Życie człowieka jest nieustannym zmaganiem się ze światem, z losem i z drugim człowiekiem. Gdy jesteśmy młodzi przepełnia nas energia i nadzieja na to, że uda nam się pomyślnie zrealizować nasze plany. Jednak z czasem jesteśmy coraz bardziej zrezygnowani, zbyt wiele przeszkód staje nam na drodze, zbyt wiele niepowodzeń nas dotyka. Nasza energia gaśnie. Główny bohater Kartoteki dramatu Tadeusza Różewicza spędza swoje życie w łóżku. Jest zmęczony istnieniem, ciągłą walką ze światem, więc wybiera bierność. Są jednak takie jednostki, które nie chcą "padać na kolana" a walczyć o swoje racje, o swoje ideały, o prawo do samego siebie. Zbigniew Herbert w słynnym wierszu Przesłanie Pana Cogito mówi: "Idź wyprostowany wśród tych, co na kolanach/ wśród odwróconych plecami i obalonych w proch". Trzeba więc walczyć o samego siebie, o swą pozycje w świecie po to, by nasze życie nie było biernym czekaniem na śmierć, lecz aktywną walką o sens istnienia.

XX wiek diametralnie odmienił oblicze świata. Człowiek został postawiony w obliczu wielkich dramatów, w obliczu wielkich wojen, jakich dotąd świat nie znał. Wojna jest koszmarem, niewysłowionym złem, które całkowicie niszczy człowieka. Najpierw odbiera mu marzenia, spokój i szczęście. Życie w niewoli jest pełne strachu, stopniowo człowiek tarci nadzieję. Zło wgryza się w jego serce i duszę i niszczy człowieka od środka. Jeśli komuś uda się przeżyć fizycznie, potem żyje na pograniczu świata żywych i umarłych. Nie umie zapomnieć swoich przeżyć, nie potrafi pogodzić się z tym, co widział. Tadeusz Różewicz w swojej twórczości opisuje jak wygląda życie człowieka, który ocalał. Przetrwał, ale zatracił sens wszelkich pojęć, na nowo musi uczyć się jak żyć, musi szukać "nauczyciela i mistrza", który odzieli "światło do ciemności". Wojna była czasem "spełniającej się apokalipsy" i "odwróceniem dekalogu". Ludzie często nie potrafili udźwignąć ciężaru tamtego piekła. Poddawali się, bo stracili wszelką nadzieję na normalne życie. Tadeusz Borowski i Gustaw Herling - Grudziński, przedstawiciele pokolenia "Kolumbów" pisali w swoich książkach o procesie zlagrowania i złagrowania, któremu ulega człowiek pod wpływem ogromu okrucieństwa, jakiego doznaje podczas wojny.

