Rękawica została rzucona. Konfrontacja była blisko. Miały zmierzyć się ze sobą: rozsądek, zapobiegliwość, rozwaga, ale także biegłość i kunszt. Rywale stali już naprzeciw siebie. Ich twarze były dumne i pewne siebie. Po rycersku skłonili się sobie przed walką. Przecięli się swoimi szablami. Patrzyli na siebie badawczo, dokładnie lustrując swoje zachowanie. Wytężali całą psychikę by zdołać, choć w części wyprzedzić rywala w następnym ruchu. Wzajemne kroki walczących przenikają się, dygotają pomiędzy nimi, niby w jakimś mistycznym pląsie. Każdy z nich chce zaatakować, możliwości są połowiczne: fifty- fifty: wielki triumf lub sromotna klęska.

Kto to jest? Kim ja jestem? Dlaczego krzyżuję z nim miecz? Walczę.

Ale dlaczego? Skąd wziął się przeciwnik, kim on jest, skoro ja muszę walczyć? Czy ktoś mu coś zasugerował, czy wpadł na jakiś trop? Czy zostałem podejrzanym? A może to tylko wyzwanie, echo mojego…..sumienia?

Może sam jestem swoim wrogiem, rywalem, konkurentem. Może to ja jawnie wypowiedziałem sobie pojedynek- zabiłem je.

Kim więc jest mój przeciwnik, czy widzę go dobrze? Czy może stoję przed zwierciadłem swojej duszy? Czy to sam ja, moje wnętrze, zbrukana moralność?!

Ale jest jeszcze on? Porucznik- detektyw?! Ale nie, on nie jest najgroźniejszy, to tylko pionek, element mojego rywala. To jednak przewrotne by tu był, sprytne, jego oddech na mych plecach przyciska mnie do ściany. Widzę się teraz wyraźniej, dosłowniej- to ja złoczyńca, morderca i złodziej.

To nie szlachetny pojedynek średniowieczny. Nie ma tu patosu i praw dla walczących. Nie! To Ciebie ten kodeks nie dotyczy, tobie nie przysługuje. Nie działa nic pomimo czegoś, odrzuciłeś dekalog, teraz on odrzuca Ciebie.

Walcz!

Lecz nie licz na litość! Nie narzekaj! Nie udawaj! Przecież znasz to miejsce doskonale, byłeś tu wielokrotnie, zapamiętałeś każdy szczegół!

Teraz jest inne? Dlaczego, dlatego, że widać znaki przybrudzonej czerwonej cieczy? Tak, to krew, krew, która została przelana. Mierzi Cię ten widok, kole w oczy, parzy w dolne kończyny?

Walcz!

Padłeś? Powstań! Walcz!

Spójrz na rywala, patrz w przyszłość, nie spuszczaj oczu, jesteś rycerzem?! Jego miecz coraz bliżej Ciebie, coraz mocniej i bardziej osacza Cię w zaułku bez wyjścia. Twoja przestrzeń zaczyna się kurczyć.

Musisz walczyć, musisz okazać się sprytniejszy, jeżeli chcesz wygrać, ale czy wygrana z nim jest możliwa?

Spróbuj zgadnąć, jak się teraz zachowa, w którą stronę skieruję swą włócznię?! Rodionie znajdujesz się w epicentrum rywalizacji, starcia dwóch charakterów, dwóch wielkich umysłów.

Czy on ma już pewność? Czy jest zdecydowany na ostateczny ruch, końcowe przyciśnięcie Cię do muru? To niemożliwe! Nie ma takiej zdecydowanej pewności! Stanowczo nie wie nic na pewno. Oczywiście podejrzewa, bierze Cię pod uwagę, ale nie ma zbyt silnych argumentów. To wokół to tylko pozory, chce Cię sprawdzić. Ma tylko hipotezy: Twoje personalia, kilka odcisków, kawałek kartki z niedbale napisanym Twoim nazwiskiem, notatkę w prasie, rozmowę z Zamietowem. I jeszcze był świadkiem nieoczekiwanego omdlenia. Ale to wszystko strzępki, tylko kilka puzzli, z których nie można złożyć pełnego obrazka. Nie masz się, co martwić, to daje Ci błogi stan bezpieczeństwa, nie ma wystarczających dowodów, na tym nie można zbudować aktu oskarżenia!

Skąd, więc te nerwy? Czemu jesteś niespokojny? Dlaczego po głowie krążą Ci same złe myśli? Skąd te przeczucia? Źle wyglądasz, nie wysypiasz się? Dlaczego?

Jesteś już trochę zmęczony tymi ciągłymi podchodami. Obaj staracie się użyć swej inteligencji, obaj zastawiacie pułapki i palicie mosty za sobą. Chcecie się podejść, przyłapać na chwiejnym kroku, by zadać celny cios.

Sprytny ruch. Punkt dla Ciebie: najciemniej pod latarnią, sam wszedłeś w jego drogę. Odważne! Brawo, to może go trochę skołować!!!

Ale on nie jest naiwny. Przejrzał Cię. Patrzył na drogę, oczekiwał twojego przyjścia. Przewidział taki ruch. Wpadłeś w jego sidła.

Jest remis.

Nie potrafisz tak udawać. Omijasz jego wzrok, a on patrzy. Ty nie patrzysz mu w twarz, patrzysz po bokach, twoje rozgonione spojrzenie daje mu przewagę. Czeka, jest spokojny. Wybierze dogodny moment, by zaatakować.

