"Obudź się, czyli Minnesota Blues"

Teatr Ludowy w Krakowie potrafi zaskakiwać. Wystawiane tam przedstawienia pozostawiają zazwyczaj niezatarte wrażenie. Tak też się stało i tym razem. Dwa dni temu, 18 listopada, z całą moją klasą miałam okazję oglądać spektakl pod tytułem "Obudź się, czyli Minnesota Blues".

Jeszcze przed spektaklem czekała na nas pierwsza niespodzianka. Sam reżyser stanął na scenie, osobiście nas przywitał i cierpliwie wyjaśnił podstawowe przesłanie spektaklu. Wyszedł on z założenia, że picie alkoholu przez młodych ludzi jest wielkim zagrożeniem, najbardziej dla nich samych, a przez krótkowzroczność, nie są w stanie oni zauważyć konsekwencji. Inscenizacja ta miała więc za zadanie przedstawić straty związane z nadużywaniem alkoholu i zmiany w człowieku i jego zachowaniu.

Nietrudno było doszukać się terapeutycznego sensu przedstawienia. Skierowane ono przecież było do młodych ludzi - widzów siedzących na widowni, spośród których wielu było wystawionych na pokusy alkoholowe, a duża z nich część niestety tym pokusom uległa. Spektakl miał więc za zadanie skłonić młodych ludzi do zatrzymania się, zastanowienia i w razie konieczności sięgnięcia po pomoc.

O samej sztuce można powiedzieć tylko jedno - mistrzostwo świata. Po pierwsze jest połączeniem wielu elementów: widowiska muzycznego, którym "dowodził" zespół "Nie - bo", który zadbał o to, abym siedząc w sali teatralnej, czuła się jak na koncercie, przedstawienia z elementami baletu, które stworzyła krakowska grupa baletowa, do której należały wszystkie rewelacyjnie tańczące tancerki.

Niezwykle ciekawym elementem okazały się być piosenki, które śpiewali aktorzy. Były one nie tylko proste, przez co łatwo trafiające do odbiorcy, ale stanowiły również pewną formę dyskusji pomiędzy bohaterami, co dodatkowo urozmaicało spektakl. Teksty wyśpiewywane przez aktorów, idealnie oddawały to, co bohaterowie myśleli i czuli. Swoją grą próbowali to przekazać w sposób niezwykle wiarygodny, bezpośredni, może dlatego, że prosty. Aktorzy po prostu to "czuli".

Scenografia została stworzona praktycznie z niczego. Podczas jednej sceny aktorom towarzyszyły zazwyczaj nie więcej niż dwa rekwizyty. Uważam, że to genialne. Od razu można było zorientować się, o co reżyserowi chodzi. Nic nie przeszkadzało w skupianiu się, można było idealnie się skoncentrować, doskonale zrozumieć sens sceny. Szczególnie, że główna rola, patrząc od strony technicznej, należała do światła - kiedy jeden z rekwizytów miał odegrać ważną rolę, to na niego kierowany był strumień reflektorów.

Gdy patrzyłam na miny moich kolegów, widziałam, że spektakl wywarł na nich wielkie wrażenie. Może dlatego, że wreszcie zauważyli, że zabawa przy alkoholu jest tak radosna jak krótka, potem zaczyna się nałóg. Zabawy z alkoholem to igranie z ryzykiem, balansowanie nad przepaścią. Ja o spektaklu będę pamiętać długo. Mam nadzieję, że moi koledzy również.