Michał z Montaigne - człowiek wielkiego serca i wielkiego umysłu. Jego życie pozornie nie różniło się od życia innych ludzi, ale w rzeczywistości było niezwykłe. Aż trudno sobie wyobrazić, jak bardzo ten człowiek prześcignął swoją epokę. Niewiele takich indywidualności rodziło się wtedy, w ostatnich wiekach średniowiecza. Oto epitafium, które zostało wyryte na sarkofagu, gdzie spoczywa ciało Michała z Montaigne:

"Ciało, szlachetne, kłamliwe szczęście, godności, poważanie, przemijające igraszki fortuny, nic z tego nie było moje. Boski odprysk, zszedłem z niebios na ziemię Celtów, nie jako ósmy mędrzec Grecji czy trzeci Auzonii, ale jedyny, równy wszystkim innym i głębią mojej mądrości, i urokiem mojego języka; ja, który z nauką Chrystusa skojarzyłem sceptycyzm Pirrona."

Michał z Montaigne, a właściwie Michał Eyquem urodził się 28. lutego 1533 roku jako trzecie dziecko Piotra Eyquem i Antoniny Lopez. Dwójka jego starszego rodzeństwa zmarła, niestety, czasy, w jakich żyli nie sprzyjały zachowywaniu higieny, co często prowadziło do śmierci niemowląt. Można by zapytać, dlaczego dziecku, które przyszło na świat w zamku niedaleko Bordeaux nadano chłopskie imię. Powodów można by szukać w kilku źródłach. Po pierwsze okoliczna parafia nosiła nazwę Saint Michel de Montaigne. Poza tym Piotr Eyquem urodził się 29. września, to jest właśnie w dniu św. Michała.

Warto przyjrzeć się przodkom Michała de Montaigne, ponieważ skomplikowane losy jego rodziny mogą wyjaśnić wiele późniejszych faktów z jego życiorysu. Otóż matka Michała pochodziła z rodu Lopezów. Historycy mają wiele powodów, aby twierdzić, że początkowo byli oni wyznawcami judaizmu. Pierwiastki żydowskie w krwi Michała tłumaczyłyby jego niezwykłą tolerancję wobec innych wyznań, tak przecież niespotykaną w surowych czasach średniowiecza. Ale przecież Michał nie był już człowiekiem wieków średnich, w jego osobowości odzywają się pierwiastki humanistycznych zainteresowań renesansu. Czas spojrzeć na jego przodków ze strony ojca. Istnieją przypuszczenia, że rodzina Eyquemów wywodzi się z Hiszpanii, nie są one na tyle potwierdzone, by móc mówić o nich poważnie. Nie to jednak jest najważniejsze. Istotny wydaje się być fakt, że Eyquemowie zostali nobilitowani i mogli z dumą nazywać się szlachtą niedługo przed narodzeniem Michała. Dopiero jego dziadek doczekał się otrzymania tytułu szlacheckiego. Być może dlatego Michał nie mógł liczyć na objęcie pewnych urzędów. Choć może lepiej powiedzieć - nie mógłby, bo przecież wcale o nie nie zabiegał. Zamek w Montaigne, w którym urodził się Michał, wszedł w posiadanie rodziny dopiero za sprawą pradziadka słynnego myśliciela. W roku 1477 Ramon Eyquem, bo o nim mowa, korzystając z okazji, że człowiek, który miał nabyć zamek pozostał bez pieniędzy, wyłożył na stół odpowiednią kwotę i wszedł w posiadanie ogromnej majętności. A pieniądze miał, ponieważ handel, jakim od pokoleń parała się rodzina Eyquemów, przynosił duże zyski.

Od najmłodszych lat Michał wychowywał się przy mamce. Najprawdopodobniej była to żona okolicznego drwala. Dlaczego wybór padł właśnie na nią? Otóż ojciec Michasia chciał zahartować chłopca. Byli już co prawda szlachecką rodziną, ale Piotr Eyquem doskonale zdawał sobie sprawę z przeciwności losu i niebezpieczeństw, jakie czekają w przyszłości na chłopca. Jego syn wspominał wiele lat później: "Ojciec miał w tym jeszcze i inny cel [...]. Uważał, iż raczej przystoi spoglądać ku temu, który wyciąga do mnie ręce, niż ku temu, który pokazuje mi plecy.". Piotr chciał wychować syna na wielkiego człowieka. Wydaje się jednak, że nie spodziewał się, że jego mały Michaś zajdzie aż tak wysoko.

