Stanisław Wokulski - z zawodu handlowiec jest przedstawicielem najbogatszych Polaków, choć nie należy do arystokracji. Zgromadzona fortuna mogła mu zapewnić dostatnie życie, ale on nieustannie czegoś szukał, wyznaczał sobie ciągle nowe cele, jakby mu stale czegoś brakowało. Chcąc dobrze zrozumieć drugiego człowieka, należy poznać istotne dla niego wartości, marzenia, dowiedzieć się co chciały osiągnąć w życiu i dlaczego właśnie takie są jego oczekiwania. Pomaganie innym sprawia Wokulskiemu przyjemność. Był przekonany, że na ludziach zamożnych spoczywa obowiązek podniesienia Polski z kryzysu. Pragnie realizować hasła pozytywistyczne i podejmuje konkretne działania dla rozwoju ekonomicznego ojczyzny, ale jego intencje nie zupełnie czynią go dobroczyńcą. Postawa altruisty nie zapewnia mu pełnej satysfakcji. Nieustannie nękają go rozterki emocjonalne. Ich przyczynę można by wskazać w jego przeszłości, myślę tutaj o przedwczesnym zgonie matki Wokulskiego oraz o małżeństwie z rozsądku. Przecież Wokulskiemu nigdy nie było dane zaznać prawdziwej miłości, co prawda ożenił się, ale jak później wielokrotnie mu to wypominano, było to małżeństwo dla pieniędzy. Zatem miłość stała się tą wartością, której Wokulski nie był w stanie kupić mimo bogactwa, dlatego kiedy spotkał Łęcką, tak łatwo je uległ i ślepo się w niej zakochał.

"Otrzymawszy od Pana Łęckiego zaproszenie na obiad, Wokulski wybiegł ze sklepu na ulicę." Nagle przez jego umysł przetacza się lawina wrażeń, podobnie jak w przypadku kogoś pogrążonego w gorączce. Jaka jest prawdziwa intencja niespodziewanego zaproszenia? Czy to zapowiedź przyszłej propozycji małżeństwa? Wyraźnie dostrzec można rozedrganie w psychice Wokulskiego, bo przecież nie jest normalne, by zwyczajne zaproszenie na obiad było w stanie tak oszołomić, co najmniej tak, jak wygrana na loterii? Stach nie potrafił już myśleć o kimś innym, a jego umysłem zawładnęła myśl o Izabeli, zupełnie zwariował na jej punkcie. Nieustanne myślenie o niej doprowadziło go niemal do szaleństwa. Po otrzymaniu zaproszenia na obiad, władzę nad Wokulskim przejmują emocje. Dotychczas opanowany całkowicie zmienia swoje zachowanie. Władzę przejmuje jego romantyczna natura. Szedł do Łęckich zestresowany, przepełniony obawami i spięty, niczym nastolatek przed spotkaniem z sympatią.

Już samo przekroczenie progu Łęckich było dla Wokulskiego wyzwaniem, miał wrażenie, że jest jakby czymś odurzony. Stres tak mocno go dekoncentrował, że początkowo nie zauważył wybranki swego serca - panny Izabeli. Zdenerwowanie zakłócało proces logicznego myślenia, a także ruchy Stacha stały się chaotyczne. Wydawał się jakby otępiony "szałem miłosnym".

Na szczęcie po zajęciu miejsca za stołem przemógł początkowe rozkojarzenia i powrócić do pełni władz umysłowych. Dochodzi do głosu jego druga natura, czyli racjonalny i trzeźwo myślący pozytywista. Zimno i z dystansem przygląda się siedzącej w pobliżu Izabeli. Nagle zachodzi w nim przemiana z szaleńczego, ślepego uwielbienia w obojętności. Czyżby jednak nie kochał panny Izabeli, lecz jedynie jej obraz stworzony przez wyobraźnię, jeśli pomimo bliskości tej jedynej i wymarzonej jego serce nie zaczęło bić intensywniej? Jaka może być przyczyna? Tak wiele wysiłku i tyle różnych zabiegów kosztowało go nawiązanie bliższej znajomości z Łęckimi, a teraz, kiedy po długim wyczekiwaniu wreszcie został zaproszony, jego serce pozostaje niewzruszone.

