Akcja w powieści W. S. Reymonta pt. „Chłopi” rozgrywa się w łowickiej wsi Lipce, w zaborze rosyjskim, gdzie wszystko ma swoje miejsce i czas, wszystko jest uporządkowane, a o wartości człowieka decyduje praca i ilość posiadanej ziemi. Społecznością chłopską rządzą twarde reguły postępowania, których złamanie grozi wykluczeniem ze społeczeństwa, przykładem, tego jest Jagna wywieziona na kupie gnoju za łamanie zasad. Wieś jest samowystarczalna, zamknięta w swojej społeczności, każdy tutaj żyje własnym życiem.

Przytoczony fragment to rozmowa Kuby z Maciejem Boryną. Kuba jest parobkiem u Boryny, najbogatszego gospodarza w Lipcach. Gospodarz pyta, czy parobek zamierza dalej pracować w gospodarstwie, czy zostanie u niego na służbie. Pytanie to spowodowane jest zachowaniem Kuby w kościele. Nie został wtedy w kruchcie, wyznaczonym miejscu dla ubogich, ale podszedł pod sam ołtarz, gdzie było miejsce dla bogatych. Naruszył więc zasady. Parobek zastanawia się nad odpowiedzią zawstydzony, ale Boryna przerywa mu i każe córce podać poczęstunek. Następnie gospodarz zachęca swojego pracownika do odpowiedzi, a nawet zachęca go do pozostania na służbie: „Postąpię ci coś niecoś!...” Widać, że jest przywiązany do niego. Kubie natomiast potrzebne są pieniądze: „…bo to i kożuch zlatuje ze mnie, i buciska też, a i kapot jaki kupiłbym… już jak ten dziadak jaki jest człowiek, że nawet do kościoła iść, to ino do kruchty… bo jakże mi przed ołtarz w takim obleczeniu…” Swoją odpowiedzią poruszył temat, który najbardziej Borynę interesował, mianowicie miejsce dla parobków i złamanie zasad. Uznał, że w jego obowiązku leży upomnienie Kuby i pouczenie, co do jego jakże nietaktownego zachowania. Upomina go, że nawet ubranie nie powstrzymało go w ostatnią niedzielę od popełnienia „przestępstwa” i zajęcia niezasłużonego mu miejsca. Na tą reprymendę okropnie się parobek zawstydził. Jego zachowanie zostało odebrane jako brak szacunku dla księdza, jednak Boryna nie chce się kłócić wiec dolewa biedakowi „gorzały” i znów zaczyna swoją tyradę. Przypomina mu, kim jest, że parobek nie może się wywyższać ponad swój stan: „(…) co parobek, to nie gospodarz…” Takie są ustalone zasady tej wiejskiej społeczności, każdy ma swoje miejsce, nawet w kościele…, a może zwłaszcza w kościele? Nawet w obliczu Boga, to On wyznaczył każdemu miejsce, którego powinien pilnować, bo w przeciwnym razie grzeszy: „Kużden ma swoje miejsce i la każdego co innego Pan Jezus wyznaczył. Wyznaczył ci Pan Jezus twoje, to się go pilnuj i nie przestępuj, na pierwsze miejsce się nie pchaj i nie wynoś nad drugie-bo zgrzeszysz ciężko.” Powołuje się nawet na księdza, jako najwyższy autorytet i ustalony porządek w świecie. Kuba broni się, że chciał być tylko bliżej Boga, chciał tylko popatrzeć. Kuba w gruncie rzeczy jest bardzo pobożnym, wrażliwym i uczuciowym parobkiem. Wtedy przed ołtarzem po raz pierwszy poczuł się jak ktoś ważny, jak gospodarz i był z siebie dumny. Zapomniał tylko, że może zostać wykluczony ze społeczeństwa za łamanie zasad ustalonych przez bogatych i teraz Boryna sprowadził go „na ziemię”. Gospodarz przybrał łagodny ton i zapewnia Kubę, że Pan Jezus słyszy z każdego kąta, a nawet poważył się na sugestie, że jako parobek nie jest godny takiego zaszczytnego miejsca, czym przypomniał mu jego korzenie. Kuba był synem gospodarskim, ale zamordowano jego matkę i zabrano majątek. Rozmarzył się i myślał o wszystkich obowiązkach kościelnych gospodarzy, którym z wielką chęcią by się poddał i sumiennie wypełniał: „(…) gospodarzem byłbym, to i baldach nosić bym nosił, a i dobrodzieja pod pachę wiódł, i w ławkach siadał, i z książki głośno czytał…”. Posmutniał zaraz jednak przypominając sobie, kim jest; „(…) to mi w kruchcie stać abo przed drzwiami, jako te pieski…”. Gospodarz myśli stereotypami i nie dopuszcza do siebie myśli, że to mogłoby się zmienić, nie w najbliższym czasie: „takie już na świecie urządzenie jest i nie twoja głowa zmieni.” Kubie, więc nie pozostaje nic innego jak tylko pogodzić się ze swoim losem. Takie są realia rządzące lipiecką społecznością.