Tadeusz Borowski to jeden z najbardziej tragicznych artystów w dziejach w literatury polskiej. Był początkującym poetą, gdy wybuchła wojna. Skończyły się marzenia o szczęśliwym życiu i miłości. Pisarz wkrótce trafił do obozu w Oświęcimiu. Udało mu się przeżyć, ale doświadczenie obozu zaciążyło na całym dalszym życiu artysty. W 1951 roku popełnił samobójstwo. Swoje obozowe przeżycia zawarł w dwóch wstrząsających zbiorach opowiadań, w Pożegnaniu z Marią i w Kamiennym świecie. Te opowiadania są surową oceną wojny, okrucieństwa ludzkiego, ale również człowieka - świadka, któremu udało się przeżyć. Wojna wypacza światopogląd człowieka, niszczy jego moralność, całkowicie dehumanizuje i degraduje. Człowiek, który przeżył wojnę i obóz uległ "zlagrowaniu". Zło wnikało w niego powoli, stopniowo, coraz bardziej obojętniał na cierpienie ludzi, aż w końcu sam stał się zdolny do popełniania czynów, których nigdy nie dokonałby w normalnych warunkach. Borowski opisuje los ludzi zwyczajnych, prostych, którzy nie walczą, nie buntują się. Chcą żyć złudzeniem normalności, choć życie w okupowanej Warszawie jest koszmarem. Tadeusz i Maria pielęgnują swoje uczucie, starają się zachować swą godność. Jednak piekło obozu stopniowo zmienia Tadka. W obozie zostaje vorarbeiterem. Jest silny i dzięki temu nadaje się do pracy. Każdy dzień jest walką o przetrwanie. Więc, aby przeżyć trzeba odebrać komuś pożywienie, trzeba pracować przy rozładunku transportu i patrzeć na śmierć niewinnych. Tadek stopniowo podporządkowuje się prawom i zasadom rządzącym w obozie. Dzięki sprytowi, zręczności i sile udaje mu się przeżyć. Dostaje się do lepszego komanda, zdobywa funkcje sanitariusza. Jednak zatraca wszystkie wartości moralne, beznamiętnie patrzy na śmierć. Tłumy idące na śmierć w krematorium zaczyna traktować jako rozrywkę, obojętnieje na cierpienie innych. Liczy się tylko zwierzęca walka o byt. Borowski oskarża system totalitarny, który potrafi doprowadzić człowieka do takiego stanu, który potrafi wywołać w nim głęboko ukryte pokłady zła. Człowiek skazany na życie w obozie mógł przeżyć tylko za cenę całkowitej degradacji samego siebie, rezygnację z moralności i uniewrażliwienie się na krzywdę, ból i śmierć. Można również było przyjąć postawę buntu i walki, ale wtedy od razu traciło się życie. Buntownicy ginęli w krematoriach, pod ścianą śmierci, na obozowych szubienicach. Ci, którzy przyjęli postawę biernego oczekiwania na śmierć stawali się pół -żywi. Takich ludzi nazywano muzułmanami. Będąc skrajnie wychudzeni przypominali żywe szkielety; nie mieli tak naprawdę żadnych szans na przeżycie. Borowski uważa, że w obliczu wojny człowiek jest skazany na klęskę. Walka nic nie daje, a człowiek stopniowo umiera. Wojna to kres cywilizacji, to kres człowieczeństwa.

Pisarz użył do opowiedzenia losów więźniów obozu w Auschwitz techniki narracji behawioralnej. Nie skupiał się emocjach, na przeżyciach wewnętrznych. Pisarza interesowała tylko reakcja na bodziec, opisywał tylko zachowania zewnętrzne. Tomasz Wroczyński - badacz literatury napisał: "Behawioryzm jako koncepcja psychologiczna zakładał badanie jedynie zachowań człowieka i jego somatyczno-filozoficznych reakcji na świat zewnętrzny. W literaturze inspiracje behawiorystyczne wyraziły się odejściem od psychologizmu na rzecz przedstawienia bohatera w praktycznym działaniu, naturalnych reakcjach i kontaktach z innymi ludźmi". Taka technika ukazuje cały bezsens i okrucieństwo wojny. O doświadczeniu wojny nie można opowiadać normalnym językiem literackim, bo nie oddałoby ono pełni okrucieństwa wojny.