Naukę rozpoczął Michał od opanowania języka łacińskiego. Władał nim biegle jeszcze zanim zaczął uczyć się mówić po francusku. Piotr, który do tego doprowadził, miał w tym swój cel - chciał, aby syn został łacinnikiem. Wykorzystał przy tym słynną metodę Erazma z Rotterdamu, która nakazywała zapewnić dziecku otoczenie, posługujące się tylko jednym językiem, dzięki czemu mogło ono opanować go w sposób perfekcyjny w krótkim czasie. I rzeczywiście, Michał poznał łacinę jak nikt, ale był przy tym niezwykle samotny. Spędzał większość czasu ze swym niemieckim nauczycielem, który mówił do niego po łacinie, poza tym, ani jego matka, ani rodzeństwo, nie mogli go zrozumieć. W domu wszyscy mówili po francusku, Michał czuł się więc jak na bezludnej wyspie.

W roku 1539 Michał opuścił dom rodzinny i udał się na naukę do szkoły w Gujennie. Jego ojciec ustalił z dyrektorem kolegium, że nie będą wobec niego stosowane kary cielesne, a poza tym miał od razu zostać przypisany do piątek lub nawet szóstej klasy. Szkoła nie była tym, co Michał lubił najbardziej. Czuł się tutaj bardzo źle. Był najniższy w klasie, nie tylko dlatego, że w jego grupie uczyli się starsi od niego chłopcy, Michał w ogóle nie był wysoki. Poza tym miał wielkie problemy z językiem francuskim. Pomimo że urodził się i wychował we Francji, jego naturalnym językiem była ćwiczona od małego łacina. Nie mógł nawiązać nici porozumienia z rówieśnikami, za bardzo się od nich różnił. Michał zaczął więc szukać ucieczki w książkach. Spędzał przy lekturze niemal wszystkie wolne chwile, próbował też czytać niektóre fragmenty na głos. I w tym właśnie odnalazł swoje powołanie - już wkrótce zauważono jego talent oratorski i Michał zaczął grywać w szkolnych przedstawieniach. Był najlepszym aktorem, dostawał wszystkie główne role. Ten rok zmienił go tak bardzo, że gdy odwiedził rodzinę w czasie wakacji, niemal go nie poznano.

Lata 1546 - 1557 to białe plamy w życiorysie Michała z Montaigne. Ukończył on już kolegium, jego ojciec otrzymał posadę mera w Bordeaux, być może próbował załatwić synowi jakieś stanowisko państwowe, nie sposób stwierdzić tego z pewnością. Być może Michał nadal się uczył, na pewno wciąż wiele czytał, ale co robił dokładnie - nie wiadomo.

W roku 1557 Michał obejmuje jednak stanowisko polityczne, planu ojca doszły do skutku. Zostaje on radcą w mieście Perigueux. Decyzja ojca o umieszczeniu syna właśnie tam nie była przypadkowa. Wiedział on, że Izba tamtejszego miasta szykuje się do połączenia z parlamentem w Bordeaux. Michał nie musiałby więc wcale zabiegać o awans, automatycznie przeszedłby o stopień wyżej - do parlamentu. I tak też się stało.

Dzięki nowej pracy Michał zdobył pierwszego w swoim życiu przyjaciela. Był nim starszy od niego o rok radca prawny, Stefan de La Boetie. Zanim spotkali się w parlamencie zebrali wiele informacji na swój temat, ponieważ o jednym i o drugim było głośno w środowisku prawniczym. Michał, mówiąc o przyjaźni ze Stefanem, rysował ją w kategoriach niezwykle wyidealizowanych, przymierzał nawet ich znajomość do relacji między antycznymi bohaterami. Z przekazów źródłowych wiemy natomiast, że starszy kolega traktował go nieco wyniośle i z zauważalnym dystansem. Nie można się jednak dziwić entuzjazmowi de Montaigne'a - człowiek, który wychowywał się samotnie, jest zadowolony z każdego, nawet najdrobniejszego gestu przyjaźni czy choćby zainteresowania ze strony drugiej osoby.

