiechem i radością droga, to także ból, tęsknota a przede wszystkim - poświęcenie. W imię miłości potrafimy zrobić wszystko. Bowiem: „Im więcej dajesz, tym większym sie stajesz. Ale potrzebny jest ktoś do przyjmowania. Dawać, nie znaczy tracić”. Tak napisał Antoine de Saint-Exupery. Myślę, że jest to jedna z największych prawd na tym zepsutym świecie.

Literatura to jedna wielka księga o miłości. Losy bohaterów literackich są do cna przesiąknięte tym uczuciem. Miłość kazała im walczyć, uciekać, cieszyć się, radować, ale i umierać... Nie kierowali się prawem rozumu, kochali i postępowali tak, jak im serce szeptało.

Chciałabym teraz przejść do prezentacji tych postaci literackich, które - według mnie- najlepiej ilustrują „wprowadzenie w czyn” dewizy Pascala.

Pierwszym bohaterem, którego za chwile przedstawię, jest pewien starszy człowiek, postać z „Przypowieści o synu marnotrawnym”. Mężczyzna ten miał dwóch synów. Młodszy z nich zażądał od ojca należną część majątku i wyruszył w świat. Ojciec bardzo cierpiał po stracie dziecka, tym bardziej, że praca w gospodarstwie była ciężka, a pomoc starszego syna nie wystarczała. Pewnego dnia powrócił jednak skruszony syn. Bez pieniędzy, w podartych szatach, głodny, proszący o pracę, z rękoma złożonymi w błagalnym uścisku. Syn, niegdyś pragnący wolności, zachłyśnięcia się światem, teraz niemym spojrzeniem szukający choćby okruchów chleba. Ojciec nie odrzucił próśb „doświadczonego” życie dziecka. Mało tego, kazał wyprawić na jego cześć huczną zabawę i podarował mu najlepsze odzienie.

Przestawiając te historię, miałam na myśli ukazanie, jak potężną miłością darzył ten starszy człowiek swojego syna. Nie wypominał mu przykrości, jego ucieczki i chciwości. Kierował się sercem, wybaczył mu i przygarnął do siebie. Nie myślał o pieniądzach, które przecież przehulała jego „pociecha”, nie brał pod uwagę faktu, że teraz będzie miał do utrzymania jeszcze jednego człowieka. Kochał i to było dla niego najważniejsze.

Z kolei tytułowa bohaterka utworu Sofoklesa- Antygona, również pokierowała się prawami serca. Tak mocno ukochała brata, że potrafiła oddać za niego nie tylko swoje szczęście (przecież była zaręczona), ale i życie. Świadoma konsekwencji swego czynu, pochowała ciało Polinejkesa. Wiedziała, że przecież i tak nie przywróci to życia jej brata, ale pomimo tego sprzeciwiła się nakazowi Kreona, który zakazał pogrzebania zwłok Polinika. Jej miłość skazała ja na śmierć.

Powrócę jeszcze na chwilkę do mitologii. Prometeusz, jeden z tytanów, twórca człowieka, czyż właśnie nie on zasługuje tu na szczególną uwagę? Myślę, że tak. Tytan ten nie tylko dał ludziom naukę o liczbach, biologii, objawił im kunszt pisma, dał ogień, odkrył w głębi ziemi cenne minerały, ale przede wszystkim rozbudził w nich ducha. Pokazał, jak mają rozróżniać dobro od zła, otworzył oczy na to, jak bogowie traktują człowieka. Robiąc to wszystko, Prometeusz sprzeciwił się bogom, wiedział, że czekać go będzie za to kara. Mimo tego, nie uciekł od odpowiedzialności za swój czyn. Tak bardzo ukochał ludzi, że był gotów cierpieć za nich najgorsze katusze. Nie myślał o sobie. I tym razem ważniejszym okazał sie drogowskaz miłości, nie rozumu.