Gustaw Herling Grudziński został aresztowany przez władze sowieckie za swoje nazwisko (Herling, brzmiało jak nazwisko hitlerowca Goeringa) i trafił do obozu w Jercewie. Na podstawie swoich przeżyć napisał powieść Inny świat. Bohater i narrator zatem znalazł się w "innym świecie", w rzeczywistości, której umysł ludzki nie jest w stanie pojąć. Obóz sowiecki to miejsce, do którego trafiali ludzie niewinni. Są zmuszani do katorżniczej pracy w nieludzkich warunkach. Wyrąb lasu przy kilkudziesięciostopniowym mrozie niszczy zdrowie i odporność człowieka. Głodowe racje żywnościowe nie są w stanie zapewnić energii i siły. Dlatego wielu więźniów zamarza z przemęczenia, z głodu, z braku siły. W obozie rządzi prawo silniejszego. Panują zbrodnie, gwałty, kradzieże. Co najgorsze zło wyrządzają sobie więźniowie. W warunkach obozu człowiek ulega dehumanizacji, staje się człowiekiem "złagrowanym". Traci nadzieję i sens życia. Jednak powieść Grudzińskiego pomimo całego dramatu, jaki autor opisuje, nie ma tak pesymistycznej wymowy jak opowiadania Borowskiego. Narrator jest bliski całkowitej utraty nadziei. Jednak dzięki kulturze, dzięki lekturze powieści Fiodora Dostojewskiego Zapiski z domu umarłych przekonuje się, że warto podjąć walkę. Może ona nie przynieść zwycięstwa, ale dzięki niej człowiek będzie sam mógł wybrać śmierć, będzie mógł zachować swą godność i człowieczeństwo. Narrator podejmuje głodówkę protestacyjną i …udaje mu się odzyskać wolność. Narrator w zupełnie inny sposób konstruuje sylwetki więźniów obozu w Jercewie. To ludzie, którzy nie zatracili do końca swej godności, potrafią walczyć o siebie, nawet, jeśli ta walka ogranicza się tylko do wyboru śmierci (postać Kostylewa). Zachowali ludzkie odruchy, wrażliwość i ciepło. Być może dlatego, że w obozie sowieckim są miejsca, gdzie człowiek może choć na chwilę powrócić do normalności: szpital i Dom widzeń, w którym można raz na jakiś czas spotkać się z rodziną. Grudziński wierzy w potęgę ludzkiego człowieczeństwa a także uważa, że ocalającą rolę pełni kultura. Warto podejmować walkę, warto nie tracić nadziei.

O kondycji człowieka - świadka i uczestnika wojennych wydarzeń pisze Zofia Nałkowska we wstrząsającym zbiorze opowiadań Medaliony. Narrację tworzą strzępy relacji i ułamki zdarzeń. Ktoś opowiada, ktoś wspomina. Komentarz autorki jest ograniczony do minimum. Jednak czytelnik może domyślić się jej stosunku do zbrodni, które opisuje. Faszyzm miał niezwykle destrukcyjny wpływ na człowieka. Pisarka poprzedza zbiór krótkim mottem: "to ludzie ludziom zgotowali ten los". Historia profesora Spannera, który potrafi "zrobić coś z niczego", czyli przerabiał ciało ludzkie na mydło to treść pierwszego opowiadania. Młody pracownik Instytutu Anatomicznego opowiada o skomplikowanym procesie produkcji mydła. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że robił coś złego, bo jego psychika była tak bardzo zniszczona. Nie znał żadnych norm etycznych. Dzieci i dorośli w Oświęcimiu to ostatnie opowiadanie cyklu. Dzieci musiały nauczyć się jak przeżyć, wspinały się więc na paluszkach, aby nie zmieścić się pod poprzeczką wyznaczającą zdolność do pracy. Ich dzieciństwo zostało całkowicie zniszczone. Zaczęły bawić się w "palenie Żydów", co dowodzi, jak wielką siłą destrukcyjną był obóz. W tym opowiadaniu Nałkowska pisze o Niemcach: "(...) byli to ludzie, którzy mogli to robić, ale robić tego nie musieli. Zawczasu jednak uczyniono wszystko, by wydobyć z nich i uruchomić te siły, które drzemią w podświadomości człowieka i które niezbudzone - mogłyby nigdy nie dojść do głosu". Ideologia faszystowska, swoista tresura, system szkolenia wypaczył psychikę Niemców, uwolniło tkwiące w nich zło. A potem wielu z nich "rozszerzyło ramy rozkazów (...) mordowali ponad przepisaną normę z amatorstwa".

Opowiadanie Dno to historia kobiet, które stają się kanibalkami. Więźniarka Pawiaka opowiada o dramatycznym procederze, jaki miał miejsce w więzieniu. Zanim zabito człowieka wykorzystywano jego ciało do maksimum: "Zastrzyk, ściąganie krwi dla żołnierzy (...). Nigdy nie wzięli zdrowego człowieka na rozstrzał, tylko z nim przedtem wszystko zrobili". Natomiast te ciała, które pozostały, więźniarki z głodu zaczynały zjadać. Zwłoki zjadały też szczury. "Niektórym biło jeszcze serce" - wyznaje narratorka opowiadania. Jak w takich realiach walczyć?

