Czym jest dla przeciętnego człowieka nagość? Jakie miejsce zajmuje w naszym życiu? Odpowiedzi są tu bardzo niejednoznaczne, bo dla każdego z nas nagość ma chyba inny wymiar, aspekt, sens. To głównie przez to, że należy ona do najbardziej intymnej sfery naszego życia. Zawsze budziła skrajne emocje, różne diametralnie w zależności od epoki.

A wszystko zaczęło się w Raju, kiedy to nasi praprzodkowie, Adam i Ewa, zerwali zakazany przez Boga owoc. "Wtedy otworzyły się oczy im obojgu i poznali, że są nadzy." - jak czytamy w Biblii. Odtąd nagość zaczęła być świadoma, ważna, istotna. Do chwili popełnienia grzechu nagość była naturalna, była wolnością. Potem - stała się zmorą, wstydem - tabu. Czytamy dalej: "(...) uczynił Pan Bóg Adamowi i jego żonie odzienie ze skór, i przyodział ich." To może przez ten opis już od średniowiecza zaczęto kojarzyć nagość z grzechem czy pokuszeniem.

Sztuka świetnie odzwierciedla stosunek człowieka do nagości. W wiekach średnich akt został napiętnowany - jak pisze D. Robson: "Podobizny nagiego ciała były rzadkie i ograniczone do wyobrażeń przedstawiających Pokusę, Sąd Ostateczny czy męki piekielne." Przykładem jest dzieło Hansa Memlinga "Sąd Ostateczny", gdzie ciała grzeszników są nagie i zmarniałe, odziane są zaś ciała ludzi idących do nieba. Jak mówił Mrożek w "Krawcu": "Nagość to nicość, natura, chaos, barbarzyństwo." Wszystko, co cielesne uchodziło wówczas za niedoskonałe, marne, słaby punkt człowieka. Nagość odkrywaliśmy tylko w alkowie, i nawet paradoksalnie, było to oznaką zdrowego zachowania - jeśli ktoś do snu nie zdejmował koszuli, ten pewnie krył jakąś ułomność czy skazę, jak czytamy u Norberta Eliasa.

Zupełnie inaczej traktowano natomiast akt w antycznej Grecji. Nagie były zawsze bóstwa, jako twory idealne i nie "wstydzące się" niczego, ludzie byli zawsze ubrani. W nagości oddawano idealne piękno i szlachectwo duszy człowieka. Wtedy fizyczność i duchowość były ze sobą ściśle powiązane. Nagość symbolizowała perfekcję, żywiołowość, witalność. Reprezentowała Dionizosa, który był zawsze elementem pierwotnego żywiołu, natury. Przejął to poniekąd renesans, który w nagich figurach personifikował piękne, nieskazitelne uczucia jak miłość, przyjaźń, braterstwo, mądrość.

Nagość ma jednak jeszcze inne konotacje. To przede wszystkim - wstyd. Wielu z nas czuje wstyd czy zażenowanie swą nagością. Jeśli odpowiedzieć, że to przez wzgląd na ewentualne niedoskonałości fizyczne, to chyba będzie uproszczenie - ma to bowiem istotny związek właśnie z duchowością. Gdy przestajemy być dziećmi, zaczynamy zauważać swą cielesność. Wówczas uświadamiamy sobie (czy raczej - kodujemy!) intymny wymiar golizny. Rodzi się uczucie, o którym Krzysztof Piesiewicz mówi: "(...) wstyd jest elementem człowieczeństwa, godności, znakiem transcendencji (...)". Z pewnością jest coś na rzeczy - dla każdego człowieka nagość jest czymś bardzo ważnym, istotnym, osobistym. Czujemy krępację gdy musimy eksponować ją przed kimś obcym. Naruszenie granic naszej intymności odbieramy jako pogwałcenie godności. Wstyd jest kompanem człowieka niemal na co dzień. Ekstremalnym przykładem pogwałcenia sacrum nagości były obozy koncentracyjne - kobiety, nawet stojąc już w obliczu śmierci - nadal zakrywały swe intymne części... "Ten wstyd jest ostatnią manifestacją człowieczeństwa, znakiem oporu przeciwko bestialstwu." - komentuje Piesiewicz.

Nagość to także, może nawet przede wszystkim, seksualność. Pamiętamy zapewne hasło: "zły dotyk boli przez całe życie", dotyczący seksualnego molestowania. To tylko potwierdza nasz respekt wobec nagości, skoro nawet najmniejsza , niepożądana ingerencja w nią może zapisać się traumą w pamięci. Naukowcy twierdzą, że pamięć seksualna jest jednym z najtrwalszych elementów życia człowieka. Badania dowodzą także, że kontakt fizyczny już w niemowlęctwie (np. karmienie piersią czy butelką) ma wpływ na naszą seksualność jako dorosłych!

Nie wolno nam jednak zapomnieć o uczuciach, które są fundamentalnym aspektem obcowania z nagością. To przede wszystkim - miłość. Miłość, której wyznacznikiem - i cementem! - jest dzielenie się z ukochanym partnerem najbardziej intymnymi rzeczami, w tym właśnie nagością. Wówczas wstyd zanika, nagość zaczyna nabierać zupełnie innego wymiaru i znaczenia symbolicznego. Nagość wówczas odrywa się od czysto materialnego znaczenia i zwraca się ku owej utraconej, gdzieś spychanej na bok duchowości. Wszelkie niedoskonałości naszego ciała przestają mieć znaczenie. Nagość staje się komunią intymnej mszy, celebry dwojga istnień, połączenia ideału cielesności, ideału uczuć, i ideału ducha. Tutaj nagość jest całkowicie zrehabilitowana, powraca na należne jej, naczelne i jak najbardziej naturalne miejsce.

Bo nagość sama w sobie, bez otoczki uczuciowej, zostaje li tylko - mięsem, korpusem, fizjologią; aby nagość nie raziła, trzeba do niej podejść z umiejętnym nastawieniem - dystansem, szacunkiem, ostrożnością. Nagość bez świadomości jej - choćby podstawowego znaczenia - symbolicznego, religijnego czy archetypowego, grozi staniem się pułapką czy narzędziem walki "gorliwców": czy purytanów, czy ciemnogrodzian, czy też skrajnych liberalistów. Skrajności są w tym przypadku bardzo niebezpieczne.

Niestety, żyjemy w czasach, w których nagość jest łatwym łupem pragmatyki i komercjalności : z archetypu duchowego staje się handlowym artefaktem , produktem, czystą fizjologią... Nagość podkręcająca reklamę , nieraz niewiele mającego z nią wspólnego produktu, zmierza w stronę kiczu, w stronę degradacji pierwotnego sacrum. Tam, gdzie dawniej nagość intrygowała, przerażała, wzbudzała szacunek czy tajemniczość - dziś stała się oklepaną receptą sukcesu...

O nagość trzeba dbać. Nie wolno się jej bać. Wystarczy ją traktować jako naturalny element człowieczeństwa, jakby to rzekł Fredro: trzeba "znać proporcją" - wiedzieć, gdzie nagość powinna służyć, jak np. w cementowaniu związków, a gdzie może gorszyć czy być przyjmowana niechętnie - zależy to przecież od konwenansów i kulturowych ustaleń - które także przecież czemuś służą. Jak wszystko w naturze. Także nagość.