Chciałabym teraz przedstawić tytułowego bohatera utworu Adama Mickiewicza - Konrada Wallenroda. Konrad bardzo kochał swój kraj. Nie mógł juz spokojnie patrzeć na ucisk i ciągłe poniżanie Litwinów, jego rodaków. Wiedział jednak, że wygrać może jedynie podstępem. Włożył więc maskę, stał się dwulicowy. Działał w myśl maksymy Machiavellego: „w walce trzeba być lisem i lwem”. Opuścił swą ukochaną Aldonę, aby ratować ojczyznę. Wygrał z Krzyżakami, ale sukces ten był jednocześnie klęską osobistą Konrada. Wallenrod pogwałcił kodeks rycerski, który dla niego był świętością. Tak silne uczucie, miłość do Litwy, doprowadziło go w rezultacie do samobójstwa. Może gdyby wcześniej głębiej się nad tym zastanowił, nie odważyłby się na tak radykalny krok? Może nadal żyłby w spokoju u boku ukochanej kobiety, a szept cierpienia jego rodaków topiony byłby w echu jego głośnego śmiechu szczęścia...

Nie mogę pominąć noweli Marii Konopnickiej pt.: „Nasza szkapa”. Utwór ten opowiada o rodzinie Mostowiaków, bardzo biednych ludzi, których los nigdy nie oszczędzał. Matka Anna była chora na suchoty, ojciec Filip od wiosny do jesieni woził żwir. Jednakże tego smutnego obrazu życia nigdy nie postrzegali ich mali synowie: PiotruśFelek. Dla nich źródłem radości była zabawa ze stara szkapą.

Zamierzeniem moim było ukazanie niezwykłego poświęcenia ojca tych chłopców. Człowiek ten pracował od świtu do nocy, aby zapewnić byt swoim dzieciom. Nie oddał synów do sierocińca, czy bogatej rodziny. Przecież wtedy byłoby lżej jemu, jego żonie, a przede wszystkim Felkowi i Piotrusiowi. Filip chciał jednak sam podołać swemu obowiązkowi utrzymania rodziny. Nigdy nie szukał łatwych rozwiązań, kochał swe dzieci i dał im wszystko, co tylko mógł im dać. Dawał im chleb - skropiony jego potem, dawał ubrania - podarte jego żałością, dawał im miłość - najpiękniejszy napój dla ich spragnionych ust - duszyczek.

Wiersz Wisławy Szymborskiej pt.: „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej” przedstawia obraz największego uczucia na ziemi, uczucia, które czasami zabija... Bohaterka utworu rzuciła się w piekielny żywioł, wbiegła do palącego sie domu, aby ratować płonące w nim dzieci.
 

„A ty dokąd? Tam już tylko ogień.

- Tam jest czworo cudzych dzieci. Idę po nie”

Ludwika Wawrzyńska zginęła, ale jej śmierć dała życie czterem malutkim istotom

Jestem pełna podziwu dla tej wspaniałej kobiety. Wielu ludzi często nie zastanawia sie nad tym, co będzie. Nad tym, jakie będą konsekwencje ich poczynań. W ułamkach sekund podejmują decyzje, których już bardzo często nie sposób odwrócić. Kochają i są skłonni zrobić wszystko dla obiektu swych fascynacji.

„Serce ma swoje racje, których rozum nie ma”, to prawda. Dwie najważniejsze rzeczy: uczucia i rozum, bez nich nie sposób żyć. Tak bliskie każdemu człowiekowi, choć nie zawsze do końca wykorzystywane, a jednocześnie tak odległe samym sobie. A gdyby tak czas zatrzymał się na chwilę? Gdyby przedstawieni przeze mnie bohaterowie literaccy posłużyli sie wyłącznie rozumem? Antygona zapewne byłaby żoną Hajmona, a ciało jej brata być może spowodowałoby zarazę i powstałby kolejny utwór, podobny do „Dżumy” Alberta Camusa? Być może pechowy syn marnotrawny, któremu nie chciały się rozmnożyć pieniądze ojca, tułałby się nadal po świecie, miałby w końcu swą wolność. A może Felek i Piotruś byliby teraz artystami albo złodziejami?

Na szczęście serce i uczucia okazały się silniejsze...