Człowiek jest mocny opowiada o młodym człowieku, który pracuje przy wywożeniu i zakopywaniu zwłok zagazowanych ludzi. Był bardzo silny fizycznie, dlatego "dobrze" pracował. Jednak, gdy zauważa zwłoki swoich najbliższych załamuje się. Błaga hitlerowca, aby go zastrzelił. Ale Niemiec nie liczy się uczuciami więźniów. Stwierdza krótko: "Człowiek jest mocny, może jeszcze popracować".

Historię rannej kobiety, której udało się uciec z transportu opisuje opowiadanie Przy torze kolejowym. Nikt nie chce jej pomóc. Dopiero jakiś mężczyzna, który podczas wojny nawykł do zbijania ludzi, chcąc ukrócić cierpienia, strzela do kobiety, dobija ją tak, jak dobija się ranne zwierzęta. Czy to był akt miłosierdzia? Czy może bestialstwa? Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Wojna odwróciła wartości do góry nogami, nic nie jest takie, jakie było kiedyś. Być może udałoby się uratować życie kobiety, bo w nocy przychodzą po nią partyzanci, ale w świecie, gdzie życie nie stanowi żadnej wartości, trudno mieć jakąkolwiek nadzieję.

Rodzi się więc pytanie: czy w obliczu takiego koszmaru, jakim jest wojna można walczyć? Czy ta walka ma jakikolwiek sens? Ja uważam, że dopóki człowiek żyje powinien walczyć, bo to jest podstawowy sens naszej egzystencji.

XX wiek był epoką totalitaryzmów. Dwie ideologie: faszyzm i stalinizm stały się przyczynami śmierci milionów ludzi, wywołały ogrom niewyobrażalnego dotąd cierpienia. Obozy koncentracyjne, getta, eksterminacja narodu żydowskiego, obozy pracy na Syberii, czystki polityczne niszczyły ludzkość totalnie. Jednak wielu ludzi potrafiło się przystosować do tego zła, inni potrafili walczyć. Artur Rimbaud napisał w II połowie XIX wieku: " Nie mogę wytrzymać tego, że człowiek jest w stanie wytrzymać wszystko". Jest w stanie przeżyć najbardziej okrutne zdarzenia, uodpornić się na cierpienie i śmierć. Być może dlatego, że jak pisała Nałkowska: "Rzeczywistość jest do zniesienia, gdyż jest nie cała wiadoma. Dociera do nas w ułamku zdarzeń, w strzępach relacji". człowiek potrafi również walczyć, jednak tylko wtedy, gdy ma jeszcze nadzieję, gdy ma jakikolwiek cel. Jeśli jest już całkowicie zdegradowany nie ma w nim żadnej woli walki. Trudno mówić, że w obliczu takiego koszmaru człowiek nie powinien tracić nadziei. Nigdy nie będziemy w stanie postawić się w sytuacji tamtych ludzi. Jednak trzeba pamiętać, że sensem istnienia ludzkiego jest walka i choćbyśmy mogli wybrać tylko moment i rodzaj swojej śmierci warto o nią zawalczyć, bo to pomoże uratować nasze człowieczeństwo. Marek Edelman w reportażowej książce Hanny Krall Zdążyć przed Panem Bogiem mówił: "To jest straszna rzecz, kiedy się idzie tak spokojnie na śmierć. To jest znacznie trudniejsze od strzelania. Przecież o wiele łatwiej się umiera strzelając - o wiele łatwiej było umierać nam niż człowiekowi, który idzie do wagonu, a potem jedzie wagonem, a potem kopie sobie dół, a potem rozbiera się do naga…" Walka daje nadzieję na wygraną, na przeżycie kolejnego dnia.