Michał de Montaigne zawdzięczał swemu przyjacielowi otrzymanie pierwszego impulsu artystycznego. To właśnie dzięki Stefanowi de La Boetie ten wielki myśliciel francuski stworzył swoje pierwsze utwory literackie. Miało to miejsce w roku 1563, kiedy to przyjaciel Michała ciężko zachorował. Wiele razy w historii literatury światowej zdarzało się, że drastyczne przeżycia, typu choroba przyjaciela czy śmierć bliskiej osoby, stawały się motywacją do stworzenia wybitnych dzieł. Stefan de la Boetie w niedługim czasie zmarł. Od tej pory Michał nie mógł już zaznać spokoju. Był tak wstrząśnięty, że musiał przelać swoje emocje na papier. Miał jednak pewne wątpliwości: "Chcę pisać, - mówił - mam tyle do powiedzenia, ale - po prostu wstyd, toż to dziwactwo, błazeństwo. Ja pisarzem - ja, Michał z Montaigne? Owszem, mogę nim być - dla niego.". Historycy przypuszczają jednak, że prawdziwym pretekstem, dzięki któremu Michał rozpoczął swoją karierę literacką było niezadowolenie z wyroków sądów i z całego prawodawstwa francuskiego. Swój protest przeciwko tym nieporządkom chciał on wyrazić na piśmie.

Dwa lata po śmierci przyjaciela, Michał de Montaigne postanowił założyć rodzinę. Nie była to potrzeba serca, a jedynie małżeństwo z rozsądku. W roku 1565 ożenił się on z Franciszką de la Chassaigne, z którą miał piątkę dzieci. Niestety, tylko ostatnia córka przeżyła, pozostałe niemowlęta zmarły niedługo po urodzeniu. Nie mamy wiele informacji o tym małżeństwie, Michał wyznawał zasadę, że "kwasy, jak i słodycze małżeństwa, trzyma mądry człowiek w tajemnicy". Można tylko przypuszczać, że nie było ono idealne.

Wkrótce ojciec Michała poprosił go o dokonanie tłumaczenia dzieła Rajmunda Sebond Teologia naturalna. Piotr Eyquem nie mógł już jednak podziwiać owoców pracy syna, ponieważ zmarł w roku 1568, a więc wtedy, kiedy Michał skończył translację. Pozostawił synowi w spadku posiadłość w Montaigne, gdzie Michał przeniósł się z całą rodziną. Porzucił pracę w parlamencie i został gospodarzem na swoich włościach. Od razu jednak widać było, że nie ma pojęcia o prowadzeniu gospodarstwa, dlatego często wyręczała go w tym żona. Można się domyślić, że było to przyczyną licznych starć i kłótni z matką Michała, Antoniną.

Rok 1571 przyniósł pewne zmiany w życiu filozofa. Zmęczony ciągłą krzątaniną wokół gospodarstwa i hałasem życia codziennego, postanowił pobyć przez jakiś czas w samotności. Bał się, że żona nie wyrazi zgody, ponieważ była wtedy w ciąży i sama wymaga opieki i pomocy, ale Franciszka nie miała nic przeciwko temu. Michał zaszył się więc w wieży, z której uczynił swoją samotnię wypełnioną po brzegi książkami. Wiele czytał, ale przede wszystkim zabrał się poważnie za pisanie. Zebrał luźne notatki, połączył je w jedną całość, dopisał kolejne rozdziały, uzupełnił to, co już stworzył i w ten sposób powstała pierwsza redakcja słynnych Prób. O tym, że Michał nie był w swojej wieży zupełnie oderwany od życia państwa i społeczeństwa, świadczą niektóre fragmenty dzieła. Można się w nich dopatrzyć elementów napisanych pod wpływem wydarzeń zaszłych w Noc św. Bartłomieja, przemyśleń na temat wojny domowej, niszczących kraj walk o władzę i innych aktualnych wydarzeń. Próby wyszły drukiem w roku 1580 u Simona Millangesa.

