Zbrodniarz, to każdy, kto złamie podstawowe prawa drugiego człowieka, zbrodniarzami są wszyscy mordercy, a Rodion Raskolnikow był mordercą. Zamordował dwie osoby, Alonę Iwanowną i, choć tego nie chciał, jej siostrę Lizawietę. Trudno mówić o okolicznościach łagodzących w przypadku takiego czynu. Rodion zaplanował te zbrodnię dużo wcześniej, podjął decyzję i świadomie szedł zabić, doprowadził swój plan do końca, choć w trakcie wyniknęły nieoczekiwane okoliczności. A przecież był człowiekiem spokojnym i uczciwym, nikt z jego znajomych nie mógł uwierzyć, że Rodion mógłby popełnić morderstwo. Co więc doprowadziło tego młodego człowieka do morderstwa? Jakie rozumowanie doprowadziło go takiego czynu?. Co musiało się stać, by z pozoru zwykły student złamał najświętsze prawo życia?

Jak zawsze w takich przypadkach motywy postępowania okazują się złożone, na takie decyzje, z pozoru absurdalne i nieprzewidywalne zawsze składa się splot wydarzeń. Dla policji pierwszym i oczywistym powodem był rabunek. Prymitywna chęć zysku. Stara lichwiarka była łatwym łupem dla złodzieja, słaba i samotna, nie lubiana i niezbyt ostrożna. To też nasuwało przypuszczenie, ze zabójcą był ktoś, kogo znała i kogo nie obawiała się przesadnie. Dla niej również Raskolnikow nie przedstawiał się jako potencjalny zbrodniarz. Rodion nie był materialistą, przez lata żył bardzo skromnie, nie miał wielkich potrzeb i nigdy nie posunął się nawet do kradzieży. Przeciwnie, potrafił nawet całkiem bezinteresownie pozostawić pieniądze na parapecie w domu ludzi, których nawet nie znał, ponieważ wzruszył go ich los. Dlaczego wiec nagle porywa się na ludzkie życie, by zdobyć jakieś przedmioty? Poniekąd wyjaśnia to sytuacja rodzinna Raskolnikowa. Sytuacja materialna jego rodziny, czyli matki i siostry, jest bardzo trudna, mimo to kobiety robią, co potrafią, by utrzymać go na studiach. Jednak sytuacja jest na tyle poważna, że Rodionowi grozi, iż nie będzie mógł kontynuować nauki. Jego siostra pełna poświęcenia, decyduje się wyjść za mąż za Łużyna, człowieka, który nie budzi jej sympatii, by w ten sposób pomóc bratu. Raskolnikow wie, że to dla niego siostra obiecała rękę bezwzględnemu człowiekowi,. Takiego poświecenia nie chce. Czuje się odpowiedzialny za los swoich bliskich, chciałby móc utrzymywać się sam i jeszcze wspierać matkę i siostrę.

Do garści motywów dochodzi też antypatia, jaką żywił Rodion Alony Iwanownej. Stara lichwiarka gromadziła bogactwa kosztem ludzi takich jak on, oddających swe ostatnie cenne przedmioty, by jakoś przeżyć, była przy tym bezwzględna i nie wahała się wykorzystywać trudnej sytuacji innych. Z gromadzonych dóbr nie było właściwie żadnego pożytku. Przeciwnie, starucha stawała się coraz bardziej zachłanna i zmuszała swą siostrę do życia w nędzy i ciężkiej pracy.

A jednak nie to stanowiło pierwszą i decydującą przyczynę morderstwa. Rodion potrzebował pieniędzy i nie darzył sympatią Alony Iwanownej, ale nie te okoliczności przesądziły o jego postępku. Fiodor Dostojewski przedstawia jego motywy, których nie może poznać policja śledcza. Nie rabunek był najważniejszym powodem zbrodni. To zabójstwo było swego rodzaju sprawdzianem, weryfikacją własnej roli w świecie i niezamierzoną weryfikacją teorii, która do morderstwa doprowadziła.