Państwo totalitarne niszczy człowieka podobnie jak wojna. Osacza go, kontroluje każdy ruch, każdy gest, każde słowo. Stopniowo wpływa na myślenie i zachowanie człowieka. Totalitaryzm poprzez cenzurę podporządkowuje sobie kulturę, artystów i sztukę. Nie ma żadnej sfery, która pozostałaby wolna. Tak obraz totalitaryzmu przedstawił Michaił Bułhakow w powieści Mistrz i Małgorzata.

Jest to powieść bardzo rozbudowana semantycznie. Bułhakow przedstawia nie tylko obraz państwa totalitarnego, ale stawia ważne pytania o kondycje człowieka, o wolność artysty, o siłę do walki w obronie swoich przekonań. Rozważa problem moralności i etyki, zastanawia się nad pojęciem zła. Do Moskwy przybywa szatan Woland wraz ze swoją świtą. Chce on pogrążyć człowieka wyrządzając zło. Jednak to, co się dzieje w Moskwie za sprawą ludzi jest o wiele gorszym złem. Moskwa to miasto ludzi zastraszonych, którzy żyją pod presją "pewnej instytucji". Ich życie to niekończąca się trwoga o życie. Za zbyt "odważne", odmienne od obowiązujących, poglądy mogą trafić do obozu, albo do szpitala wariatów. Każdy może być donosicielem, więc nie wolno o niczym mówić. Każda nawet najdrobniejsza rzecz może się wydać podejrzana dla władz. Nikogo więc nie dziwiły nagłe zniknięcia obywateli. Twórczość artystów podlegała ostrej cenzurze. Byli jednak tacy, którzy działali jako szpicle, donosiciele, twórcy propagandy. Celnym przykładem jest klub literacki Mossolit, którego członkowie pisali propagandowe teksty na użytek władz. Zaprzedali swą duszę, postępowali wbrew sobie, ale żyli w luksusowych dużych mieszkaniach, jadali w ekskluzywnych restauracjach, mogli podróżować. W Moskwie panowała biurokracja, o istnieniu człowieka decydowały dokumenty: jeśli ich nie było, nie było również człowieka. W obliczu takiego bezsensu, przypominającego senny koszmar zło wyrządzane przez Wolanda wydaje się być niegroźne. Dochodzi nawet do paradoksu: to szatan wymierza karę tym, którzy donosząc postępują wbrew kodeksowi etycznemu i wbrew człowiekowi. Zło szatana uderza w zło systemu totalitarnego. Totalitaryzm można tylko zniszczyć niezłomną postawą, walką o człowieczeństwo i o swe ideały. Taka walka nie zniszczy człowieka, nie spowoduje jego całkowitej degradacji. Dzięki walce może udać się przetrwać w tym systemie.

Tytułowy bohater - Mistrz to artysta, pisarz. Jego dziełem życia jest historia o Poncjuszu Piłacie. Gdy książka zostaje skrytykowana i ocenzurowana Mistrz poddaje się, wrzuca książkę do ognia. Zamyka się w szpitalu do psychicznie chorych, bo nie chce żyć w takim świecie, gdzie człowiek nie ma prawa do indywidualności. Nie chce walczyć, bo wie, że nie ma najmniejszych szans na wygraną. Całkowicie się poddaje. Dopiero ogromna miłość Małgorzaty jest w stanie odmienić los pisarza. Małgorzata jest jak ożywczy wiatr, który daje nadzieję. Poświęca się i uczestniczy w balu Wolanda, by jej ukochany mógł ocalić swą twórczość. Małgorzata walczy za nich dwoje. Jest silna, bo wierzy w potęgę miłości. Woland pozwala Mistrzowi "wyzwolić" Piłata z trwających ponad dwa tysiące lat wyrzutów sumienia za śmierć Jeszui. To uwolnienie Piłata pomaga na nowo uwierzyć w siebie, uspokoić skołatane nerwy Mistrzowi. Walka Małgorzaty miała więc sens, udało się uratować ich miłość, udało się uzyskać wieczny spokój.