Drugi fragment to rozmowa Agaty z Jagusią. Agata jest krewną Klębów, która pracuje u nich w lecie w zamian za dach nad głową w zimie natomiast odchodzi na żebry, a Jagusia to 19-letnia córka Dominikowej. Jagusia spotkała Agatę na żebrach pod murem klasztoru. Agata niezwykle się ucieszyła z tego spotkania i od razu zaczęła wypytywać o sytuację w Lipcach i zdrowie swoich krewniaków. Jagusia dziwi się jej postawie, gdyż myśli, że to oni wygnali ją na żebry: „wygnali was w tyli świat, na żebry, a ciekawicie ich?”. Agata jednak niezrażona tą opinią broni ich i tłumaczy, że nie stać ich na dodatkową osobę na utrzymaniu, więc sama odeszła, nie chcąc ich obciążać: „jakże, darmo to mi dadzą ten kąt abo jeść, kiej się u nich nie przelewa…” To postawa godna pochwały, to najbardziej pozbawiona egoizmu kobieta w całej powieści. Jagusia jednak tego nie rozumie, bo sama jest próżna i egoistyczna. Zapytana odpowiada jednak, co się z nią dzieje: „a co, chodzę od kościoła do kościoła, od wsi do wsi (…)”. Zadziwiające jest to, że nie traci wiary w ludzi, wierzy w ich dobre serca;” dobre są ludzie, ubogiemu nie dadzą umrzeć z głodu, nie… Nie wiecie, zdrowi tam wszyscy u Klębów?”. Niechętnie mówi o sobie, zdecydowanie bardziej interesuje się rodziną. Na pytanie Jagusi o zdrowie odpowiada krótko i bez emocji wspomina o swojej bliskiej śmierci i jak prawdziwa kobieta ze wsi chce zakończyć swój żywot na wsi wśród swoich: „choć ino zwiesny dociągnąć, wrócić do wsi i tam se między swojemi zamrzeć” Wszyscy w Lipcach byli wierzący, więc Agata nie stanowiła wyjątku, jednak jej wiara była równie gorąca, a modlitwa żarliwa, jak Kuby: „rozłożyła ręce, okręcone różańcami, wzniosła zapłakaną twarz i jęła się modlić tak gorąco, aż łzy pociekły z jej zaczerwienionych oczów.” Jagna nieporuszoną zachowaniem starszej kobiety wetknęła jej w dłoń drobniaka z prośba o modlitwę za ojca.

Dla gromady lipieckiej najważniejsze były zasady, które sami sobie stworzyli, a raczej jej bogaci przedstawiciele. Zasady te były bezlitośnie egzekwowane od wszystkich. Tych, którzy nie potrafili się w nich odnaleźć zostali wyłączeni ze społeczności. Mimo, że przestrzegania reguł pilnuje cała chłopska gromada to istnieje wewnątrz jej hierarchia, którą otwierają najbogatsi, najbogatsi zamykają najbiedniejsi. Jednak status społeczny można równie szybko utracić, co zyskać, np. poprzez małżeństwo. Praca w „Chłopach” jest sakralizowana, uwznioślona, bo to ona decyduje o wartości, bogactwie człowieka.