Wydawać by się mogło, że teraz życia Michała potoczy się już spokojnie i będzie pełne sukcesów. Niestety, los chciał inaczej. Wkrótce autor Prób zachorował na kamicę nerkową. Ta właśnie choroba była przyczyna śmierci jego ojca, bał się więc jej najbardziej ze wszystkich. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Michał postanowił skorzystać z okazji i wyruszyć w podróż po Europie. Już dawno planował taki wyjazd, szczególnie po latach spędzonych samotnie na pisaniu książki. Zebrał grupę przyjaciół i udał się w podróż po najlepszych uzdrowiskach europejskich. Był w Szwajcarii, w Niemczech i we Włoszech. Mówi się, że miał ochotę odwiedzić także Polskę, ale u schyłku XVI wieku nasz kraj nie dysponował jeszcze takim zapleczem medycznym i takimi ośrodkami uzdrowiskowymi jak inne państwa Europy. Michał nie ufał swojej pamięci, dlatego w podróż zabrał również sekretarza, który spisywał wszystko, czego byli świadkami. Po powrocie do Francji filozof mógł więc, korzystając z jego notatek, spisać swoje wspomnienia. W ten właśnie sposób powstało kolejne dzieło de Montaigne'a - Dziennik podróży. Mówiąc o tej wyprawie, warto jeszcze wspomnieć, że pobyt we Włoszech zaowocował przyznaniem Michałowi zaszczytnego tytułu "Obywatela Rzymu". Ten wielbiciel i piewca sztuki i literatury antycznej nie mógł otrzymać lepszego podarunku. Do kraju powrócił ostatecznie w 1581 r.

We Francji czekała na niego miła niespodzianka. Mieszkańcy Bordeaux wybrali go na swojego mera. Michał miał pewne wątpliwości, czy zdoła podołać obowiązkom. Urząd ten sprawował także jego ojciec, wiedział więc jak wiele poświęcenia i oddania wymaga ta praca. Król francuski zwrócił się do niego z osobistą prośbą czy może nawet rozkazem i Michał nie miał już wyjścia, musiał przyjąć nominację. Urząd sprawował przez całe dwie kadencje. W tym czasie miał swoje gorsze i lepsze chwile, nie wszystkie decyzje spotkały się z akceptacją społeczeństwa. Najczęściej zarzucano mu pasywizm, na co Michał odpowiadał: "Wstrzymanie się od działania jest często nie mniej chlubne niż działanie: ale jest mniej widoku.". Rozrosło się grono znajomych Michała de Montaigne, zdobył też doświadczenie polityczne, czuł się w tym świecie coraz lepiej. Nie był jednak na tyle pewny siebie, by przyjąć propozycję objęcia posady doradcy królewskiego. I tym razem zwyciężyła chęć pozostania w cieniu.

Michał zaczyna mieć coraz większe problemy ze zdrowiem, czuje, że śmierć się zbliża. Stara się więc dokończyć prace nad kolejnymi wydaniami jego największego dzieła i zarazem największej chluby - Prób. W Paryżu osobiście nadzoruje druk drugiego wydania książki. Kolejna edycja zostaje nieco wstrzymana z powodu problemów politycznych. W roku 1588 Michał trafił do więzienia, skąd wydostał się za wstawiennictwem króla Francji. Tym razem jest już pewny, że niewiele czasu mu zostało, do nadwątlonego zdrowia fizycznego doszła jeszcze zrujnowana problemami osobistymi psychika. De Montaigne zamyka się w domu i kończy trzecie wydanie Prób. Opatruje je niezwykle licznymi komentarzami, książka rozrasta się do trzech tomów. Cierpienia fizyczne autora pogłębiają się coraz bardzie i nareszcie, 13. września 1592 r. przychodzi upragniona śmierć. Ciało Michała złożono w kościele Feuillantów w Bordeaux, natomiast jego serce pozostało w małym kościółku w Montaigne.