Ostatecznie Raskolnikow mógł wziąć tłumaczenia, jakie proponował mu Razumichin i tak małymi kroczkami próbować zdobyć pieniądze i wcześniej tak zapewne by zrobił, ale wówczas już dojrzała w nim myśl o sprawiedliwej zbrodni. Taka bowiem idea powstała w umyśle Raskolnikowa. Rodion obserwuje świat, pod wpływem tych spostrzeżeń i koncepcji filozoficznych dochodzi do bardzo niepokojących wniosków. Rzeczywistość, która widzi każdego dnia z okien swego pokoiku, budzi jego niechęć. Świat jest ponury i zły, dzielnica, w której mieszka, pełna jest zbrodniarzy, lichwiarzy, złodziei, oszustów, pijaków, prostytutek, żebraków. Wrażliwy student dostrzega w tym środowisku tylko degenerację, czuje niechęć do tych ludzi, którzy wiodą swa marną egzystencję na ulicach pod jego oknami. Gniew budzi ich nędza, brak perspektyw i ambicji, ich brzydota i zezwierzęcenie, ale niechęć kumuluje się właśnie na tych pokrzywdzonych, na tych których los boi się podzielić. Mieszka wśród nich, ale nie chce być tacy jak oni. Boi się jednak, ze nie zdoła się ustrzec przed takim losem. Z tego lęku, buntu, biedy i gniewu rodzi się jego teoria o nadludziach, którym pisany jest inny los i inna moralność. Dzieli ludzi na "wszy", czyli te pospolite masy, które tworzą tryby wielkiej machiny, którym do życia wystarcza, ze jedzą i śpią oraz na "ludzi", czyli nieliczne jednostki, które ową machiną sterują, które wyznaczają bieg historii. Podstawowe zasady moralne czy chrześcijańska z ducha uległość są przeznaczeniem tych nizin społecznych, tych pospolitych bytów ludzkich, których nie stać na samodzielne ustalanie praw. Prawdziwi ludzie, którzy chcą dokonać wielkich czynów, poprowadzić ludzkość ku postępowi, nie muszą się do nich stosować, ich wyższe cele nie mogą się rozbijać o tak przyziemne kwestie. Zdobywcy jak Aleksander Wielki czy Napoleon mają prawo zabijać, ponieważ oni kształtują losy świata. Oczywiście, w tej klasyfikacji Raskolnikow plasuje się wśród ludzi, stad jego decyzja o zabójstwie. Uważa, ze ma prawo to zrobić i poprawić w ten sposób świat. Jednocześnie zagłuszenie zabobonnych wyrzutów sumienia i kierowanie się czystym rozumem ma być potwierdzeniem jego natury ponadprzeciętnej, jego przynależności do "ludzi". Jego logiczny dowód wykazuje ze wszech stron, że zbrodnia ta będzie sprawiedliwa i słuszna. Zostanie usunięta okrutna lichwiarka, element społeczny zakłócający ład społeczny, pasożyt żerujący na nieszczęściu innych, zaś korzyść poniesie wiele innych osób. On zaś przekona się, że jest zdolny do czynów wielkich, zdoła złamać powszechne normy etyczne. Największy paradoks tkwi w tym, że Raskolnikow nie uważa swego czynu za zbrodnię. W jego mniemaniu, przynajmniej początkowo, jest to postępek słuszny.

Pieniądze to rzecz drugoplanowa, najważniejszy jest sprawdzian, Raskolnikow pyta siebie: "...czy jestem wszą jak wszyscy, czy też człowiekiem? Czy potrafię przekroczyć zasady moralne? [...] Czy jestem drżącą kreaturą?" ale Raskolnkow w okrutny sposób przekonuje się, ze jest człowiekiem w tym powszechnym znaczeniu. Nie jest nadczłowiekiem, jakim pragnął się widzieć. Ma sumienie, które nie dawało mu spokoju po zbrodni. Okoliczności zrządziły, ze na miejscu zbrodni pojawiła się też siostra lichwiarki, do tego ciężarna. Rodion zabił ją również, nie mógł zostawić świadka, chcąc uniknąć kary, a wtedy jeszcze chciał. Ironia tego czynu polega na tym, że Lizawieta miała być jedną z tych, którzy z tej zbrodni odniosą korzyść, miała być wyzwolona przez Raskolikowa, a padła jego ofiarą. Jej postać jest tu wręcz symboliczna, ufna, łagodna i do tego ciężarna, a więc nosząca w sobie niewinne stworzenie kobieta, nie pasowała do zepsutego świata, jakiego nienawidził Rodion. Poniósł klęskę, jego teoria okazała się fałszywa: "Starucha była pomyłką, nie zabiłem człowieka lecz zasadę, którą chciałem przekroczyć. Zabiłem, ale czy przekroczyłem? Nie, pozostałem po tej samej stronie."

Morderstwo obciąża jego sumienie i degraduje go do poziomu "wszy". Chciał być silny, okazał się zwykłym człowiekiem, dla którego zbrodnia jest złem. Jest rozgoryczony, zawiódł się na sobie, oto wyszło na jaw, że nie jest człowiekiem niezwykłym, lecz okazał się zwykłą wszą. W końcu sam rozumie potrzebę kary, która nie naprawi wprawdzie zła, ale pomoże mu uspokoić sumienie. Przyznaje się do zbrodni, by ponieść zasłużoną karę.