Nawet wyborne potrawy nie robią na nim żadnego wrażenia. Czy to rzeczywiście ten obiad, na którym tak bardzo chciał być? Nagle Stanisław łamie wszelkie przyjęte zasady etykiety i dobrych manier przy stole. Łapczywie je rybę przy pomocy noża i widelca. Po co to robi? Przecież przyszedł tu, zrobić dobre wrażenie na Izabeli, a nie by zrazić ją do siebie. Wiadomo, że doskonale wie, jak zachować się przy stole, bo przecież bywał wiele razy gościem na wystawnych, elitarnych kolacjach. Czy Stach celowo chce prowokować, a może stres przejął nad nim władzę? Wokulskiego zapewne irytuje irracjonalna zasada wyznawana przez towarzystwo w jakim się znalazł, że ważniejsze od człowieka jest jego pochodzenie. Stach jako kupiec nigdy nie zostanie przyjęty do tej elity, więc stara się poprzez prowokacyjne zachowanie uświadomić zgromadzonym sztuczność ich zasad, nawet tych dotyczących poprawnego zachowania się przy stole. Stwierdza nawet, iż "...w warunkach niezwykłych nawet baronowie angielscy stosują się do zasady: robić jak wygodniej...". Pragnie udowodnić i przypomnieć arystokratom, że są zwyczajnymi ludźmi, a te ich sztuczne etykiety tylko ich ośmieszają.

Po skończonym posiłku Stanisław ma okazję, by porozmawiać na osobności Izabelą. Ulega kolejnej przemianie i ponownie jest romantycznym marzycielem. Górę biorą emocje i trudno mu zapanować nad sobą. Ubóstwia swą wybrankę i mógłby wszystko jej ofiarować, czyli wracają uczucia towarzyszące mu przed obiadem. Fakt ten kolejny raz świadczy o rozchwianiu uczuciowym Stacha i niezwykłej skłonności do popadania w skrajne stany emocjonalne .

Stanisław Wokulski to człowiek o skomplikowanej psychice. Stąd nie sposób opisać go w kilku słowach, gdyż jego złożona osobowość pasuje do więcej niż jednego typu charakterologicznego. Wszak on sam zdawał sobie z tego sprawę. Łatwo ulegał skrajnym emocjom od euforii po przygnębienie. To typowy przykład neurotyka, który zagubił się w chaosie przytłaczającego go świata. Ponadto rozdarcie wewnętrzne Wokulskiego pogłębia poczucie odrzucenia przez społeczeństwo, gdyż jest zbyt zamożny i wpływowy, by uchodzić za przeciętnego kupca, z kolei nie posiadając odpowiedniego pochodzenia nie może też przeniknąć do hermetycznie zamkniętej arystokracji. Sądzę jednak, iż najboleśniejszą chorobą bohatera, która determinuje jego zachowanie i czyny jest miłość. Tym tragiczniejsza, że jej spełnieniu przeszkadzają zależności zewnętrzne, a dokładniej różnice społeczne. Stanisław Wokulski ma wszelkie objawy człowieka zakochanego: nieustannie myśli o Izabeli, co skutecznie zakłóca racjonalną ocenę rzeczywistości. Życie w nieustannym stresie oraz wciąż niezrealizowane marzenia zdobycia serca Izabeli sprawiają, iż coraz bardziej postępuje jego szaleństwo.

Zapewne zbawiennym lekarstwem na problemy Wokulskiego mógłby okazać się wyjazd do jakiegoś odosobnionego miejsca, gdzie z dala od zgiełku może zebrałby myśli i spojrzałby z koniecznym w jego przypadku dystansem na własne życie. Gdyby miał taką okazję, by dokonać drobiazgowej analizy swojego życia, to nie jest wykluczone, że jego diagnoza rzeczywistości byłaby zupełnie inna. Z dala od Izabeli zauważyłby zapewne, że na niej świat się nie kończy, a wręcz przeciwnie wiele jest kobiet godnych jego uwagi. Możliwe też, że mając okazję do porównania Izabeli z innymi kobietami, wreszcie zauważyłby, że jest zimna i niczym lalka. W innym wypadku dobrze nie wróżę mojemu pacjentowi. Najprawdopodobniej szaleństwo Wokulskiego będzie postępowało aż do momentu, w którym jego umysł całkowicie straci kontrolę nad czynami.