Michał de Montaigne zawdzięcza swoją sławę nie tylko Próbom. Był on także wybitnym politykiem, cenionym przez najwyższych dostojników w państwie francuskim. Zdobył zaufanie dwóch zwaśnionych stron, którym pomagał w osiągnięciu porozumienia, a byli to: aktualnie rządząca dynastia i Henryk IV, król Nawarry. We wszystkich sporach i konfliktach Michał zachował bezstronność, nigdy nie próbował się w nie angażować i w tym właśnie przejawiał się jego geniusz.

W kręgu zainteresowań Michała możemy odnaleźć nie tylko politykę, ale przede wszystkim utworu autorów starożytnych. Znał on dzieła Wergiliusza, Cycerona, Horacego, a także Scypiona Starszego i Młodszego. Nie czytał ich bezkrytycznie, często polemizował z ich poglądami w swoich dziełach. Twierdził, że umysł jest najważniejszą częścią osobowości człowieka. Mówił nawet: "ludzki rozum jest podzielony najbardziej sprawiedliwie, bowiem nikt nie skarży się na jego brak".

Michał de Montaigne był człowiekiem sprzeczności. Z jednej stron wyznawał kult możliwości ludzkich i ludzkiego umysłu, a więc zgadzał się z humanistycznym antropocentryzmem, z drugiej jednak walczył usilnie o prawa natury i kochał przyrodę, a także pierwotne cywilizacje. Cierpiał, słysząc o wyprawach konfiskadorów na nowoodkryty kontynent. Mieszkańcy Ameryki byli dla niego wzorem ludu nie skażonego walkami o władzę, obłudą i zawiścią. Bardzo chciał zwiedzić Nowy Świat, ale jedyną podróżą, jaką w życiu odbył, była wyprawa po europejskich uzdrowiskach.

Jak na humanistę przystało, de Montaigne zrywał z średniowiecznym ascetyzmem i pogardą przyjemności fizycznych. Renesansowy kult książek i literatury łączył z kultem człowieka, a w szczególności kobiety. I choć sam ożenił się z rozsądku, to wiedział jak ważna w życiu jest miłość. Jednak miłość dla Montaigne'a nie była tylko czystym uczuciem, przypisywał równie wielką wartość miłości fizycznej.

Czas zatrzymać się jeszcze na chwilę przy Próbach Michała de Montaigne. Zawartość treściowa tego dzieła jest imponująca. Pisze on bowiem o wszystkim, co w mniejszym lub większym stopniu związane jest z życiem człowieka. Rozpoczynając od sposobów wychowania dzieci, przez podstawowe techniki konwersacyjne, a na warunkach dobrego przyjęcia śmierci kończąc. Dodaje też wstawki na temat hodowli koni czy pragnień związanych z fizyczną stroną miłości. Po francusku dzieło to nosi nazwę Essais, od której pochodzi dzisiejszy gatunek epicki, a mianowicie esej.

Na początku wspomniano, że impulsem do podjęcia pracy pisarskiej była w przypadku Michała niezgoda na sytuacją panującą w sądach. Temu problemowi poświęcił on również wiele kart swojego dzieła. Wyznawał zasadę wyższości rozumu nad prawem pisanym. Ujawniała się tutaj wiara de Montaigne'a w przyrodzone wartości ludzkiego umysłu. Kierował się nią także wówczas, gdy wyrażał swe sądy na temat wychowania dzieci. Twierdził bowiem, że bicie maluchów nie zmieni sytuacji na lepszą, był zwolennikiem rozmowy, a nie przemocy.

Michał de Montaigne to człowiek, który swoim życiem potwierdził kartezjańską zasadę "Cogito ergo sum". Choć w ustach francuskiego filozofa powinna ona zabrzmieć: "Je pense, donc je suis". Ten niepozorny pisarz i polityk zaistniał dzięki sile swojego umysłu, zaczął "być". I tylko w jednym przypadku nie miał racji, pomylił się, mówiąc: "Piszę mą książkę, dla niewielu ludzi i na niewiele lat". Wydaje mi się jednak, że cieszyłby się z tej pomyłki.

BIBLIOGRAFIA:

1. J. Hen, Ja, Michał z Montaigne

2. Michał z Montaigne, Próby, tłum. T. Boy-Żeleński

3. Wielka Encyklopedia PWN

4. Serwis internetowy Pegasos: www.kirjasto.sci.fi