Robił Ci mętlik w głowie. Pytał i pytał, coraz to nowsze zagadki. Raz tu raz tam, z kwiatka na kwiatek, to Cię irytowało. Pytania były proste, oczywiste, ale tam zmienność….? Ale on wiedział. On się tylko upewniał. Dogłębnie analizował wszystkie elementy, twoje przejęzyczenia, chrząknięcia, drżenie głosu. Z tego wydobywał kolejne elementy, puzzle stawały się coraz wyrazistsze, pełniejsze.

W końcu zaskoczyłeś, odkryłeś mechanizm nim powodujący. Uspokoiłeś się. Domyślałeś się kolejnych kroków. Zacząłeś dobierać słowa, dbać o wiarygodność wypowiedzi, projektowałeś wszystko z największą starannością. Znowu jest remis. Jedno tylko Cię przerastało: emocje. Strachu już nie było, ale wybuchowa mieszanka nerwów i podniecenia pulsowały w Twoim ciele.

Ale co to? Jakże? Niemalże się potknąłeś, niemalże upadłeś. Klęska?! A więc tak miała wyglądać Twoja porażka, twój finisz?! A jednak, jeszcze nie. Dostałeś jeszcze szansę, parę dni spokoju, jeszcze nie wszystko stracone. Ale czy to dobrze, czy źle? Jaki to spokój, jaki sens mają te dni, bez snu, w ciągłym lęku, strachu, niepokoju?!

Mikołaj. Przyznał się do zbrodni. Chciał Cię wybawić? Przyplątał się i przyznał się do wszystkiego? Męczennik?!

Miałeś przewagę, ale nie wielką. On był zaskoczony nie mniej jak ty! Zadawał mu wiele pytań nie krepując się Tobą! Przy Tobie pytał go o szczegóły zbrodni?! Nie wierzył mu! Był pewny kłamstwa i podstępu! On już miał winnego! Znał jego nazwisko! Czekał tylko na odpowiedni moment. Wiedział, że się jeszcze spotkacie i wtedy zakończy tą farsę. Psycholog! Ale miał w tym zacięcie: dobry psycholog, nie- amator. To nie była zabawa! Powoli wgryzał się w prawdę. Dostawał się do Twojej świadomości. Dawał Ci dowody przyjaźni, podziwiał cię! Miał Cię za godnego przeciwnika. Byłeś sprytny, On też- doceniał to. Fascynowała Go Twoja psychika, gra, jaką prowadziłeś. Naprawdę Cię podziwiał. Mówił Ci o tym, bo jak zwykle to On przewodniczył rozmowie, nadawał jej kierunek i ton. Wyłożył Ci nawet całą Twoją sytuację. Poznałeś swoje sprawunki z jego punktu widzenia. Miałeś całkowity ogląd Tej sprawy: Swój i Jego obraz sytuacji.

Zrobił to zmyślnie i przebiegle.

Początkowo wykluczał Twój udział z morderstwie, co nawet Cię skołowało, zdziwiło i zaniepokoiło, że On - ten wielki śledczy mógł Cię przeoczyć, ale później okazało się, że bardzo sprawnie ułożył całą układankę. Tak- "To ty zabiłeś Rodionie!!!!", to nie był wyrok. Było to stwierdzenie oczywistego faktu, o który od dawna obydwoje wiedzieliście. Nie było to odkryciem dla żadnej ze stron. Żaden z Was nie był tym zaskoczony.

Ale jednak zabolało. Miecz przeciął tkanki twojego ciała, co sprawiło Ci mimowolny ból. Ale szpic nie przechodzi na wylot, wycofuje się, pozostawia jeszcze czas. Masz nad nim przewagę, on wie, ale ty musisz się przyznać. Powiedział Ci, bo targało Cię to wewnętrznie, paraliżowało myśli. Teraz jest już jasne, on wie, ty wiesz, że on wie, wiesz, że ma rację, a on wie, że on ma rację. Ale Ty jesteś jednak górą, musisz sam to powiedzieć. To ty rzuciłeś rękawice. Wciągnąłeś go na teren, który sam sprawdziłeś i odpowiednio uzbroiłeś. On nie miał wyjścia, musiał podnieść rękawice i stanąć do walki, przyjąć twój schemat i warunki.

Wygrał. To było pewne, nie ma zbrodni bez kary a oliwa zawsze na wierch wypływa. On Ci to ułatwił, pomógł Ci.

Ty jednak masz przed sobą kolejną walkę. Ostrzejszą, bardziej zaciętą i skomplikowaną. Teraz został Ci tylko jeden przeciwnik- Ty. A to rywal dużo groźniejszy, potężniejszy, pełen sprytu i mocy. Będziesz walczył o swą duszę, sumienie, moralność. Długa to będzie i ciężka wojna, pełna małych bitw, ale tu tylko ostateczny wynik się liczy.

Rodion Raskolnikow! Morderca, złodziej! Daleko Ci do rycerza!

Przegrałeś, bo zabiłeś! Przegrałeś, bo odrzuciłeś dekalog, kodeks moralny! Teraz musisz pokutować, musisz paść przez Panem i błagać, błagać Go z sił całych, by zechciał wejrzeć na Ciebie- zbrodniarza!!!!

Musisz podnieść swój bagaż, swój wielki i ciężki krzyż, włożyć koronę cierniową i odpokutować!