O bezsilności człowieka, o jego nie działaniu i o konsekwencjach tego nie działania opowiada Proces Franza Kafki. Główny bohater powieści to jederman, everyman , człowiek - każdy. Ma nieokreślone cechy, każdy może postawić się w sytuacji Józefa K. Pewnego dnia budzi się w swoim mieszkaniu. Przy łóżku czekają urzędnicy, którzy oświadczają Józefowi K., że właśnie został aresztowany i oskarżony. Z braku odpowiednich kompetencji nie mogą objaśnić szczegółów oskarżenia. Bohater w tym celu musi udać się do sądu. Od tego momentu Józef K. zaczyna pogrążać się w bezsensie sytemu totalitarnego. Nikt nie przedstawia mu konkretnego aktu oskarżenia, ale wszyscy wiedzą, że jest oskarżony. Zaczyna się proces, bez przyczyn, bez powodów, bez możliwości obrony. Bohater wędruje po niekończących się labiryntach gmachu sądowego, w którym mieszczą się różne dziwne pokoje. Proces staje się jedynym sensem życia Józefa K., opanowuje jego pracę, życie intymne a nawet mieszkanie. Jednen z bohaterów powieści oświadcza Józefowi K.: "Wszystko przecież należy do sądu". Józef K. nie może się jednak bronić, bo nie zna aktu oskarżenia. Sąd nie liczy się z ludzkimi uczuciami. Powoli osacza i niszczy człowieka. Ostatecznie wyrok śmierci wykonują na Józefie K. nieznani kaci, wbijając bohaterowi nóż w serce. Losy Józefa K. to parabola ludzkiego życia. Rodzimy się i od początku naszego istnienia bierzemy udział w procesie decydującym o chwili naszej śmierci. Wyrok jest nam znany od początku. Przed śmiercią nie ma ucieczki. Jesteśmy podporządkowani odgórnym prawom, więc nie możemy się bronić. Proces jest również wizją państwa totalitarnego, w którym człowiek jest skazany na biurokratyczność i odarty z wszelkiej prywatności. W obliczu takiej siły walka nie ma sensu. Oskarżony poddaje się od razu.

Albert Camus - jeden z największych pisarzy egzystencjalistów w parabolicznej powieści Dżuma rozważał problem walki człowieka ze złem. Maria Dąbrowska pisała o tej książce: " Jest to powieść o ludzkiej egzystencji zagrożonej przez śmierć, ludzkich postawach w obliczu zagrożenia.(…)Wielkość człowieka polega na postanowieniu by być silniejszym niż warunki czasu i życia. Zgodnie z filozofią egzystencjalną człowiek jest odpowiedzialny za siebie, nawet za to, co jest od niego niezależne. Warunki są tylko warunkami, a człowiek jest aż człowiekiem". Camus umieścił w powieści różne typy zachowań ludzi w obliczu zła, jakim jest dżuma.

Oran zostaje opanowany przez epidemie dżumy. Aby choroba się nie rozprzestrzeniała miasto zostaje zamknięte i odizolowane od świata. Stopniowo zaczynają umierać ludzie.

Wielu mieszkańców Oranu wybrało bierne oczekiwanie na śmierć, na "koniec zła". Stary astmatyk leży w łóżku nie przejmuje się epidemią. Uważa, że przeżył całe swoje życie, a teraz czeka na jego koniec. Leży więc w łóżku i przekłada ziarenka grochu z jednego garnka do drugiego. Wybiera bierną postawę, bo nie wierzy w to, że jego walka, jego zmaganie się z życiem, ze złem, z dżumą mogą cokolwiek odmienić. Ludzi podobnych do astmatyka jest wielu. Czekają, zamykają się w domach, mając nadzieję, że "dżuma" ich nie dotknie, że wkrótce minie. Ale zło nigdy nie umiera. Jedynym sposobem by nasze życie nie stało się biernym oczekiwaniem na nadejście zła jest walka, niezgodna na ból i cierpienie. Główny bohater powieści dr Bernard Rieux podejmuje walkę z wrogie, choć zdaje sobie sprawę z wielkiej przewagi zła, choroby nad nim. Może jedynie stawiać diagnozy i opiekować się chorymi. Nic więcej nie jest w stanie zrobić. Przychodzą chwile zwątpienia, ale do dalszej walki "zachęca" go wiara w człowieka, w dobro w nim tkwiące. Doktor uważa, że "ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę" i dlatego należy walczyć o ich szczęście. Wie, że nigdy nie można przestać być czujnym, nigdy nie można stracić gotowości do walki, bo "bakcyl dżumy nie umiera nigdy".

Podobna jest postawa Tarrou - przybysza zza granic Oranu. W trakcie epidemii organizuje ochotnicze formacje sanitarne, zajmuje się transportem i izolacją chorych. On także jak doktor wierzy w dobro tkwiące w człowieku. Uważa, że ludziom należy pomagać, trzeba dać im szansę na lepsze życie. Tarrou pragnie również dzięki walce z dżumą odzyskać swój spokój wewnętrzny.

Bardzo ciekawą postacią jest ojciec Panloux. Był to uczony jezuita, bardzo mądry człowiek. Nie rozumiał jednak cierpienia, nie widział, czym jest śmierć. Dlatego wypowiada się, jak mówi Rieux " w imieniu jakiejś idei, prawdy" - Boga, który karze ludzi za grzechy. Jednak obecność przy śmierci dziecka wywołuje przemianę w sposobie myślenia ojca Panloux. Zaczyna rozumieć bezsens cierpienia i konieczność walki ze złem. Wybiera walkę z dżumą, bo nie może dobrowolnie godzić się na zło.

Początkowo "odwrócony plecami" jest dziennikarz Raymond Rambert. Przyjechał on do Oranu w sprawach zawodowych. Chciałby uciec z miasta, nie chce się zarazić, ale również nie chce tu być. Wciąż myśli o żonie, która została samotna, ale bezpieczna poza granicami Oranu. Jednak ogrom cierpienia zmienia poglądy Ramberta. Przełamuje się i zaczyna pomagać doktorowi. Chce, aby walka z dżumą dała mu szczęście, chce, aby wypełniła jego życie sensem. Mówi: "szczęście nie może być egoistyczne, nie można być szczęśliwym żyjąc w śród nieszczęśliwych". Jego walka została nagrodzona: po epidemii wraca do ukochanej i jest dumny ze swego wyboru.

Camus w swoje powieści zawarł wiele uniwersalnych prawd o człowieku. Nasze życie jest jak Oran. Gdy opanuje je zło, cierpienie, choroba zamykamy się przed światem. Tylko od nas zależy, jaką postawę przyjmiemy wobec naszego życia. Czy będziemy walczyć o jego sens, czy też położymy się bezradnie do łóżka i będziemy czekać na jego kres. Camus pokazuje, że walka jest opłacalna. Kiedy nie ma nadziei, kiedy już nic się tarci warto zacząć walczyć, bo możemy wiele zyskać dzięki naszemu uporowi. Nie wolno się poddawać, nie wolno padać na kolana, trzeba "iść wyprostowanym", podnosić się z każdego upadku i zmierzać nadal do celu, z godnością, z powagą, z pełnią człowieczeństwa. Nawet wtedy, gdy człowiek zostaje postawiony w obliczu niewyobrażalnego zła, zawsze jest jakaś iskierka nadziei na to, że kiedyś będzie lepiej. Trzeba pamiętać, że po zimie nadchodzi wiosna, że po burzy zaczyna świecić słońce. Trzeba mieć nadzieję i walczyć o słońce w naszym życiu. Walka ze złem jest ponadczasowa, zawsze zmagaliśmy się z nim i zawsze będziemy. Nie można bowiem bezwolnie zgadzać się na bezmiar zła w naszym życiu, zwłaszcza dziś, gdy jesteśmy bogatsi o doświadczenie holokaustu i II wojny światowej.